membrum_virile
28.02.07, 09:18
Skonstatowałem dzisiaj podczas oddawania moczu w macierzystym zakładzie
pracy, że moja małżonka urocza, z którą szczęśliwe stadło tworzę, ani razu
przez ostatnią dekadę nie szorowała toalety. Bo czyż osoba tak subtelna i
zmysłowa, jaką niewątpliwie jest Iza (i wiele innych kobiet w mniejszym
stopniu...), może być poniżana koniecznością kalania się bakteriami kałowymi?
Szanuję swą żonę i dlatego ja sprzątam okolice sedesu.
I zauważyłem jeszcze jedną rzecz szczególną: oto gdziekolwiek jestem, oddaję
mocz stojąc. W domu jedynie siadam. Dlaczego? Bo sprzatam. Szanuję zatem
własną pracę, gdyż wiem, że nie sposób kontrolować paraboli lotu każdej
kropli uryny. Drobina jakaś zawsze wyląduje nie w celu, lecz obok,
przyczyniając się do eskalacji zabrudzenia toalety.
Kochajmy nasze partnerki, panowie! Nie pozwólmy im czyścić kibelków
obszczanych!