tomek854
18.06.07, 21:43
Wyjechałem sobie z pracy. Spokojnie zacząłem pedałować sobie - najpierw na
wschód, potem na południe. Już na pierwszym skrzyżowaniu niespodzianka -
jadąca z przeciwka kobieta w peugocie 207 z uśmiechem pokazała mi ręką,
chociaż miała pierwszeństwo a ja nawet nie zdążyłem zasygnalizować jeszcze
ręką skrętu...
Potem jazda jezdnią 4pasową - po dwa pasy w każdą stronę. Od czasu do czasu
przy krawężniku zaparkowane samochody - kiedy się obracałem przez ramię żeby
zobaczyć czy mogę bezpiecznie zmienić pas, aby je ominąć, niezmiennie
widziałem mruganie długimi lub gesty zapraszające do wjazdu przed samochód.
Potem skręt w prawo - jednokierunkową uliczką z kontrapasem dojeżdżam pod prąd
do pięknej, asfaltowej, szerokiej, z łagodnymi łukami ścieżki rowerowej. Po
drodze nie spotkałem ani jednego pieszego!
Z parku wyjechałem z powrotem na jedną z głownych arterii miasta, szerokiej
dwupasmówki - z niej chciałem skręcić w prawo. Ustawiłem się zatem na pasie
dla skręcających w prawo za białym vauxhallem vectrą, czekającym aż przejedzie
cała wataha jadących z przeciwka. Kierujący zobaczył mnie w lusterko i
odjechał nieco od krawężnika żeby zrobić mi miejsce. Ja podziękowałem, mówiąc
że on jest przecież szybszy, ale on zaoponował, że nie, bo za zakrętem będzie
fragment wąskiej drogi, póki nie zacznie się ścieżka, to on mnie trochę
osłoni, żeby mnie ktoś niebezpiecznie nie wyprzedzał...
Fajnie brzmi? I to jest szczera prawda - kto uważny zauważył vauxhalla i
skręcanie w prawo z przecinaniem pasa dla jadących z przeciwka. Tak wyglądał
mój pierwszy dzionek na rowerku w Glasgow...
Dlaczego u nas się tak nie da?