Gość: Martix
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
25.09.06, 08:22
Wczoraj póżno wróciłem jako uczestnik mega maratonu w Berlinie.I chciałem się
podzielić pewnymi refleksjami,chciałbym żeby dotarły one do tych wszystkich
którzy negatywnie piszą o naszym maratonie we Wrocławiu oraz wogle w Polsce.
Berlin maratonem żyje przez dwa dni,co roku odbywa się on w ostatni weekend
września.Dzień wcześniej odbywa się tzw.bieg śniadaniowy,bieg "Bambini" dla
dzieci {kinder BAMBINI}oraz wyścig skaterolkowców{łyżworolkowców} o godzinie
16.30 gdzie startuje ich z 8 000.W tym dniu mieliśmy okazję jeżdzić po
Berlinie z uwagi że załatwialiśmy numer startowy na następny dzień i
szukaliśmy noclegu.O d razu mówię,że niebyło to łatwe,mase ulic było
zamkniętych,policji jest tam więcej niż u nas.Samochody stały w ogromnych
korkach i również tramwaje.Mimo tego nikt nie trąbił,nie narzekał,Berlińczycy
dobrze wiedzieli z czym te utrudnienia są związane.Na przystankach były
informacja na elektronicznych tablicach o utrudnieniach związanych z
zawodami.Zamkniętych było naprawdę sporo ulic nawet tych oddalonych od linii
zawodów.
Na drugi dzień w sam dzień maratonu który zaczyna się jak u nas o 9.00
wszystkie ulice na trasie były zamknięte od samego rana.Do linii startu ze
wszystkich stron zmierzali maratończycy niemal z całego świata{liczba
uczestników...39 800 osób},przy takiej ilości łatwo sobie wyobrazić ten tłum
biegaczy przesuwających się po mieście.Jak ktoś chce zobaczyć jak to wygląda
przy starcie obok Bramy Brandenburskiej niech wejdzie na oficjalną stronę
Berlin Maraton.Na całej szerokości i długości biegacze i fascynujący
start,puszczano nas sektorami{a,b,c,d,e,f} zależnie od rekordów
osobistych.Ruszyliśmy na głowne ulice Berlina,ulice całkowicie zamknięte dla
samochodów i tramwajów.Na trasie nie spotkasz oszołoma wylewającego całą
złość i krzyczącego:"Ulice są dla samochodów","Biegajcie sobie po parkach".
Odwrotnie,to wielka feta i święto dla miasta,ludzie z fascynacją tłumnie
przybywają na trasę kibicować w przeróżny sposób,słychać brawa i oklaski,na
ustach ludzi widać uśmiechy.Na całej trasie pełno bębniarzy,muzyków,różne
zespoły,przeróżna muzyka,widziałem i kataryniarza i kobziarza,tego nie da się
opisać.Kibicowały nam nawet zakonnice.Tam w internecie na pewno nikt nie
napisze,że mu maraton przeszkodził bo on musi jechać na ryby.Ludzie potrafią
sobie jakoś się tak dopasować do maratonu by mu nie przeszkadzał.
A u nas?Lepiej nie pisać bo to upokarzy i poniży Polaków,ich złą
mentalność,podejście do sportu i wogle charakter.To wstyd i siara dla
Polski.Na trasach naszych maratonów kibiców jak na lekarstwo,słychać
narzekania i złorzeczenia malkontentów.Biegacze nie dość że są pozostawieni
niemal sobie to jeszcze się nasłuchają nieciekawych słów pod swoim adresem.To
się u nas powoli zmienia ale nadal jest żle i pokazuje naszą słabość być może
to zasługa dawnego ustroju gdzie nie dbano o nic,upokarza to Polaków na tle
Niemców i innych narodów które sanują sport i wszelkich sportowców.
Dodam,że na naszych maratonach ruch jednak jest puszczany między biegaczami
więc nie jest tak żle,tam z koleji na skrzyżowaniach są barierki i kibice i 0
samochodu.Tam to jest nawet niemożliwe bo tłum biegaczy sunie się cały czas
na całej szerokości ulicy.Biegacze dobiegaja licznie do mety nawet grubo po 6
godz,u nas już o tej porze ulice są otwarte{limit-6 godz i schodzisz z
trasy}.
Ja przywiozłem z Berlina może nie życiowy rekord bo to wczoraj było trudne
ale wiele wrażeń i chciałbym żeby Polacy się od Niemców uczyli i stawali się
pod tym względem coraz bardziek podobni.