maciek4311
21.11.08, 19:40
Jakże łatwo przychodzi mi usprawiedliwiać swoje zło, zwłaszcza, gdy
uważam je za małe i niezauważalne. Tłumaczę je większym złem innym
lub jego nieszkodliwością wobec bliźniego. A jednak każdy grzech,
każda niewierność 'jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie,
prawemu sumieniu. Jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i
bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani
naturę człowieka.' (KKK 1849). Grzechem ranię siebie, innych, a
także samego Boga. Skutki grzechów nie zawsze są przez człowieka
odczuwalne i zauważalne, co nie oznacza, że ich nie ma. Moje
słabości nie pozostają bez wpływu na moje życie i życie drugiego
człowieka. Pan Bóg czasem może dopuścić, że zobaczę skutki swojego
zła w swoim lub innych życiu. Jednak trudno mi ujrzeć, jak bardzo
swoją grzesznością ranię samego Boga. Rzadko w ten sposób patrzę na
grzech. Dlaczego? Bo za mało we mnie wiary w Bożą miłość. Nie
uświadamiam sobie jej wielkości i bezinteresowności. Dopiero w
wieczności zobaczę, jak wiele zła wyrządziłam nawet małymi
niewiernościami.
Liturgia Słowa ostatnich tygodni roku liturgicznego zwraca
szczególna uwagę na sprawy wieczności i końca świata. Św. Jan w
słowach Apokalipsy ukazuje wizję końca świata, kiedy to Bóg Ojciec
przekaże swojemu Synowi ‘księgę’, która jest symbolem wyroków Bożych
w sprawie losów świata (por. Ap 5,1): Godzien jesteś wziąć księgę i
jej pieczęcie otworzyć, bo zostałeś zabity i nabyłeś Bogu krwią
twojąz każdego pokolenia, języka, ludu i narodu, Ap 5,9. Śmierć
Jezusa i Jego zmartwychwstanie daje nam możliwość ujrzenia Go kiedyś
i szczęśliwego życia w wieczności. Czy pamiętam o tym i dziękuję Mu
za dar odkupienia? Gdybym żyła tęsknotą za życiem wiecznym i
spotkania się z Bogiem, moja codzienność wyglądałaby zupełnie
inaczej. Każdy upadek, grzech i słabość wyzwalałaby ogromną skruchę,
gdyż wierzyłabym, że ranię nimi miłującego mnie bezgranicznie Boga.
A ja? Pochłonięta sobą, ciągle szukam usprawiedliwienia moich
słabości, gdyż wciąż za mało Go kocham.
Gdy był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim Łk
19,41. Tylko św. Łukasz podaje wzmiankę o płaczu Jezusa nad
Jerozolimą. Chce w ten sposób ukazać udział Jezusa we wszystkich
ludzkich sprawach, a tutaj w losie miasta i ojczyzny, która nie
przyjęła Bożego wezwania. I dziś Jezus wzywa mnie do tego, bym
kroczyła Jego drogą. I dziś chce mieć udział w mojej codzienności.
Niestety, zbyt często o Nim zapominam, o Jego obecności. Dlatego tak
mało we mnie wrażliwości z powodu grzechów, tak mało skruchy i chęci
przemiany życia. A Bóg cierpi przez moją grzeszność. Czy pamiętam,
że to właśnie moją niewiernością Go ranię?
aleksandra,
P.S.
Choć dziś deszczowo i smutnie ,ja pozdrawiam cieplutko.