moniewa1
27.05.08, 21:49
Dzis 27.05 ok godz 15.00 zostawilam zolta reklamowke na lawce na przystanku
tramw na szewskiej przy Nozowniczej. To byl dlugi dzien z dwulatkiwm i psem,
podjechal tramwaj i nie ogarnelam wszystkiego do kupy. Gdy tylko wsiadlam do
tramwaju uswiadomilam sobie, ze nie mam reklamowki - akurat kupilam w rynku
prezenty dla mojej babci - pamiatki z Wroclawia: koszulke, torbe, bryloczek,
magnesy na lodowke. Wysiadlam na nastepnym przystanku i z psem, dzieckiem na
barana (bez wozka)polecialam z powrotem i reklamowki juz nie bylo!!?? pytalam
w budynku uniwersyteckim obok ale nikt sie nie zglosil. Czy sa jeszcze w tym
kraju uczciwi znalazcy? ludzie na przystanku widzieli jaka jestem zakrecona i
co...? po co wzieli cos co lezalo na lawce, dlaczego nie oddali drzwi obok?
Czy jestem nienormalna, ze czuje rozgoryczenie i nie chce mi sie wierzyc, ze
ktos moglby przywlaszczyc sobie nieswoje?
Tez mi sie nie przelewa a chcialam babci sprawic radosc!