tomjank
28.12.05, 19:23
Tydzień temu bawiłem się w Studiu54. Wychodząc z klubu zauważyłem, że moja kurtka zamiast wisieć w szatni na odpowiednim wieszaku, leży sobie na podłodze obok rzeczy pana zatrudnionego do pilnowania kurtek (zwanego dalej "złodzejem").
Nie byłoby może w tym nic dziwnego, przecież czasami zdaża się, że kurtka spada z wieszaka i później trudno odnaleźć właściwy. Niestety po ubraniu kurtki stwierdziłem, że została ona dokladnie obszukana, wszystkie kieszenie rozpięte, a na dodatek z wewnętrznej zgiął mój mp3 player.
Dalsza historia jest krótka: wezwałem policję, przeszukanie nic nie dało, a manager nawet nie raczył ze mną porozmawiać [czyżby był przyzwczajony do kradzieży we własnym klubie?]. Pozostało powództwo cywilne lub wzięcie spraw we własne ręce (co czynie popełniając ten wątek). Nie zamierzam zniżać się do poziomu "złodzieja" i rozwiązywać tej sprawy pozaprawnymi środkami.
Oto kilka rzeczy, które mnie zastanowiły:
- pracownik szatni twierdził przed policją, iż nikt oprócz niego nie miał dostępu do mojej kurtki - gdzie i w jaki sposób zniknął w takim razie mój sprzęt?!?! Tego nie potrafił wyjaśnić, jak również spojrzeć mi w oczy. Było mu głupio, że wpadł czy z powodu tego, że zarabia na życie okradając innych? Chyba nie będzie dane mi się tego dowiedzieć.
- nie rozumiem postępowania managera klubu, który nie przejmuje się tym, że zatrudniania złodzieja okradającego jego klientów? A gdzie dbanie o własną renomę i dobro klienta?! Widocznie przyjęto strategię: "Ignorujmy problem a może sam zniknie". Wcześniej chyba znikną wszyscy klienci.
Jeżeli ktoś miał podobny przypadek w tym klubie zachęcam do kontaktu. Nie można pozostać obojętnym na złodziejstwo i chamstwo! Ja przynjamniej nie zamierzam.