jadzia4411
05.03.07, 18:12
jestem studentką, moim wykładowcą jednego z
przedmiotów był młody, sympatyczny Pan doktor z Wrocławia. Od pierwszych
zajęć z nim czułam jakąś wież z nim, jakbym spotkała jakąs bratnią duszę....
dziwne uczucie. Mimo ze studenci narzekali ze kosa z niego ze dłużo materiału
na egzamin, ja jakoś byłam spokojna, egzamin zaliczyłam w terminie zerowym na
5. Patrzyłam na Pana doktora na wykładach i widziałam smutek w jego
oczach.... na spotkaniu wigilijnym łamałam sie z nim opłatkiem i widziałam
jeszcze większy smutek w jego oczach....Pozostali studenci mieli wyznaczony
egazmin w sesji zimowej ale 21 lutego 2007 przyszła wiadomość ze Pan
doktor... zmarł. Ponoć zmagał sie z chorobą od dawna, wiedział ze umrze. Nie
mogłam w to uwierzyć, do tej pory nie moge. Ciągle widze jego oczy, jego
smutek w oczach... ON WIEDZIAŁ ZE UMRZE!!! Nie mogłam być na pogrzebie ale na
drugi dzień byłam na jego grobie, czułam ze musze.... ale dlaczego? Nie
znałąm go dobrze, kilka miesięcy zaledwie. Wieć dlaczego czuje taką wież z
nim? Zasypiam z myśle o nim i z myśle o nim sie budze... dlaczego? W sobote
pojade znowu na jego grób, czuje ze muszę!! Ale dlaczego???