bombowa_kluska
20.11.08, 00:36
W pierwszym poście wątku o paraliżu miasta ktoś wspomniał o daremnym strzępieniu klawiatury. Faktycznie: wylewamy żółć, wściekamy się na biurwy i poniekąd mamy rację. Śmiem jednak twierdzić, że to nic nie da.
Podobno kropla drązy skałę, lecz nie w tym przypadku: biurwy mają Wasze pisanie głęboko w odbytach i bez względu na ilość obelg nadal będą robić swoje. Co zatem my możemy zrobić jako użytkownicy dróg? Możliwości jest kilka:
1. Dać satysfakcję wyznawcom bożka pod tytułem Rower i przesiąść się na jego firmowe pojazdy.
2. Zacząć korzystać z wątpliwych uroków komunikacji miejskiej, która - nawiasem mówiąc - też stoi w korkach.
3. Pogodzić się z losem i pokornie czekać na lepsze czasy.
Albo:
4. Skrzykńąć się pokaźną grupą i zrobić chociażby zadymę w Rynku
Pojedyncze głosy wpienionych kierowców na forum internetowym nikomu nie robią krzywdy i stanowią co najwyżej lekturę przy porannej kawce.
Gdyby jednak pod oknami Ratusza albo ZDiUM-u pojawił się kilkusetosobowy lub kilkutysięczny rozjuszony tłumek - niejednemu urzędasowi stołek pod tyłkiem by zadrżał.
Solowe działania można sobie odpuścić. Tu potrzebna jest niemalże rewolucja. Można czekać z tym do wyborów, ale studiując sondaże widać, że wielkich zmian nie będzie.
Można też urządzić zadymę połączoną z demonstracją siły. Osobiście jestem włąśnie za rozwiazaniem siłowym, bo po dobroci nic się nie załatwić. Można tylko co najwyżej przepalać kolejne litry paliwa stojąc w korkach i w myślach robić krzywdę decydentom odpowiedzialnym za cały ten burdel.
Obywatelskie nieposłuszeństwo to - moim zdaniem - jedyne wyjście z tej chorej sytuacji.