Doktor na rynku pracy

04.12.05, 21:51
Curvva mać! Magister źle bo nie doktor. Doktor źle bo nie ma praktyki. Profesof źle bo mądrzejszy od całej rodziny szefa. To jak tu pracę znaleźć?
    • Gość: sigesmundo Doktor na rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.05, 21:55
      Hmm. Niby wszystko OK, ale jakoś żenujące. Jest coś socjalistycznego w
      zrzeszaniu się doktorantów celem brylowania na rynku pracy. Albo ktoś jest
      wartościowy dla pracodawcy, albo nie. Doktorat nie ma tu żadnego znaczenia,
      jest co najwyżej jak algebraiczny mnożnik, który zwielokrotnia dobre wrażenie
      i ew. zarobki, ale nie ma nic do kompetencji w przyszłej pracy. Co doktorant
      polonistyki wie o zarządzaniu, biologii o finansach, historii o logistyce,
      chemii o handlu, socjologii o programowaniu?
      • Gość: mat Re: Doktor na rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 11:07
        ale zrobiłeś debilne dopasowanie tych zawodów do wykształcenia! bo np.
        socjologów jest pełno w zawodzie zarządzania personelem...a tak poza tym po co
        chemik ma się zajmować handlem?
      • no.logo Brednie 05.12.05, 11:40
        Masz rację. Niby wszystko OK. A jednak w Twoim poście _wszystko_ jest NIE OK:

        > Jest coś socjalistycznego w
        > zrzeszaniu się doktorantów celem brylowania na rynku pracy.

        Hmm... rozumiem, że zrzeszanie się na przykład pracodawców w konfederacjach typu Lewiatan to również czysty socjalizm? Oni przecież również walczą o swoje...

        > Doktorat nie ma tu żadnego znaczenia,

        Ciekawa teza. Doktorat z Politechniki Wrocławskiej nie będzie miał żadnego znaczenia przy szukaniu pracy w firmach z branży IT?

        > jest co najwyżej jak algebraiczny mnożnik

        A jakie jeszcze istnieją oprócz algebraicznych?

        > który zwielokrotnia dobre wrażenie
        > i ew. zarobki, ale nie ma nic do kompetencji w przyszłej pracy

        Rozumiem, że zarobki i dobre wrażenie zupełnie się nie liczą. A technik obróbki skrawaniem może być bardziej kompetentnym ekonomistą od doktora po AE?


        > Co doktorant
        > polonistyki wie o zarządzaniu, biologii o finansach, historii o logistyce,
        > chemii o handlu, socjologii o programowaniu?

        Proponuję Ci eksperyment myślowy. Co doktorant polonistyki wie o polonistyce, zarządzania - o zarządzaniu, biologii - o biologii, finansów - o finanstach, historii - o historii, logistyki - o logistyce, chemii - o chemii, socjologii - o socjologii...?
        • Gość: sigesmundo Re: Brednie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 15:41
          Pozwól, że skomentuję twoje wywody, które, jak rozumiem, uważasz za oczywiste.

          > Hmm... rozumiem, że zrzeszanie się na przykład pracodawców w konfederacjach typ
          > u Lewiatan to również czysty socjalizm? Oni przecież również walczą o swoje...

          Dziwne jest to, że doktoranci, grupa rzekomo tak wartościowa zawodowo musi się
          zrzeszać i przekonywać instytucjonalnie o swojej wartości. Ciekawe, dlaczego
          magistrzy jako magistrzy nie muszą zakładać w tym celu stowarzyszeń... może po
          prostu doktoranci to grupa niepełnowartościowa zawodowo i muszą sobie radzić w
          ten sposób i lobbować za swoimi interesami?

          > Ciekawa teza. Doktorat z Politechniki Wrocławskiej nie będzie miał żadnego znac
          > zenia przy szukaniu pracy w firmach z branży IT?

          Przy szukaniu pracy w branży zgodnej z wykształceniem i kwalifikacjami owszem,
          jednakże jeżeli np. koleś jest cienkim programistą, to nawet najbardziej
          wyrafinowana praca naukowa niewiele mu pomoże, jeśli nie będzie znał podstaw
          swojego zawodu. Niejednokrotnie jednostki wyalnienowane i obawiające się
          konfrontacji z twardymi regułami rynku pracy wybierają cztero- czy pięcioletnie
          stiudia doktoranckie jako swoisty bufor na przeczekanie. Wniosek? Jesteś dobry -
          niepotrzebny ci doktorat, jeśli go zrobisz, to oczywiście dobrze, na pewno
          zarobki na danym stanowisku wzrosną, ale niech nikt mi nie mowi, że zwiększa
          szanse na znalezienie pracy (zwłaszcza, że 4 lata do tyłu,co było wielokrotnie
          podnoszone).

          > > jest co najwyżej jak algebraiczny mnożnik
          >
          > A jakie jeszcze istnieją oprócz algebraicznych?

          Pieniężne, ekonomiczne, taktowania procesorów, mądralo... dyskutuj
          merytorycznie, nie czepiaj się terminów.

          > > który zwielokrotnia dobre wrażenie
          > > i ew. zarobki, ale nie ma nic do kompetencji w przyszłej pracy
          >
          > Rozumiem, że zarobki i dobre wrażenie zupełnie się nie liczą. A technik obróbki
          > skrawaniem może być bardziej kompetentnym ekonomistą od doktora po AE?

          Heh, to w żaden sposób nie wynika z mojej wypowiedzi. Kiepska szkoła retoryki.

          >
          > > Co doktorant
          > > polonistyki wie o zarządzaniu, biologii o finansach, historii o logistyce
          > ,
          > > chemii o handlu, socjologii o programowaniu?
          >
          Proponuję Ci eksperyment myślowy. Co doktorant polonistyki wie o polonistyce, z
          > arządzania - o zarządzaniu, biologii - o biologii, finansów - o finanstach, his
          > torii - o historii, logistyki - o logistyce, chemii - o chemii, socjologii - o
          > socjologii...?

          Zapewne wiele. Tyle że doktoranci na UWr (o czym traktuje komentowany artykuł)
          to w większości studenci nauk humanistycznych i ogólnie - uniwersyteckich,
          niewiele mających wspólnego z tzw. "życiem" (są oczywiście wyjątki, ale stanowią
          mniejszość, zresztą ci "intratni" nie potrzebują się zrzeszać). W Polsce nie ma
          jeszcze tradycji kooperacji uczelniano-przemysłowej i wspierania przez firmy
          projektów możliwych do wdrożenia i spieniężenia. Nadal większośc prac wnosi może
          i piękny wkład do nauki, lecz w nikły sposób podnosi kwalifikacje potrzebne do
          pracy. Przykład - doktorat z wytrzymałości materiałów na PWr nie da ci uprawnień
          budowlanych...
          • no.logo Re: Brednie 05.12.05, 22:04
            Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno, ale miałem pracowity dzień...

            > Ciekawe, dlaczego
            > magistrzy jako magistrzy nie muszą zakładać w tym celu stowarzyszeń... może po
            > prostu doktoranci to grupa niepełnowartościowa zawodowo i muszą sobie radzić w
            > ten sposób i lobbować za swoimi interesami?

            Może na przykład dlatego, że magistrów jest spooooooro więcej i jakiekolwiek stowarzyszanie się nie miałoby większego sensu?
            "Niepełnowartościowa zawodowo"? Potrafisz to uzasadnić?
            "Lobbować za swoimi interesami"? To źle? Nieładnie? Nieuczciwie?

            > jednakże jeżeli np. koleś jest cienkim programistą, to nawet najbardziej
            > wyrafinowana praca naukowa niewiele mu pomoże

            W pełni się tutaj zgadzamy. Chociaż częściej raczej zdarza się, że jest jednak lepszym programistą od "średniej magisterskiej".

            > Niejednokrotnie jednostki wyalnienowane i obawiające się
            > konfrontacji z twardymi regułami rynku pracy wybierają [...]

            Tacy też się zdarzają. Ale strasznie uogólniasz. Zwróć uwagę, że jednak _wszyscy_ obecni profesorowie i doktorzy habilitowani kiedyś byli "tylko doktorami" i "jeszcze bardziej tylko doktorantami". Więc chyba jednak na te studia decydują się również ludzie, którzy mają coś do powiedzenia w swojej dziedzinie.

            > Wniosek? Jesteś dobry
            > niepotrzebny ci doktorat.

            Chcesz być lepszy? Często lepiej opłacany? Zostań doktorem, habilituj się i uzyskaj profesurę. Proste ;-)

            > Pieniężne, ekonomiczne, taktowania procesorów

            Każdy z nich jest algebraiczny :-)

            > to w większości studenci nauk humanistycznych i ogólnie - uniwersyteckich,
            > niewiele mających wspólnego z tzw. "życiem"

            To dość ciekawa klasyfikacja nauk. Przepraszam, ale nie ma ona wiele wspólnego z życiem. Nie chce mi się tu rozpoczynać kolejnego sporu o "wyższość" (sam jestem zarówno humanistą, jak i ścisłowcem), ale Twoja argumentacja na odległość zalatuje tanią propagandą politechniczną.

            A w ogóle, to cała ta nasza sprzeczka (dyskusja?) wynika chyba z tego, że obaj trochę inaczej pojmujemy rolę nauki. Jeśli dla Ciebie tak ważne są słowa "intratny", "spieniężyć", etc., to w życiu się nie dogadamy i tyle.

            Pozdrawiam nieustająco!
    • Gość: Rafis Re: Doktor na rynku pracy IP: 213.199.196.* 04.12.05, 23:21
      wielki_czarownik napisał:

      > Curvva mać! Magister źle bo nie doktor. Doktor źle bo nie ma praktyki.
      Profesof
      > źle bo mądrzejszy od całej rodziny szefa. To jak tu pracę znaleźć?
      >

      Jak sam sie nie zatrudnisz i sobie dobrze nie zapłacisz to nikt Ci tego nie
      zrobi :)
      • Gość: cavalier Re: Doktor na rynku pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.05, 23:23
        a, po co ci był doktorat? Ciesz się nim i nic więcej, A, zapomniałem, mogą
        mówić do Cię - Panie Doktorze
        • Gość: mruczek Re: Doktor na rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.12.05, 23:28
          I doktorom,jeśli już się postarają, to ciężko przekonać do siebie pracodawcę.
          Znam przypadek doktora(uczelnia techniczna), który starał się o pracę dużym
          koncernie z branży motoryzacyjnej.Pracy nie dostał, bo się wystraszyli, że
          ambitny facet może ich wygryźć. Następnym razem zrobił mały "bajer". Usunął dr z
          CV i dostał pracę.
          Jak widać...Pan Doktor nie zawsze ma z górki.
    • Gość: doktor :( Re: Doktor na rynku pracy IP: *.porta.pl 05.12.05, 08:29
      3lata temu, tuż po uzyskaniu tytułu odoktora ruszyłam na poszukiwanie pracy.
      Jako, że jestem biologiem pomyślałam o pracy w firmie farmacetycznej, ale nie
      jako przedstawiciel handlowy tylko w dziale rejestracji leków zagranicznych.
      Niestety już na wstępnie dowiedziałam się, że oni jednak rozmyślili się,
      woleliby kogoś tylko z tytułem magistra bo..... pracujące tam panie będą miały
      bardzo duży dyskomfort. Trochę to potrwało zanim zrozumiałam, że aby znaleźć
      pracę musze z mojego CV usunąć informację o doktoracie. Jak zdecydowała tak
      zrobiłam i jak za dotknieciem czarodziejskiej róźczki nagle stałam się
      atrakcyjna dla pracodawców. Na szczęście mialam w zanadrzu jeszcze biegłą
      znajomość angielskiego.
    • Gość: paszkient Re: Doktor na rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 10:48
      Siedzenie na uczelni często niewiele ma wspólnego ze zdobywaniem praktyki.
      Ideałem jest najpierw zdobycie doświadczenia w pracy i dopiero po tym robienie
      doktoratu. Cztery lata to dużo za dużo na doktorat- strata czasu i pieniędzy.
    • Gość: matt Re: Doktor na rynku pracy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 11:04
      i kto teraz jest głupi! trzeba było iść do zawodówki!! byście mieli teraz 10 -
      letni apraktykę!!!!!
      • Gość: ewa Re: Doktor na rynku pracy IP: *.dziennikarstwo.uni.wroc.pl 05.12.05, 11:44
        No i jak to w Polsce - wychodzi na to, że im kto ciemniejszy, tym lepszy. Nauka
        szkodzi.
    • yanuss Re: Doktor na rynku pracy 05.12.05, 14:52
      Coz, nie kazdy doktor to ktos zaslugujacy na ten tytul. Wielu go uzyskuje na
      przyspieszonych studiach doktoranckich z decydujaca pomoca swiezo habilitowanego
      promotora, ktoremu brakuje doktora do starania sie o profesure. Zgroza bywa tez
      na zajeciach prowadzonych przez doktorantow bo ludzie ci niewiele wiedza a
      rekrutacja na studia odbywa sie dosc liberalnie.
    • yarecki21 Re: Doktor na rynku pracy 05.12.05, 18:30
      Jak tak czytam to nie wiem czy śmiac sie czy plakać. Oczywiscie że do
      przybijania pieczatek lub odbierania telefonow lepiej nadaje się osoba z
      wykształceniem średnim, licencjatem czy tam magistrem. Jesli jednak szuka sie
      naprawde ambitnej i odpowiedzialnej pracy to naturalne że czym wyższe
      wykształcenie tym lepiej. Z tym problemem spotykam się po raz kolejny, to
      paradoks że doktorzy - najzdolnieji ze studentów magisterium, mają problemy ze
      znalezieniem pracy. Ale widac tu przelozenie z ogółu do szczegolu że ciemnym
      spoleczenstwem najlatwiej się rządzi, tak samo prawie żadne szef nie chce żeby
      jego podwładni byli od niego inteligentniejsi :]
Pełna wersja