Wreszcie. :)

19.09.06, 11:48
Kilka lat na to pracowałem. ;)
img119.imageshack.us/img119/4065/2121281vr3.jpg
img163.imageshack.us/img163/1051/2121284tf9.jpg
img164.imageshack.us/img164/4543/2121285dq0.jpg
img163.imageshack.us/img163/6901/2121290gh4.jpg
    • sledzik4 Re: Wreszcie. :) 19.09.06, 11:50
      Chodzi oczywiście o dystans w roku kalendarzowym. :))
      • Gość: bartek Re: Wreszcie. :) IP: *.wall.soneralink.com 19.09.06, 15:48
        To ja juz nie wiem - kilka lat czy rok ?
        • sledzik4 Re: Wreszcie. :) 19.09.06, 20:01
          Gość portalu: bartek napisał(a):
          > To ja juz nie wiem - kilka lat czy rok ? <

          www.bikestats.pl/index.php?work=userinfo&id=20
    • Gość: Nam Re: Wreszcie. :) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.09.06, 18:52
      Gratulacje!!!
      Świetny wynik.
      Wychodzi na to, że średnio kazdego dnia kręciłeś prawie 40 km.
      • Gość: Tomek Wreszcie. :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.06, 10:21
        Ho ho ,gratulacje!!!!!!!Masz się czym pochwalić i dobrze ,niech inni próbują!
        • sledzik4 Re: Wreszcie. :) 20.09.06, 10:36
          Nam, Tomek - dziekuję.
      • mikotajb Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 11:46
        10000 / 365 ~= 27
        więc do 40 dziennie daleko.
        • Gość: Roman Re: Wreszcie. :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 12:29
          > 10000 / 365 ~= 27
          > więc do 40 dziennie daleko.
          Tyle, że do końca roku jeszcze sporo dni zostało :-)
          • mikotajb Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 18:21
            > Tyle, że do końca roku jeszcze sporo dni zostało :-)

            No! Nie wziąłem pod uwagę tej okoliczności podczas wykonywania obliczeń!
          • sledzik4 Re: Wreszcie. :) 22.09.06, 08:58
            Gość portalu: Roman napisał(a):
            > Tyle, że do końca roku jeszcze sporo dni zostało :-) <

            Zgadza się. :)

            Dla Mikołaja. ;)
            Wszystkie kilometry: 10153.00 km (od 01.01.06 do wczoraj)
            Wycieczek: 228
            Średnio na wycieczkę: 44.53 km
            Średnio miesięcznie: 846.08 km
    • mikotajb Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 11:56
      O, żesz Ty!
      I po co tyle kilometrów przejechałeś? Teraz ja też będę musiał, a w tymroku nie
      zdążę. Mało jeździłem w tym roku, nie mam nawet dwóch tysięcy jeszcze (tylko
      cieniarką, jakby wliczyć jazdę rowerami miejskimi, na których nie mam licznika
      to pewnie byłoby sporo wiecej).
      • Gość: Breslauer Re: Wreszcie. :) IP: *.core.lanet.net.pl 21.09.06, 19:22
        Panie i Panowie jaki jest wasz rekord dzienny?
        U mnie trasa Ferrara - Lido di Volano - Ferrara 175 km wzdłóż Padu (mają tam
        niezłe drogi dla rowerów:) Wliczając 4h nad Adriatykiem wyjechałem o 5 rano
        wrózicłem o 19 wieczorem. Średnia około 20km/h ale zrozumcie, z kobietą na
        drugim rowerze jechałem:)

        Breslauer
        • mikotajb Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 19:26
          > Panie i Panowie jaki jest wasz rekord dzienny?

          114km, w zeszłym roku. Zamierzam pobić ten rekord w najbliższym czasie.

          > Średnia około 20km/h ale zrozumcie, z kobietą na
          > drugim rowerze jechałem:)

          Nie musisz się tłumaczyć ze średniej (całkiem niezłej jak na taki długi
          dystans). Poza tym, daleko przyjemniej i lepiej jest podróżować z kobietą i z
          małą średnią niż bez kobiety i ze średnią prawie-wyścigową.
          • breslauer81 Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 19:30
            Mikołaj, wiesz co ja musiałem robić w połowie drogi jak słońce paliło nas jakieś
            70km od domu? Wyciągnąłem, linę i przywiązałem do jej kierownicy. Szarpało jak
            cholera!!! Nie łatwo jest holować rower:( Jak tu się zamieszcza zdjęcia, pokaże
            Wam na czym ujechałem te i kolejne wycieczki...

            Breslauer
            • mikotajb Re: Wreszcie. :) 21.09.06, 20:56
              > Jak tu się zamieszcza zdjęcia, pokaże
              > Wam na czym ujechałem te i kolejne wycieczki...

              Chyba się nie da. Pozostaje założenie darmowego konta www, pełno tego w
              internecie. Jeśli chcesz to mogę wkleić wykaz z moim komentarzem (bo
              wypróbowałem już ich trochę).
        • Gość: Roman Re: Wreszcie. :) IP: *.korbank.pl 21.09.06, 21:27
          > Panie i Panowie jaki jest wasz rekord dzienny?
          Sama długość trasy to nie wszystko. W ostatnia sobotę razem z Cześkiem
          (Śledzikiem) przejechalismy ok. 230 km na trasie do Opola i z powrotem
          (bocznymi drogami). Wyżej cenię zeszłoroczne ok. 210 km, gdzie trasa
          przebiegała przez Góry Sowie (m.in. podjazd na Przeł. Sokolą od strony
          Ludwikowic) czy samotną wycieczkę na Pradziada z Bolesławowa (za stroniem Śl.) -
          160 km.
          A w ogóle, nie ekscytowałbym się takimi pseudosportowymi "wyczynami" gdyż
          potrafi to każdy, kto jeździ duzo i przez okrągły rok - to kwestia mentalna.
          Wyczynem wydaje się to dla ludzi, którzy okazjonalnie przejezdżaja dystans
          rzędu 10 km.
          W sumie, siedząc cały dzień na siodełku, jeździmy dla przyjemności i
          ekscytowanie się kilometrami, na naszym poziomie, jest dziecinnadą. Coraz
          bardziej przekonuję się do filozofii rowerowej Tomka Plucińskiego, którego
          pozwolę sobie zacytować z jego strony -
          www.chem.univ.gda.pl/~tomek/wynalazki.htm:
          "A jednak i ja nie byłem dawniej wolny od podobnych skłonności: sprawiłem sobie
          kiedyś licznik rowerowy i kontrolowałem roczny przebieg i byłem nieszczęśliwy
          gdy wszystko wskazywało, że przejadę mniej kilometrów niż w roku ubiegłym!
          Teraz mam licznik, którego odczyt zeruje się przy każdym włączeniu. I nie mam
          już teraz żadnych stresów, a licznik służy tylko do tego, do czego powinien
          służyć: jest pomocą w lokalizowaniu mojego położenia i do konfrontacji z mapą.
          Sportowe ambicje są zamachem na moją wolność i przeszkadzają w robieniu tego,
          co najbardziej lubię. Jeśli jest sympatyczne otoczenie i atmosfera, to robię
          biwak i skracam wycieczkę; jeśli zaś droga jest bardziej stroma, to bezwstydnie
          złażę z roweru i pcham go piechotą; korzystam też z pociągu aby szybciej
          wyjechać z miasta. Nie odczuwam żadnego poniżenia, gdy widzę, że ktoś mnie
          wyprzedza (najczęściej robią to w mijanych wioskach kilkunastoletni chłopcy; po
          wyprzedzeniu mnie pędzą jeszcze 20 metrów, po czym zawracają rower bardzo dumni
          ze zwycięstwa! Wracając oczywiście "bez trzymanki". I ja miałbym się podobnie
          śmiesznie zachowywać?). A więc: precz ze sportem! Nie znoszę u siebie wzrostu
          poziomu adrenaliny! Jeśli ktoś chce bawić się w ten sposób, to oczywiście jego
          sprawa, ale trzeba wiedzieć, że sport ma niezwykłą siłę wciągającą. Warto więc
          uświadomić sobie co się traci poddając się temu nałogowi. Bo przecież ruchu i
          wysiłku można zaznać także w sposób niesportowy... Zdaję sobie sprawę z tego,
          że jestem w moich poglądach osamotniony. Większość moich znajomych kocha walkę:
          przepychanie kajaka przez zwalone drzewa, płycizny, rwące bystrza, pływają też
          pod prąd rzeki."
          Przyznam przy tym, że jeszcze nie do końca w praktyce sie do tych słów stosuję,
          np. stromy podjazd jest w dalszym ciagu dla mnie wyzwaniem i np. podjazd na
          Przeł. Karkonoska od Przesieki dalej czeka na mnie (byłem tam dwa lata temu
          lecz nieodpowiednim rowerem i 2/3 trasy pchałem rower).
          • Gość: tepe Re: Wreszcie. :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.06, 21:46
            Delikatnie mówiąc, taka postawa przychodzi z wiekiem... mnie teraz np. nie chce
            się szybko jechać samochodem :-)
            • Gość: Roman Re: Wreszcie. :) IP: *.korbank.pl 21.09.06, 22:25
              > Delikatnie mówiąc, taka postawa przychodzi z wiekiem... mnie teraz np. nie
              chce
              > się szybko jechać samochodem :-)
              A mnie sie chce, ale w odpowiednich warunkach - autostradą :-)
          • mikotajb Re: Wreszcie. :) 24.09.06, 15:05
            > Sama długość trasy to nie wszystko.

            Tak, zgadzam się z tym stwierdzeniem w całej rozciągłości. Trasa, którą uważam
            za swój największy wyczyn miała może trochę ponad 30km. Ale prowadziła cały czas
            pod górę a ja miałem ogromny i ciężki plecak.

            > A w ogóle, nie ekscytowałbym się takimi pseudosportowymi "wyczynami" gdyż
            > potrafi to każdy, kto jeździ duzo i przez okrągły rok - to kwestia mentalna.

            To nie są pseudosportowe wyczyny (oczywiście zakładam, że turystyka rowerowa to
            pewien rodzaj sportu). Równie dobrze można by powiedzieć o jakimś kolarzu
            zawodowym: "nie ekscytowałbym się takimi pseudosportowymi wyczynami, gdyż
            przejechać pełną parą 250km potrafi każdy kto profesjonalnie trenuje cały rok i
            startuje w wyścigach".

            > Wyczynem wydaje się to dla ludzi, którzy okazjonalnie przejezdżaja dystans
            > rzędu 10 km.

            Większość ludzi nie przejeżdża nawet tyle, i właśnie dlatego nie jest niczym
            złym ekscytacja trzycyfrowymi dystansami wycieczek. gdyż nie są to typowe
            dystanse dla przeciętnego człowieka! Ja tam jak zaliczę 100km to bardzo się cieszę.

            > W sumie, siedząc cały dzień na siodełku, jeździmy dla przyjemności i
            > ekscytowanie się kilometrami, na naszym poziomie, jest dziecinnadą.

            Nie podoba mi się ton w jakim to piszesz, Romanie. Odbieram Twą wypowiedź jakbyś
            chciał zdeprecjonować radość z pokonania dużej ilości kilometrów, czy też
            uzyskania wysokiej średniej prędkości. To nie jest żadna dziecinada, nie ma w
            tym zupełnie nic złego. Ktoś czerpie przyjemność z jazdy cały dzień, ktoś inny z
            uzsykanych na wycieczce osiągów. Ani jedna ani druga postawa nie jest lepsza ani
            gorsza - są inne, ot co.

            Weź też poprawkę na fakt, że np. ja mam 24 lata a Ty 50. Jak byłeś w moim wieku
            pewnie jeździłeś bardziej jak ja. Z kolei za 25 lat mój styl jazdy pewnie
            upodobnie się do Twojego i śledzikowego. Ale żeby zaraz pisać, że jedno to
            dziecinada?

            > Coraz
            > bardziej przekonuję się do filozofii rowerowej Tomka Plucińskiego, którego
            > pozwolę sobie zacytować z jego strony -
            > www.chem.univ.gda.pl/~tomek/wynalazki.html

            Generalnie poglądy tego pana też mi się podobają (zwłaszcza te dotyczące
            "zwolnień" matematyki). Muszę jednak wytknąć fragment:

            "Mania posiadania roweru mającego "48 biegów" jest cechą raczej małych chłopców,
            podobnie jak latarka która "ściąga" z odległości kilometra... W rzeczywistości
            rower taki w niczym nie różni się funkcjonalnie od tego, który ma trzy tarcze z
            przodu i pięć z tyłu. Taki doskonały sprzęt albo zajmuje dużo miejsca, albo
            sporo waży, a na pewno dużo kosztuje"

            Generalnie ostatnie zdanie prawie w całości mija się z prawdą. Nowoczesna kaseta
            9-rzędowa jest lżejsza niż 5-rzędowy wolnobieg z Rometa, zaś rower nie zajmuje
            więcej miejsca po jej zamontowaniu. To samo tyczy się reszty osprzętu. I rower
            taki tani stary i prosty wcale nie jest bardziej funkcjonalny - czym się lepiej
            podjeżdżało na Tąpadła: Wagantem czy Wheelerem? Zresztą sam piszesz:

            > Przeł. Karkonoska od Przesieki dalej czeka na mnie (byłem tam dwa lata temu
            > lecz nieodpowiednim rowerem i 2/3 trasy pchałem rower).

            Co dalej:

            > Teraz mam licznik, którego odczyt zeruje się przy każdym włączeniu. I nie mam
            > już teraz żadnych stresów, a licznik służy tylko do tego, do czego powinien
            > służyć: jest pomocą w lokalizowaniu mojego położenia i do konfrontacji z mapą.

            Co to znaczy "do czego powinien służyć"? Pan ma patent na jedyne słuszne
            wykorzystanie licznika? A ja chcę liczyć dystans roczny i średnią z wycieczek,
            bo lubię! I co, nie wolno, nie wypada? A z jakiej racji?

            Wkurza mnie takie czarno-białe postrzeganie i ocenianie, charakterystyczne
            raczej dla słuchaczek pewnego radia, niż dla wykształconych, myślących ludzi!

            Oczywiście Pan Tomek ma w wielu miejscach rację. Okropna postawa "onanizmu
            sprzętowego" jest obecna zresztą nie tylko wśród rowerzystów ale i wśród ludzi
            uprawiających dowolną aktywność: turystykę górską, fotografię, żeglarstwo itp.
            Ostatnio jeden z moich kolegów, usłyszawszy ile kosztował mój fotoaparat
            stwierdził, że jest on do bani. Oczywiście nigdy nie widział żadnego z
            wykonanych przeze mnie zdjęć, a aparatu nie miał nawet w rękach...
            • Gość: tepe Re: Wreszcie. :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.09.06, 15:21
              Tak, to co młody rowerzysta napisał, podoba mi się. Ja też się cieszę, jak po 60
              km nogi mi odpadają, a ja dociągam do 90. etc.
              • Gość: artek Re: Wreszcie. :) IP: *.wro.vectranet.pl 24.09.06, 18:50
                a mi się podobało gdy w piątek wieczorem wsiadłem na rower i popedałowałem przez
                samotwór i smolec - z paskudnym wietrzyskiem prosto w nos wyszło jakieś 25 km w
                50 minut, ale to się okazało dopiero w domu. bo prawie całą drogę jechałem po
                ciemku, a licznik nie ma podświetlenia, i tak mi się jechało, i jechało, i
                jechało :))

                btw na polnej drodze pod jerzmanowem zmierzyłem prędkość uciekającego przez
                rowerem zająca - wolny jest, ledwie 30 kmph ....
            • Gość: Roman Re: Wreszcie. :) IP: *.korbank.pl 24.09.06, 21:33
              Odpowiem pokrótce:
              takich, którzy ekscytują sie kilometrami i km/h jest wielu. I nigdy nie
              jestesmy pewni, że jesteśmy tymi jedynymi, którzy przejechali tyle km w jeden
              dzień czy osiągnęli rekordową AVS. Natomiast filozofia "rowerowania" uprawiana
              przez Tomka Plucińskiego jest jedyna w swoim rodzaju i wyzbyta z (pseudo)
              sportowego zadęcia.
Pełna wersja