Zatrzymane stypendia

14.02.07, 10:04
I bardzo dobrze. Za moich nie tak odleglych czasow byl tylko termin egaminu i
termin poprawkowy. Czasami zdazaly sie "zerowki". Jak sie nie zdalo to
zawieszalo sie nauke na rok i po sprawie. A teraz pietnascie tysiecy terminow
warunki przedluzenia, a poziom wyksztalcenia studentow coraz nizszy -
doswiadczam tego na wlasnej skorze.
    • Gość: trefl Re: Zatrzymane stypendia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.07, 16:48
      Oj, ktoś ma tu żal do studentów. Co, nie lubili Cię? Nie zapraszali na imprezy?
      • tbernard Re: Zatrzymane stypendia 16.02.07, 15:15
        Gość portalu: trefl napisał(a):

        > Oj, ktoś ma tu żal do studentów. Co, nie lubili Cię? Nie zapraszali na imprezy?

        Oj ktoś tu pomylił studiowanie z imprezowaniem?
    • membrum_virile Re: Zatrzymane stypendia 14.02.07, 17:46
      W studentach można dzisiaj przebierać jak w ulęgałkach. Nagnity owoc wyrzuca
      się zwyczajnie. Jeśli żakowi rozumu nie staje, też cackać się z nim nie można,
      bo doprowadzimy do komicznych sytuacji, że obroni się ktoś, kto ma zaległe
      egzaminy z pierwszego roku.
      Ja osobiście, po skończeniu w pocie czoła podstawówki, po zawodowe nawet
      wykształcenie się nie pchałem, z ułomności własnego umysłu sprawę sobie zdając.
      Brakom w wiedzy na temat współczesnego świata zawdzięczam ślepe oddanie Ojcu
      Dyrektorowi.
    • basala Re: Zatrzymane stypendia 14.02.07, 20:12
      dr-metall napisał:

      > I bardzo dobrze. Za moich nie tak odleglych czasow byl tylko termin egaminu i
      > termin poprawkowy. Czasami zdazaly sie "zerowki". Jak sie nie zdalo to
      > zawieszalo sie nauke na rok i po sprawie. A teraz pietnascie tysiecy terminow
      > warunki przedluzenia, a poziom wyksztalcenia studentow coraz nizszy -
      > doswiadczam tego na wlasnej skorze.

      A studiowałeś prawo, czy inny kierunek?

      "Bohdan Stawiski z uczelnianego samorządu także twierdzi, że obecne przepisy
      bardziej sprzyjają studentom. - Sytuacja jest przejrzysta. Jest ustalony limit
      punktów, który należy osiągnąć, i to zdecydowanie ułatwia zaliczenie semestru"

      Sytuacja wcale nie jest przejrzysta- nikt nie wie, jak w praktyce będą wyglądać
      nowe zasady. I niestety nie zapowiada się na to, aby były bardziej korzystne.
      Do tej pory było tak, że wystarczyło mieć odpowiednią ilość punktów i warunek
      się dostawało i to nie z jedenego, ale więcej przedmiotów. Nie trzeba było
      nawet pisać podania. I oczywiście było sie wpisywanym na wyższy semestr, tyle
      że warunkowo.
      (Doktorze metall i inni mu podobni- prosze, darujcie sobie w tym miejscu
      teksty, jak to cieżko było za Waszych czasów i jak teraz skandalicznie obniża
      sie poziom studiów)
      Teraz wprowadzono nową instytcję "powtarzania niezaliczonych przedmiotów z
      jednoczesnym kontynuowaniem studiów", przy czym decyzja w tej sprawie bedzie
      uzależniona od dziekana, który "uwzględni rodzaj i przyczyny zaleglości", co
      jest bardzo uznaniowe, stwarza pole do nadużyć i nierównego traktowania
      studentów. A jaka to szansa dla rozwoju wyobraźni i pomysłowości studentów,
      którzy w swoich wnioskach będą uśmiercać członków sowich rodzin, pisać bajki o
      ciężkich chorobach i kłopotach finansowych, z powodu którch musieli podjąć
      pracę i nie byli w stanie pogodzić wszystkiego ze sobą...
      Jest jeszcze kwestia pieniędzy- teraz za powtarzanie przedmiotu bedzie sie
      placić- coś około 150zł. Wydział Prawa nieźle na tym zarobi- już teraz wiadomo,
      że powtarzać samo tylko sławetne kpa (mówię tylko o dziennym prawie, bo są
      jeszcze wieczorowi i zaoczni) bedzie co najmniej kilkadziesiąt! osób, które na
      poprawce oddały puste kartki (ilość ta na pewno wzrośnie po wynikach), a są
      jeszcze inne przedmioty. Ale jak to ktoś napisał na wydziałowym forum, może jak
      już nie beda wiedzieli, co zrobić z kasą, to postawią nam jacuzzi;)
    • Gość: Pogromca U Zatrzymane stypendia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.07, 13:19
      forumprawne.org/o,52660.html
      • Gość: Jarek Warunki i inne szopki...państwo prawa? IP: *.wro.vectranet.pl 16.02.07, 15:01
        załóżmy że zawaliłem część teoretyczną egzaminu na prawo jazdy i dopuszczono
        mnie do części praktycznej którą zdałem - pytanie mogę prowadzić samochód czy nie?

        Wszelkie "warunki" i inne tego typu "dopusty boże" są niewychowawcze. Zasady
        powinny być jasne - nie zdałeś egzaminu i poprawki tudzież komisu - czekasz rok
        na swą szansę a w międzyczasie możesz "awansem" realizować wybrane przedmioty.
        Czym zatem różni się awans od warunku - proste nie korzystasz ze świadczeń
        przysługujących tym którzy wszystko zdali. To znaczy że prowadzący o ile dziekan
        wyraził zgodę może takiego studenta nie przyjąć do grupy (np. jest w niej ponad
        30 osób a liczebność grup to max 30), nie dostajesz stypendium - bo nie
        wypełniłeś swojego obowiązku jakim było zaliczenie przedmiotów (WSZYSTKICH) w
        danym semestrze.
        Ludzie - to są studia i tutaj każdy odpowiada za siebie.
        Właśnie rożnego rodzaju "warunki" i ewentualne płacenie za taką możliwość
        stwarza patologie - tak samo jak płacenie za powtarzanie roku z jakiegoś przedmiotu.
        Jeżeli studia dzienne są bezpłatne to czemu trzeba płacić za powtarzanie roku?
        J
        • tbernard Re: Warunki i inne szopki...państwo prawa? 16.02.07, 15:35
          > Jeżeli studia dzienne są bezpłatne to czemu trzeba płacić za powtarzanie roku?

          Może po to, żeby lepiej wiedza weszła do głowy po zapłaceniu?
          Studia są darmowe w rozumieniu: KAŻDY MA SZANSĘ. Ale nie oznacza to z automatu,
          że każdy ma wystarczające predyspozycje intelektualne. Ktoś kto nie zdał
          jakiegoś przedmiotu sam wykreślił się z tego zbioru mających szansę. Pomijamu to
          oczywiście kwestię przyczyn nie zdania, bo oczywiście nie zawsze musi ona
          wynikać z niskiego poziomu zdającego.
          • Gość: bio Awanse? Punkty? Czy "zrobię wam (nie)dobrze"?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.07, 01:15
            Owszem
            intencja przepisów ogólnouczelnianych jest dobra:
            "Dopóki chcesz, to studiuj, ale nie wpiszemy cię na semestr, dopóki nie
            wyjdziesz na czysto" -trzeba więc studiować bez wpisu na semestr do momentu, aż
            się danej zaległości nie odrobi, a potem (np. 2 semestry do przodu wpisują, jak
            się wszystko wyrówna).
            Gorzej z pieniędzmi - ale nie mam już ochoty się przez ten temat denerwować
            (dłuuga opowieść o złamaniu konstytucji, wszelkich ustaw...)

            PROBLEM?
            Pewien wspaniały wydział wymyślił, że dokona nadużycia regulaminu!
            Regulamin pozwala, aby w kwestii przyznawania awansu (tak się teraz woła na "to
            coś") Rada Wydziału sama zdecydowała: ilość punktów "debetowych" i ilość
            przedmiotów niezaliczonych (maks.).
            Co zaś zrobił ten "Nowy Wspaniały Wydział"?!
            Nie ustalił punktów debetowych, a minimalną średnią, do której należy wliczyc
            dwójki z oblanego przedmiotu... i nie jest to taki tam próg -> 3,75! (jak się
            dwie dwóje z dwóch terminmów w to wlicza to nie wygląda zbyt pięknie)
            Pani Prodziekan odrzuca wszystko, co do niej wpłynie i nie chce z nikim
            rozmawiać, a jeszcze człowiek się dowiaduje, że zanim odwołanie/zbiorowa skarga
            trafi do rektora, musi przejść przez dziekanat i.. szanowne łapki Pani
            Prodziekan....

            Pomóżcie, bo i w Polsce usłyszymy o terroryzmie...
            :)
            • Gość: Dee Re: Awanse? Punkty? Czy "zrobię wam (nie)dobrze"? IP: *.as.kn.pl 22.02.07, 01:44
              Jak byłem w liceum - przełom 80/90 pani matematyczka zgodziła snię na poprawkowe
              sprawdziany - jak ktoś dostał pałę to poprawiał do skutku. Nie był to jej pomysł
              - uczniowie tak prosili że się ugięła. Pod koniec liceum wszyscy wiedzieli że
              dostać pałę z klasówki to spoko - poprawi się. Takie są żądania "ludu". Dziś
              mamy Giertycha, który zalicza maturę mimo, że jakiś pedagog uznał wiedżę ucznia
              za niewystarczającą na zaliczenie. Ludzie płacą za wykształcenie i dostają za to
              takie tytuły jakie sobie wymyślą. Nikt tego nie weryfikuje. Pełna
              "kapitalistyczna demokracja" w systemie szkolnictwa. Ma ktoś jakieś pomysły na
              rozwiązanie? Zaznaczam że jak się nie spodobają większości społeczeństwa to nie
              ma szans...
Pełna wersja