tlatocetl2
16.01.07, 18:24
Taką od zębów. Powiedziała kiedyś, że mam piękny uśmiech, ale nie o tym
chciałem przecież pisać. Rzecz się tyczy przyjaźni polsko-niemieckiej.
Oto ta leciwa już kobieta (dosadnie rzecz ujmując jest tak stara, że lada
dzień zacznie młodnieć...) w czasie, gdy na ziemiach naszych szalała zweite
Weltkrieg, zabłąkała się do Warszawy. Przygarnięta przez rodowitych stoliczan
żebrała o zgniłe ziemniaki w rozlokowanej za węgłem jednostce gestapo. Jej
śąsiedzi z kamienicy przechowywali u siebie czteroletnią Esterkę, Żydówkę.
Nie w smak było to innemu sąsiadowi, volksdeutschowi. Doniósł Niemcom, jakie
zło wielkie dzieje się pod ich bokiem. Przyszli za dnia jeszcze, choć kobiety
zabierały się już do wieczornego krów dojenia. Opiekunów Esterki i ją samą
wywlekli na dziedziniec. Polnische Schweine! krzyczeli, kiopiąc ich z
nienawiścią ciężkimi buciorami. Potem, na oczach wrzeszczącego z przerażenia
dziecka rozstrzelali ich, krwią, wnętrznościami i strzępami mózgów znacząc
mur, pod którym stanąc im kazali. Kiedy przyszła kolej na Esterkę,
czteroletnie dziecko, przeczuwając rychłą śmierć, uklękło i trzęsąc się
zaczęło modlić się w swym obco brzmiącym języku. Silny gestapowiec chwycił ją
za nóżki i po gwałtownym zamachu roztrzaskał jej główkę o bruk.
Pozdrawiam.
Pani Profesor, która patrzeć na to musiał, po dziś dzień płacze na samo
wspomnienie, ale opowiadać to musi, aby świadectwo tamtych dni nigdy nie
zatarło się w naszej pamięci.
Wer ein Jude ist, das bestimme ich!
Ja decyduję, kto jest Żydem!
Hermann Goering.