brezly
03.02.03, 12:55
Specjalnie sobie przygotowalem (z dwa tygodnie temu :-))
Wtem ktoś mnie chwycił za nogawkę i przepity głos zawołał:
-Hej, ferajna, kto się składa?
Zdołałem się wyrwać. Trzy wampiry w sąsiedniej wolierze patrzyły na
mnie pożądliwie, przyciskając mordy do metalowej siatki znajdującej
się pod prądem o napięciu dwustu wolt.
-Ręke mi zgniótł, cholerny okularnik! - powiedział jeden.
-Odczep się - rzuciłem - Kołek osinowy ci pachnie?
Podbiegł Alfred trzaskając z bata i wampiry skryły się w ciemnym
kącie, gdzie natychmiast zaczęły ohydnie przeklinać i rżnąć w karty
własnej produkcji.
Zwróciłem się do Alfreda:
-No dobrze. Widzę ze wszystko w porządku. Idę dalej.
-Szczęśliwej drogi - odpowiedział skwapliwie.
Wchodząc po schodach usłyszałem łomotanie imbrykiem i
znajomy bulgot.
Zajrzałem do hali maszyn i popatrzyłem jak pracuje generator.
Instytut nie był zależny od miejskich źródeł energii. Po
sprecyzowaniu zasady determinizmu postanowiono wykorzystać dobrze
znane Koło Fortuny jako źródło bezpłatnej energii mechanicznej. Nad
cementowa podłoga hali wznosił się tylko niewielki odcinek
błyszczącej polerowanej obręczy gigantycznego koła, którego oś
obrotu leżała gdzieś w nieskończoności, stąd tez obręcz wyglądała
jak taśma przenośnika wychodząca z jednej ściany i ginąca w
drugiej. W swoim czasie modna była obrona prac na temat obliczenia
promienia krzywizny Koła Fortuny, ponieważ jednak prace te dawały
wyniki o niezwykle małej dokładności, do dziesięciu megaparseków,
Rada Naukowa instytutu podjęła uchwałę, aby przerwać ocenę
dysertacji do chwili, gdy budowa transgalaktycznych środków
komunikacji umożliwi zwiększenie dokładności.
Kilka biesów z obsługi urządziło sobie przy Kole zabawę,
wskakiwały na obręcz, dojeżdżały do ściany, zeskakiwały i pędziły z
powrotem. Kategorycznym tonem przywołałem je do
porządku. - Wypraszam sobie - powiedziałem. - Nie jesteście w budzie
jarmarcznej - Biesy pochowały się za płaszcze transformatorów i
stamtąd zaczęły strzelać we mnie kulkami zżutego papieru.
Postanowiłem zignorować smarkaczy, przeszedłem wzdłuż pulpitów i
przekonawszy się, że wszystko funkcjonuje prawidłowo, udałem się na
pierwsze piętro.