Domy dziecka na Dolnym Śląsku ciągle są potrzebne

16.12.08, 08:33
A wiecie jakie są biedne?! Wiecie, że więźniowei mają wyższ stawki żywieniowe
i więcej praw niż te biedne dzieci?! Czy władze miasta ale i Polski zdają
sobie sprawę, że niedofinansowując takich placówek potem więcej wydadzą na
więzienia? Bo te dzieci są zmuszone do życia w patologii, choćby z tego
powodu, że nie mają odzieży, butów i środków czystości! Skąd wiem? Bo kolejny
rok w szkole mojej córki jest prowadzona zbiórka WSZYSTKIEGO dla dzieci z
jednego z domów dziecka na Dolnym Śląsku. Byłam z nią w tamtym roku tam.
TRAGEDIA! I nasze państwo śmie więźniom zapewniać lepsze warunki niż tym, nie
z własnej przecież woli, skazanym na zamknięcie i nędzę młodym osobom. Ale nie
rolą obywateli jest pomagać, tylko rolą państwa zapewnić godziwy poziom życia
mieszkańcom domów dziecka.
    • Gość: WKS Domy dziecka na Dolnym Śląsku ciągle są potrzebne IP: *.media4.pl 16.12.08, 21:15
      Jestem sędzią rodzinnym i znam tę smutną rzeczywistość. kondycja
      polskich rodzin nie jest najlepsza, pełno patologii, dużo
      eurosierot. Dużo matek upośledzonych, które nie tylko nie potrafią
      wychować, ale też i leczyć, np. podac antybiotyk. Domy dziecka rodzą
      tez patologię, np wyuczoną bezradność, roszczeniowość. Jest tez
      zjawisko fali, np. starsze dzieciaki każą młodszym - 4 letnim lizać
      sobie buty. To jest straszny wybór, kiedy zabrac z rodziny
      dysfunkcyjnej i dać dzieci do placówki. Na prawde straszne. A sa
      państwa, w których nie ma domów dziecka, są miejsca w Polsce, gdzie
      sa tylko rodziny zastępcze i pogotowia opiekuńcze. A u nas? Ostatnio
      nie było miejca w placówce i dzieci 3 i 6 lat spały na krzesełkach
      na komisariacie. następnie odwieziono je do szpitala. Po trzech
      dniach dalej nnie było dla nich miejsc! Gzie sa wtedy gorliwi
      obrońcy życia nie tylko poczętego ale juz żyjącego?
      • Gość: vvv Re: Domy dziecka na Dolnym Śląsku ciągle są potrz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.08, 06:08
        To może zawozić takie dzieci na najbliższą parafię? W końcu są to
        obszerne salony, pięknie urządzone, na pewno mogłyby dac schronienie
        niejednemu dziecku.
        Albo dlaczego zakonnice nie otwierają takich placówek? W końcu
        kościół ma tyle kasy że z pewnością mógłby prowadzić taką działalność
      • porta2 Re: Do Pani Sędzi! 19.12.08, 13:36
        Szanowna Pani! Z Pani wypowiedzi wynika, że jest Pani człowiekiem
        bardzo wrażliwym na to, co dzieje się w temacie dziecka
        krzywdzonego. Rozwiązanie tego problemu nie jest proste. Dziecko to
        żywy organizm i często dorośli o tym zapominają, decydując o nim
        wbrew jego pragnieniom. Chyba nie trudno wyobrazić sobie, co czuje
        dziecko nagle zabrane ze środowiska, które zna i w którym czuje sie
        w miarę bezpieczne właśnie dlatego, ze jest mu dobrze znane.
        Umieszcza się w nowym, zupełnie obcym mu a więc i niebezpiecznym w
        jego pojęciu (a nawet wręcz wrogim) miejscu. Tutaj (np. dom dziecka)
        musi zaczynać od zera! I stąd zjawisko fali: inni, starsi bądź
        silniejsi współtowarzysze niedoli mieszkający od jakiegoś czasu
        dzieci mają je za nowicjusza i zgodnie z teorią zachowań w grupie -
        wykorzystują i paswią się nad nim psychicznie i fizycznie. Czy
        poprawiono los tego dziecka? Kto zadaje sobie to pytanie, zanim
        zadecyduje o umieszczeniu dziecka poza rodziną? Kogo to obchodzi?
        Jednak by rzeczywiście wesprzeć dziecko zaniedbywane, należy przede
        wszystkim stworzyć prawdziwy system pomocy rodzinie w miejsce tego
        pożal się Boże Centrum Pomocy Rodzinie, spełniającego właściwie
        jedynie rolę płacącego i kontrolującego! Nam, rodzinom zastępczym -
        potrzeba pomocy fachowców znających się na terapii RAD, FAS,
        nadpobudliwości psychoruchowej oraz wielu innych zaburzeń
        rozwojowych związanych z nieprawidłowościami okresu prenatalnego jak
        i powodowanymi warunkami środowiskowymi, w jakich dziecko wzrasta.
        Zamiast zabierania dziecka z rodziny patologicznej - należy
        poświęcić nieco czasu na zbadania relacji relacji dziecka z rodziną
        biologiczną! Nie zawsze ojciec alkoholik maltretuje swoje dzieci!
        Znam przypadki, gdzie dzieci mają tak głęboką więź ze
        swym "tatusiem" czy "mamusią" - że wyrwanie ich z rodzinnego domu
        dla tzw. "dobra dziecka" dopiero spowoduje patologię w ich życiu. Z
        taką rodziną należy pracować i wspierać w dążeniach do wyjścia z
        tego stanu. Instytucje rządowe posiadają wszelkie instrumenty do
        tego, by "zdyscyplinować" rodziców do współpracy przy wyprowadzaniu
        z kryzysu. I dopiero, gdy wszelkie działania pomocowe zostaną
        wyczerpane, a rodzice nie wykazują najmniejszej inicjatywy wzięcia
        swego losu we własne ręce - daje panstwu prawo do podjęcia
        ostatecznego rozwiązania - jakim jest umieszczenie dziecka poza
        rodziną biologiczną!
        Ale w naszym kraju brak normalnego systemu, który wspierałby rodziny
        biologiczne - nie
        jałmużną ale pracą! Dla tych, którzy nie chcą pracować, bo się "nie
        opłaca" przymusowe roboty na rzecz społeczeństwa, które łoży na jego
        dzieci! Tym, którzy nie z własnej winy znaleźli się w urzędach pracy
        i od lat staczają się po pochyłej równi bezsilności czy niewiary,
        konkretna pomoc ... pomagać, pomagać, pomagać. Bardzo żałuję, że
        sądy rodzinne nie mają zwyczaju kontrolowania urzędników: konkretna
        rodzina, konkretny pracownik odpowiedzialny za nią i rozliczenie z
        konkretnych diałań pomocy i liczby zrealizowanych! Żyjemy w kraju
        ogarniętym
        ogromnym chaosem: to, co dzieje się na "górze" to też patologia:
        stale przeciez słyszymy o nowo odkrywanych aferach: a "góra" daje
        przykład. Nic więc dziwnego, że patologizacja społeczeństwa sie
        pogłębia i poszerza.
    • ssnn Domy dziecka na Dolnym Śląsku ciągle są potrzebne 17.12.08, 13:15
      Ciekawa, jestem jaki procent dzieci wracających z rodzin zastępczych do
      placówek to przypadki wtrynienia ludziom "dziecka zdrowego bez zaburzeń",
      które tak naprawdę jest bardzo chore lub/i zaburzone, a które pracownicy
      stosownych instytucji wypchnęli do rodziny zastępczej kłamstwem ("zdrowe,
      zdrowe, żadnych problemów") i graniem na uczuciach ("bo jak pani się nie
      zdecyduje, to będziemy musieli rozdzielić rodzeństwo" np.).
      Znam takie przypadki. Ze Śląska też.
Pełna wersja