rozowyjazz
19.12.05, 18:08
czy wy też tak macie, że zawsze znajdą się jacyś ludzie, którzy zechcą się z
wami podzielić swoimi przemyśleniami na temat rowerów i rowerzystów?
najczęściej jeżdżę ścieżkami rowerowymi, czasem ulicą, czasem chodnikiem - gdy
nie ma wyznaczonej ścieżki, a chodnik jest wystarczająco szeroki. i zawsze
ktoś musi mi coś powiedzieć. niemiłego raczej. pomijam już hordy młodzieńców w
wieku, który jeszcze może ich tłumaczyć, krzyczących znienacka "łańcuch ci się
kończy" tudzież "koło ci się kręci". i zawsze są to te same dwa dowcipy,
śmieszne niezmiennie. częściej jednak trafiam na ludzi w bardzo zróżnicowanym
wieku, którzy chyba całą swoją frustrację postanawiają wylać na mnie.
obraźliwie bądź nie, ale dlaczego w ogóle ktoś decyduje się wyrazić
jakąkolwiek opinię na temat mojego stylu życia, gdy ani go o to nie proszę,
ani mu tym nie wadzę? dziś jakaś pani na mój widok cmoknęła z niesmakiem i
powidziała "desperaci", co nawet było zabawne, bo byłam sama. ale, na boga, co
ją to obchodzi?!
nie wiem, jak Wy, ale ja uważam, że poziom rozwoju społeczeństwa można mierzyć
jego stosunkiem do rowerzystów, feministek i wegetarian. należę do wszystkich
tych trzech grup i dostrzegam rażące różnice w traktowaniu w polsce i
gdziekolwiek za granicą, w pradze, żeby daleko nie szukać, że już nie wspomnę
o takim londynie.
pozdrawiam, sfrustrowana co-nie-co.