tenshii
11.06.08, 18:05
Nie wiem czy wchodzi na to forum, mam nadzieję że tak....
Przybliżę Wam jego sylwetkę.
Jestem mieszkanką Wrocławia. Poruszam się przy pomocy elektrycznego wózka inwalidzkiego. Dość często poruszam się linią 144.
Większość kierowców to mili, sympatyczni i chętni do pomocy ludzie.
Pomagają mi dostać się do i wydostać z autobusu. Pytają dokąd jadę i gdzie będę wysiadać aby mogli dobrze podjechać pod krawężnik i chwała im za to !!
Ale zawsze jest jakieś ale...
Na tej linii jeździ Pan wyjątkowo nie pasujący do opisu powyżej.
Chociaż nie mogę powiedzieć, że dawniej taki bywał. Może i jest małowmówny i jakiś taki dziwny no ale nei wymagam od kierowców aby byli rozgadani i wiecznie uśmiechnięci...
W każdym bądź razie po pewnym incyencie jego zachowanie uległo znacznej zmianie. Na gorsze.
I tu zaczyna się historia.
Stoję ja któregoś jesiennego dnia na przystanku na Trzebnickiej. Pada deszcz. Wieje. Godzina szczytu więc opóźnienia i dłuższe czekanie. W końcu zatoczki autobusowej zepsuty PKS na awaryjnych....
Widzę ! Jedzie ! Moje upragnione 144. I oto dopada mnie wielkie rozczarowanie. Autobusem kieruje pewien starczy pan, obok stoi jego zmiennik - TEN kierowca. Zagadaaaani że hej. Oczywiście żadnej nie spojrzał na przystanek czy być może stoi tam ktoś na wózku. Autobus zatrzymuje się na pasie ruchu. Dopiero wtedy mnie spostrzegają. ON wychodzi i otwiera klapę, ale czy nie widzi że krawęznik ma ponad 10 cm wysokości i z niego nie zjadę? Mówię to a on do mnie niezbyt kulturalnie że chyba widzę że autobus stoi zepsuty i takim długim sprzętem nie wjedzie. Owszem - wjedzie, o ile chce i widzi, że wjechać trzeba.
Odjeżdża.
na szczęscie za nim stało (również długie) 132 i kierowca wszystko widział. Podjechał w zatoczkę i wpuścił mnie do autobusu czyli jednak się da wjechać.
Jadę przystanek dalej. Wysiadam na Broniewskiego. Patrze, a na przystanku stoi starszy Pan, który kierował autobusem na Trzebnickiej, skończył zmianę. Rzuciłam w jego stronę kilka słów odnośnie gadania z kolegą za kierownicą w czasie jazdy i wsiadłam w K.
Wysiadłam i dorwałam JEGO kiedy akurat zatrzymywał się na przystanku po drugiej stronie ulicy. Krawężnik był wysoki więc podjechałam swoim wózkiem od strony kierowcy, stanęłam obok autobusu w zatoczce. Otworzył okno, ale gdy zaczełam mówić do niego, że krzyczeć to może na własną córkę a nie na mnie, że dało się wjechać i że nie gada się z kierowcą podczas jazdy, bezczelnie zamknął okno i ruszył z miejsca omijając mnie o centymetry, ledwo...
TAK. Złożyłam na niego skargę, chociaż rzadko to robię, a i w sprawie pochwał potrafię dzwonić do MPK. Ale zrobiłam to - złożyłam skargę.
Od tamtej pory gdy z nim jadę rzuca klapą pod moje nogi, on nią po prostu wali o ziemię, upuszcza z dużej wysokości. Nie odpowiada na dzień dobry ani dziękuję. Manifestuje swoją wielkość i pogardę w stosunku do mojej osoby.
Na miłość boską, człowieku? Ile ty masz lat? 15? Miej przynajmniej szacunek do sprzętu, bo ta klapa kiedyś się uszkodzi, a nie służy tylko mi i tobie...
Chciałam powiedzieć, że dziś rzuciłeś klapą o jeden raz za dużo. Pech chciał, że trafiłeś na mojego ojca, bo ja, od prawie roku cię ignorowałam. On ci nie popuści.
To zdecydowanie twój zły dzień.
I zastanawiaj się nad tym co robisz.....