Dodaj do ulubionych

Spór o matematykę we wrocławskim liceum

29.04.08, 20:23
"który po maturze najpewniej zapomną"

Jak mozna zapomniec matematykę, bez niej jak bez ręki i bardzo
dobrze że ich tak cisną. W klasach o profilu mat-inf albo mat-fiz
też trzeba sie uczyć polskiego bo jest obowiązkowy na maturze i nikt
się nikogo nie obchodzi czy dany uczeń ma umysł ścisły czy
humanistyczny. Jak ktoś nie potrafi zrozumieć materiału na
podstawową maturę z matematyki to po prostu nie zasługuje na średnie
wykształcenie. Nawet jeśli jest świetnym aktorem.
Obserwuj wątek
    • berloo Spór o matematykę we wrocławskim liceum 29.04.08, 20:29
      "Większość uczniów z klas o profilu teatralnym w XVII LO im. Agnieszki Osieckiej to humaniści. Nieźle się uczą polskiego, historii i języków obcych. Gorzej idzie im z przedmiotami ścisłymi. A już najgorzej z matematyką, którą będą musieli zdawać na maturze."

      Ale pieprzenie... Nie raz widziałem ludzi, którym ktoś wmawiał, że są "humanistami" i nie muszą przejmować się matematyką czy fizyką.

      Umówmy się - matematyka w liceum nie jest trudna. Trzeba tylko czasem policzyć kilka zadanek (nie raz w LO przekonałem się, że sama znajomość teorii to za mało). Jeśli kilka to za mało, to trzeba zrobić kilknaście lub kilkadziesiąt. Nawet największy tuman może się w ten sposób nauczyć na tą dopuszczającą.
        • tetlian To nie wina nauczyciela, że ma takich uczniów :/ 29.04.08, 21:49
          "Uczennica opowiada, że (..) wieczory na wkuwaniu zadań: - Pomimo to boję się,
          że i tak nie zaliczę i zostanę na drugi rok."

          I tu jest cały problem. Jak to wkuwaniu? Kując matematykę daleko nie zajdziesz.
          No jak można wkuć, że 2 jabłka plus 3 jabłka daje 5 jabłek? Matematyki należy
          uczyć się na zrozumienie. Nie na kucie.

          Poza tym w LO matematyka jest banalna. Ja za czasów ogólniaka nigdy nie uczyłem
          się na żaden sprawdzian z matematyki. A jak nie było mnie w szkole tydzień, to
          na przerwie sprawdzałem u kogoś w zeszycie, co było i wszystko rozumiałem. I
          zawsze miałem piątki lub szóstki.

          A to było dobrych parę lat temu. A z tego co teraz słyszę od dzieci znajomych to
          matematyka w LO jest jeszcze łatwiejsza niż za moich czasów. Usunięto sporo
          materiału z programu, który jest podstawowy i który każdy człowiek powinien
          przyswoić.



          "Wyjście jest jedno: wspierać uczniów, pomagać im, żeby zaliczyli przedmiot, o
          którym po maturze najpewniej zapomną."

          A to zdanie mnie zbulwersowało. Jaki sens jest się czegoś uczyć, a potem tego
          zapominać? Potem żyją sobie tacy ludzie nie rozumiejący podstawowych praw
          rządzących Wszechświatem. Ehhh :/ To ja ścisłowiec, dalej pamiętam lekcje
          polskiego czy historii. Pamiętam lektury, których nawet nie czytałem. Ale
          pamiętam jak je omawialiśmy na lekcjach. Pamiętam najważniejsze wydarzenia i ich
          daty z historii świata i Polski. I nie mam zamiaru tego zapominać. Każda wiedza
          może się kiedyś przydać.
          • Gość: szmatan Re: To nie wina nauczyciela, że ma takich uczniów IP: 91.198.246.* 30.04.08, 10:08
            > Każda wiedza
            > może się kiedyś przydać.

            to tak jak powiedzieć że nie ma co wychodzić z domu, bo zawsze można tunelować
            np. do sklepu, lub na marsa.
            gdyby człowiek nie zapominał pierdół, to by, kolokwialnie mówiąc, mu łeb pękł.

            IMHO tutaj wina na 90% leży w nauczycielce - 9% to zbieg okoliczności że są sami
            ludzie, którzy nie kumają matmy (9% to całkiem spora szansa, wbrew pozorom - do
            tego klasa o prof. humanistycznym) no i wtedy na promocje nie zasługują, jednak.
            mnie też polski wkurzał na maturze (a zwłaszcza zmuszanie do jakichś kretyńskich
            wypracowań), więc jak chcą równać w górę (dołożyc matmę a nie zabrać lub
            wyluzować polski, to mają efekty
            • Gość: dzioucha_z_lasu Re: To nie wina nauczyciela, że ma takich uczniów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 11:00
              Dokładnie.
              Bardzo wiele zależy od nauczyciela, ja bardzo długo byłam noga z
              matematyki, kompletna tępota i brak zrozumienia. Pewnego pięknego
              dnia zmieniła się nauczycielka - i cud, nagle zaczęłam dostawać
              piątki z matematyki. We mnie nic się nie zmieniło, to osoba, która
              uczyła, potrafiła przekazać wiedzę w sposób jasny i zrozumiały.
              Największy problem z matematyką w szkołach to to, że zwykle uczą jej
              dość mierni matematycy, bez jakichkolwiek predyspozycji i
              umiejętności nauczania, za to z duzą skłonnością do przedstawiania
              matematyki jako wiedzy elitarnej i tajemnej.
    • Gość: Bibi Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.daminet.pl 29.04.08, 20:51
      Kochany Wrocławiu nie jesteś odosobniony w problemie. Zapraszam do
      VII LO w Legnicy, tu się dzieją dopiero cyrki. Sprawdzian za
      sprawdzianem, na półrocze ok. 80% miało jedynki, a ze sprawdzianów
      dalej same jedynki. Sprawdziany są poprawiane na lekcjach a potem
      pani nauczycielka biadoli, że materiał w tyle. A jak myślicie, na
      jakie oceny są poprawiane sprawdziany.... no oczywiście na jedynki.
      Pani profesor gratulacje... za zdolność tłumaczenia, bezwzględność i
      brak zindywidualizowanego nauczania , o którym się trąbi. Jak tak
      dalej pójdzie to nie będzie już miała Panikogo uczyć, więc prosze
      się trochę nad sobą zastanowić.
    • Gość: gość portalu Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.04.08, 21:24
      no niestety nikt sie na nich nie nauczy, a nauczyciel nie ma płacone za
      nadgodziny na których uczniowie mogą sobie poprawiać co i tak jest dobrym gestem
      ze strony nauczyciela bo nigdzie nie ma mowy że coś można w szkole poprawić
      oprócz roku. nauczyciel pędzi z materiałem? nie wydaje mi się, jeśli nawet tak,
      to szybko powinien się skończyć, a wtedy czas będzie na poprawianie...
    • real_mr_pope Spór o matematykę we wrocławskim liceum 29.04.08, 21:39
      "Większość uczniów z klas o profilu teatralnym w XVII LO im. Agnieszki Osieckiej
      to humaniści. Nieźle się uczą polskiego, historii i języków obcych. Gorzej idzie
      im z przedmiotami ścisłymi"

      Że niby jak humaniści to tłumaczą ich problemy z matematyką? Kończyłem klasę
      humanistyczną, chodzili do niej sami humaniści. A mimo to, jeżeli ktoś nie
      olewał matematyki czy fizyki to nie miał z nią większych problemów. Jeżeli ci
      humaniści mają problem z matematyką na poziomie liceum, to najwyraźniej do
      liceum nie dojrzeli. Przykro mi.
      • Gość: katasza Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.08, 15:11
        Chodzę do klasy humanistycznej, druga klasa. Nie wydaje mi się,
        żebym nie dojrzała do tej szkoły.
        Popieram osobę, która zadzwoniła do Gazety.
        Sama mam problemy z matematyką, jak i z fizyką.
        Ostatnio 3/4 klasy z kartkówki z matematyki dostało jedynki. Szkoda,
        że Pani Nauczycielki to nie dziwi...
        Nie wspomnę o tym, że w zeszłym roku, żeby zdać z fizyki, musiałam
        wraz z setką innych uczniów siedzieć w szkole do 19:00, dwa dni
        przed końcem roku szkolnego. Żeby usłyszeć, że 'masz 2, ale w
        przyszłym roku sobie nie poradzisz'.
        Zgadzam się z tym, że w klasie o profilu humanistycznym nie powinno
        się kłaść takiego nacisku na przedmioty ścisłe. Nie uważam się za
        tumankę. Skoro pół klasy jest zagrożona z fizyki czy z matematyki,
        to... chyba nie wszyscy z tej połowy są tumanami?
    • ajsberg Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 29.04.08, 21:47
      A może tak powołać Zasadnicze Szkoły Humanistyczne - byłoby miejsce dla tych całych zastępów pseudohumanistów.
      Oczywiście utarło się, że ucznia który nie ma pojęcia o matematyce nazywa się "humanistą" no i można już wtedy spokojnie "naskoczyć" na nauczyciela matematyki.
      Jestem pewien, że Ci uczniowie mają problemy z podstawowymi umiejętnościami - dodawaniem ułamków, potęgowaniem itd. I prawdopodobnie nie powinni byli też ukończyć gimnazjum. No i ciekawe co ma teraz zrobić nauczyciel w LO, który dostał taki "materiał".
      Wiadomo oczywiście dlaczego szkoła i nauczyciel postępują tak radykalnie - za dwa lata ci uczniowie mogą oblać maturę i wtedy Pani redaktor napisze zapewne artukuł: "W XVII LO połowa klasy nie zdała matury - czy to wina nauczyciela? Biedne dzieci pokochały teatr a nie dostana się do wymarzonej szkoły aktorskiej bo nie zdały jedynie matematyki, która nie jest im DO NICZEGO POTRZEBNA"
      Szkoła - tak trzymać, ale koniecznie trzeba pomóc uczniom nadrobić materiał. Są na to sposoby.
    • Gość: aaga Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.dream.net.pl 29.04.08, 21:54
      Pani redaktor to znajoma tej dziewczynki/tego chłopczyka? Który ma
      problemy? Bardzo podoba mi się wypowiedź osoby, która słusznie
      twierdzi, że jeżeli ani szkoła, ani korepetytorzy, nawet w duecie
      nie potrafią nauczyć dziecka prostych rzeczy, to szukać należy gdzie
      indziej. Słusznie nauczycielka odmówiła komentarza, bo na jakie niby
      pytanie miała odpowiedzieć? Czemu Zosia nie umie? Bo się nie
      nauczyła! Tydzień temu, miesiąc temu, rok czy dwa lata. Widać, że
      sięzbliża koniec roku, ale żeby wywierać nacisk na nauczycieli
      pisząc o kimś w gazecie, to chyba lekka przesada.
      • Gość: mama-gd Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 00:24
        Młodzi idą do klas humanistycznych z błędnymi założeniami (nie muszę się uczyć
        ścisłych) i z potwornymi zaległościami z podstawówki i przechowalni (gimnazjum).
        Testy gimnazjalne nie mają przecież sprawdzać wiedzy, co tak mocno artykułują
        rodzice "nieczytających gimnazjalistów" w wątkach obok. No i potem jest szok i
        zgrzytanie zębów, bo w liceum wymaga się wiedzy z podstawówki i gimnazjum, którą
        nikt się nie przejmował bo trzeba było nauczyć dzieciątka rozwiązywania testów.
        Wiem coś na ten temat - moja córa miała 2 poprawki ze ścisłych właśnie. Tyle że
        zamiast lecieć do wyborczej jak zrobili to rodzice z tego liceum, myśmy zadbali
        o to, żeby skoro się zdecydowała na poprawki to po prostu się do nich uczyła.
        Skutek -zawalone wakacje i promocja do kolejnej klasy, którą młoda szanuje tak
        bardzo że teraz na bieżąco uczy się tych przedmiotów, z których ma choć cień
        zagrożenia. I zamierza zdawać maturę z jednego z przedmiotów "poprawkowych".

        Jeśli już szukać winnych to w pierwszym rzędzie są nimi rodzice, którzy całą
        odpowiedzialność za "szok licealny" zbyt łatwo przerzucają na nauczycieli.
        • Gość: szmatan Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: 91.198.246.* 30.04.08, 10:16
          gratuluje konsekwencji i sukcesu wychowawczego!
          też widziałem, wśród moich ówczesnych rówieśników, takie przypadki:
          osoba, która miała spore zaległości z przedmiotów ścisłych, jest zagrożona.
          znika z życia towarzyskiego, bo nadrabia materiał. decydujący sprawdzian zdaje
          na 4-5, i od tego czasu bez większego wysiłku pomaga zrozumieć zadania, sam
          rozwiązuje zadania - generalnie kuma przedmiot. kuma, nie pamięta
      • Gość: mat_fan Re: jak takie laleczki z teatralnej myślą... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.08, 22:12
        do nauki sie wziac trzeba jaka pani z matematyki by nie byla jakos reszta klasy
        potrafi zaliczyc a sadze ze robi sie z igly widly i tyle... ciezka matematyka to
        jest na studiach i to tez nie zawsze bo jesli sie ja ZROZUMIE to kazdy potrafi
        zaliczyc...od osoby ze srednim wyksztalceniem nalezy wymagac tego co jest
        obecnie w materiale z matematyki dla liceow to naprawde sa rzeczy do pojecia
        trzeba tylko sie przylozyc a nie aktorstwo w glowie...
        • Gość: on86 Re: jak takie laleczki z teatralnej myślą... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.08, 23:47
          już przez taką jedną panienkę z teatralnej w zeszłym roku podczas matur pojawiła
          się telewizja... i matura unieważniona...
          klasy teatralne to porażka i tak w przeciągu 3 lat może 3-4 osoby dostały się do
          wyższej szkoły teatralnej.
          A jak komuś poziom nie odpowiada to niech papiery zabiera i spierd... a nie taką
          szopkę odwalać!!!
          z perspektywy czasu wiem że ta szkoła uczyła bardzo dobrze choć większość miała
          dużo trójek czwórek no i czasem też dwójki - a nie inne licea dają same piątki i
          co z tego? później takie dzieciaki nic nie umieją zrobić realnego na studiach!!!
    • Gość: Gosia Bardzo dobra nauczycielka IP: 89.174.13.* 29.04.08, 22:31
      Niech się wezmą za naukę.. klasa teatralna to nie tylko bieganie na zajęcia z
      dykcji czy śpiewu ale też nauka matematyki.. fizyki czy chemii a rodzice niech
      nie myślą że jak płacą za korepetycje to dzieciak ma zapewnioną ocenę
      pozytywną.. . Brawa dla nauczycielki:) teraz większość nauczycieli patrzy na
      statystyki.. i nie wstawia powyżej określonego limitu jedynek.. tym sposobem
      durnie dochodzą do matury.. Szkoła średnia musi mieć swój prestiż. Jeśli mają
      problem z matmą to niech idą do zawodówki - LO dla elity.
    • monla89 Spór o matematykę we wrocławskim liceum 29.04.08, 22:37
      Zakończyłam swoją edukację właśnie w tym liceum, a za 6 dni pisze
      maturę. Osobiście nauczycieli od matematyki uważam za świetnych. To
      nie jest ich wina, że uczniowie niekiedy są naprawdę ograniczeni i
      nie potrafią zrobić najprostszych rzeczy. Wiem, bo sama widziałam po
      swojej klasie. I uwierzcie mi, że kto jak kto, ale to właśnie
      Ci ‘okropni’ i ‘bestialscy’ nauczyciele ciągną za uszy tych, którzy
      przez cały rok nie dawali sobie rady. A odnośnie klas teatralnych…
      ludzie tam są okropni. Jeśli ktoś nie wie czemu- zapraszam do XVII
      LO. Tamtejsze osoby (nie mówię, że wszyscy, ale niestety większość)
      panoszą się po całej szkole i uważają za największe gwiazdy na
      świecie. A skoro same siebie tak traktują oczywiste jest, że do
      innych rzeczy niż ich sztuka podchodzą z umiarem. I tu widać efekty.
      Uczniowie powinni się opamiętać i zacząć po prostu starać. Dziwnym
      jest też, że w innych klasach niż teatralne aż takich problemów z
      matematyką nie ma. Owszem, zdarzają się poprawki, ale w śladowych
      ilościach. A porównywanie liceum do gimnazjum jest głupotą. Przepaść
      między tymi szkołami jest ogromna, a ogółem gimnazjum jest
      nieporozumieniem.
      • Gość: uczennica 17 Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.218.146.194.generacja.pl 29.04.08, 22:46
        ahahahahahahahha jasneee... wszedzie sa problemy z matma...
        moze i skonczylas lo 17 a ja przez lo 17 bede miala rok dalej do matury i to
        przez jakas szurnięta nauczycielkę. jestem w klasie z rozsz. niemieckim, a
        najwiekszy problem mam z biologia i z matma. no chyba cos jest nei tak? poza tym
        na lekcji pewna PANI potrafi za niezrobienie PRZYKLADU postawic jedynke, za
        jedno zadanie potrafi postawic z 4 pały osobom ktore wyczytuje sobie z
        dzienniczka... no po prostu nie do ogarnięcia. siedemnastka chce dogonic elite,
        podnoszac poziom ale nigdy sie im to nie uda. ZBYT DUZE AMBICJE jak na uczniow
        tej sql.
        • Gość: absolwentka Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.04.08, 22:50
          najprosciej jest zwalic cala wine na nauczycielke albo jeszcze lepiej - na cala
          szkole. ale czy ktos Ci kazal przychodzic akurat do 17stki? zmusili Cie sila,
          zebys ta akurat ta szkole skonczyla? za wysoki poziom? trzeba od czasu do czasu
          posiedziec nad ksiazkami? obudz sie dziewczyno! nie jestes juz w gimnazjum. albo
          lepiej zmien szkole. bo 17lo, ktorego jestem tegoroczna absolwentka tylko traci
          przez takich uczniow jak Ty!
          • Gość: uczennica 17 Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.218.146.194.generacja.pl 29.04.08, 22:57
            nie każdy ma zdolności do ścisłych, a jeżeli Ty jestes taka wybitna, to czemu
            Mądralko nie poszłaś do 7,5,14? tam byś sie pewnie wykazała, co?
            17 nic nie traci na takich jak ja, gdyż ta szkoła nie jest na WYSOKIM POZIOMIE,
            który zaniżam przez jeden przedmiot. Wybralam ta szkolę, gdyż był to przypadek -
            tak się dostałam.I taaak, zwalam winę na nauczyciela, który nie potrafi dobrze
            wytłumaczyć ! na lekcji robi z nami proste przykłady, a na sprawdziane
            dopierdziela cos takiego, ze niewiadomo jak to zrobić. przepraszam baaaaardzo,
            ze profil humanistyczny okazal sie matematyczno-biologiczny.
            • Gość: Matematyk Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 02:07
              "na lekcji robi z nami proste przykłady, a na sprawdziane
              dopierdziela cos takiego, ze niewiadomo jak to zrobić."

              Czyli najpewniej jest to klasyczny przypadek gdzie uczysz się na pamięć
              rozwiązań konkretnych przykładów, ale nie rozumiesz ogólnego toku myślowego.
              Ergo wystarczy zmodyfikować nieco treść zadania lub formę przykładu którego się
              nauczyłaś, abyś nie wiedziała co z nim zrobić. Tak się nie powinno uczyć
              matematyki, choć tutaj przyznam rację, że w większości szkół właśnie coś takiego
              jest tolerowane przez matematyków - dlatego tamtejsi uczniowie pewnie nie mają
              problemów. Potem ludzie szkołę kończą ale ich umiejętności analityczne są... no
              cóż...
              • holyfido Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 30.04.08, 07:51
                Może to "dopierdzielanie" na sprawdzianie polega na tym, że zmienione zostają
                liczby w zadaniach. Tak robi moja żona, która jest nauczycielką matematyki. Na
                lekcjach robi zadania, a na sprawdzianach te same, tylko zmienia liczby. Efekt?
                Dla 3/4 uczniów nagle zadania stają się czarną magią.
                Uczennico 17. LO. Jeśli rzeczywiście nauczycielka uczy was czegoś innego na
                lekcjach, a później czego innego wymaga na sprawdzianie, to łatwo możecie się
                pozbyć takiej nauczycielki zgłaszając ten fakt do dyrekcji lub kuratorium.
                Pamiętaj, proszę, że w dorosłym życiu jeśli się coś twierdzi, to trzeba mieć na
                to dowód, konkretny i niepodważalny. Tak to już w życiu dorosłym bywa, że aby
                komuś coś udowodnić trzeba mieć dowód, bo dlaczego ktoś by miał Tobie uwierzyć
                na słowo? A może to tylko Twoja mylna interpretacja, że na sprawdzianie
                dostajesz inne zadania? Jeśli jest jak mówisz, to zróbcie raban, ale nie przez
                gazetę, tylko lepiej się zgłosić do przełożonych nauczycielki.
                • Gość: Matematyk Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 18:14
                  "Na
                  > lekcjach robi zadania, a na sprawdzianach te same, tylko zmienia liczby. Efekt?
                  > Dla 3/4 uczniów nagle zadania stają się czarną magią. "

                  Skąd ja to znam. Tak niestety już jest w prawie każdej klasie. Przy zmianie
                  wartości liczbowych w zadaniu młodzież zaczyna się gubić, a przy lekkiej zmianie
                  struktury zadania stwierdza, że to już czarna magia. O zadaniach gdzie trzeba
                  coś udowodnić już nie wspominam. To jest niestety problem całego szkolnictwa -
                  większość przedmiotów jest uczona na zasadzie trzech Z, a więc kiedy przychodzi
                  do matematyki gdzie trzeba już wykazać się umysłową inwencją to pojawia się
                  wielkie zdziwienie, kiedy kucie poszczególnych przykładów nic nie daje.
                  Większość nauczycieli już sie temu niestety poddała. Czasami nieśmiało tak jak
                  Twoja żona zmienią wartości liczbowe, ale na zmianę struktury zadania to już
                  mało kto się odważy. I w tym momencie cała idea tego przedmiotu zostaje
                  zaburzona. Tutaj nie ma już myślenia, jest tylko kucie wzorków i zapamiętywanie
                  schematów. Zresztą nie oszukujmy się - gdyby umiejętności matematycznych
                  wymagano tak jak powinno się wymagać to przy obowiązkowe maturze z tego
                  przedmiotu poległoby ponad 50% ludzi, co specjalnie by mnie nie zmartwiło -
                  zacząłby wzrastać prestiż tego papierka, a ja może znalazłbym w końcu
                  hydraulika. Ja w ogóle nie rozumiem tego ślepego dążenia rządu do maksymalizacji
                  wskaźnika zdawalności, przecież wiadomo, że jak "coś" ma każdy to jest
                  bezwartościowe, a więc drogą to odbudowania wartości matury jest obniżenie
                  wskaźnika zdawalności i najlepiej aby był to efekt dużych wymagań maturalnych, a
                  nie tępoty młodzieży. To samo na zrobić na studiach, a system edukacyjny i
                  przekrój zawodowy społeczeńswa zacznie wracać do normalności.
                  • Gość: bosz... Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.218.146.194.generacja.pl 30.04.08, 22:28
                    oj nieprawda. nie zgadzam sie. zadania które robi sie na lekcji, a następnie
                    zostają zmienione liczy i tekst, ZROBI SIE o ile sie ćwiczyło w domu, problem
                    jest tutaj iż no zadania są zupełnie inne. zdarzył sie przypadek, ze na powtórce
                    materiału do klasówki, Pani stwierdziła ze niektórych zadań z podręcznika nie
                    trzeba robić, bo nie ćwiczyliśmy nawet ich na lekcji i nie bedize na
                    sprawdzianie, co sie okazuje potem? najwięcej punktów daje właśnie za takie
                    zadania,których RZEKOMO miało nie być. nadal jest to nauczyciel, który kocha
                    swoich uczniów i poświeca się aby przekazać im jakze cenna wiedze? no chyba nie.
            • Gość: Leppiej A dlaczego liceum? IP: *.markom.krakow.pl 30.04.08, 09:17
              Jest jeszcze pare zawodowek, mozna zrobic kurs fryzjerski...

              Juz w moich czasach (matura 97) matma byla banalnie latwa i to w tej
              przytoczonej przez Ciebie VII. Przykro mi dziecko, ale mature nie kazdy musi
              miec. Tak samo jak nie kazdy musi dobrze gotowac czy miec prawo jazdy. Ciarki
              mnie tylko przechodza, ze takie osoby jak Ty maja prawa wyborcze.
        • tbernard Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 30.04.08, 00:14
          > na lekcji pewna PANI potrafi za niezrobienie PRZYKLADU postawic jedynke,

          No a jaką ocenę w takim przypadku proponujesz?

          > dzienniczka... no po prostu nie do ogarnięcia. siedemnastka chce dogonic elite,
          > podnoszac poziom ale nigdy sie im to nie uda.

          Bo mało jest chętnych do tej szkoły wśród ludzi na wysokim poziomie intelektualnym?
        • Gość: skoma Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: 195.60.182.* 30.04.08, 08:54
          dziewczyno weź Ty się puknij. Jak można nei postawić pały jak uczeń
          nie umie przy tablicy zrobić zadania PRZYKŁADOWEGO do których
          zazwyczaj podawane są sposoby rozwiązania i o zgrozo jeszcze wynik.
          Jak się nie podoba to gary szorować a nei w liceum siedzieć.

          Osobiście kończyłam klasę o profilu humanistycznym a potem
          Automatykę i Robotykę na wydziale mechanicznym na PWr. Jak się chce
          to się może. Geniuszem być nie trzeba wystarczy zamiast piłować
          tipsy poczytać, pouczyć i ZROZUMIEĆ a nie kuć na pamięć.
      • Gość: jestem w LO17 Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.05.08, 23:59
        Zaczne od zadziwiajacego faktu: w LO XVII trzeba sie uczyc. Na pewno
        nie jest to szkola dla osob leniwych. A teraz kolejny zadziwiajacy
        fakt: klasy teatralne to nie tylko trzynascie "pał" z matematyki,
        ale też problemy z kazdym i ze wszystkim, bez konca wyliczac. nie
        chce nikogo obrazac, bo wielu uczniow klas teatralnch to wspaniali,
        utalentowani ludzie, ale reszta to zwykla banda gwiazd-
        indywidualistow, pepkow swiata i nawet ci pierwsi nie zaprzecza.
        jak ja to widze? dziewczyna zalamala sie brakiem umiejetnosci
        logicznego myslenia, stwierdzila, ze tak wielkiej osobistosci jak
        Jej Wysokość Pierwsza Baletnica nikt nie ma prawa dzialac na
        przekor, wiec z drobna pomoca taty, zwrocila sie do gazety.
        (chcialabym jeszcze dodac, ze moim skromnym zdaniem dziennikarze to
        horda klamcow, bajkopisarzy, bez sensownych morałow, a palca im za
        oczernianie).
        moge spojrzec na te sytuacje nie tylko na podstawie artykulu, TA
        nauczycielka uczy takze mnie. ja mam problemy z matematyka, ale
        radze sobie. korepetycje nie pomoga, jezeli nie wlozymy w nauke
        odrobiny wysilku, sami sie nie postaramy. trzeba zacisnac zeby i do
        ksiazek i niech to nie beda dwie godziny "korkow" tygodniowo, ale
        pare godzin systmatycznej pracy dziennie.
        co do nauczycielki - jest jej bardzo przykro. ja widze jak sie
        stara. a proponuje zapytac innych uczniow klas teatralnych - bo z
        tego co wiem, nawet ci z ocenami niedostatecznymi staneli murem za
        pania profesor i szczerze mowiac, szukaja tej winnej.

        do kolezanki z klasy teatralenj: powinno byc ci wstyd.
    • Gość: Ewa Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.biskupin.wroc.pl 29.04.08, 23:44
      Budujące jest to, że większość komentujących ma zdrowe podejście do sprawy, spodziewałam się raczej zmasowanego ataku na tę nieszczęsną matematyczkę:) Uczę w gimnazjum, na szczęście nie polskiego (mnóstwo uczniów ma/?/ dysleksję, dysgrafię, dysortografię i inne przypadłości), czy matematyki (dyskalkulia ostatnio na topie). Nie muszę dodawać, że większość uczniów i rodziców uczniów z wszelkimi "dys" prezentuje jakże wygodne podejście: "mam (tu wstaw nazwę przypadłości) i odwalcie się ode mnie/mojego dziecka". Nie chodzą na zajęcia wyrównawcze, bo po co? Nie robią specjalnych ćwiczeń dla nich opracowanych, bo czują się zwolnieni z pracy. "Takim mnie Panie Boże masz, jakim stworzyłeś". Najpopularniejsze podejście, to "co by tu zrobić, by się nie narobić", minimalizacja własnego wysiłku, za to żądania i oczekiwania baaaaaardzo wygórowane. Prace na ocenę dodatkową (i nie tylko dodatkową) potrafią w 100% skopiować z internetu i bezczelnie przedstawić jako swoją. Biedne żuczki - pani nie nauczyła matematyki. I korepetytor nie nauczył matematyki. I drugi korepetytor nie nauczył matematyki. Drodzy rodzice - może niestety trzeba pogodzić się z myślą, że nie z każdego będzie intelektualista i obrać inną drogę, niż szkoła z maturą? Nauczycielce gratuluję konsekwencji i nieugiętej postawy - jak ktoś już słusznie zauważył, za jakiś czas Gazeta rozpętałaby aferę pt. "w LO nr (...) matury z matematyki nie zdało 75% uczniów". Prawda jest brutalna - spora część uczniów po prostu jest leniwa i wychodzi z założenia, że jakoś to będzie. Inna sprawa, że i część nauczycieli "łamie się" przed końcem roku i - nierzadko pod presją dyrekcji i reszty grona oraz rodziców - wystawia oceny niezgodnie z własnymi przekonaniami. Efekty jak widać.
      • Gość: gosc Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wroclaw.mm.pl 30.04.08, 00:30
        Gratuluję nauczycielce matematyki, że nie daje się terroryzować.
        Wmówiono narodowi, że ich dzieci są niepowtarzalne i jedyne w swoim
        rodzaju, a państwo stworzyło system edukacyjny, do którego wtłacza
        się sporą populację posiadającą wyłącznie uzdolnienia do tzw.
        przedmiotów humanistycznych. Ci, tak zwani humaniści załapują się w
        trzecim terminie na mało popularne kierunki studiów takie jak
        fizyka, chemia itp. Wtedy w pełnej krasie można odkryć te ich
        uzdolnienia - nie rozumieją co czytają, sformułowanie myśli w formie
        pisemnej graniczy z cudem, a ortografia okazuje się umiejętnością z
        zakresu nauk ścisłych. Teraz jeszcze zrobimy reformę szkolnictwa
        wyższego i zostaniemy krajem samych humanistów.
        • Gość: geniusz Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 00:49
          wszyscy jesteście tacy tolerancyjni.....pochylacie się tylko nad biedną
          matematyczką, nad biednymi nauczycielami nauk ścisłych, nad szkołami. gdzieś tam
          umyka młodzież, która może mieć inne uzdolnienia niż te ścisłe, tak teraz modne.
          nawet władze miasta dają teraz specjalne stypendia tym, którzy są wyjątkowo
          uzdolnieni z fizyki, chemii, matematyki. bo naród potrzebuje inżynierów. dobre
          sobie. skończyłem elitarne - jak tu piszecie wielokrotnie o XVII, że elitarna
          nie jest - liceum wrocławskie. podpowiem - cały czas na topie. miałem 5 z matmy,
          6 z fizyki i 6 z chemii. ale zawsze się uważałem za humanistę. o zgrozo!!! i
          zawsze wolałem przedmioty takie jak polski, czy historia. wybrałem ścisły
          kierunek studiów i przez 5 lat męczyłem się w gronie tzw. umysłów ścisłych.
          robię karierę i nudzę się potwornie tym swoim sukcesem. i może to szaleństwo,
          ale zazdroszczę tym dzieciakom z jakiejś teatralnej klasy, że jak w końcu
          uporają się z tą matmą, to może będą robić coś naprawdę kręcącego, a nie takie
          smuty, jak pan inżynier przed 40. pozdrawiam klasy teatralne wszystkie bez
          wyjątku!! w mojej elitarnej budzie też taka się uchowała i do tego odnosiła
          spektakularne sukcesy....
      • Gość: axe Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.04.08, 08:49
        Dokładnie - brawo dla pani nauczycielki. Po co tworzyć fikcję, skoro
        na koniec i tak jest egzamin? I większość robaczków (nawet gdyby
        przymknąć oczy podczas początkowych lat) i tak na koniec wyląduje z
        PAŁĄ na maturze! Raczej powinni być wdzięczni, że ktoś ich
        realistycznie ocenił i dobitnie zasugerował, że się powinni wziąć do
        roboty. Może ktoś da radę się jeszcze dokształcić.
    • valana Spór o matematykę we wrocławskim liceum 30.04.08, 01:35
      Podziwiam wszystkich przedmówców: tak łatwo przychodzi Wam wypowiadanie się na
      wskazany temat, a tymczasem w artykule brak jednej, za to niezwykle istotnej
      kwestii, o czym za chwilę.
      Do szkoły chodziłem raczej dawno, matematyki nie lubiłem (i pewnie już nie
      polubię), liczyć umiem, z procentami też sobie daję radę. Nie wydaje mi się, bym
      potrzebował więcej wiedzy. Poziomu szkoły nie znam (nigdy właściwie o niej nie
      słyszałem), jedyny aktor, którego znam osobiście, to kompletny świr, jak również
      kilku znanych mi osobiście matematyków (zatem proporcje układają się
      identycznie: 100% popaprańców w każdym "fachu").
      A teraz na temat. W szkole pałę można dostać z najróżniejszych powodów: za brak
      zeszytu, cyrkla, linijki, zadania domowego, krzywe spojrzenie, błędną odpowiedź,
      gadanie na lekcji itd. Znałem wielu nauczycieli, którzy z lubością stawiali
      dwóje (wtedy nie było jedynek) za błahostki (wiadomo, dyrekcja goni, by w
      dzienniku były jakieś oceny, więc są, proszę bardzo, proces dydaktyczny aż
      furczy), znałem wielu, którzy nie przejmowali się drobiazgami, oceniając wiedzę.
      A jak jest tutaj? Zakładam, że statystycznym niepodobieństwem jest zebranie w
      jednym miejscu w jednej klasie samych matematycznych nieuków; niech mądrzejsi tu
      mówią, mi się to wydaje niemal niemożliwe. Zatem gdzie przyczyna? A jeżeli
      istotnie mamy do czynienia z osobistą vendettą, prowadzoną z klasą aktorską? Z
      artykułu się w każdym razie tego nie dowiemy, a szkoda. Uczniowie z tej klasy
      też się tu jakoś nie kwapią z ujawnianiem sekretów kuchni. Ja tam bym napisał,
      gdybym tam chodził.
      Możliwe też, że sposób nauczania jest niewłaściwy, na tym się nie znam, artykuł
      zresztą też nic tu nie wyjaśni.
      Tezę o zbyt trudnym programie bym odrzucił- w takim razie problem powinien
      powtarzać się w znaczącej części szkół "zwyczajnych", nie nastawionych na pracę
      z uczniami uzdolnionymi matematycznie. A tak nie jest.
      Czy to kwestia tych głupich "humanistów", którym tak niemal każdy dowala? Nie
      sądzę. We Wrocławiu jest wiele szkół średnich nastawionych na pracę z uczniami o
      takich akurat uzdolnieniach- i też nie słychać tam o problemach z matematyką; a
      w każdym razie nie na taką skalę.
      Dlatego widzi mi się, że problem dotyczy tej właśnie, konkretnej relacji: tej
      klasy i tej nauczycielki. Nie wiem, czyja "wina", autorka artykułu mogła się
      lepiej przyłożyć, dostarczając bardziej precyzyjnie zebranego materiału.
      • Gość: uważny Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.08, 09:11
        > A jak jest tutaj? Zakładam, że statystycznym niepodobieństwem jest zebranie w
        > jednym miejscu w jednej klasie samych matematycznych nieuków;
        A może właśnie tak sie trafiło - grupa "artystów" średniej klasy, przekonanych o
        swojej wyższości nad pospolitymi ludźmi, bo oni tacy uduchowieni itp. To po co
        się będą procentami zajmować, na scenie się to nie przyda, a w banku ktoś padnie
        przed nimi na kolana i załatwi wszystko za nich.
        • Gość: Uczeń Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 21:07
          Kiedy złożyłem podanie do tej klasy podejrzewałem, że będzie tu banda gwiazd,
          która uważa, że jest lepsza od innych. Myliłem się. No, są wyjątki.
          Ah, bardzo Was proszę: do Gazety Wyborczej zadzwoniła JEDNA osoba. Jedna,
          spośród 33, jakie chodzą do klasy. Dlatego to o niej piszcie., nie o całości.
          Mam z matmy 3, jestem zadowolony z tego, że uczy mnie taka nauczycielka, jaka
          uczy. Oczywiście jak każdy nauczyciel ma kilka wad, ale wydaje mi się to całkiem
          normalne :) U w i e r z c i e, nie wszyscy (uczniowie 1E) zgadzają się z tym
          artykułem!
          Co do korepetycji: nie "prawie cała klasa" na nie uczęszcza, tylko część.

          Dziękuję.
      • tbernard Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 30.04.08, 10:45
        Chyba są jeszcze komisy? Jeśli ludzie korepetycje biorą i się przykładają, tylko
        matematyczka jest jędzą, to na komisie wyjdzie. Tym bardziej wyjdzie na maturze,
        kto miał rację. Obawiam się, że jeśli wyjdzie, że to zwykłe nieuki, to atak na
        nauczyciela będzie polegał na zarzucie, że uczyć nie potrafi. Tymczasem jeśli
        chodzi o samą naukę, to praktycznie wystarczą książki oraz wiedza o tym jaki
        zakres materiału obowiązuje. Wtedy jeśli nauczyciel jest kiepski (w sensie
        nauczania), to książka powinna wystarczyć, a jeśli nie wystarczy, to wystarczy
        korepetytor, a jeśli to nie wystarczy, to po prostu należy uznać, że w tym
        przypadku średnie wykształcenie jest za wysokie i edukacja powinna być
        przeniesiona do placówki o niższych wymaganiach.
        • Gość: szmatan Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: 91.198.246.* 30.04.08, 12:55
          > Obawiam się, że jeśli wyjdzie, że to zwykłe nieuki, to atak na
          > nauczyciela będzie polegał na zarzucie, że uczyć nie potrafi.

          i to będzie prawda - tylko że nauczycielami są też rodzice - i należy o tym
          pamiętać. teoretycznie problemy w matmie powinny skutkować 2 razy większymi
          problemami w fizyce, więc są następujące możliwości:
          - jest to kwestia osobista nauczycielki matmy
          - uczniowie to w większości debile a nauczycielka z fizyki zawyżyła oceny i/lub
          przymknęła oczy na brak wiedzy z matmy
          - krasnoludki i ufonauci
          • tbernard Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 03.05.08, 02:07
            > i to będzie prawda - tylko że nauczycielami są też rodzice - i należy o tym
            > pamiętać. teoretycznie problemy w matmie powinny skutkować 2 razy większymi
            > problemami w fizyce, więc są następujące możliwości:
            > - jest to kwestia osobista nauczycielki matmy
            > - uczniowie to w większości debile a nauczycielka z fizyki zawyżyła oceny i/lub
            > przymknęła oczy na brak wiedzy z matmy
            > - krasnoludki i ufonauci

            Niekoniecznie musi być taka zależność. W klasie humanistycznej fizyka może
            polegać na pamięciowym klepaniu formułek bez liczenia zadań.
    • Gość: SCEPTYK Kretyn? NIe każdy musi mieć maturę... IP: *.wro.vectranet.pl 30.04.08, 01:54
      Niech mi będzie wolno zacytować:

      "Dla "Gazety" komentuje Maciej Osuch, rzecznik praw ucznia, doradca rzecznika
      praw obywatelskich ds. wychowania i edukacji:

      Jeśli na półrocze nauczyciel wystawia 13 jedynek i prognozy są takie, że
      uczniowie będą mieli kłopoty, to szkoła powinna zrobić wszystko, żeby im pomóc.
      To jest podstawowe prawo ucznia. Chwali się dyrektorowi liceum, że dodał tej
      klasie godzinę matematyki, ale moim zdaniem to nie rozwiązuje problemu.
      Nauczyciel przedmiotu powinien zindywidualizować proces nauczania: to znaczy
      spróbować dostosować go do Pawła, Krzysia, Agnieszki, bo każdy z nich jest inny."

      TAK KAżDY JEST INNY, NAUCZYCIEL MA WYMAGAć, A UCZEń UCZYć SIę.

      JAK KTOś SOBIE NIE DAJE RADY TO NIE MUSI MIEć MATURY.

      KOMENTARZE O ZINDYWIDUALIZOWANIU PROCESU NAUCZANIA DLA OPORNYCH NA MATEMATYKę Są
      żENUJąCE. TO JEST LICEUM A NIE PODSTAWóWKA. TU SIę TRZEBA SAMEMU UCZYć. Są OD
      TEGO KSIążKI, KOREPETYCJE A JAK JEST SIę ZA SłABYM TO DO WIDZENIA.
    • Gość: uo Spór IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.08, 05:42
      Kiedyś w LZN uczył Cieśliński rysynku.Stawiał pałę za pałą.Same dwóje. Krzyczał przy tym na gamoni i to w sam nos, a jego ślina ochlapywała przestraszonego ucznia.Jeden z uczniów poprosił konstruktorów z Dolmelu o poprawę rysunków , aby mógł zaliczyć rok. Poprawione rysunki Cieśliński ocenił na pałę bo były błędy.Konstruktorzy się wściekli i chcieli nawet interweniować i się przyznać do autorstwa prac.Niestety , ale do tego nie doszło i Cieśliński dalej w glori chwały stawiał pały za dobre rysunki i darł się w nos ucznia opluwając [niechcąco , bo nie panował nad swoją śliną a stawał 10 cm od twarzy ucznia]go przy tym.
      Uczniowie byli w szoku.
      Pewnie oceny pedagogów teraz byłyby takie aby dać dodatkową lekcję dla gamoni w obecności sadysty który dostanie dodatkową zapłatę za znęcanie się nad dzieckiem
    • Gość: Izabela rocznik 85 Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.as.kn.pl 30.04.08, 07:15
      Jestem absolwentką tejże szkoły i klasy teatralnej;) Po maturze dostałam się bez problemu na na Etnologię, studia stacjonarne na Uniwersytecie Wrocławskim:) Klasy teatralne zawsze miały problemy z matematyką i fizyką, czasem też z chemią(z tego co pamiętam to klasy teatralne "trafiały się" takiej jakby specjalnej kadrze, która rozumiała młodych artystów, choć i tu był pewien przepływ i czasem niewdzięczna rola nauczyciela klasy teatralnej z dziedzin matematyki czy fizyki trafiał się komuś spoza tej "specjalnej kadry" i wtedy z reguły był zgrzyt, jak ten w artykule.) Na szczęście mój rocznik miał za wychowawcę matematyczkę, z fizyki mieliśmy sympatycznego nauczyciela, który owszem, stawiał nam jedynki - w pierwszej klasie 6-7 osób miało jeden na półrocze (w tym ja), ale dzielnie zaliczyliśmy materiał i w sumie choć średnia klasy z tego przedmiotu oscylowała ok. 2.5-3.0 to mało osób zostawało na drugi rok, bo jakoś podstawy łapaliśmy. Z chemii z kolei strach potęgowała obiegowa opinia na temat nauczycielki, której bały się wszystkie klasy, a ona się chyba świetnie przy tym bawiła;)

      Przedmioty ścisłe w klasach teatralnych były od zawsze piętą achillesową, choć znam absolwenta tej klasy, który studiował później fizykę, ale są ludzie i ludzie. Problem tak naprawdę jest to, iż do teatralnej klasy dostają się ludzie o innym poziomie wrażliwości niż przeciętny Kowalski, do tego dochodzi rozszerzony plan zajęć (sama pamiętam jak w czasie zaliczeń warsztatów teatralnych na koniec semestru wracałam i o 22.00 do domu) i przede wszystkim atmosfera w szkole, która sprawia, iż uczniowie klas teatralnych czują się traktowani na innych zasadach. Z jednej strony są nauczyciele, którzy ubóstwiają klasy teatralne i tacy, co za nimi nie przepadają, co ciekawe owe nastroje idealnie przekładają się na podział jaki możemy przeprowadzić między pedagogami różnych profesji, a więc na nauczycieli przedmiotów humanistycznych i ścisłych. Młodzi uczniowie wchodzą do szkoły, gdzie funkcjonuje pewien stereotyp i często nie są w stanie go udźwignąć, z powodu wyżej wspomnianej odmiennej wrażliwości (w końcu artyści), gdyż to nie ograniczenia intelektualne(w mojej klasie 85-90% osób, w tym ja, przyszło do liceum mając świadectwo z czerwonym paskiem), lecz atmosfera, wpływa na to, że od lat klasy teatralne wpadają w pewną szufladkę: świetni humaniści, beznadziejni ścisłowcy, z którymi nie da się współpracować(co owa pani matematyk wyartykułowała). Prawda jak zawsze leży po środku, ale nie jest to wina w 100% uczniów. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale rok po roku pierwszoroczni uczniowie wchodzą bez problemu w te same role krnąbrnych i niezdyscyplinowanych. Jest to pułapka i kłopot dla grona pedagogicznego oraz samych zainteresowanych. Moja klasa, chyba dla równowagi, bo z matematyki nie było tak źle, miała koszmarną frekwencję i masę komisji wychowawczych za nieobecności, także i ja w tym względzie nie byłam wyjątkiem i problem z obecnościami na zajęciach mam do dziś(Tu pojawia się kwestia czy to wina szkoły czy mojego buntowniczego charakteru;))

      Pomijając problemy doraźne, jak niedostateczne na półrocze, ta specyficzna atmosfera w szkole rzutuje na przyszłość uczniów. Wychodzą oni z liceum przekonani o swojej odrębności i dość pewni siebie (co akurat jest plusem jeśli chodzi o poszukiwanie pracy czy studia), ale i uprzedzeni do przedmiotów ścisłych (choć i tu są wyjątki od reguły, bo np. ja przymierzam się od jakiegoś czasu do wzięcia sobie dodatkowego kierunku studiów, związanego z informatyką). Tu pojawia się pytanie, czy winna jest szkoła czy jednak specyfika uczniów tej klasy.

      Największą krzywdą dla uczniów klas teatralnych, jest właśnie przykra generalizacja, bo o ile, ja ładnie wpasowałam się w schemat "złego ścisłowca i niezdyscyplinowanego artysty", który jednak wciąż udzielał się w artystycznych akcjach szkolnych i uczestniczył w wielu pozalekcyjnych, teatralnych przedsięwzięciach(co zapewne pozytywnie rzutowało w pewnym stopniu na moją opinię wśród grona pedagogicznego ;D ale tak tylko sobie gdybam, bo tego nie wiem), to znam osoby z mojej klasy, które ukończyły liceum z 5 z matematyki. Poza tym warto przypomnieć, iż klasa rok starsza od mojej miała najwyższą średnią ze wszystkich klas w XVII LO w swoim czasie, mimo dodatkowych zajęć i tej "alergii" na przedmioty ścisłe.

      Moja opinia? Uważam, iż wszystkie przedmioty, w tym matematykę i fizykę, powinno się poznać na poziomie podstawowym. Sama trochę żałuję, że reagowałam alergicznie na fizykę i matematykę. Przed losem uczniów z artykułu chroniło mnie szczęście i chyba jednak bystrość, które mimo totalnego olewatorstwa, pozwoliły mi prześlizgnąć się przez mniej lubiane aspekty licealnego życia.

      Co począć z tą sytuacją? Z jednej strony nie można traktować pewnych uczniów lepiej, a drugich gorzej, a podstawy danego przedmiotu powinien poznać każdy młody człowiek uczący się w szkole średniej z zamiarem ukończenia jej ;) Z drugiej strony, dla dzieci nadpobudliwych czy z innymi zaburzeniami, zalecana jest nauka pod okiem specjalistów, którzy zrozumieją trudności i problemy podopiecznych. Zakładając, iż artyści są takimi specjalnymi dziećmi, należałoby dać im taryfę ulgową lub przydzielić nauczycieli przygotowanych do tego typu uczniów, ale...No właśnie. Czy w codziennym życiu ktoś się będzie pytał czy dany człowiek ma duszę artysty, humanisty czy ścisłowca? Są pewne podstawowe i elementarne zachowania życia społecznego gdzie owa homogeniczność materiału, który przyswajają wszyscy uczniowie szkół średnich jest wskazana, bo pozwala na normalne funkcjonowanie w życiu, ponieważ szkoła średnia to nie tylko wiedza książkowa, ale i nauka reakcji oraz zachowań potrzebnych na dalszym etapie edukacji/pracy/życia społecznego. Dlatego, choć to krzywdzące, że matematycy muszą uczyć się polskiego, a humaniści fizyki, to w taki sposób urządzony jest nasz świat, w którym żyjemy i dopóki taki jest, wszyscy muszą się trochę pomęczyć;)
      Dodatkowe lekcje matematyki i to z nauczycielem, który jawi się jako wróg i sam przyznaje, iż nie lubi klas teatralnych, to chyba najstraszniejsza rzecz jaka mogła spotkać uczniów i doprowadzi najprawdopodobniej do eskalacji konfliktu. Nie mówię, że najlepszym wyjściem będzie zmiana nauczyciela, bo na życzenie interesanta w urzędzie nikt nie zmieni pani w okienku, ale warto się przyjrzeć kto z nauczycieli w środowisku ma chłodny stosunek do klas teatralnych, a kto entuzjastyczny i najlepiej obie grupy w doborze kadry dla teatralnych klas odrzucić :). Wszelkiego rodzaju uprzedzenia, o charakterze pozytywnym i negatywnym, rzutują na relacje uczeń-przedmiot, uczeń-nauczyciel. Skrajne postawy budzą skrajne emocje- od nienawiści do uwielbienia, a szkoło średnia jest szkołą średnią, to emocje te powinny być wypośrodkowane. Jasne, że w teorii wszystko wygląda pięknie, a w praktyce gorzej, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Specjalne traktowanie klas teatralnych w kwestiach przedmiotów ścisłych odpada, tym bardziej, że z doświadczenia wiem, że po klasie teatralnej znikomy procent osób wybiera karierę artystyczną i dalszą edukacje na tego typu uczelniach. Najlepszym lekarstwem byłaby zmiana atmosfery w szkole, ale tu potrzeba gruntownych zmian u podstaw, bo pewne stereotypy a' propos klas teatralnych wciąż się utrzymują nawet przy rotacjach kadrowych, gdyż "stara ekipa" bezwiednie i nieświadomie przekazuje uprzedzenia nowej.
      Jak zawsze złotego środka brak.

      Powiem tyle, że przeszłam przez ten konflikt z przedmiotami ścisłymi i mimo wszystko liceum wspominam baaaardzo ciepło i z łezką w oku. Mam nadzieję, iż moja opinia nikogo nie krzywdzi, starałam się być obiektywna, w końcu kształcę sie na Antropologa Kultury, znawcę mechanizmów, które rządzą światem, :D a skoro sama ukończyłam klasę teatralną w XVII LO, pozwoliłam sobie na założenie, że mam dość wiedzy aby coś powiedzieć na ten temat.

      Gorąco pozdrawiam całe XVII LO, kadrę pedagogiczną oraz absolwentów i życzę pomyślnego rozstrzygnięcia konfliktu:)
    • Gość: rto Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.08, 07:55
      1. Jedynka to przede wszystkim porażka ucznia a nie nauczyciela.
      2. Jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć prostych zadań z matematyki to znaczy, że
      jest słabym uczniem a nie żadnym humanistą. Mnie denerwuje usprawiedliwianie
      swej słabości terminem "humanista". W rzeczywistości często okazuje się, że ci
      "humaniści" mają problemy także np. z historią.
      3. Uczniowie uwielbiają ubarwiać, z perspektywy nauczyciela wygląda to zupełnie
      inaczej.
      4. W szkole (klasa humanistyczna) lekceważyłem naukę matematyki czego teraz
      żałuję (mam braki). Robiłem to tylko z jednego powodu - wiedziałem, że nie będę
      zdawał matematyki na maturze. Mimo kompletnego tzw. olewania matematyki bez
      problemu wyciągnąłem 3 na świadectwie. Po prostu program w liceum był
      ograniczony, a samą matmę z programu można pojąć bez kucia.
      Z prawdziwą matmą zetknąłem się na studiach - tam nie rozumiałem co do mnie gada
      facet :) - ale sobie poradziłem.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka