Gość: Zwolennik (jeszcze
IP: *.magma-net.pl
25.09.02, 18:52
Od kilku miesięcy dokładnie obserwuję "małżeństwo z przymusu" Sojuszu Lewicy
Demokratycznej z ciągle podskakującą Unią Pracy. Zastanawiam się poważnie,
kto jest przygłupem? Ja (nie rozumiejący sprawy), czy też wrocławscy
działacze SLD. Koalicja SLD - UP we Wrocławiu jest paranoją. Licząca
kilkunastu członków Unia wodzi za nos SLD niczym gazda barana na postronku.
Przykłady?
Bardzo proszę.
- Wicewojewoda Ignacy Bochenek - przydziela dyrektorowi wydziału UW (z SLD!)
swojego kolesia (J.Ch.) na zastępcę i nawet nie pyta o jego zdanie.
- Nieudolny i wywalony z pracy w Kredyt Banku Mariusz Put (po kilku
miesiącach dziwnego zwolnienia lekarskiego) nagle zostaje mianowany członkiem
zarządu Dolnośląskiej Regionalnej Kasy Chorych. - Czy Sojusz miał coś do
powiedzenia? G...wno. Rządzi senator z Polkowic i wara SLD-owcom do jego
decyzji.
- Polecono wstawić na wspólną listę wyborczą skompromitowaną unitkę - Beatę
Bodniak. Głośno dyskutuje się na łamach prasy o jej występach w
filmie "Golasy". Ale czy ktoś zapytał, dlaczego Beata Bodniak - kandydatka
wrocławskich unitów do Sejmu RP (!!!) i Rady Miejskiej Wrocławia sama nie
wychowuje swoich dzieci? Dlaczego sąd rodzinny przyznał opiekę byłemu mężowi?
Dlaczego syn musiał być przeniesiony do szkoły w Sobótce?
- Przewodniczący wrocławskiej Unii Pracy, Jerzy Kraśniewski, bez
jakiegokolwiek uzgodnienia z koalicjantem (SLD!) zgłasza kandydaturę na
prezydenta Wrocławia. Unici straszą, że nie oddadzą głosów na Lidię Geringer.
Czy nie jest to ciekawe? Tym bardziej, że J. Kraśniewski otrzymał drugie
miejsce na liście wyborczej.
Dla myślących - dlaczego poseł Hanna Gucwińska wystąpiła z Unii Pracy?