mja-1
17.06.08, 15:01
Witam, chciałabym opisać ten incydent.
W minioną sobotę moje córki były gośćmi na urodzinach koleżanki
organizowanych w "Piotrusiu" o godzinie 17. Zostawiłam je pod opieką
organizatorów urodzin i wyszłam z sali na zakupy. Wiem- duży błąd... Kiedy wróciłam kilka minut przed zakończeniem imprezy
dowiedziałam się, że moje dzieci oraz dwójka innych zostały
spoliczkowane i zwymyślane przez jedną z matek, która prawdopodobnie
uczestniczyła w imprezie odbywającej się przy innym stole -po lewej stronie od wejścia- z perspektywy osoby wchodzącej. Dzieci usłyszały od tej pani masę obraźliwych słów pod swoim adresem, między innymi, że jeśli dotkną jej córeczki dostaną cytuję: wpie.. Po tym jak je spoliczkowała i zwymyślała goniła je po konstrukcji. Dzieci były tak zszokowane i wystraszone, że nie poszły nikomu się poskarżyć. Ani moje dzieci ani pozostała dwójka...
Dla mnie sala przestała być miejscem bezpiecznym i przyjaznym
dla dzieci.
Są one przestraszone i psychicznie "zdemolowane": w miejscu
publicznym, które kojarzyło im się wyłącznie z dobrą zabawą zostały
zbite i obrażone przez dorosłą osobę. Nikt niczego nie widział i nie
zareagował.
Wiem, że to było głupie zostawić je bez opieki (teoretycznie pod opieką opiekunek pracujących w "Piotrusiu"),ale mleko się wylało.
Jak ukarać ową wściekłą kobietę, która podniosła rękę na dzieci i w wulgarny sposób się do nich odzywała. Jak ustalić jej personalia... W ogóle, co zrobić, oczywiście nie prowadzić ich więcej do tej sali, to wiadomo.