ap77
29.01.06, 21:37
Dobrzy ludzie!
Kopiuje za www.dogomania.pl
Dziś byłam świadkiem jak pewien pan oddawał w schronisku we Wrocławiu swojego
psa. Wg jego wyjaśnień nie ma jak się nim zajmować, zdarzało się, że przez
dwa dni pies siedział sam w domu. Panie ze schroniska i ja usiłowałyśmy go
przekonać, żeby starał się znaleźć mu dom - znajomi, ogłoszenia,
internet, "Wyborcza" - chyba nic z tego (nie wiem - bezsilność czy brak
chęci)...czule się z psem pożegnał i poszedł. Nie chcę rozważać zachowania
pana.
Pies siedział ogłupiały, cichy, a w oczach rozpacz i kompletne zagubienie.
Siedział jak kamienny posążek.
Pogłaskałam go a on pięknie podał mi łapę.
Ma na imię Maks, ma 2 lata.
Jest dość duży, wysokości owczarka niemieckiego, ale dużo drobniejszy (wręcz
chudy...) , na wysokich łapach. Krótkowłosy, umaszczenie z przewagą białego,
ale i dropiate czarne plamy i trochę brązu na głowie + biała strzałka.
Naprawdę ładny.
Mieszkał w mieszkaniu, właściciel mówił, że bardzo lubi dzieci i nie ma
problemów z innymi psami. Zapomniałam spytać o koty, niestety. Ma książeczkę
zdrowia i szczepienia.
Po wyjściu właściciela byłam tam jeszcze dłuższą chwilę, był tam też inny
mniejszy pies-samiec, nie zwracali na siebie uwagi. Po chwili wszedł
pielęgniarz z dużym,energicznym i dość bojowo nastawionym "wyżłowatym", który
obwarczał Maksa z bliska, Maks odsunął się i nie zareagował.
Ogólnie wrażenie:spokojny, zrównowazony pies.
Ma numer 2271.
Czy Maks znajdzie swoje miejsce na ziemi? Człowieka, który go pokocha na
zawsze? Prześladują mnie te zagubione oczy...
Tutaj wiecej szczegolow i zdjecie
www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=18690
Moze ktos sie zlituje?