Wroclawianie w Anglii?

IP: 195.173.12.* 20.11.01, 12:18
Od poltora roku nie bylo mnie w kraju (teraz jade w koncu na swieta) i troche
mi sie juz "ckni" za domem (hmmm... w sumie to chyba dom mam tu w UK ale jednak
ciagle nazywam Wroclaw domem). Tak wiec ostatnio zaczalem nawiedzac wroclawskie
forum (szczegolnie, ze sie ostatnio troche nudze w pracy :-). Moze sa tu
jeszcze jacys Wroclawianie ktorzy teraz przebywaja w UK? Moze wymienimy
wrazenia/plotki/ciekawostki. Tylko nie odsylajcie mnie do forum Polacy za
granica... tam tylko w kolo Macieju te same tematy i ogolnie atmosfera
Chicagowskiej emigracji (gdzie lepiej, gdzie gorzej, kto lepszy, kto ma ile
pieniedzy, jak to zle w kraju a dobrze za granica, itp...)
    • Gość: ds No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 15:06
      OK - pora lunchu minela, nikt sie nie zglosil. Nie zebym byl niecierpliwy :-)

      Moze jacys inni Wroclawiacy? Z innych zakatkow swiata. Ciekawy jestem czy dalej
      czuja sie zwiazani z miastem czy moze jak wyjechali to zapomnieli (tak wiem,
      wiem - ci pewnie nie napisza bo po co by mieli czytac to forum...)

      Pzdr
      • Gość: BreslY Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: *.chem.ou.dk 20.11.01, 15:22
        Bede za jakies 2 tygodnie w UK, konkretnie w Irlandi Pln.
        Znowu przez tydzien czeka mnie jedzenie tradycyjnego
        brytyjskiego dania "chicken curry" :-). Jestes gdzies w
        poblizu, ds?
        Pracuje ze mna paru Anglikow i z ich relacji rysuje sie
        dosc szczegolony obraz UK, zwlaszcza Londynu. Wg nich w
        Londynie ludzie dziela sie na zwiazanych z obsluga
        swiatowej hydrauliki finansowej oraz reszte, ktora
        studiujac uczac sie zarabia jakies "soft money"
        wykonujac ciezka prace kasjerow i sprzataczy metra.
        Podobno ludzie wykonujacy siermizene zawody nie sa w
        stanie utrzymac sie w Londynie, cos wiesz na ten temat.
        Ja znam glownie okolice Belfastu, ktore jak wiesz sa
        miejscem dosc szczegolnym.
        • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 15:38
          "chicken-curry" - piekna rzecz. Ale ja ogolnie bardzo lubie hinduska kuchnie
          (choc moze sie znudzic - az taka roznorodna to nie jest...)

          Ja mieszkam na poludniu Anglii - gdzies tak 25 mil od Londynu a pracuje w
          Londynie. Na Twoje pytanie dotyczace Londynu trudno odpowiedziec krotko. Jest tez
          Londyn i Londyn. W ekskluzywnych dzielnicach male mieszkanko kosztuje cwierc
          miliona a w innych za domek zaplacisz 80-100 tysiecy. Tak wiec kazdy znajdzie cos
          dla siebie. Przeciez nie kazdy moze/chce pracowac w City. Ale oczywiscie zarabia
          sie tam najlepsze pieniadze (czesto szesciocyfrowe).

          Co do Londynu to ja mam dosc mieszane uczucia - po prostu jak kazde wielkie miasto
          (brakuje mi kameralnosci Wroclawia i Rynku). Mieszkalem tam przez trzy lata ale
          przenioslem sie troche dalej. Wedlug mnie to najlepszy kompromis. Drazni mnie
          tlok/turysci/brud/korki/etc. Ale lubie dobre restauracje/musicale/kluby/etc. Tak
          wiec mieszkam wystarczajaco blisko zeby z tego korzystac a wystarcajaco daleko
          zeby uciec od wszystkich zlych rzeczy.

          Nigdy nie bylem w Pln Ira ale z tego co wiem i slyszalem nie jest to najmilsze
          miejsce do zycia... Duzo dobrego slyszalem za to o Dublinie - oprocz pogody
          oczywiscie.

        • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 15:40
          "chicken-curry" - piekna rzecz. Ale ja ogolnie bardzo lubie hinduska kuchnie
          (choc moze sie znudzic - az taka roznorodna to nie jest...)

          Ja mieszkam na poludniu Anglii - gdzies tak 25 mil od Londynu a pracuje w
          Londynie. Na Twoje pytanie dotyczace Londynu trudno odpowiedziec krotko. Jest tez
          Londyn i Londyn. W ekskluzywnych dzielnicach male mieszkanko kosztuje cwierc
          miliona a w innych za domek zaplacisz 80-100 tysiecy. Tak wiec kazdy znajdzie cos
          dla siebie. Przeciez nie kazdy moze/chce pracowac w City. Ale oczywiscie zarabia
          sie tam najlepsze pieniadze (czesto szesciocyfrowe).

          Co do Londynu to ja mam dosc mieszane uczucia - po prostu jak kazde wielkie miasto
          (brakuje mi kameralnosci Wroclawia i Rynku). Mieszkalem tam przez trzy lata ale
          przenioslem sie troche dalej. Wedlug mnie to najlepszy kompromis. Drazni mnie
          tlok/turysci/brud/korki/etc. Ale lubie dobre restauracje/musicale/kluby/etc. Tak
          wiec mieszkam wystarczajaco blisko zeby z tego korzystac a wystarcajaco daleko
          zeby uciec od wszystkich zlych rzeczy.

          Nigdy nie bylem w Pln Ira ale z tego co wiem i slyszalem nie jest to najmilsze
          miejsce do zycia... Duzo dobrego slyszalem za to o Dublinie - oprocz pogody
          oczywiscie.

      • Gość: KK Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 172.17.15.* 20.11.01, 15:33
        Z Brukseli pisze. To niedaleko i klimat angielski. Siedze tu od dwunastu lat, a
        jakbym wczoraj dopiero Wroclaw opuscila, tak mnie tesknota sciska. Niech zyje
        forum - teraz codziennie jestem we Wroclawiu. Dla mnie zaczelo sie od watku o
        Jasiu Pawie Oczko. Znales te postac?
        Myslisz, ze sa tacy co wyjezdzaja i zapominaja?
        • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 15:42
          Pdoba Ci sie Bruksela? Nie ukrywam, ze ja odnosze sie do niej troche z
          rezerwa... Natomiast lubie flamandzka czesc: Antwerpia/Gent/Brugge. Troche
          sobie swego czasu poodwiedzalem Belgie - w koncu najlepsze piwo na swiecie. No
          i malze z frytkami... mniam!

          Ale do Wroclawia i tak teskno... ;-)
          • Gość: KK Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 172.17.15.* 20.11.01, 16:26
            Gość portalu: ds napisał(a):

            > Pdoba Ci sie Bruksela? Nie ukrywam, ze ja odnosze sie do niej troche z
            > rezerwa... Natomiast lubie flamandzka czesc: Antwerpia/Gent/Brugge. Troche
            > sobie swego czasu poodwiedzalem Belgie - w koncu najlepsze piwo na swiecie. No
            > i malze z frytkami... mniam!
            >
            > Ale do Wroclawia i tak teskno... ;-)

            Bruksela jest swojska. To takie wielkie male miasteczko. Po ulicach trzeba lyzka
            do butow sie przeciskac. Mieszanka jezykow, nacji, kultur. Lubie ja, choc
            rozumiem, ze moze nie zachwycac. Jest polozona w lesie! Mozliwosci spacerowe sa
            olbrzymie.
            Czesc flamandzka jest przede wszystkim bardziej zadbana (duch germanskiego
            porzadku czuwa) i bardzo ciekawa architektonicznie, ale juz mniej przyjazna i
            otwarta, zwlaszcza jesli porozumiewa sie czlowiek po francusku. Zauwazyles pewna
            prawidlowosc: porzadek i lad laczy sie z niechecia do przybyszy z zewnatrz. Moja
            tesciowa tez to ma...
            Malze sa bezkonkurencyjne. A frytki tylko z majonezem. A piwo musuje jak
            oranzada, nie?
            Czy Anglicy nadal kochaja tylko Anglie,jezyk angielski i ichnie puddingi?
            Wpadam do nich od czasu do czasu, ale postepow nie odnotowuje.
            Wiem, nie wolno generalizowac. Pozwalam sobie na to, bo lubie ich i ich kraj.


            • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 16:58
              > Bruksela jest swojska. To takie wielkie male miasteczko. Po ulicach trzeba lyzk
              > a
              > do butow sie przeciskac. Mieszanka jezykow, nacji, kultur. Lubie ja, choc
              > rozumiem, ze moze nie zachwycac.

              W Londynie mieszanka narodowosciowa jest pewnie jeszcze wieksza. Ale mi to
              szczerze mowiac nie przeszkadza. Co do Brukseli - w sumie moze nie powinienem sie
              wypowiadac bo bylem tylko pare razy i zwykle przejazdem (o tak po pare godzin).
              Po prostu jakos tak mi nie przypadla do gustow - ale moze sugeruje sie opiniami
              znajomych flamandow.

              > Czesc flamandzka jest przede wszystkim bardziej zadbana (duch germanskiego
              > porzadku czuwa) i bardzo ciekawa architektonicznie, ale juz mniej przyjazna i
              > otwarta, zwlaszcza jesli porozumiewa sie czlowiek po francusku. Zauwazyles pewn
              > a
              > prawidlowosc: porzadek i lad laczy sie z niechecia do przybyszy z zewnatrz. Moj

              No coz - niestety: Walonowie mowia ze Flamandzi (Flamandowie?) to faszysci a
              tamci, ze Walonowie to glupki i lenie... czyli standardowe swojskie piekielko.
              Wszyscy Flamandzi ktorych znam sa fajni a "Francuza" znam tylko jednego
              (oczywiscie nienawidzi tych drugich ;-).

              > Malze sa bezkonkurencyjne. A frytki tylko z majonezem. A piwo musuje jak
              > oranzada, nie?

              Nie wiem czy jak oranzada ale ogolnie cala kultura picia to dla mnie cudo. Male
              kieliszki (bo przeciez to nie kufle), kazde piwo musi byc podane w "swojej"
              szklance i w odpowiedniej temperaturze. No i KAZDY gatunek piwa ma swoj
              niepowtarzalny i wyrazny smak. Po prostu poezja (normalnie nie lubie piwa - wole
              wino ale w Belgii robie wyjatek) - szczegolnie Malze + Hoegarden. Az sie
              rozmarzylem. Bylem w Londynie w dwoch restauracjach belgijskich (BELGO - w
              roznych miejscach) - raz bylo OK raz sie rozczarowalem. No ale coz - UK nie
              slynie z najlepszej kuchni. Znam kolo Antwerpii taka jedna restauracyjke w malym
              zameczku - nad brzegiem stawu z fontanna, stoliki na powietrzu, w centrum parku,
              spokoj i cisza, Scampi z czosnkiem... - ops, znowu sie rozmarzylem :-)


              > Czy Anglicy nadal kochaja tylko Anglie,jezyk angielski i ichnie puddingi?
              > Wpadam do nich od czasu do czasu, ale postepow nie odnotowuje.
              > Wiem, nie wolno generalizowac. Pozwalam sobie na to, bo lubie ich i ich kraj.

              Coz... ja juz mam etap narzekania na wszystko co Angielskie za soba. O jedzeniu
              dalej nie wiedza nic (choc sa dobre knajpy - tyle, ze w domu potrafia jesc
              strasznie), sluzba zdrowia z trzeciego swiata, itp, itd. Ogolnie od czasu jak nie
              mieszkam w Londynie to jest mi lepiej. Szkoda tylko, ze nie mozna wskoczyc w
              samochod i za pare godzin byc w Polsce. Albo chociaz w samolot - niestety: raz ze
              nie ma bezposrednich lotow do Wroclawia (a przez Warszawe na weekend to sie
              troche nie oplaca leciec) a dwa, ze bilety jeszcze nie najtansze.
        • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 15:54
          Jakos zapomnialem sie ustosunkowac do pytan ;-)
          Jasia Pawie Oczko znalem (no moze nie osobiscie...). Cos mi sie obilo o uszy ze
          umarl ale moze to chodzilo o kogos innego. A tak w ogole to juz troche skleroza
          dokucza: to on siedzial zawsze w przejsci z psami czy to ktos inny?

          A wracajac do tego czy ci co wyjezdzaja to zapominaja - na pewno sa tacy co
          zapominaja. Ja jednak uwazam, ze Wroclaw ma niepowtarzalna atmosfere i naprawde
          mi go brakuje (oczywiscie z odleglosci wszystko zawsze wyglada lepiej)
          • Gość: KK Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 172.17.15.* 20.11.01, 16:41
            Potwierdzam: Jasiu P.O. nie zyje.
            Chyba nie mial psow. Lubil jezdzic tramwajami w te i wewte. Straszyl dziewczyny
            swoim pawim okiem. I tak stal sie jednym z najslynniejszych Wroclawian.
            A jesli chodzi o Wroclaw, to bezspornie jest to najbardziej neutralne i,
            pozwolmy sobie na gornolotnosc, intelektualne miasto. Wystarczy zajrzec na
            forum innych miast i z przyjemnoscia wraca sie do Wroclawia.
            Zaznaczam: brakuje mi nieco obiektywizmu...
            • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 17:01
              > A jesli chodzi o Wroclaw, to bezspornie jest to najbardziej neutralne i,
              > pozwolmy sobie na gornolotnosc, intelektualne miasto. Wystarczy zajrzec na
              > forum innych miast i z przyjemnoscia wraca sie do Wroclawia.
              > Zaznaczam: brakuje mi nieco obiektywizmu...

              Mi pewnie tez brakuje. No i kazda sojka... (czy inny ptaszek - nie pamietam jak
              tam bylo w przyslowiu)

              Ale Wroclaw jest najlepszy :-)
              • Gość: tyrysek Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 20.11.01, 18:28
                Skoro wroclaw to miasto pelne zalet (jako wroclawiance, milo mi to
                slyszec...czytac ;-)) - czemu akurat Anglia, Bruksela?
                • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 195.173.12.* 20.11.01, 18:35

                  > Skoro wroclaw to miasto pelne zalet (jako wroclawiance, milo mi to
                  > slyszec...czytac ;-)) - czemu akurat Anglia, Bruksela?

                  Krociutko bo czas do domu:
                  Najpierw byla chec poznania swiata no i przypadek.
                  Potem konczylem tu studia.
                  A teraz jest juz dozo powodow: praca, dom - no i niestety pieniadze. Jakbym mogl
                  miec podobne prespektywy we Wrocku i chocby 60-70% pensji to bym sie przeniosl. A
                  tak to coz...
                  :-)
      • Gość: Jureek Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 62.8.156.* 20.11.01, 18:47
        Gość portalu: ds napisał(a):

        > Moze jacys inni Wroclawiacy? Z innych zakatkow swiata. Ciekawy jestem czy dalej
        >
        > czuja sie zwiazani z miastem czy moze jak wyjechali to zapomnieli (tak wiem,
        > wiem - ci pewnie nie napisza bo po co by mieli czytac to forum...)

        Nie jestem Wrocławiakiem z urodzenia. Studiowałem tu tylko pod koniec lat 70-tych. Już wtedy urzekło
        mnie to miasto, a teraz w ogóle szkoda gadać. Jak tylko jestem w Polsce (średnio co 1-2 miesiące)
        muszę odwiedzić Wrocław. A ponieważ mam znajomych w prawie każdej dzielnicy nie wyłączając
        Trójkąta, więc widzę nie tylko rynek i okolice, co mogliby mi niektórzy zarzucić.
        Mieszkam w Wiesbaden, pracuję we Frankfurcie więc jestem w lepszej sytuacji niż inni emigranci - od
        Wrocławia dzieli mnie tylko trochę ponad 700 km.
        Pozdrawiam
        Jurek
        • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: *.btinternet.com 20.11.01, 20:22
          > Mieszkam w Wiesbaden, pracuję we Frankfurcie więc jestem w lepszej sytuacji niż
          > inni emigranci - od
          > Wrocławia dzieli mnie tylko trochę ponad 700 km.

          To jest wlasnie powod dla ktorego zastanawiam sie nad ewentualna przeprowadzka do Frankfurtu... Sa
          tez bezposrednie loty do Wroclawia. A zreszta - co to jest 700km jak sie ma w miare dobry samochod i
          chce sie przyjechac do Polski.
          We Frankfurcie bylem tylko raz i (oczywiscie) przejazdem tak wiec nie bardzo wiem czego mam sie
          spodziewac (pamietam duzo strzykawek w pewnej uliczce i pare kolesi grzejacych sobie cos na
          odwroconej puszce po Coli...). Ale jednak to blizej domu.


          • Gość: Jureek Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: 62.8.156.* 20.11.01, 20:38
            Gość portalu: ds napisał(a):

            > To jest wlasnie powod dla ktorego zastanawiam sie nad ewentualna przeprowadzka
            > do Frankfurtu...

            3 lata temu miałem propozycję świetnej pracy w Berlinie. Jeszcze bliżej, praktycznie każdy weekend
            można byłoby spędzać we Wrocławiu. Nie przeprowadziłem się z powodu dzieci. Nie chcę już im
            mieszać. Z tego samego powodu wrócę na stałe do Polski najwcześniej za 11 lat :(

            > Sa
            > tez bezposrednie loty do Wroclawia.

            Ale beznadziejny rozkład. Nie da się tak przylecieć, żeby wylecieć z Frankfurtu w piątek po pracy, a wrócić
            w niedzielę wieczorem.

            > A zreszta - co to jest 700km jak sie ma w m
            > iare dobry samochod i
            > chce sie przyjechac do Polski.

            Przy weekendowych korkach nie ma wielkiego znaczenia, jaki masz samochód. Ale ja lubię prowadzić,
            więc problem to żaden.

            > We Frankfurcie bylem tylko raz i (oczywiscie) przejazdem tak wiec nie bardzo wi
            > em czego mam sie
            > spodziewac (pamietam duzo strzykawek w pewnej uliczce i pare kolesi grzejacych
            > sobie cos na
            > odwroconej puszce po Coli...).

            To klimaty z okolic dworca. Dzielnica burdelowo-narkomańska. Ale nawet tam jest bezpieczniej niż na
            niejednym osiedlu w Polsce. A w ogóle to da się mieszkać we Frankfurcie. Trzeba tylko uważać na hałas
            samolotów, a lotnisko niestety(?) będzie rozbudowywane.

            > Ale jednak to blizej domu.

            No i to najważniejsze. A i rodaków we Frankfurcie sporo.
            Wyborcza dochodzi z półdniowym opóźnieniem, a jak w Londynie?
            Pozdrawiam
            Jurek
            • Gość: ds Re: No to moze niekoniecznie w Angli... IP: *.btinternet.com 20.11.01, 20:56
              Dzieki wielkie za informacje.
              Z racji zawodu/doswiadczenia raczej wchodzilby w gre tylko Framkfurt. No ale jeszcze zobacze - w
              roznych miastach rozne rzeczy sie dzieja.
              Dobrze wiedziec, ze nie ma rozsadnych polaczec - z drugiej strony moze sie to kiedys zmieni/poprawi.

    • Gość: Jajaccek Re: Wroclawianie w Anglii? IP: *.chicago-05-10rs.il.dial-access.att.net 20.11.01, 18:29
      25 mil, to gdzie to jest.Mieszkalem w Londynie 2lata.Udalo mi sie zwidzic
      okolice.Z Walia Szkocja i Irlandia.Miszkalem w dzielnicy Hammersmith, potem w
      Watford na polnocy Londynu.Podobno podniesli stawki, za wjazd do miasta.Juz
      wtedy jak bylem, lepiej bylo korzystac z transportu publ.W Chicago tego nie
      maja.Pozdr.
      • Gość: ds Re: Wroclawianie w Anglii? IP: *.btinternet.com 20.11.01, 20:16
        No i sie nie powstrzymalem - przyjechalem do domu i wlaczylem komputer... No jeszcze miesiac i bede
        we Wroclawiu :-)

        > 25 mil, to gdzie to jest.

        To jest 25 mil na poludnie. Okolice Gatwick (ale nie tak zeby mi samoloty nad glowa lataly). Na poczatku
        troche bylem anty przeprowadzce az tak daleko (moje druga polowa dostala niedaleko prace) ale z
        czasem sie przekonalem. Zadnych Polakow w okolicy jeszcze nie spotkalem ( ale mieszkamy to dopiero
        2.5 roku) - mnostwo jest zreszta w Londynie.

        • Gość: KK Re: Wroclawianie w Anglii? IP: 172.17.15.* 21.11.01, 10:23
          Okolice Gatwick? Moze okolice Crawley? Tam wlasnie czesto bywam u przyjaciol-
          wyspiarzy. Lubie ten zakatek.
          • Gość: ds Re: Wroclawianie w Anglii? IP: 195.173.12.* 21.11.01, 10:30
            > Okolice Gatwick? Moze okolice Crawley? Tam wlasnie czesto bywam u przyjaciol-
            > wyspiarzy. Lubie ten zakatek.

            :-)
            Wlasciwie nawet Crawley (Maidenbower) - tyle, ze ze smiesznego snobizmu (ktoremu
            ja juz tez uleglem) ci co mieszkaja w Maidenbower nie przyznaja sie, ze to
            wlasciwie czesc Crawley...
            .
            .
            .
            Bo oczywiscie, ze nie jest! Jest duzo ladniejsza! :-)))
            Pozdr.
            • Gość: KK Re: Wroclawianie w Anglii? IP: 172.17.15.* 21.11.01, 11:26
              Sprawdze i ocenie przy najblizszej okazji...
              Moze umiesz zlokalizowac Brooklyn Manor Hotel na Bonnets Lane? To tez nie
              centrum Crawley.
              Pozdrawiam.
              • Gość: ds Re: Wroclawianie w Anglii? IP: 195.173.12.* 21.11.01, 11:42
                > Moze umiesz zlokalizowac Brooklyn Manor Hotel na Bonnets Lane? To tez nie
                > centrum Crawley.

                Wiem mniej wiecej gdzie to jest (Ifield). Tyle, ze strasznie blisko Gatwick...
                pare miesiecy bylismy gdzies w okolicy na wystawie psow - jak samolot lecial to
                prawie nie dalo sie slowa zamienic. Chociaz moze blizej Ifield nie jest tak zle.
                Czesto przyjezdzasz do UK? Zawsze mozemy sie spotkac w jakims pubie (w
                Maidenbower :-)
                • Gość: KK Re: Wroclawianie w Anglii? IP: 172.17.15.* 21.11.01, 12:08
                  Nie, nie bywam czesto w UK. A szkoda. Uprzedze Cie przed najblizszym
                  przyjazdem, ale musisz regularnie tu zagladac. Fajnie bedzie otworzyc
                  watek "Uwaga! Przyjezdzam". Zbiore pare ciekawych komentarzy...

                  Co do Brooklyn Manor Hotel, to jest on dosc blisko lotniska, zeby przynosic
                  odpowiednie dochody i dosc daleko, zeby mozna bylo spokojnie sie porozumiec i
                  wyspac. Wierz mi, bo jestem cholernie czula na halasy i dziwne odglosy.
                  Ciao.
Pełna wersja