Gość: Mikołaj
IP: 193.0.242.*
13.07.07, 12:51
Cytuję z innego wątku:
"Oddział 6, art. 24, pkt 6.
Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i
bezpośrednio po nim zwiększania prędkości. Kierujący pojazdem wolnobieżnym,
ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika jest obowiązany zjechać jak
najbardziej na prawo i - w razie potrzeby - zatrzymać się w celu ułatwienia
wyprzedzania."
Przepis ten jest często przywoływany w tych głupich dyskusjach kierowcy vs
rowerzyści.
Jak to z tym jest? "W razie potrzeby zatrzymać się", jest odczytywane przez
kierowców-internetowych-dyskutantów jako "zawsze zatrzymać się i ci wstrętni
rowerzysći nie chcą się zatrzymywać gdy się ich wyprzedza". Byłby to oczywisty
nonsens, gdyż w praktyce uniemożliwiałoby to jazdę rowerem gdziekolwiek w mieście.
Więc istotne jest owo "w razie potrzeby". OK, ale kto decyduje, kiedy taka
potrzeba zachodzi? Jeśli rowerzysta, to ataki kierowcow-dyskutantów są
bezzasadne. Jeśli o potrzebie zatrzymania się rowerzysty decyduje kierowca, to
w jaki sposób ma zakomunikować o tym rowerzyście, że ten powinien się, w jego
ocenie, zatrzymać?
A może ten przepsis jest po prostu tak durnowato sformułowany?