jak jeżdżą sąsiedzi?

IP: *.pl 09.10.01, 08:01
jak zapewne część z Was wie mieszkam /niestety/ w Warszawie a co za tym idzie
problemy aglomeracji miejskich mamy zblizone.Chciałbym sie dowiedziec kierowców
jakich starych województw uważają Wroclawianie za najgorszych? Osobiście
twierdze ,że z persektywy Wawy takimi kierowcami są: Siedlce i Radom (aż strach
za takimi jechać).A jak to jest u Was?

bonczek
    • Gość: Jureek Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 62.8.156.* 09.10.01, 08:26
      To nie jest problem umiejętności kierowców, to jest problem ludzkiej mentalności, która potrzebuje
      kogoś gorszego i mniejszego, żeby samemu się podbudować. Tak samo jak w Warszawie o
      kierowcach z Radomia i Siedlec, mówi się w Wiesbaden o kierowcach z Ruedesheimu, a we
      Frankfurcie o kierowcach z Offenbachu.
      Jurek (który uważa, że kierowcy dzielą się na dobrych i złych, a nie tych stąd lub stamtąd)
      • Gość: vic Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.10.01, 10:27
        Trudno nie zgodzić się z tym co napisał Jurek.Myślę też ,że narzekanie na
        kierowców z innych miast (zwłaszcza z tych dużo mniejszych)bierze się z braku
        życzliwości.Wielu w czasie jazdy toczy swoją prywatną wojnę na drodze, często
        jadąc codzienne na tej samej trasie do i z pracy ,na pamięć,nie toleruje innych
        nie znających topografii miasta.
        Pomóżmy im ,pomimo uciążliwości ruchu tranzytowego bądżmy im życzliwi,nie
        traktujmy ich jak obcych , a z czasem przestaniemy ich zauważać.Ja tak właśnie
        robię i nie narzekam.Kierowcy z poza Wrocławia nie są tak niebezpieczni jak
        kierowcy służbowych samochodow ( AC opłacone przez firmę) w ciągłym pośpiechu,
        wymuszający pierwszeństwo,jeżdżący po pasach przeznaczonych dla tramwajów .
        Pozdrawiam wszystkich życzliwych
        • Gość: Wolf Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 10.10.01, 11:46
          Ja też tak kiedyś uważałem że nie ma znaczenia skąd dana osoba jest tylko czy
          jest to dobry czy zły kierowca. Ale na podstawie moich długoletnich obserwacji
          drogowych stwierdzam z przykrością iż najgorszymi kierowcami są ci z rejony
          Wałbrzych, i nie potrafię tego wytłumaczyć ale rejestracje zaczynające się na
          WY.. to zgroza WB... trochę lepiej ale to jeszcze nie karnawał. Ostatnimi czasy
          jestem też poważnie zaniepokojony kierowcami z Leszna ale do Wałbrzycha
          naszczęście jeszcze im daleko.

          To tyle moich wywodów przepraszam jeżeli kogoś uraziłem, to nie było moim
          zamiarem.

          Pozdrawiam wszystkich formułowiczów
          Wolf
    • Gość: Pablo Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 217.96.36.* 09.10.01, 12:36
      Noooo się popisałeś... Akurat jak kto jeździ ma się nijak do tego gdzie mieszka.
      Jeżdżę bardzo dużo po całym kraju i wszędzie spotykam kierowców, którzy nie
      są "najlepsi" w tym co robią za kółkiem - także w Warszawie i Wrocławiu.
      Pomijam fakt, że jestem akurat z Radomia;-)) Ale rozmiawiając z ludź z całej
      Polski, to właśnie kierowcy na warszawskicj numerach rejestracyjnych są
      postrzegani jako najniebezpieczniejsi i najbardziej niekulturalni użytkownicy
      polskich dróg.

      Życząc bezwypadkowej jazdy
      Pablo
      • Gość: Pafik Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 64.124.150.* 09.10.01, 14:44
        Gość portalu: Pablo napisał(a):

        > Akurat jak kto jeździ ma się nijak do tego gdzie mieszka

        A jednak sie ma. Ktos, kto przez jakis czas nie wyjechal poza swoja n-tys.
        miejscowosc (gdzie n -> 0) traci podstawowe (i bardzo wazne) nawyki sposobu
        jazdy w duzym, zatloczonym miescie. Sam wielokrotne widzialem jak tacy kierowcy
        powodowali zagrozenie. Nie tak dawno bylem swiadkiem stluczki (a szczescie tylko
        tyle) gdy kierowca z rejestracja malego miasta wojewodzkiego (juz bylego) bez
        ostrzezenia nagle zaczal skrecac w lewo z prawego pasa.
        Jak sie nie jezdzi w roznych warunkach (a duze miasto to najtrudniejsze z nich)
        to nie ma mozliwosci zeby byc co najmniej poprawnym. A kierowcy z - nie
        obrazajac nikogo - prowincji jednak rzadko maja ku temu sposobnosc. Oczywiscie
        mozna to probowac nadrabiac maksymalna ostroznoscia, ktora jednak rodzi malo
        plynna jazde, co rowniez generuje zagrozenia.
        • Gość: Jureek Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 62.8.156.* 09.10.01, 15:17
          Gość portalu: Pafik napisał(a):

          > Gość portalu: Pablo napisał(a):
          >
          > > Akurat jak kto jeździ ma się nijak do tego gdzie mieszka
          >
          > A jednak sie ma.

          A jednak się nie ma. Zauważ, że Pablo napisał "gdzie mieszka", a nie "gdzie jeździ". Można mieszkać w
          małym miasteczku, a codziennie jeździć po zatłoczonych ulicach dużych miast.

          > Ktos, kto przez jakis czas nie wyjechal poza swoja n-tys.
          > miejscowosc (gdzie n -> 0) traci podstawowe (i bardzo wazne) nawyki sposobu
          > jazdy w duzym, zatloczonym miescie.

          To fakt.

          > Sam wielokrotne widzialem jak tacy kierowcy
          >
          > powodowali zagrozenie.

          A skąd wiedziałeś, że to tacy kierowcy? Pytałeś ich, jak długo już nie opuszczali swojego miasteczka?

          > Nie tak dawno bylem swiadkiem stluczki (a szczescie tylk
          > o
          > tyle) gdy kierowca z rejestracja malego miasta wojewodzkiego (juz bylego) bez
          > ostrzezenia nagle zaczal skrecac w lewo z prawego pasa.

          A to w małych miastach wojewódzkich nie uczą na kursach prawa jazdy, że tak nie należy robić? A może
          był to po prostu zły kierowca? Sam mam bardzo często do czynienia z kierowcami oszczędzającymi na
          migaczach. Według tablic rejestracyjnych mieszkają w dużych miastach. Czy mam wyciągnąć z tego
          wniosek, że w dużych miastach nie uczą używania migaczy?

          > Jak sie nie jezdzi w roznych warunkach (a duze miasto to najtrudniejsze z nich)
          >
          > to nie ma mozliwosci zeby byc co najmniej poprawnym. A kierowcy z - nie
          > obrazajac nikogo - prowincji jednak rzadko maja ku temu sposobnosc.

          Oczywiście, że doświadczenie robi swoje. Radziłbym jednak zamiast narzekać na tych, co to gubią się w
          Twoim mieście wysilić empatię i wyobrazić sobie, że sam znajdziesz się w obcym i jeszcze większym
          mieście (w Stambule, albo jeszcze lepiej w Kairze).

          > Oczywiscie
          > mozna to probowac nadrabiac maksymalna ostroznoscia, ktora jednak rodzi malo
          > plynna jazde, co rowniez generuje zagrozenia.

          Wyobrażam sobie taką sytuację. Zdarzyło mi się właśnie we Wrocławiu, że jechałem przez miasto lewym
          pasem prawidłowo z szybkością 60 km/h. Trudno było zjechać na prawy pas bez stworzenia zagrożenia,
          jeśli pomykali nim wszyscy przynajmniej osiemdziesiątką. Tylko kto wtedy stwarzał zagrożenie? Ten który
          jechał z maksymalną dozwoloną szybkością? Czy ci, którzy przekraczali ją?
          Jurek

          P.S. Co rozumiesz pod pojęciem płynnej jazdy? Dla mnie jest to jazda bez zbędnego przyspieszania i
          zbędnego hamowania. A niestety widuję często właśnie miejscowych ruszających na zielonym z piskiem
          opon po to, żeby na następnym skrzyżowaniu również z piskiem opon ostro hamować. To chyba niewiele
          ma wspólnego z płynną jazdą.
          • Gość: Pafik Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.kom-net.pl 09.10.01, 16:58
            Gość portalu: Jureek napisał(a):

            > A jednak się nie ma. Zauważ, że Pablo napisał "gdzie mieszka", a nie "gdzie
            jeź
            > dzi". Można mieszkać w
            > małym miasteczku, a codziennie jeździć po zatłoczonych ulicach dużych miast.

            Ok, urealnie swoje zdanie: ma sie, choc nie w kazdym przypadku. A uzasadniam
            to tym, ze zazwyczaj tam gdzie sie mieszka tam sie rowniez jezdzi, bo w
            wiekszosci przypadkow praca rowniez jest na miejscu. Dlatego nawet mieszkajac
            blisko duzego miasta bylbym w nim "od swieta".


            > > Sam wielokrotne widzialem jak tacy kierowcy
            > >
            > > powodowali zagrozenie.
            >
            > A skąd wiedziałeś, że to tacy kierowcy? Pytałeś ich, jak długo już nie
            opuszcza
            > li swojego miasteczka?

            Nie wiedzialem wprost, tylko statystycznie. Ci ktorzy bywaja w miastach
            czesciej jezdza tam lepiej, bo maja w tym wieksze doswiadczenie.


            > > Nie tak dawno bylem swiadkiem stluczki (a szczescie tylk
            > > o
            > > tyle) gdy kierowca z rejestracja malego miasta wojewodzkiego (juz bylego)
            > bez
            > > ostrzezenia nagle zaczal skrecac w lewo z prawego pasa.
            >
            > A to w małych miastach wojewódzkich nie uczą na kursach prawa jazdy, że tak
            nie
            > należy robić? A może
            > był to po prostu zły kierowca?

            Tak, jest to mozliwe. To byl tylko przyklad, wlaczylem go jednak w moje
            osobiste doswiadczenie i wyszlo, ze w miescie - uwzgledniajac proporcje wsrod
            kierowcow - ci z malych miejscowosci czesciej zwracaja moja uwage w
            pejoratywnym znaczeniu. Przyczyny tego stanu upatruje w nie jezdzeniu na
            codzien po duzym miescie.


            > Sam mam bardzo często do czynienia z kierowcami
            > oszczędzającymi na
            > migaczach. Według tablic rejestracyjnych mieszkają w dużych miastach. Czy
            mam w
            > yciągnąć z tego
            > wniosek, że w dużych miastach nie uczą używania migaczy?
            >

            Wierze, ze nauka jest wszedzie jednakowa. Ale zeby nie poszla w las to trzeba
            ja przekladac na jazde (w tym wypadku - w miescie). Znowu idzie o brak
            nawykow. Doprecyzuje tu "moj" przyklad: bylo to na ul. Sklodowskiej-Curie,
            gdzie sa po dwa pasy ruchu, ale na dlugim odcinku nie ma namalowanych linii
            rozdzielajacych. Ow kierowca sadzil zapewne ze jest jeden pas i z prawego
            zaczal robic lewoskret. Niedouczony? Nie sadze. Niedoswiadczony? Ku temu sie
            sklaniam.


            > Oczywiście, że doświadczenie robi swoje. Radziłbym jednak zamiast narzekać
            na t
            > ych, co to gubią się w
            > Twoim mieście wysilić empatię i wyobrazić sobie, że sam znajdziesz się w
            obcym
            > i jeszcze większym
            > mieście (w Stambule, albo jeszcze lepiej w Kairze).
            >

            Gdzie napisalem ze pietnuje gubienie sie? Chodzi o stwarzanie zagrozenia.
            Mozna sie gubic zachowujac bezpieczenstwo jazdy, mozna nie zachowujac. Chyba
            nie sugerujesz, ze przyjezdni z powodu nieznajomosci miasta moga nie zwazac na
            przepisy albo tratowac je "z przymruzeniem oka"?


            > Wyobrażam sobie taką sytuację. Zdarzyło mi się właśnie we Wrocławiu, że
            jechałe
            > m przez miasto lewym
            > pasem prawidłowo z szybkością 60 km/h. Trudno było zjechać na prawy pas bez
            stw
            > orzenia zagrożenia,
            > jeśli pomykali nim wszyscy przynajmniej osiemdziesiątką. Tylko kto wtedy
            stwarz
            > ał zagrożenie? Ten który
            > jechał z maksymalną dozwoloną szybkością? Czy ci, którzy przekraczali ją?

            Ci drudzy; zakladam ze na tej konkretnej ulicy nie bylo mozliwosci szybszej
            jazdy (czyli ograniczenia do 80).


            > P.S. Co rozumiesz pod pojęciem płynnej jazdy? Dla mnie jest to jazda bez
            zbędne
            > go przyspieszania i
            > zbędnego hamowania. A niestety widuję często właśnie miejscowych ruszających
            na
            > zielonym z piskiem
            > opon po to, żeby na następnym skrzyżowaniu również z piskiem opon ostro
            hamować
            > . To chyba niewiele
            > ma wspólnego z płynną jazdą.

            Zgoda co do definicji i widywanej "agresywnej" jazdy miejscowych. Widuje tez
            nie miejscowych, ktorzy w warunkach miejskiego tloku utrzymuja 20 m odstepu za
            poprzedzajacym samochodem, potrzebuja luki 100 m zeby zmienic pas, a jak nie
            maja to zatrzymuja sie na srodku drogi i czekaja. Tego plynnoscia rowniez
            nazwac nie moge.


            Generalnie podobne wady maja i kierowcy z duzych miast, i z malych (np. sprawa
            kierunkowskazow). Ja pisalem konkretnie o poruszaniu sie po duzym miescie,
            gdzie na wady tych z malych miejscowosci naklada sie zazwyczaj brak lub male
            doswiadczenie w jezdzie po miescie wlasnie. Dlatego statystycznie w takich
            warunkach kierowcy z mniejszych miejscowosci poruszaja sie gorzej.
            • Gość: Birbant Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.10.01, 17:38
              Co Wy ciągle z tymi kierunkowskazami.To również kwestia refleksu,dobrego wzroku
              oraz indywidualnuch predyspozycji.Może człowiek rodzi się ze smykałką do
              prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych (podobnie jak do ich naprawiania).
              • Gość: Jureek Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 62.8.156.* 10.10.01, 11:21
                Gość portalu: Birbant napisał(a):

                > Co Wy ciągle z tymi kierunkowskazami.To również kwestia refleksu,dobrego wzroku
                >
                > oraz indywidualnuch predyspozycji.Może człowiek rodzi się ze smykałką do
                > prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych (podobnie jak do ich naprawiania).

                Nie bardzo rozumiem, Birbant, co chciałeś przez to powiedzieć. Ze jak ktoś ma smykałkę do prowadzenia
                pojazdów mechanicznych, to nie musi sygnalizować swoich zamiarów kierunkowskazami?
                A co do refleksu, to przyznaję Ci rację, ale częściowo. Czasami zbytnie zaufanie do własnego refleksu
                może być groźne. Gdy czasami obserwuję tych z refleksem wykorzystujących każdą najmniejszą lukę,
                żeby wyprzedzić poprzedzający samochód, to włosy jeżą się na głowie. Sto razy mogą zdążyć, ale za
                stopierwszym może to niezbyt wesoło wyglądać, szczególnie jeśli jadący z naprzeciwka nie wykaże się
                wystarczającym refleksem i nie usunie się do rowu.
                Uważam więc, że dobry kierowca to nie tylko refleks, dobry wzrok i smykałka. To także wyobraźnia (a tej
                nabiera się wraz z doświadczeniem), spokój i rozwaga.
                Pozdrawiam
                Jurek
                • Gość: Birbant Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.10.01, 13:37
                  Oczywiście,że brałem także pod uwagę spokój , rozwagę i wyobraznię.Nie
                  zrozumieliśmy się co do kierunkowskazów.(nie moja wina).Ale jak ktoś jeżdzi za
                  przeproszeniem taryfiarz to szlag mnie trafia.Widzę ,że się nie porozumiemy w
                  sprawie jazdy-inna liga.Pozdro.
            • Gość: Jureek Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 62.8.156.* 10.10.01, 09:25
              Gość portalu: Pafik napisał(a):

              > Ok, urealnie swoje zdanie: ma sie, choc nie w kazdym przypadku. A uzasadniam
              > to tym, ze zazwyczaj tam gdzie sie mieszka tam sie rowniez jezdzi, bo w
              > wiekszosci przypadkow praca rowniez jest na miejscu. Dlatego nawet mieszkajac
              > blisko duzego miasta bylbym w nim "od swieta".

              Wygląda na to, żemamy trochę inne doświadczenia. Ci z Offenbachu przyjeżdżają do Frankfurtu
              codziennie do pracy, a mimo to krążą legendy o nieumiejących jeździć mieszkańcach Offenbachu. Stąd
              moja uwaga.

              > Nie wiedzialem wprost, tylko statystycznie. Ci ktorzy bywaja w miastach
              > czesciej jezdza tam lepiej, bo maja w tym wieksze doswiadczenie.

              Zgoda.

              > Tak, jest to mozliwe. To byl tylko przyklad, wlaczylem go jednak w moje
              > osobiste doswiadczenie i wyszlo, ze w miescie - uwzgledniajac proporcje wsrod
              > kierowcow - ci z malych miejscowosci czesciej zwracaja moja uwage w
              > pejoratywnym znaczeniu. Przyczyny tego stanu upatruje w nie jezdzeniu na
              > codzien po duzym miescie.

              Z nowymi tablicami rejestracyjnymi łatwiej jest odróżnić, kto jest skąd. Ale wcześniej? Przecież ten z
              tablicą wrocławska mógł być z Sobótki lub Trzebnicy.
              Wiadomo jest, że obcy jeżdżą po mieście gorzej niż miejscowi. Wynika to po prostu ze znajomości
              miasta. To też zauważyłem. Nie zauważyłem natomiast, aby co z Suwałk na przykład gorzej jeździli po
              Wrocławiu niż ci z Lublina. A według Twojej teorii powinni.

              > Wierze, ze nauka jest wszedzie jednakowa. Ale zeby nie poszla w las to trzeba
              > ja przekladac na jazde (w tym wypadku - w miescie). Znowu idzie o brak
              > nawykow. Doprecyzuje tu "moj" przyklad: bylo to na ul. Sklodowskiej-Curie,
              > gdzie sa po dwa pasy ruchu, ale na dlugim odcinku nie ma namalowanych linii
              > rozdzielajacych. Ow kierowca sadzil zapewne ze jest jeden pas i z prawego
              > zaczal robic lewoskret. Niedouczony? Nie sadze. Niedoswiadczony? Ku temu sie
              > sklaniam.

              Masz rację. Chyba niedoświadczony. A tak przy okazji to miasto nie powinno oszczędzać na malowaniu
              pasów na jezdni. To naprawdę poprawia bezpieczeństwo. Była w Wiesbaden taka ulica, co to nie
              wiadomo, czy miała dwa pasy, czy cztery. Tzn. cztery samochody osobowe mieściły się, ale dwa autobusy
              + 2 osobówki już nie. Po remoncie poszerzono pas dla rowerów zwężając jezdnię i już nie ma
              wątpliwości. No i wypadków mniej.

              > Gdzie napisalem ze pietnuje gubienie sie? Chodzi o stwarzanie zagrozenia.
              > Mozna sie gubic zachowujac bezpieczenstwo jazdy, mozna nie zachowujac.

              Oczywiście, że można. Nawet jeśli w obcym mieście zauważę w ostatniej chwili, że powinienem skręcić w
              lewo, to nie będę tego robił będąc na prawym pasie.

              > Chyba
              > nie sugerujesz, ze przyjezdni z powodu nieznajomosci miasta moga nie zwazac na
              > przepisy albo tratowac je "z przymruzeniem oka"?

              Nie o to mi chodziło. Przepisów powinien przestrzegać każdy. Ty pisałeś jednak też o płynności jazdy.
              Chodziło mi o wyrozumiałość dla obcych zwalniających np. przed tablicami informacyjnymi, żeby je
              przeczytać. To nie jest naruszenie przepisów, ale spowalnia ruch.

              > Ci drudzy; zakladam ze na tej konkretnej ulicy nie bylo mozliwosci szybszej
              > jazdy (czyli ograniczenia do 80).

              Powstańców Sląskich między rondem a skrzyżowaniem z Piłsudskiego. Tam chyba powinno się jeździć
              sześdziesiątką.

              > Zgoda co do definicji i widywanej "agresywnej" jazdy miejscowych. Widuje tez
              > nie miejscowych, ktorzy w warunkach miejskiego tloku utrzymuja 20 m odstepu za
              > poprzedzajacym samochodem, potrzebuja luki 100 m zeby zmienic pas, a jak nie
              > maja to zatrzymuja sie na srodku drogi i czekaja. Tego plynnoscia rowniez
              > nazwac nie moge.

              Fakt, takie zachowania tamują ruch. Mimo to uważam je za mniejsze zagrożenie niż jazda agresywna,
              ryzykowne wyprzedzanie, używanie sygnałow świetlnych i dźwiękowych jako poganiaczy itp.

              > Generalnie podobne wady maja i kierowcy z duzych miast, i z malych (np. sprawa
              > kierunkowskazow). Ja pisalem konkretnie o poruszaniu sie po duzym miescie,
              > gdzie na wady tych z malych miejscowosci naklada sie zazwyczaj brak lub male
              > doswiadczenie w jezdzie po miescie wlasnie. Dlatego statystycznie w takich
              > warunkach kierowcy z mniejszych miejscowosci poruszaja sie gorzej.

              Tak jak już pisałem na początku, większe znaczenie ma tutaj według mnie nieznajomość miasta. Tym
              bardziej, że w ostatnim czasie kiedy przybyło samochodów warunki jazdy w takim Opolu czy Wrocławiu
              wcale tak wiele się nie różnią (no, poza tym, że w Opolu nie ma tramwajów).
              Pozdrawiam
              Jurek

              P.S. Fajnie się z Tobą dyskutuje.
              • Gość: Pafik Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 64.124.150.* 10.10.01, 11:29
                Gość portalu: Jureek napisał(a):

                > Wiadomo jest, że obcy jeżdżą po mieście gorzej niż miejscowi. Wynika to po pros
                > tu ze znajomości
                > miasta. To też zauważyłem. Nie zauważyłem natomiast, aby co z Suwałk na przykła
                > d gorzej jeździli po
                > Wrocławiu niż ci z Lublina. A według Twojej teorii powinni.
                >

                Jednak roznica miedzy Suwalkami a Lublinem jest mniejsza niz miedzy tymi dwoma
                miastami a przyslowiowa Kozia Wolka. Nawet zakladajac ta sama nieznajomosc
                topografii obcego terenu przyjezdni z duzych miast jezdza w wielkomiejskich
                warunkach najlepiej, bo na codzien stykaja sie z nimi, ci ze srednich nieco
                gorzej, bo np. u nich nie ma tramwajow, jest mniejszy tlok itp., a ci z
                najmniejszych radza sobie najgorzej. To wszystko statystycznie, bo zdarzaja sie
                sytuacje dokladnie odwrotne.


                > Chodziło mi o wyrozumiałość dla obcych zwalniających np. przed tablicami inform
                > acyjnymi, żeby je
                > przeczytać. To nie jest naruszenie przepisów, ale spowalnia ruch.
                >

                Tak. Wyrozumialosci nam czasem brak. Mysle ze wszystkim przydalaby sie "lekcja"
                w duzej aglomeracji na Zachodzie. Wtedy nabiera sie pokory. Nieswojo sie czulem
                wjezdzajac do Paryza czy Barcelony na dodatek tylko z atlasem Europy na
                kolanach. Wtedy kazde skrzyzowanie to dylemat - skrecac juz, czy jeszcze nie. I
                nie pomaga w szybkim podejmowaniu decyzji zniecierpliwiony klakson miejscowego.


                > Tak jak już pisałem na początku, większe znaczenie ma tutaj według mnie nieznaj
                > omość miasta. Tym
                > bardziej, że w ostatnim czasie kiedy przybyło samochodów warunki jazdy w takim
                > Opolu czy Wrocławiu
                > wcale tak wiele się nie różnią (no, poza tym, że w Opolu nie ma tramwajów).

                Rzeczywiscie roznice w warunkach jazdy stopniowo sie wyrownuja, no ale jednak
                zawsze beda - widoczne szczegolnie w porownaniach miasto-wies.


                > P.S. Fajnie się z Tobą dyskutuje.

                Dzieki i nawzajem :)


                Pozdrawiam!
            • Gość: Pablo Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 217.96.36.* 12.10.01, 09:37
              Gość portalu: Pafik napisał(a):
              >
              > Nie wiedzialem wprost, tylko statystycznie. Ci ktorzy bywaja w miastach
              > czesciej jezdza tam lepiej, bo maja w tym wieksze doswiadczenie.

              Ok. Ale doświadczenie tylko w jeździe miejskiej. Często kowboje miejskich szos są
              jak bezradne dzieci poza miastem

      • Gość: bonczek Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.pl 09.10.01, 21:02
        Ha pablo moje pytanie było uogólnieniem z którym nie trzeba sie zgadzac,Pytałem
        o opinie jakie sie utarly a nie o prawdziwe podstawy ich powstania.Sam mam
        rodzine -rodziców w radomiu i nie narzekam jednak jedno wlasne doswiadczenia a
        drugie to obiegowa ocena...a co do warszawiakow faktycznie jezdza po
        chamsku,,zreszta nie tylko to tak robią
    • Gość: yenot Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: 195.117.234.* 09.10.01, 14:02
      Hi !
      Uwaga na Wałbrzyszan ! I nie jest to tylko moja opinia.
      Myślałem kiedyś, że to tylko moje niejasne odczucie, ale kiedyś zgadałem się z
      innym kierowcą.
      Teraz jednak chłopaki podciągnęły się w górę. I tak trzymać.
      pozdro.
      • Gość: Birbant Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 09.10.01, 14:16
        Zgadzam się co do Wałbrzyszan w 100%.Jak widzę auto na wałbrzyskich numerach od
        razu włącza mi się "lampka ostrzegawcza".
        • roberto65 Re: jak jeżdżą sąsiedzi? 12.10.01, 20:56
          Unikam jak ognia kierowców na wałbrzyskich, łomżyńskich, suwalskich i
          krośnieńskich numerach rejestracyjnych...
          • Gość: Sailer Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.99.252.64.snet.net 13.10.01, 01:57
            Niestety we Wroclawiu najbardziej beznadziejnie jezdza... wroclawiacy! Zaraz za
            nimi sa debesciacy z Walbrzycha.
    • Gość: monil Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.nat.visnet.pl 13.10.01, 03:09
      Nie będę odkrywcza,ale z moich doświadczeń wynika,że niestety najbardziej
      trzeba uważać na kierowców z rejestracją wałbrzyską (bez urazy) :-).
      Pozdro.Baba za kierownicą
      P.s. A swoją drogą,ciekawe, dlaczego ten wątek zdominowany jest przez panów? :)
      • Gość: Pafik Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.kom-net.pl 13.10.01, 12:08
        Gość portalu: monil napisał(a):

        > P.s. A swoją drogą,ciekawe, dlaczego ten wątek zdominowany jest przez panów? :)

        Bo panow-kierowcow jest wiecej :)
        • Gość: egon Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.01, 18:27
          Najgorsze są baby za kierownicą! Przerąbana sprawa.
          • Gość: monil Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.nat.visnet.pl 13.10.01, 22:18
            Gość portalu: egon napisał(a):

            > Najgorsze są baby za kierownicą! Przerąbana sprawa.

            Prezentujesz typowo męski punkt widzenia. :-) Myślę,że naprawdę przerąbaną sprawą
            jest, kiedy samochód prowadzi osoba bez wyobrażni,która zapomina,że nie jest
            jedynym użytkownikiem jezdni.I dotyczy to zarówno kobiet,jak i mężczyzn.Nie
            zawsze mężczyzna = lepszy kierowca.Takie jest moje skromne zdanie. :)
            Pozdro! :)
            Ps.I jeszcze słówko do Pafika : pewnie masz rację,ale jeżdżąc codziennie po
            Wrocławiu widzę coraz więcej pań za kierownicą ;może idzie ku lepszemu? :-) Pzdr.
      • Gość: flip Re: jak jeżdżą sąsiedzi? IP: *.p.lodz.pl 13.10.01, 18:43
        Tak sobie wpadlem i mi sie nasunelo takie (choc nie wiem, czy o sasiadach):
        Kolega byl kiedys w Peterburku i widzial o 4-tej rano jak rozpedzona ciezarowka
        potracila jakiegos pijaczka. Kierowca zatrzymal, wyszedl z szoferki, popchnal
        go butem w kierunku kraweznika i pojechal dalej.
        W Brytanii znowu dominuje czesto "zdrowy rozsadek". Jak sa swiatla dla pieszych
        bez skrzyzowania, a nie ma tlumu pieszych, to samochody, przepusciwszy ludzi -
        ruszaja na czerwonym. Nikt sie nie dziwi, a rzecz moze sie dziac w srodku
        Londynu.
        W Neapolu - analogiczne przejscie, trzypasmowa jezdnia. Jak sie nie wejdzie na
        jezdnie, to nikt sie nie zatrzyma. Jak sie wejdzie - to zatrzymaja sie tylko
        ci, ktorzy niechybnie delikwenta by przejechali. Reszta sie posuwa jak gdyby
        nigdy nic. Wlasciwie nie ma po co wlaczac sygnalizacji.
        Sa wiec rowniez roznice regionalne, nie tylko dobrzy i zli kierowcy.
    • roberto65 Re: jak jeżdżą sąsiedzi? 13.10.01, 22:22
      Egonie, znam wiele kobiet, które są lepszymi kierowcami od niejednego faceta...
      Nie widziałem też zadnej kobiety piratujacej po centrum po 150 km/h jak czynią
      to młodzi chłopacy w sportowych bryczkach...
      Pozdro !
Pełna wersja