emi69
25.03.06, 10:53
Miasto do życia - Nie tylko Arabowie lubią Wrocław
Wrocławski Rynek i sad w syryjskich górach. Co łączy dwa tak odległe miejsca?
Dla Zijada Abou Saleha są one najpiękniejsze na ziemi
Zijad jest wrocławianinem z wyboru od przeszło dwudziestu lat. Z Syrii
przyjechał tu po to, by studiować informatykę. Szybko jednak zainteresowały go
inne dziedziny.
– Zostałem przewodniczącym międzyuczelnianego komitetu studiów zagranicznych –
wspomina. – Dla studiujących tu ludzi z całego świata stałem się niańką i
powiernikiem.
Tak powstał pomysł studiów socjologicznych. Po ich skończeniu Zijad kilka lat
dokumentował życie obcokrajowców w Polsce. Tematem jego pracy doktorskiej był
„Obraz Polski i Polaków w oczach Arabów”. Zauważył, że opinie osób, żyjących
we Wrocławiu, różniły się od tych, którzy poznali inne polskie miasta. A
różnice były zbyt istotne, by uznać je za przypadek.
U nas przyjemniej
Ponad 2/3 badanych (72,9%) określało Polaków jako tolerancyjnych, tylko 13,9%
z ankietowanych uważało, że jest przeciwnie.
– 89% arabskich studentów, mieszkających we Wrocławiu, uznało Polaków za
tolerancyjnych – mówi Ablu Saleh. – I tylko połowa warszawskich studentów
miała takie samo zdanie.
Podobnie wyglądały deklaracje o polsko-arabskich przyjaźniach. Ankiety
wykazały, że najwięcej polskich przyjaciół mają Arabowie właśnie we Wrocławiu.
Na pytanie „Czy chciałbyś zostać w Polsce po skończeniu studiów?” aż 2/3
wszystkich badanych deklarowało chęć dalszego pobytu w Polsce. Najchętniej
odpowiadali tak Arabowie wrocławscy (86%).
Zijad jest przekonany, że ta prawidłowość dotyczy wszystkich innych
obcokrajowców. Kiedy ogłosił konkurs na pamiętnik „obcego”, pisali do niego
ludzie z całego świata (efektem była książka „W poszukiwaniu piątego kąta”).
„Na początku studiów na Politechnice Warszawskiej zacząłem się stykać z inną
rzeczywistością, uderzyły mnie przede wszystkim chłód i dystans, z jakim
większość studentów nas traktowała. Jedynym wyjściem dla mnie była zmiana
środowiska. Przeniosłem się do Wrocławia, tutaj miałem wielu przyjaciół z
kraju. Odkryłem, że ludzie z Wrocławia są bardziej otwarci i mniej
zarozumiali. Wrocław to miasto, które należy już zawsze do mojego życia” –
wyznał Diallo S. z Mali.
Takich opinii Zijad zebrał więcej. We Wrocławiu najlepiej się czuli studenci z
Kamerunu, Wietnamu, Kolumbii.
Powody, dla których wybiera się miejsce do życia, nie zawsze bywają
racjonalne. Pochodzący z Libanu wrocławski ginekolog, dr Farah. H. Sleiman, w
stolicy Dolnego Śląska pracuje przeszło dwadzieścia lat. Ale na decyzję
pozostania w tym mieście nie wpłynęły jego nadzwyczajne walory.
– Kiedy przyjechałem w latach 80. na studia, byłem rozczarowany – wspomina. –
Było ponuro, środek zimy, temperatura poniżej dwudziestu stopni. Wieczorami
siedzieliśmy w ośrodku dla cudzoziemców w Łodzi przed telewizorem i
śledziliśmy prognozę pogody, czekając na zapowiedź, że w końcu się ociepli.
Wtedy właśnie dr Sleiman po raz pierwszy zwrócił uwagę na Wrocław.
– Uznałem, że to najcieplejsze miasto w Polsce, więc jeśli mam zostać w tym
kraju, to tylko tu – mówi dr Sleiman. – Zdecydowałem o tym, nawet nie widząc
przedtem Wrocławia.
Zasłużeni skinheadzi
Zijad przypuszcza, że na wyjątkowość Wrocławia składa się kilka elementów.
– Od lat 80. było tu najwięcej zagranicznych studentów – mówi socjolog. – Siłą
rzeczy, to tutaj odbywało się też najwięcej wielkich imprez, podczas których
mogli prezentować swoją kulturę. Paradoksalnie, wiele dobrego zrobiły dla nas
faszyzujące organizacje. Wystąpienia skinheadów w latach 90. były tak
agresywne, że każde spotykało się z kontrmanifestacją. Zadymy spowodowały, że
wrocławianie stali się bardziej tolerancyjni wobec obcych.
Zijad, mający kontakty w całej Polsce, jest też przekonany, że w najmniejszym
stopniu zmienili swój stosunek do Arabów po 11 września.
Co dwie żony, to nie jedna
W tym sielankowym obrazie jest jednak dziedzina, która Arabom się u nas nie
podoba. Polska rodzina. Na krytycznej liście jest kilka spraw: to, że kobiety
nie są posłuszne mężczyznom, a ci zbyt ulegają partnerkom, że rodzi się mało
dzieci, a osób starszych nie traktuje się z należytym szacunkiem. Gdyby Arab
oddał swoją babcię czy dziadka do domu pomocy, nie wybaczyłyby mu tego jeszcze
jego wnuki. Negatywnie oceniana jest też niewierność wrocławskich mężów. Jaką
widzą na to receptę: zalegalizowanie wielożeństwa.
– Ta opinia zawsze wywołuje najwięcej dyskusji, choć oczywiście wynika z
różnic kulturowych – śmieje się socjolog z Orientu. – Właśnie miałem na ten
temat bardzo burzliwe zajęcia ze studentami. Trzeba sobie chyba samemu
rozważyć, co jest lepsze: mieć jedną żonę i trzy kochanki, czy też mieć cztery
legalne żony i obowiązek ich utrzymania.
Nie do przeskoczenia kulturowo jest też stosunek do seksu. Wrocławscy Arabowie
są zgodni, że we Wrocławiu łatwo i szybko nawiązuje się kontakty tego typu.
Zgodnie też chwalą sobie taki stan rzeczy.
Żaden z nich jednak nie chciałby, by równie łatwo było mu poderwać kobietę w
jego rodzinnym kraju. •
Z wzajemnością
* Dr Piotr Żuk, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego
Wrocławianie w swoim stosunku do obcokrajowców są blisko Europy, nie tylko w
sensie geograficznym.
Zgadzają się na osiedlanie obywateli innych państw europejskich we Wrocławiu
(76%). 84,5% wrocławian nie wyobraża sobie w roli prezydenta miasta osoby,
która „zachowywałaby dystans wobec ludzi innej narodowości lub rasy”.
Najbardziej cenimy bezpośrednich sąsiadów: Czechów i Niemców. Ludność arabska
jest odbierana we Wrocławiu pozytywnie. 82% wrocławian nie miałoby żadnych
zastrzeżeń, aby Arab był ich kolegą z pracy. 80% zaakceptowałaby takiego
sąsiada. 51% respondentów wyobraża sobie sytuację, w której Arab jest ich
zięciem lub synową. Odmiennego zdania
jest 39,5% wrocławian. Dane te mocno odbiegają od wyników, jakie można uzyskać
w bardziej tradycyjnej Polsce wschodniej, w małych miasteczkach i na polskiej
prowincji.
Alicja Giedroyć - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska