Spór o matematykę we wrocławskim liceum

    • Gość: Dusza Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.chello.pl 30.04.08, 15:43
      Zaczne od sedna sprawy, czyli 13 jedynek na połrocze z matematyki w klasie teatralnej. Dla mnie to żaden problem, w mojej klasie było podobnie. Kto nic nie robił, olewał szkołe i nauczyciela ten dostał jedynke. Ci którzy przyłożyli sie do nauki zdali do nastepnej klasy, kto dalej nic nie robił oblał. Proste i sprawiedliwe. Dla mnie nauczycielka o której jest mowa to jedna z nauczycielek w tej szkole która stawia oceny sprawiedliwie i sumiennie, w dodatku świetnie uczy. Teraz moze zadam pytanie do pani Agnieszki C., dlaczego problem nie został poruszony kilka lat temu ? Podobna ilosc jedynek jest od lat z różnych przedmiotów. Czyżby kontakty miedzy uczennicą z Ie i panią Agnieszką C. były na tyle dobre, aby powstał ten artykuł? Czyżby rodzina? Może dobzi znajomi? Subiektywnosc z jaką autorka artykułu pisze jest straszna. Zaczynając od tego że 13 osob z klasy liczącej 33 osoby to "prawie 50%"...poprostu brak słów. "Niektórzy uczniowie mają nawet po dwóch korepetytorów."."Ojciec uczennicy I e: - Nic tylko wydaję pieniądze na korepetycje. Zatrudniłem dwóch nauczycieli, bo jedna godzina tygodniowo córce nie wystarcza.". Pytanie do Ojca uczennicy z I e. Czy córka uczy sie w domu sama cokolwiek z matematyki? Racja lepiej płacic za korepetycje niż samemu sie pouczyc. Ehh...brak mi juz słów, takich dziennikarzy powinno wywalac sie na zbity pysk z roboty. Subiektywna ocena sytuacji. Zero prawdy. No cóż są czarne owce w dziennikarstwie jak wszędzie. Ostatnie słowo do autorki : na przyszłośc radze rozważniej i po baaaaaaaardzo głębokim przemyśleniu pisac artykuły.
      • tanczacy_z_tensorami Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 05.05.08, 20:16
        Gość portalu: Dusza napisał(a):

        Zaczynając od tego że 13 osob z klasy
        > liczącej 33 osoby to "prawie 50%"...poprostu brak słów.

        Śmiem przypuszczać, że Agnieszka C. wykazywała podobny stosunek do matematyki co owe 13 osób. :D

    • Gość: Pani jest swietna! Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 16:05
      no prosze was.... nauczycielka jest świetna!! ale trzeba sie uczyc!!
      a nie siedziec i myślec ze jak sie jest w teatralnej klasie to sie
      jest świętą krową i juz nic nie trzeba robic tylko latac na próby
      spektakli!!! to wasza wina!
      Nauczycielka jest świetna! potrafi bardzo dobrze wytlumaczyc! a to
      jest jakas glupia nagonka, chcieliscie poprzez ten material wzbudzic
      sensacje??
    • Gość: Zbulwersowana Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.04.08, 16:32
      Też tak myślę, mimo że moja córka jest właśnie w tej klasie. Sama ma
      średnie oceny z matematyki. A uczniowie, którzy otrzymali jedynki
      nie znają podstaw z matematyki i to nie z winy tej nauczycielki,
      tylko z winy szkół- gimnazjów, w których się wcześniej "uczyli".
      Częśc tych uczniów nie chodzi na matematykę, bo twierdzi, że i tak
      jej nie rozumieją, więc nawet korepetycje nic im nie pomogą.
      • Gość: Dare Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.adsl.inetia.pl 30.04.08, 16:59
        Brawo w końcu wypowiedź obiektywnego rodzica!!!
    • wielki_czarownik Po co matematyka? 30.04.08, 17:10
      Od skończenia liceum nigdy nie potrzebowałem skorzystać z wiedzy matematycznej na poziomie wyższym niż wyliczanie procentów. Język polski jest potrzebny, aczkolwiek znajomość poezji dla przyszłego inżyniera jest mocno dyskusyjna.
      Naprawdę należy się zastanowić, czy przyszły historyk albo prawnik potrzebuje umiejętności rozwiązywania równań kwadratowych, a czy przyszły eletronik czy informatyk musi znać poezję Baczyńskiego.
      I proszę mi nie wmawiać, że matematyka uczy logicznie myśleć a poezja rozszerza horyzonty. Ja tam u siebie tego nie zaobserwowałem.
      • Gość: ataksobie Re: Po co matematyka? - myslenie nie boli IP: 64.238.49.* 30.04.08, 19:17
        I wlasnie tacy ludzie padaja pozniej ofiarami bankow, kart
        kredytowych i politycznych demagogow bo ich wiedza konczy sie na
        prostych procentach - nikt mi nie wmowi ze w dzisiejszych czasach
        wystarcza proste procenty. Zakres matematyki obejmuje rowniez
        logike, z ktora z mojego doswiadzczenia wiekszosc osob ma problemy,
        a powinna byc wciskana do glow az do skutku. Pozniej mamy demagogow
        politycznych (najczesciej nieudacznicy ktorzy nic nie potrafili
        robic) i tysiace ludzi ktorzy wierza w ich slowa bo nie potrafia
        logicznie myslec (tylko zra kielbase wyborcza).
        • wielki_czarownik Re: Po co matematyka? - myslenie nie boli 30.04.08, 21:08
          Gość portalu: ataksobie napisał(a):

          > I wlasnie tacy ludzie padaja pozniej ofiarami bankow, kart
          > kredytowych i politycznych demagogow bo ich wiedza konczy sie na
          > prostych procentach

          Możesz to rozwinąć? Bardzo chętnie bym się dowiedział kiedy padłem ofiarą banku albo politycznego demagoga. Śmiem przypuszczać, że szanse na to, że bank mnie oszuka są mniejsze, niż na to że ofiarą tego padnie matematyk. Sama logika to mało. Trzeba znać prawo bankowe i wiedzieć co to jest np. kredyt dyskontowy.

          - nikt mi nie wmowi ze w dzisiejszych czasach
          > wystarcza proste procenty.

          To podaj życiowy przykład, kiedy to nie wystarczy. Powtarzam - życiowy. Przeciętnemu człowiekowi starczają 4 podstawowe działania, procenty, równania z jedną niewiadomą, wyliczanie powierzchni, objętości i może podstawowa trygonometria.

          Zakres matematyki obejmuje rowniez
          > logike, z ktora z mojego doswiadzczenia wiekszosc osob ma problemy,
          > a powinna byc wciskana do glow az do skutku. Pozniej mamy demagogow
          > politycznych (najczesciej nieudacznicy ktorzy nic nie potrafili
          > robic) i tysiace ludzi ktorzy wierza w ich slowa bo nie potrafia
          > logicznie myslec (tylko zra kielbase wyborcza).

          Tu mój drogi nie chodzi o logikę a o ekonomię i nauki administracyjne. Sama logika średnio się przyda bez wiedzy o mechanizmach ekonomicznych i zasadach rządzenia państwem.
          • droch Re: Po co matematyka? - myslenie nie boli 02.05.08, 02:12
            > To podaj życiowy przykład, kiedy to nie wystarczy. Powtarzam
            > - życiowy. Przeciętnemu człowiekowi starczają 4 podstawowe
            > działania, procenty, równania z jedną niewiadomą, wyliczanie
            > powierzchni, objętości i może podstawowa trygonometria.

            Uważaj, bo zaraz Tobie zasunie, że on to wylicza drogę hamowania
            auta na podstawie siły i kierunku wiatru, chropowatości nawierzchni,
            stopnia zużycia bieżnika opon i 100 innych czynników - bo w pamięci
            rozwiązuje w sekundę proste równanie różniczkowe...
            • Gość: Gonzo Re: Po co matematyka? - myslenie nie boli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 11:11
              Heh, z tymi prostymi zadaniami różniczkowymi trochę żeś się
              przejechał, bo sam rozwiązuję je w sekundę w pamięci ;) Następnym
              razem sprawdź dokładnie o czym piszesz, bo później takie głupoty
              wychodzą.
      • Gość: Karolek Re: Po co matematyka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 23:07
        To widać w twoim tekście!!! Głupota ludzka nie zna granic.
        • wielki_czarownik Re: Po co matematyka? 01.05.08, 00:25
          Proszę o konkrety. Wskaż tą moją głupotę.
      • droch Re: Po co matematyka? 02.05.08, 02:08
        No to dożyłem chwili, gdy zgadzam się z Wielkim Czarownikiem :-)
        Aczkolwiek z racji wykonywanego zawodu mam pewien kontakt z
        matematyką wyższą, to katowanie przyszłych etnologów, aktorów itd.
        obliczaniem objętości kuli wpisanej w ostrosłup uważam za pomyłkę.
        Matematykiem taki delikwent nie będzie, ale zaszkodzić jego
        talentowi to szkoła może. A w praktyce okazuje się, że jak ktoś jest
        dobry we wszystkim, to nie jest dobry w niczym.
        Natomiast prawie każdemu mądrali gwarantuję, że mógłbym przygotować
        sprawdzian na podstawie programu, który okazałby się nie do
        przejścia. Przypominam też, że sprawdzian to nie tylko zadania, ale
        też warunki w klasie, czas, kryteria oceny itp.
    • Gość: uczennica LO XVII Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.04.08, 17:49
      Dlaczego mnie nie dziwi, ze osoba ktora poszla do gezety, jest
      wlasnie osoba z klasy teatralnej. Wyzej wymieniona klasa uwaza ze
      jest najlepsza i powinno im sie odpuszczac w scislych przedmiotach,
      a najlepiej to we wszystkich. U mnie w I klasie na polrocze tez bylo
      sporo zagrozen, a takze jestem w klasie typowo humanistycznej i
      jakos nikt nie lecial do gazety z problemem, bo mial swiadomosc, ze
      to nie tylko wina nauczyciela. Wiec moze jednak czas sie wziac do
      roboty, jezeli nie chcecie powtarzac roku.
    • Gość: ona_wroclaw Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 20:08
      skończyłam tą szkołę niedawno, bylam w klasie humanistycznej, czyli
      hipotetycznie rzecz biorac z matma powinnam miec mniej wspolnego niz
      kasa teatralna...... a w klasie maturalnej mialam mocne 3, a nie
      ledwe 2.... z nauka matematyki ale i biologii w tej szkole jest tak,
      ze sa na wysokim, OGÓLNOKSZTAŁCĄCYM poziomie, jak sobie ktos z tym
      nie radzi to widocznie szkola nie dla niego, byc moze nalezaloby
      pomyslec np. o liceum profilowanym...
      Trzeba sie po prostu uczyc, a nie kuć matme na pamiec, bo matmy na
      pamiec wykuc po prostu nie mozna! albo co gorsza grac, w przypadku
      klas teatralnych, ze sie uczy... bo to nie jest kolejne zadanie
      aktorskie dla Was niestety.... Radze przysiasc do ksiazek i sie
      uczyc bo na maturze z matematyki, ktora bedzie obowiazkowa, nikgo
      nie beda obchodzilo ile kto mial godzin dodatkowych korepetycji
      tylko ile kto faktycznie umie.
    • Gość: uczennica zs6 Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 20:34
      Niech klasa teatralna zacznie się uczyć, a nie płakać. Pani od
      matematyki, która wedgług artykułu jest TAKA straszna tak naprawdę w
      porządku. Robi wszystko, żeby jak najwięcej nas nauczyć i pomaga
      słabszym. Jeżeli tylko kilka osób poprawia sprawdzian to dlaczego ma
      marnować całą lekcję dla osób, które się nie mogły nauczyć na
      pierwszy termin? Jeżeli poprawia więcej osób to nie
      wprowadza "nowych zagadnień". Same głupoty.

      Jedna z lepszych nauczycielek.
    • superania17 Spór o matematykę we wrocławskim liceum 30.04.08, 21:06
      Jestem absolwentem tej szkoły i wiem że jest to problem także innej Pani od
      matematyki,Pani od biologii ,Pani od informatyki ,Pani od geografii.Szkoda że
      Pan Dyrektor NIE CHCE widzieć tego problemu mimo licznych monitów rodziców.Może
      ktoś z kuratorium zainteresuje się tą szkołą /zechce porozmawiać z uczniami/ i
      niezdrową sytuacją w niej.Z przykrością wspominam tę szkołę i współczuję tym
      ,którzy do niej chodzą.Szkoła ma chore ambicje a nauczyciele leczą swoje
      kompleksy. Dobrze że ktoś porusza sytuację w tej szkole.
      • Gość: Kawa Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 21:18
        >Z przykrością wspominam tę szkołę i współczuję tym
        > ,którzy do niej chodzą.

        To trzeba było szkołę zmienić!!! A nie męczyć się w niej;p
        to jest chore, z niektórych opini wynika,że maturkę powinno się
        dostać za samo przekroczenie progu szkoły.
        Wielcy uczeni się w grobie przewracają,że ich praca idzie na marne
        przez "pseudointelektualistów".
    • Gość: absolwentka Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 21:10
      Po przeczytaniu tego tekstu przypomniał mi się dowcip
      " Ty Edziu, jak ja sobie pomyślę jaki ze mnie inżynier to aż boję
      się iść do lekarza"
      Skończyłam w tej szkole klasę mat-inf (czytaj biol-geogr) i nikogo
      nie obchodziło, że my matematycy nie potrzebujemy znać wszystkich
      pas górskich świata czy rodzaju tkanek ale wszyscy się uczyliśmy bo
      to LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE a nie ZSZ. Po drugie jak mieliśmy problem
      to nie do gazety ale do nauczyciela szliśmy i wykładaliśy kawę na
      ławę. To co zrobił"przedstawiciel" tej klasy to chowanie głowy w
      piasek a problem i tak został do tego jakie konsekwencję.Po trzecie
      matura to nagroda za naukę czego też dowodem jest moja klasa bo
      tylko 16 osób dostąpiło do EGZAMINU DOJRZAŁOŚCI. Reszcie
      oczywiście,że było głupio ale teraz, po kilku latach sami przyznają
      rację,że wtedy nie dojrzeli do do matury.
      I może ty drogie dziecko też nie dojrzałaś/eś do liceum i matury:(

      P.S. szkoda mi tylko klasy,bo nawet jak wam zmienią matematyczkę
      to "opini" klasie nie zmienią- wszyscy poniesiecie tego
      konsekwencję... a wystarczyło siąść do książek i trochę pomyśleć.
      • droch Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 02.05.08, 02:15
        A mi szkoda, że nie uczyłaś się na pamięć jeszcze książki
        telefonicznej, bo przecież chodzenie do LO do *czegoś* zobowiązuje...
    • Gość: norbi Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 21:32
      ja chodzilem tam do szkoly do LP podobno gorszego liceum tak uwaza dyrektor. lecz z matma nie mialem problemu , a osoby uczeszczajace do klasy typu teatralnej nie ucza sie tylko mysla ze jak juz chodza do tej niby swietnej klasy to juz im nauczyciele zalicza na wstepie wszystko. a kazdy nauczyciel uczy tego samego czy w lp czy lo. a mature z matmy i tak musza zdac . jesli nawet nauczyciel wszystkich przepusci to na maturze nikt z nich nie zda jej i wtedy wyjdzie jak ocenial nauczyciel i bedzie miec klopoty..
    • Gość: m.o.mika Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 22:53
      Gdy chodziłam do liceum do klasy mat-fiz-inf i u nas nie było miejsca na ulgę z historii czy wosu. Mimo, że nie pisałam z tego matury. A matematyka - jak wiadomo - królowa nauk. Jej poprostu trzeba się nauczyć. Może nauczyciel faktycznie troche zbyt wymaga od tej klasy ale to jest juz kwestia nastawienia nauczyciela do swojego przedmiotu.
    • Gość: 0ffca Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.e-wro.net.pl 30.04.08, 23:00
      W moim LO XII była podobna sytuacja, ale z fizyki i nikt nie robił afery...
      Czasem trzeba się przyłożyć i pouczyć, ale do póki nie pozna się zdania
      nauczycielki nie można osądzać, żadnej ze stron...
      • Gość: Ucz Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.04.08, 23:03
        '...ale do póki nie pozna się zdania
        nauczycielki nie można osądzać, żadnej ze stron...'

        Dopóki nie pozna się zdania nauczycielki ORAZ reszty uczniów tej klasy!
    • Gość: obiektywny_? Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 23:05
      To wina szkoły czy uczniów?
      ____________________
      A może jednak uczniów i nauczyciela ? jaki jest poziom nauczania jeśli prawie
      połowa ma jedynki - o czym to świadczy. Wydaje mi się, że nie trzeba być
      wyróżniającym humanistą i matematykiem aby to ocenić. Oczywiście można w to
      jeszcze wmieszać premiera i prezydenta - przecież oni też są odpowiedzialni. A w
      tym liceum to nie jest takie nieprawdopodobne ponieważ jak wiadomo dyrekcja to
      PIS rozdający ulotki przed wyborami w pokoju nauczycielskim, uczniom na terenie
      szkoły. Dyrekcja, która agituje swoich pracowników w sprawie głosowania. Tak to
      jest jak polityka przesłania prawdziwą misję szkoły.
    • Gość: m.o.nika Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.08, 23:11
      Może problem nigdy by nie zaistniał, gdyby w naszym kraju system nauczania od poczatku edukacji byl dobry. a tak naprawde w SP nie uczylo sie na dobrym poziomie, w gimnazjum nadrabiano braki z podstwowki a w liceum uzupełnia się luki z gimnazjum. Warto zastanowić się czy to właśnie ten system nie jest winny kłopotom uczniów z postawami matematyki ale również fizyki, chemii, geografii i biologii.
      • wielki_czarownik Ja widzę problem gdzie indziej 01.05.08, 00:32
        Uczniom w szkołach pakuje się do głów niewyobrażalne ilości całkowicie zbędnych informacji np. dotyczących chemii czy biologii. Uczeń przez to nie ma czasu na naukę rzeczy naprawdę potrzebnych. Mnie w LO uczono budowy szkieletu kota, ale nie powiedziano, że psu nie wolno dawać czekolady do jedzenia. A co jest w życiu ważniejsze? Znajomość kociej anatomii czy wiedza jak o tego kota dbać?
        Na geografii uczyłem się o fałkowaniach kaledońskich, ale czytania map nauczył mnie ojciec. Więc pojawia się pytanie - czego ja się nauczyłem w szkole? Ano niczego! Wszystko co jest mi (poza wiedzą fachową) potrzebne do życia poznałem w domu. Rodzice nauczyli mnie czytać, pisać, liczyć, korzystać z mapy itp. A w szkole? Uczyłem się o regulowaniu rzek albo reakcjach chemicznych! Niezwykle przydatna mi do życia wiedza!
    • Gość: gustaw Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.08, 11:26
      Pani Jakubowska
      Dziwi mnie, że kilka gwiazd z klasy teatralnej zrobiło szum wokół
      swojej osoby a już zaczyna się problem dla szkoły.Nie rozumiem tylko
      dlaczego to niby ma być wina matematyczki i szkoła ma napisać
      program naprawczy. Naprawić to trzeba wynagrodzenie dla nauczycieli.
      Ja skończyłem szkołę ładnych kilka lat temu ale nie słyszałem o
      takich chorobach jak: dyskalkulia, dysgrafia i dysortografia. A poza
      tym Pani Jakubowska i szanowne Ministerstwo Edukacji czy Państwo
      wiecie że dzięki waszym programom naprowczym dzisiejsza wiedza
      absolwenta szkoły wyższej jest porównywalna do wiedzy absolwenta z
      przedwojenną maturą.Może nie wszyscy nadają się do szkoły
      średniej?.
      • droch Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum 02.05.08, 02:20
        > wiecie że dzięki waszym programom naprowczym dzisiejsza wiedza
        > absolwenta szkoły wyższej jest porównywalna do wiedzy absolwenta z
        > przedwojenną maturą

        Acha. A jakieś argumenty? Czym mierzysz wiedzę?
        Faktycznie, przyznam Tobie rację, że teraźniejszy magister nie zna
        kaligrafii i pewno jeszcze kilku innych bardzo przydatnych w
        dzisiejszym świecie umiejętności.
        • Gość: Paweł Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.171.16.18.crowley.pl 04.05.08, 09:28

          nie o to chodzi, ja sie moge wypowiedziec chociazby na podstawie liceum, kiedys
          jak ktos konczyl jeszcze 4 letnie liceum wiec wcale nie tak dawno to po zwykłej
          klasie znał pochodne, całki, jeszcze w zeszlym roku absolwenci mieli w programie
          chociaz pochodne, a teraz? teraz tego nie ma w programie!! w ogole sie o tym
          nawet nie mówi:/ wiec kto wie moze za 5 lat bedziemy sie uczyc w liceum
          dodawania i odejmowania? a pierwiastkowanie czy potegowanie to bedzie szczyt
          naszej matematyki dostępny tylko dla studentów?:/
          • wielki_czarownik Ale powiedz mi 04.05.08, 13:00
            Po co zwykłemu Kowalskiemu całki, pochodne czy inne takie? Na co mu się to przyda? Od dłuższego czasu proszę matematyków o wskazanie mi praktycznego zastosowania tej wiedzy w życiu codziennym i jakoś żaden nie potrafi.
            Męczy się ludzi tymi całkami a potem jeden z drugim nie umie wyliczyć ile rolek tapety potrzebuje do sypialni albo daje się oszukać przy wyliczaniu rat kredytu. No i na co mu te całki, skoro bałwan nie wie ile kupić płytek, żeby wykafelkować łazienkę?
            • berloo Re: Ale powiedz mi 04.05.08, 14:39
              > Po co zwykłemu Kowalskiemu całki, pochodne czy inne takie?

              Choćby po to, żeby nie był bucem, któremu wystarczy, że 2+2=4 i który nie musi
              rozumieć niczego z otaczającego go świata.

              Jak pewnie zauważyłeś mamy XXI wiek, pęd zdobywania wiedzy i rozwoju cywilizacji
              jest największy w historii ludzkości. To, czego uczą Cię w szkole czy na
              studiach, to wiedza jaką ludzie dysponowali już 200-300 lat temu. To są
              "podstawy podstaw"! Wypadałoby, żeby człowiek, który chce uchodzić za światłego
              i wykształconego, chociaż na elementarnym poziomie rozumiał jak funkcjonuje
              świat, który inni dla niego zbudowali.

              Na upartego możemy powiedzieć, że żadna wiedza nie jest nam potrzebna. No bo co
              Ci z tego, że wiesz, że Ziemia jest kulą a żarówka nie świeci za sprawą magii?
              Nie wiem czym się zajmujesz, ale pewnie większy pożytek byłby z Ciebie (i ze
              mnie też), gdyby ktoś nas w dzieciństwie nauczył tylko obsługi śrubokręta i
              wysłał do pracy w jakiejś fabryce. Robiłbyś swoje, dostawałbyś za to pieniądze,
              z czasem "douczyłbyś się" jak nie dać się oszukać w sklepie. Czyż to nie jest
              jedyna niezbędna wiedza? No przecież wystarczy... A po co komu jakieś całki,
              pochodne, wiersze Słowackiego, elektrony i teoria względności...?
              • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 04.05.08, 20:10
                berloo napisał:

                > > Po co zwykłemu Kowalskiemu całki, pochodne czy inne takie?
                >
                > Choćby po to, żeby nie był bucem, któremu wystarczy, że 2+2=4 i który nie musi
                > rozumieć niczego z otaczającego go świata.

                Ja nie znam się na całkach, ale za buca się nie uważam. Bardziej istotne dla zrozumienia otaczającego mnie świata jest wiedza z zakresu polityki, prawa, ekonomii, socjologii, historii itp. niż matematyki.
                Matematyka, fizyka, chemia - rzeczy owszem ciekawe, ale w życiu codziennym poza poziomem podstawowym zupełnie zbędne.

                >
                > Jak pewnie zauważyłeś mamy XXI wiek, pęd zdobywania wiedzy i rozwoju cywilizacj
                > i
                > jest największy w historii ludzkości. To, czego uczą Cię w szkole czy na
                > studiach, to wiedza jaką ludzie dysponowali już 200-300 lat temu. To są
                > "podstawy podstaw"! Wypadałoby, żeby człowiek, który chce uchodzić za światłego
                > i wykształconego, chociaż na elementarnym poziomie rozumiał jak funkcjonuje
                > świat, który inni dla niego zbudowali.

                Oczywiście. Na elementarnym. Natomiast poziomy wyższe powinien zdobywać te, które będą mu realnie potrzebne. Tak jak lekarz nie musi się znać na budowaniu domów, tak prawnik na całkach a urzędnik na chemii organicznej.

                >
                > Na upartego możemy powiedzieć, że żadna wiedza nie jest nam potrzebna. No bo co
                > Ci z tego, że wiesz, że Ziemia jest kulą

                Jest kulą? Od kiedy? AFAIK Ziemia jest geoidą.

                > a żarówka nie świeci za sprawą magii?

                Edison, włókna różnego typu etc. Znam to ;)

                > Nie wiem czym się zajmujesz, ale pewnie większy pożytek byłby z Ciebie (i ze
                > mnie też), gdyby ktoś nas w dzieciństwie nauczył tylko obsługi śrubokręta i
                > wysłał do pracy w jakiejś fabryce. Robiłbyś swoje, dostawałbyś za to pieniądze,
                > z czasem "douczyłbyś się" jak nie dać się oszukać w sklepie. Czyż to nie jest
                > jedyna niezbędna wiedza? No przecież wystarczy... A po co komu jakieś całki,
                > pochodne, wiersze Słowackiego, elektrony i teoria względności...?

                Nie rozumiesz mnie. Ta wiedza jest potrzebna, ale specjalistom. Jak już mówiłem - lekarz niech się zna na leczeniu, mechanik na wkręcaniu śrubek itp. A jako hobby niech zajmują się czym chcą. Ale po co męczyć prawnika całkami?

                >
                • berloo Re: Ale powiedz mi 04.05.08, 21:33
                  > Oczywiście. Na elementarnym. Natomiast poziomy wyższe powinien zdobywać te, któ
                  > re będą mu realnie potrzebne. Tak jak lekarz nie musi się znać na budowaniu dom
                  > ów, tak prawnik na całkach a urzędnik na chemii organicznej.

                  W takim razie czym jest dla Ciebie poziom "elementarny"? W jednym poście w tej dyskusji pytasz czy historykowi potrzebna jest umiejętność rozwiązywania równań kwadratowych - czy to już jest poziom "wyższy"? W takim razie na czym zakończyć edukację przyszłych polonistów/historyków/filozofów? Na dzieleniu pisemnym czy potęgowaniu? Czepiając się dalej tego równania kwadratowego: To naprawdę nie jest matematyka wyższa i pomimo tego, że przyszłemu historykowi jest to potrzebne tak jak inżynierowi Sonety Krymskie, to warto żeby w liceum policzył kilka zadanek (podobnie, dobrze jeśli inżynier przeczyta Sonety).

                  Wbrew pozorom takie uczenie nieprzydatnych rzeczy ma jakiś sens. Po pierwsze człowiek uczy się myśleć w różnych płaszczyznach. Po drugie jeśli ktoś nie jest w stanie "nauczyć się" równań kwadratowych, to wybitnym historykiem raczej nie będzie.

                  A w kontekście całej tej sprawy z klasą teatralną w XVII LO: Na pewno nikt cudów od nich nie wymaga (wymagania do matury podstawowej z matematyki są naprawdę minimalne). Druga sprawa jest taka, że - jak ktoś już w tym temacie wspomniał - nie jest to kuźnia talentów. Kilka lat temu miałem przelotny kontakt z uczniami tej klasy. - Rzeczywiście ludzie nietuzinkowi, ale z każdego rocznika karierę aktorską zrobią góra 2-3 osoby (choćby z powodu konkurencji - kilkudziesięciu chętnych na miejsce w PWST). Pozwolić im wierzyć, że są superutalentowani i w przyszłości będą gwiazdami to tak na parwdę robienie im krzywdy.
                  • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 04.05.08, 21:54
                    berloo napisał:


                    >
                    > W takim razie czym jest dla Ciebie poziom "elementarny"? W jednym poście w tej
                    > dyskusji pytasz czy historykowi potrzebna jest umiejętność rozwiązywania równań
                    > kwadratowych - czy to już jest poziom "wyższy"? W takim razie na czym zakończy
                    > ć edukację przyszłych polonistów/historyków/filozofów? Na dzieleniu pisemnym cz
                    > y potęgowaniu?

                    No to już jest temat ma poważną i długą dyskusję popartą analizą naukową i opiniami.

                    Czepiając się dalej tego równania kwadratowego: To naprawdę nie
                    > jest matematyka wyższa i pomimo tego, że przyszłemu historykowi jest to potrzeb
                    > ne tak jak inżynierowi Sonety Krymskie, to warto żeby w liceum policzył kilka z
                    > adanek (podobnie, dobrze jeśli inżynier przeczyta Sonety).

                    Ale czemu warto? Po co zaśmiecać mu umysł całkowicie zbędną wiedzą? Nie zdajesz sobie sprawy, że ten człowiek potem musi X godzin poświęcić na nauczenie się tego do sprawdzianu a potem do matury? Ile czasu i nerwów go to kosztuje? A po co to? Jaki tego sens?

                    >
                    > Wbrew pozorom takie uczenie nieprzydatnych rzeczy ma jakiś sens. Po pierwsze cz
                    > łowiek uczy się myśleć w różnych płaszczyznach.

                    Człowiek uczy się wkuwać. Wkuwać, marnować czas i zrażać do nauki.

                    Po drugie jeśli ktoś nie jest w
                    > stanie "nauczyć się" równań kwadratowych, to wybitnym historykiem raczej nie b
                    > ędzie.

                    Opowiadasz. Sam mam dwóch kolegów, którzy z matmy ledwo ledwo, a teraz jeden jest historykiem (i naprawdę zna się na tym co robi) a drugi robi doktorat z archeologii. Dla nich lepsze byłoby w szkole mniej matematyki i fizyki a więcej np. języków obcych.

                    >
                    > A w kontekście całej tej sprawy z klasą teatralną w XVII LO: Na pewno nikt cudó
                    > w od nich nie wymaga (wymagania do matury podstawowej z matematyki są naprawdę
                    > minimalne). Druga sprawa jest taka, że - jak ktoś już w tym temacie wspomniał -
                    > nie jest to kuźnia talentów. Kilka lat temu miałem przelotny kontakt z uczniam
                    > i tej klasy. - Rzeczywiście ludzie nietuzinkowi, ale z każdego rocznika karierę
                    > aktorską zrobią góra 2-3 osoby (choćby z powodu konkurencji - kilkudziesięciu
                    > chętnych na miejsce w PWST). Pozwolić im wierzyć, że są superutalentowani i w p
                    > rzyszłości będą gwiazdami to tak na parwdę robienie im krzywdy.
                    >

                    Nie mówimy tylko o tej klasie, ale o całym systemie oświaty, który zmusza do wkuwania rzeczy całkowicie zbędnych. Przykład? W LO uczyłem się o budowie szkieletu kota, ale nie było ani słowa o tym, jak opiekować się zwierzętami, jak z nimi postępować itp. A co jest w życiu ważniejsze? Wiedza o budowie kociego kręgosłupa czy informacja o tym jak unikać ataku psa, albo czym nie karmić kota?
                    • Gość: Paweł Re: Ale powiedz mi IP: *.171.16.18.crowley.pl 05.05.08, 06:22
                      a czy zauwazyles ze jest to Liceum Ogólnokształcące? po za tym w tym wieku nie
                      wielu jeszcze tak na prawde wie czy bedzie prawnikiem, historykiem wiec warto
                      uczyc sie wszystkiego a jak ktos chce isc kierunkowo to zapraszaja inne szkoly
                      niz LO
                      • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 05.05.08, 11:28
                        Gość portalu: Paweł napisał(a):

                        > a czy zauwazyles ze jest to Liceum Ogólnokształcące?

                        I co z tego?

                        po za tym w tym wieku nie
                        > wielu jeszcze tak na prawde wie czy bedzie prawnikiem, historykiem

                        Oj wie, wie. Nawet jeśli ktoś nie ma konkretnie wybranego zawodu, to już z reguły pod koniec podstawówki wie, czy idzie w stronę nauk ścisłych czy humanistycznych. Przecież po to wybiera się ogólniaki i konkretne klasy - mat-fiz, biol-chem itp.

                        wiec warto
                        > uczyc sie wszystkiego a jak ktos chce isc kierunkowo to zapraszaja inne szkoly
                        > niz LO

                        Nie warto. Człowiek, który wie wszystko tak naprawdę nie wie nic. Ja się uczyłem tej zasranej matematyki, fizyki, biologii i chemii przez całe LO i na co mi to było? Zmarnowany czas. Lepiej by było, żebym zamiast tych całkowicie zbędnych mi przedmiotów uczył się języków, podstaw informatyki (tworzenie stron WWW etc.), zasad funkcjonowania państwa itp.
                        Na matematyce jeśli już to w LO chciałbym się uczyć statystyki i dobrego czytania wykresów, bo wiem, że to jest w życiu potrzebne a ludzie zupełnie się na tym nie znają. Zaś całki i inne takie przydają się tylko specjalistom.
                        • Gość: Paweł Re: Ale powiedz mi IP: *.171.16.18.crowley.pl 05.05.08, 15:15
                          no to powiem ci ze tworzenie stron WWW to programowanie a przy programowaniu bez
                          matematyki ani rusz:] wiec sam masz odpowiedz do czego ci matematyka. I wiem co
                          mowie bo sam chce isc w kierunku wlasnie informatyki i programowania na studia.
                          • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 05.05.08, 20:48
                            Gość portalu: Paweł napisał(a):

                            > no to powiem ci ze tworzenie stron WWW to programowanie a przy programowaniu be
                            > z
                            > matematyki ani rusz:] wiec sam masz odpowiedz do czego ci matematyka.

                            Oj bzdura. Ja tam z matmy lewa noga jestem, ale podstawy html znam i nawet w basicu i innych takich coś niecoś klepałem. Nie profesjonalnie, ale graficzny kalkulator sam sobie zrobiłem.

                            I wiem co
                            > mowie bo sam chce isc w kierunku wlasnie informatyki i programowania na studia.

                            To jak już skończysz studia to dojdziesz do wniosku, że 90% wiedzy szkolnej jest zbędne i tylko zaśmieca pamięć. I uwierz mi, bo ja już mam ten etap za sobą.
                            • tbernard Re: Ale powiedz mi 07.05.08, 11:57
                              > sicu i innych takich coś niecoś klepałem. Nie profesjonalnie, ale graficzny kal
                              > kulator sam sobie zrobiłem.

                              A po co? To jest z życia wzięte? Przecież kalkulator masz w komputerze na dzień
                              dobry, więc robiłeś to tak dla hobby. Równie dobrze ktoś może dla hobby lub
                              treningu umysłowego całki obliczać.

                              > To jak już skończysz studia to dojdziesz do wniosku, że 90% wiedzy szkolnej jes
                              > t zbędne i tylko zaśmieca pamięć. I uwierz mi, bo ja już mam ten etap za sobą.

                              Matematyka szkolna opiera się na zaśmiecaniu pamięci w dużo mniejszym stopniu
                              niż inne przedmioty.
                              • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 07.05.08, 12:04
                                tbernard napisał:


                                >
                                > A po co? To jest z życia wzięte? Przecież kalkulator masz w komputerze na dzień
                                > dobry, więc robiłeś to tak dla hobby. Równie dobrze ktoś może dla hobby lub
                                > treningu umysłowego całki obliczać.

                                Otóż to! Dla hobby. Nikogo nie powinno się zmuszać do uczenia się całkowicie zbędnych mu informacji.
                                BTW kiedyś nie było kalkulatorów w komputerach w takiej postaci jak dziś. Świat nie zaczął się od Windowsa :) Pamiętasz takie coś jak DOS?


                                > Matematyka szkolna opiera się na zaśmiecaniu pamięci w dużo mniejszym stopniu
                                > niż inne przedmioty.

                                Pamięci może i tak. Dla wielu jednak nauka matematyki to strata długich godzin.
            • Gość: Paweł Re: Ale powiedz mi IP: *.171.16.18.crowley.pl 04.05.08, 19:53
              no wlasnie chociazby po to aby potem umieć sobie policzyc ile ci tapety
              potrzeba:/ pomijam fakt ze uczy to kreatywnego i logicznego myślenia bo pewnie
              dla ciebie nie bedzie to żaden argument, ale uwierz mi ze chociazby pochodne
              przy pomocy ktorych bada sie funkcje mozna ywkorzystac w zyciu. wiele zjawisk
              mozna wlasnie przypisac do roznych funkcji, konkretnych ci przykladow chyba
              podawac nie musze:/ po za tym popieram zdanie poprzednika odnosnie rowniez
              wiedzy ogolnej.
              • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 04.05.08, 20:13
                Gość portalu: Paweł napisał(a):

                > no wlasnie chociazby po to aby potem umieć sobie policzyc ile ci tapety
                > potrzeba:/

                Ja umiem policzyć, ale całek do tego nie stosuję.

                pomijam fakt ze uczy to kreatywnego i logicznego myślenia bo pewnie
                > dla ciebie nie bedzie to żaden argument, ale uwierz mi ze chociazby pochodne
                > przy pomocy ktorych bada sie funkcje mozna ywkorzystac w zyciu. wiele zjawisk
                > mozna wlasnie przypisac do roznych funkcji, konkretnych ci przykladow chyba
                > podawac nie musze:/

                No właśnie pokaż życiowy przykład. Czekam na to.

                po za tym popieram zdanie poprzednika odnosnie rowniez
                > wiedzy ogolnej.
            • tbernard Re: Ale powiedz mi 05.05.08, 09:15
              > Po co zwykłemu Kowalskiemu całki, pochodne czy inne takie?
              A po co mu matura i wykształcenie nazywane średnim?
              Można pójść dalej i zapytać z punktu widzenia właściciela niewolników (lub
              chłopów): po co im znajomość alfabetu i umiejętność czytania?
              Ktoś kogoś zmusza aby mieć średnie wykształcenie?

              Tym niemniej powinno się zwalczać patologie, że w klasach ścisłych humaniści
              katują uczniów wymaganiami jak w kasach humanistycznych i na odwrót.

              A tak na marginesie odpowiem po co: czasem w krzyżówkach się przydaje.
              • wielki_czarownik Re: Ale powiedz mi 05.05.08, 11:32
                tbernard napisał:

                > A po co mu matura i wykształcenie nazywane średnim?

                A kto będzie lekarzem? Facet bez matury? A czy lekarz musi znać twórczość Mrożka czy Gombrowicza? Na co mu ta wiedza?

                > Można pójść dalej i zapytać z punktu widzenia właściciela niewolników (lub
                > chłopów): po co im znajomość alfabetu i umiejętność czytania?
                > Ktoś kogoś zmusza aby mieć średnie wykształcenie?
                >

                Kolejny raz pytam. Wolisz dobrego lekarza, który nie wie kto to Słowacki czy kiepskiego, który z pamięci deklamuje "Bema pamięci żałobny rapsod"?

                > Tym niemniej powinno się zwalczać patologie, że w klasach ścisłych humaniści
                > katują uczniów wymaganiami jak w kasach humanistycznych i na odwrót.
                >
                > A tak na marginesie odpowiem po co: czasem w krzyżówkach się przydaje.

                Nie rozwiązuję. Nudzą mnie.
            • anu_anu Re: Ale powiedz mi 01.06.08, 11:42
              Są dwie szkoły:
              1. Pierwsza szkołą głosi, że człowiek powinien się uczyć tylko tego
              co ma praktyczne zastosowanie. Na liście spraw koniecznych są zatem
              umiejętności:
              - liczenia pieniędzy (w zakresie 4 podstawowych działań ale bez
              liczenie % składanego),
              - pisania podań i skarg,
              - jedzenia i picia,
              - ubierania się,
              - włączania komputera i uruchomiania: gier, skype`a, komunikatora,
              wybranych portali,
              - włączania TV
              Natomiast nie są potrzebne:
              - czytanie ze zrozumieniem,
              - matematyka - poza opisanymi powyżej 4 działaniami,
              - inne dziedziny wiedzy takie jak:
              * biologia (po co komu budowa pantofelka),
              * chemia (widział kto niby te atomy),
              * fizyka (czarna magia),
              * historia (przecież to dawno było trzeba żyć patrząc w przód),
              * geografia (i tak tam nigdy nie pojadę),
              * muzyka (to o czym uczą nie ma związku z tym co "się słucha").
              2. Szkołą druga głosi uporczywie, że aby człowiek mógł uważać się za
              wykształconego musi wiedzieć parę rzeczy, które są pozornie zupełnie
              nieprzydatne.
              Sądzisz, że ten podział nie ma sensu?
              • wielki_czarownik Upraszczasz 01.06.08, 14:24
                Sądzę, że człowiek powinien mieć pewną wiedzę ogólną. Dziwi mnie zaliczenie czytania ze zrozumieniem do umiejętności niepraktycznych... Cóż...
                Pojawia się jednak następujace pytanie - czy w szkole powinno się uczyć o budowie pantofelka czy też o opiece nad domowym zwierzakiem? Po co uczyć o regulacji rzek i fałdowaniach różnego rodzaju? Może lepiej nauczyć człowieka czytać mapę?
                Ja nie jestem przeciwnikiem uczenie biologii, chemii, matematyki, ale niech to będzie nauka z głową! Nauka, z której uczeń coś wyniesie i która mu się przyda w życiu. Sama nauka dla nauki to bzdura. Dzisiaj przeciętny licealista rozwiąże równanie kwadratowe, ale będzie miał problemy z obliczeniem ile rolek tapety potrzebuje do swojego mieszkania! To chore jest!
                • anu_anu Też upraszczasz 01.06.08, 15:48
                  Ale to rozumiem, chodzi o wydobycie istoty problemu.
                  Co do czytania ze zrozumieniem - zaliczyłam je do umiejętnosci
                  niekoniecznych gdyż codziennie spotykam ludzi, którzy nie potrafią
                  czytać ze zrozumieniem. Wg swoich obserwacji mogę stwierdzić, że aż
                  80% "normalnych ludzi" ma z tym problem a poruszam się w przeciętnym
                  środowisku. A skoro powszechność wykorzystania ma być kryterium - to
                  ta umiejętność się "nie łapie".
                  W nauce biologii przyjęto, że podaje się pojęcia pierwotne dla tej
                  nauki a na tym fundamencie uczeń może budować dowolnie rozległą
                  wiedzę. Wiedza o budowie pantofelka nijak nie kłóci się z wiedzą o
                  tym, jak hodować psa czy kota :), przeciwnie - ta druga jest
                  rozwinięciem tej pierwszej. Pewnie, że można zacząć od drugiej
                  strony - i podać do wyuczenia tylko wnioski z tej wiedzy - ale to
                  właśnie wydaje mi się ogłupiające, takie prawdy podane do wierzenia..
                  Ta sama zasada jest w matematyce - uczymy sie pojęć podstawowych,
                  aby na tym fundamencie móc rozwijać wiedzę w tym kierunku, który
                  jest człowiekowi potrzebny.
                  Zauważ, że jak się ma lat kilkanaście - zwykle jeszcze się nie wie
                  co się będzie w życiu robić. I może się okazać, że sie buduje drogi
                  nie wiedząc, jaki jest związek między pochodną a wyrzucaniem
                  samochodów na zakrętach. Nasze drogi są pełne dowodów na powszechny
                  brak wiedzy o tym związku :)
                  Jestem skłonna się założyć, że jak ktoś potrafi policzyć prostą
                  całkę - to z całą pewnością policzy też ilość rolek tapety, które są
                  mu potrzebne. To tylko w drugą stronę nie działa :))
                  • wielki_czarownik Re: Też upraszczasz 01.06.08, 18:13
                    anu_anu napisała:

                    > Ale to rozumiem, chodzi o wydobycie istoty problemu.
                    > Co do czytania ze zrozumieniem - zaliczyłam je do umiejętnosci
                    > niekoniecznych gdyż codziennie spotykam ludzi, którzy nie potrafią
                    > czytać ze zrozumieniem. Wg swoich obserwacji mogę stwierdzić, że aż
                    > 80% "normalnych ludzi" ma z tym problem a poruszam się w przeciętnym
                    > środowisku. A skoro powszechność wykorzystania ma być kryterium - to
                    > ta umiejętność się "nie łapie".

                    Polska szkoła bowiem zamiast uczyć czytania ze zrozumieniem każe wkuwać na pamięć wiersze, bądź też czytać różne pierdoły i zapamiętywać jakieś bzdurne szczegóły (to się potem na wypracowania przydaje). No i potem jeden z drugim deklamuje "Litwo ojczyzno moja..." i pamięta jak się nazywała żona Skrzetuskiego, ale nie rozumie instrukcji obsługi zmywarki do naczyń.

                    > W nauce biologii przyjęto, że podaje się pojęcia pierwotne dla tej
                    > nauki a na tym fundamencie uczeń może budować dowolnie rozległą
                    > wiedzę. Wiedza o budowie pantofelka nijak nie kłóci się z wiedzą o
                    > tym, jak hodować psa czy kota :), przeciwnie - ta druga jest
                    > rozwinięciem tej pierwszej. Pewnie, że można zacząć od drugiej
                    > strony - i podać do wyuczenia tylko wnioski z tej wiedzy - ale to
                    > właśnie wydaje mi się ogłupiające, takie prawdy podane do wierzenia..

                    W żadnym wypadku nie mogę się z tym zgodzić. Zdecydowana większość ludzi nie wyjdzie z wiedzą poza sferę szkolną! O tym zapominasz, albo celowo ten fakt pomijasz. Zdecydowana większość społeczeństwa nie szuka informacji wykraczających poza programy nauczania. Podstawy do zbudowania jakiejś nadbudowy można przekazywać w klasach profilowanych. Zwykłemu człowiekowi wiedza o pantofelkach jest całkowicie zbędna. Jemu się za to przyda umiejętność opieki nad zwierzęciem, udzielania 1 pomocy, radzenia sobie z przeziębieniem czy niestrawnością. I nie ma tu żadnego przyjmowania na wiarę. Do tego, aby zrozumieć czemu pies nie może jeść czekolady nie jest potrzebna wiedza o budowie serca żaby, ale jedynie kilka słów wprowadzenia na temat ogólnie pojętego trawienia.

                    > Ta sama zasada jest w matematyce - uczymy sie pojęć podstawowych,
                    > aby na tym fundamencie móc rozwijać wiedzę w tym kierunku, który
                    > jest człowiekowi potrzebny.
                    > Zauważ, że jak się ma lat kilkanaście - zwykle jeszcze się nie wie
                    > co się będzie w życiu robić. I może się okazać, że sie buduje drogi
                    > nie wiedząc, jaki jest związek między pochodną a wyrzucaniem
                    > samochodów na zakrętach. Nasze drogi są pełne dowodów na powszechny
                    > brak wiedzy o tym związku :)

                    Takie rzeczy powinny być uczone w klasach profilowanych (i tak już w 2 klasie LO trzeba wybrać przedmioty maturalne) jak i na studiach. W związku z tym argument o tym, że się nie wie co będzie się robić w przyszłości jest chybiony. Po pierwsze po ukończeniu gimnazjum wybieramy liceum i profil klasy a po drugie już w 2 klasie wybieramy maturalne przedmioty.

                    > Jestem skłonna się założyć, że jak ktoś potrafi policzyć prostą
                    > całkę - to z całą pewnością policzy też ilość rolek tapety, które są
                    > mu potrzebne. To tylko w drugą stronę nie działa :))

                    Założysz się? Ostrzegam - pracowałem w czasie studiów jako sprzedawca :P Ludzie nie potrafili wyliczyć, czy kanapa im się zmieści w pokoju!
                    • anu_anu Re: Też upraszczasz 01.06.08, 20:11
                      Wkuwanie wierszy na pamięć ma na cel ćwiczenie pamięci - po prostu.
                      Czytanie ze zrozumieniem nie jest potrzebne, zauważ, że to 80% ludzi
                      funkcjonuje, nawet nie próbując czytać rzeczonej instrukcji.
                      Zgadzam się z Tobą, że większość ludzi nie wyjdzie poza wiedzę szkolną ale wg
                      mnie to jest argument przemawiający za tym aby ją posiedli w tym minimalnym
                      wymiarze. Bo później mogą wybierać czym sie zająć.
                      Pójście do klasy o jakimś profilu w żadnym stopniu nie przesądza o tym co się
                      będzie robić w życiu, podobnie jest ze skończeniem studiów. Jeżeli ktoś skończył
                      - np. studia filologiczne - to wcale nie oznacza, że będzie pracował w takim
                      zawodzie. Równie dobrze może pójść do pracy jako marketer, skończyć studia
                      podyplomowe z tej dziedziny i zostać szefem marketingu. I może to zrobić właśnie
                      dlatego, że skończył liceum ogólnokształcące - gdzie nauczono go również
                      matematyki, która jest potrzebna w marketingu - choć na studiach filologicznych
                      już jakby mniej.
                      Studia kończyłam w połowie lat 80 i powiem Ci, że o ile wiem - t poza jedną
                      koleżanką, która została na uczelni - nikt nie pracuje w zawodzie. A skończyłam
                      Akademię Ekonomiczną (wg starego nazewnictwa)
                      PS
                      Założę się. I tak z ciekawości zapytam - skąd wiesz, że potrafili policzyć całkę
                      a nie potrafili zmierzyć kanapy? Bo tak w sklepie to trudno chyba odpytywać Klienta?
                      • wielki_czarownik Re: Też upraszczasz 01.06.08, 21:41
                        anu_anu napisała:

                        > Wkuwanie wierszy na pamięć ma na cel ćwiczenie pamięci - po prostu.

                        Cała polska szkoła to ćwiczenie pamięci. 95% zakuwania na pamięć, 5% rozumienia.

                        > Czytanie ze zrozumieniem nie jest potrzebne, zauważ, że to 80% ludzi
                        > funkcjonuje, nawet nie próbując czytać rzeczonej instrukcji.

                        Ale czy o takie społeczeństwo nam chodzi?

                        > Zgadzam się z Tobą, że większość ludzi nie wyjdzie poza wiedzę szkolną ale wg
                        > mnie to jest argument przemawiający za tym aby ją posiedli w tym minimalnym
                        > wymiarze. Bo później mogą wybierać czym sie zająć.

                        Potem są zrażeni do nauki i niczym się nie zajmują, bo biologia kojarzy im się z pantofelkiem, chemia z równaniami, historia z wkuwaniem dat itp.

                        > Pójście do klasy o jakimś profilu w żadnym stopniu nie przesądza o tym co się
                        > będzie robić w życiu, podobnie jest ze skończeniem studiów. Jeżeli ktoś skończy
                        > ł
                        > - np. studia filologiczne - to wcale nie oznacza, że będzie pracował w takim
                        > zawodzie. Równie dobrze może pójść do pracy jako marketer, skończyć studia
                        > podyplomowe z tej dziedziny i zostać szefem marketingu. I może to zrobić właśni
                        > e
                        > dlatego, że skończył liceum ogólnokształcące - gdzie nauczono go również
                        > matematyki, która jest potrzebna w marketingu - choć na studiach filologicznych
                        > już jakby mniej.

                        Oczywiście, że tak. Ale taki człowiek jest na tyle aktywny, że da sobie radę bez tego wkuwania o pantofelkach.

                        > Studia kończyłam w połowie lat 80 i powiem Ci, że o ile wiem - t poza jedną
                        > koleżanką, która została na uczelni - nikt nie pracuje w zawodzie. A skończyłam
                        > Akademię Ekonomiczną (wg starego nazewnictwa)

                        Przemiany ustrojowe miały tu wpływ.


                        > PS
                        > Założę się. I tak z ciekawości zapytam - skąd wiesz, że potrafili policzyć całk
                        > ę
                        > a nie potrafili zmierzyć kanapy? Bo tak w sklepie to trudno chyba odpytywać Kli
                        > enta?

                        Na maturze całki obowiązywały, a ponoć większość ludzi ma maturę.
                        • anu_anu Re: Też upraszczasz 02.06.08, 22:47
                          > Cała polska szkoła to ćwiczenie pamięci. 95% zakuwania na pamięć, 5% rozumienia
                          Zatem dlaczego proponujesz uczenie wyłącznie - nazwijmy to "instrukcji obsługi świata"? Właśnie z wiedzy o podstawach matematyki wynika umiejętność policzenia tych rolek tapety. W drugą stronę to nie działa...

                          > > Czytanie ze zrozumieniem nie jest potrzebne, zauważ, że to 80% ludzi funkcjonuje, nawet nie próbując czytać rzeczonej instrukcji.
                          > Ale czy o takie społeczeństwo nam chodzi?
                          Pewnie, że nie o takie społeczeństwo mi chodzi. Ale to Ty używałeś argumentu, że wiedza, która jest później nie używania - nie powinna być w szkole podawana - zatem usiłuję wykazać, że nie jest to najlepsze kryterium :))))
                          • wielki_czarownik Re: Też upraszczasz 08.06.08, 19:48
                            anu_anu napisała:


                            > Zatem dlaczego proponujesz uczenie wyłącznie - nazwijmy to "instrukcji obsługi
                            > świata"? Właśnie z wiedzy o podstawach matematyki wynika umiejętność policzenia
                            > tych rolek tapety. W drugą stronę to nie działa...

                            Podstawach. Podstawach! Nie wyliczaniu zasranych całek, które przeciętnemu Kowalskiemu na nic się nie przydadzą. Niech ten Kowalski się nauczy liczyć procenty i nie da bankowi oszukać przy wyliczaniu oprocentowania.


                            > Pewnie, że nie o takie społeczeństwo mi chodzi. Ale to Ty używałeś argumentu, ż
                            > e wiedza, która jest później nie używania - nie powinna być w szkole podawana -
                            > zatem usiłuję wykazać, że nie jest to najlepsze kryterium :))))

                            Ja twierdzę inaczej. Trzeba zmienić proporcje wiedzy podawanej w szkole. Dzisiaj mamy 10% rzeczy przydatnych i 90% zbędnych.
    • alienka_x Ja chodziłam do tego Liceum 02.05.08, 17:52
      Byłam w klasie o profilu "reklama i plastyka" i mogę się założyć, że uczyła mnie ta sama nauczycielka, o której jest mowa. Owszem, była ostra, ale oceniała sprawiedliwie i jak się ktoś przyłożył, to zdał. Logiczne myślenie jest ważne w całym życiu, a mam wrażenie że "artyści" wychowywani bezstresowo idą do klasy teatralnej z nadzieją, że przedmioty ścisłe się im upieką. Aż przykro patrzeć - zamiast się porządnie uczyć, skarżą na naprawdę dobrą szkołę. Wstyd.
      • Gość: absolwentka '07 Re: Ja chodziłam do tego Liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.08, 18:34
        Mnie nawet uczyła "ta" nauczycielka i nigdy nie było tak źle. to są
        jakieś kompletne bzdury, które tylko zaszkodzą szkole i klasie.
        Byłam w klasie humanistycznej i nigdy nie było tak żeby bez szans na
        poprawienie oceny, kogoś nie przepuściła z klasy do klasy. Oceny na
        półrocze to jedno, a na koniec roku drugie i czasem nauczyciel tak
        próbuje zmotywować opornych uczniów do zabrania się do roboty. Może
        i matematyka jest ciężkim przedmiotem, ale jeśli się chce i szanuje
        nauczyciela można spokojnie zaliczyć semestr. Życze szczęścia
        klasie, której przedstawicielka doniosła na nauczycielke do prasy.
        Brawo!
    • Gość: zurav teatralna to banda debili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 12:58
      teatralna to banda debili wiem bo chodzilem do tej szkoly i wlasnie te klasy
      swoim zachowaniem najbardziej razily w oczy. brawo dla nauczyciela!!! do roboty
      "artysci"!!!
      • Gość: serio Re: teatralna to banda debili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.08, 00:26
        no fakt, klasa, mimo aspiracji i ambicji jest bardzo niskich lotów, nawet jeśli
        idzie o teatralne ambicje. Jakie PWST, kogo tam z tej klasy widzieli. Porażka
        jakaś. Jesli jakakolwiek klasa jest dobra, to tylko mat-fiz, lub biol-chem.
        Aktorzyny pseudo, to zakompleksiałe dzieciaki, pójdą do Biedronki po tej klasie,
        nie do Teatralki. Niestety. .... Chociaz tam, kurka, trochę rachować trzeba, to
        nie wiem, może wówczas Biedrona zbankrutuje....
    • Gość: a.a. Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.05.08, 15:45
      Panią z matematyki powinien zając się specjalista. Moje dziecko przez dwa lata było uczniem tej pani. W pierwszej klasie szli na odsiew uczniowie szkół prywatnych i społecznych.Rezultat kobieta miała wspaniały.Uczniowie którym udało się zaliczyć poprawki sierpniowe ,w następnym roku musieli odpaść. Nauczycielka ta nietoleruje osób asertywnych i majacych własne zdanie. Dziecko moje szkołę podstawową i gimnazjum ukończyło z oceną bardzo dobrą. Najleprzą oceną otrzymaną od tej pani to 2= ( przy dwóch korepetytorach) Cieszę się że moje dziecko nie ma z nią już lekcji, ale warto zwrócić na tę osobę uwagę (tyle się słyszy o próbach samobójczych).
      • Gość: Andrzej Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: 150.254.124.* 07.05.08, 16:31
        Powyższa wypowiedź definiuje nowe schorzenie: lenistwo uzasadnione. Jeżeli ktoś
        ma dwóch korepetytorów, nauczyciela w szkole i nie potrafi się nauczyć, to jest
        zwyczajnie głąbem.
        • Gość: Paweł Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.171.16.18.crowley.pl 08.05.08, 14:31
          otóż to, niedlugo na to schorzenie bedzie sie dostawac papiery w poradni i
          dizeki temu bedzie mozna byc zwolnionym ze wszystkiego majac same 5. Co to sie
          dzieje teraz na tym swiece:/
    • Gość: justyna Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.xdsl.centertel.pl 07.05.08, 20:22
      Reasumując komentarze dotyczące tego artykułu ,można stwierdzić że osoby mające
      problemy z przedmiotami ścisłymi a w szczególności z matematyką nie powinny
      wybierać się do liceum opisanego w artykule.
    • Gość: tyryryr Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 20:42
      to wlasnie dlatego zmienilam skzole, rpzezta pania nauczycielke...bo poprawka z
      matmy tez byla spoko...
    • Gość: martuś Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.wro.vectranet.pl 14.05.08, 12:30
      Spoko, ja jakoś wiem, że jak się nie uczę to jestem zagrożona, a oni
      robią problemy! Nie uczą się, to chyba ich wina. Nikt im wiedzy do
      głowy nie wciśnie.
      Co prawda, ja nigdy nie byłam za dobra z matematyki, ale przy pomocy
      korepetytora, raz w tygodniu, czasem rzadziej "lecę" na 4 i 3 w LO
      Nr XIII. A ci niby tyle się uczą? Nie wydaje mi się.
      Przepraszam bardzo, ale wcale się nie dziwię nauczycielowi. Trzeba
      się wreszcie zabrać do nauki, a nie rozpaczać!!!
    • Gość: jaaaaaa Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.08, 11:14
      Nie wiem czy wszyscy dokładnie przeczytali artykuł w GW. Przecież tam wypowiada
      się tylko j e d n a u c z e n n i c a i j e j o j c i e c. To
      przeciez nie jest cała klasa. Z nikim więcej autor artykułu nie rozmawiał.
      Wynika z tego, że tylko jakaś jedna osoba sie skarżyła. Nie ma tu tłumu, który
      sie skarży na nauczyciela. To chyba jakaś jednostka ma kłopot.
    • Gość: kap Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.08, 10:59
      kubuk masz rację!!!! popieram to co napisałeś!
    • Gość: ja. Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.05.08, 01:00
      Prawda jest taka, że do teatralnej w LO17 zwykle chodzi 75% pajaców, którzy mają
      zbyt wysoką samoocenę. A to, że ktoś się jeszcze publicznie użala, że
      nauczyciele go zagrażają, to tym bardziej utwierdza się w tym, co napisałam.
      Równie dobrze klasy humanistyczne itp. mogą powiedzieć, że im też matma
      niepotrzebna do niczego. Każdy musi przez to przebrnąć i nie jedna osoba ma z
      tym problem, i jakoś każdy żyje. Trochę samokrytyki. A z nauczycielami da się
      dogadać, gdy się jest wobec niego w porządku, mimo iż nie jest zbyt sympatyczny.
    • Gość: dgn Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.chello.pl 08.06.08, 20:33
      Jak ktoś nie potrafi zrozumieć materiału na
      > podstawową maturę z matematyki to po prostu nie zasługuje na średnie
      > wykształcenie. Nawet jeśli jest świetnym aktorem.

      A jaki jest związek między matematyką,a aktorstwem?
      • Gość: dgn Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.chello.pl 08.06.08, 21:22
        > Jak ktoś nie potrafi zrozumieć materiału na
        > > podstawową maturę z matematyki to po prostu nie zasługuje na średnie
        > > wykształcenie.

        To po co są średnie szkoły:technika ,licea?Nie są szkołami średnimi?
      • Gość: b Re: Spór o matematykę we wrocławskim liceum IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.06.08, 22:52
        A kto tu mówi o aktorstwie? Ilu z tych młodych ludzi będzie pracować w zawodzie?
        Prawda jest taka, że do tej klasy chodzi wielu ludzi, którzy mają zbyt duże
        mniemanie o sobie. Nie każdy z nich składa dokumenty do PWST (czy podobnych),
        tylko garstka się dostaje, pojedyncze osoby z kilku roczników kończą uczelnie...

        Szkoła średnia to szkoła średnia. Matematyka na maturze jest naprawdę na
        żenującym poziomie.
Pełna wersja