A.Lepper ma się czego wstydzić ze swojej przeszł..

IP: 62.233.249.* 15.11.03, 19:31
Andrzej Lepper ma się czego wstydzić ze swojej przeszłości.

Jak to możliwe, że wszyscy, którzy znają ciemną przeszłość Andrzeja Leppera,
trafiają po kolei do szpitali psychiatrycznych? Co łączy lidera jednej z
głównych sił politycznych w kraju z faraonem sekty Lech Polska 3000?
Lepper: psychiatryczni informatorzy

Jest styczeń 2002. Zbieramy materiał na bulwersujący temat - rolnicy
opowiadają, jak Andrzej Lepper wyłudzał od nich pieniądze, obiecując
oddłużenie w rządowych agencjach. Oddłużenia nie załatwił, pieniądze zniknęły.

Dzwonimy do Andrzeja Leppera. Przewodniczący pyta o nazwiska pokrzywdzonych.
Wymieniamy trzech jego współpracowników z początków Samoobrony: Piotra
Trznadla, Bogdana Dziubałę i Józefa Ż.

- To ładnych ma pan informatorów! Bardzo ładnych! Wszyscy badani
psychiatrycznie! O czym pan chce ze mną rozmawiać, o pierdołach?!

- Lepper rzuca słuchawką. Wypowiedź lidera Samoobrony dziwi nas, ale
nieprzesadnie: nie odbiega od stylu, w jakim zwykł on wyrażać się o
politycznych przeciwnikach.

Sytuacja powtarza się, gdy szykujemy artykuł na temat obrońcy Leppera -
mecenas Róży Żarskiej, świeżo mianowanej z rekomendacji Samoobrony sędzią
Trybunału Stanu. Rolnicy opowiadają nam o udziale Żarskiej w procederze
uprawianym przez Leppera i o tym, jak obecna sędzia Trybunału Stanu namawiała
ich do wysadzania w powietrze komorników.

Od Żarskiej słyszymy identyczną argumentację:

- Wszyscy nasi rozmówcy to osoby, którymi zajmował się psychiatra.

Po publikacji dzwoni do nas Kajetan Wróblewski, pełnomocnik Róży Żarskiej. Ma
pretensje:

- Jak poważna gazeta może opierać swoje informacje na wypowiedziach osób, co
do których poczytalności są poważne wątpliwości?

Pomóżcie, jestem w szpitalu psychiatrycznym

Prawdziwa bomba wybucha dziesięć miesięcy później. W listopadzie ub.r.
odbieramy telefon od Piotra Trznadla, byłego szefa wielkopolskiej Samoobrony,
zwierzchnika obecnej posłanki Renaty Beger, który przeciwstawił się
Andrzejowi Lepperowi.

- Pomóżcie, jestem w szpitalu psychiatrycznym w Gnieźnie - prosi. Trznadel
wyjawił nam sprawy, o których przewodniczący wolałby zapomnieć. Jest jedną z
osób, które Lepper naciągnął na spore sumy, obiecując oddłużenie w
państwowych agencjach. Widzieliśmy ruinę pięknego niegdyś gospodarstwa
Trznadla w Pobórce Wielkiej koło Piły.

Piotr Trznadel to informator, którego wiarygodność wielokrotnie
weryfikowaliśmy. Prawdziwe okazały się jego informacje o wyłudzaniu przez
Leppera pieniędzy od rolników, znajomości przewodniczącego z Jerzym Urbanem
czy finansowania Samoobrony przez senatora Henryka Stokłosę.

Od rodziny Trznadla dowiadujemy się, że 22 maja ub.r. sąd w Chodzieży orzekł
wobec Trznadla "zastosowanie środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia
w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym" z powodu konfliktu o miedzę z
sąsiadem. Podczas kłótni - zdaniem sąsiada - Trznadel miał mu grozić. Według
Trznadla było odwrotnie. Sąd zalecił biegłym psychiatrom zbadać Trznadla, a
ci stwierdzili, że jest chory. Dlatego sędzia Piotr Giedrys z Chodzieży
sprawę umorzył, a pacjenta kazał przymusowo leczyć.

Jedziemy do szpitala Dziekanka w Gnieźnie. W osłupienie wprowadza nas postawa
lekarzy i dyrektora szpitala. Dziennikarz "GP" zostaje niemal siłą wyrzucony
z budynku. Przed naszym przybyciem Trznadla przywiązano do łóżka pasami.
Lekarze zabierają mu telefon komórkowy, by uniemożliwić kontakt z nami. Nie
dopuszczają do niego nawet rodziny. Przez tydzień Trznadel przykuty jest do
łóżka, bez możliwości skorzystania z łazienki.

Nie rozumiemy agresji, z jaką zarówno do pacjenta, jego rodziny, jak i do nas
odnosi się dyrektor szpitala Barbara Trafarska i ordynator oddziału Agnieszka
Grodzka-Bartel. Aby usunąć rodzinę ze szpitala, jego kierownictwo wzywa
policję. Zarzut: córka pacjenta odpięła go od łóżka, umożliwając mu pójście
do ubikacji.

Rodzina słyszy od ordynatora: - Ja go mam wypuścić, a on znów naubliża
sędziemu?

Sędziemu? Przecież oficjalnie chodziło o konflikt Trznadla z sąsiadem!

Publikujemy na ten temat wstrząsający reportaż ("GP" nr 50 z 11 grudnia
2002). Interwencję w szpitalu podejmuje senator Zbigniew Romaszewski, którego
pracownicy jadą do Gniezna. Po zbadaniu sprawy senator zawiadamia
prokuraturę. Temat podejmują inne media, m.in. "Gazeta Wyborcza" i program
TVN "Uwaga!". W efekcie Sąd Okręgowy w Poznaniu szybko zwołuje posiedzenie,
na którym przywraca - nie dopilnowany wcześniej przez adwokata - termin
odwoławczy w sprawie Trznadla. Mężczyzna, który jeszcze parę tygodni
wcześniej miał być tak niebezpieczny, że trzeba go było przykuwać do łóżka,
wychodzi na wolność.

6 czerwca br. Sąd Okręgowy wydaje werdykt uchylający postanowienie sądu z
Chodzieży w sprawie leczenia Trznadla.

Piotr Trznadel już prawie rok przebywa na wolności i nie jest dla nikogo
niebezpieczny. Na nowo układa sobie życie, pracuje w fundacji pomagającej
biednym dzieciom.

Horror, czyli historia Bogdana Dziubały

Trznadel już w szpitalu przekonywał nas, że to, co spotkało jego, dotyczy
także innych. Błaga o interwencję. W Kłodzisku koło Wronek odnajdujemy
człowieka, który przeżył podobną historię. - Miałem nie żyć - mówi rolnik
Bogdan Dziubała. Przeżył celę z katującymi go kryminalistami i więzienny
oddział psychiatryczny, w którym siedział w jednym pokoju z czterema
mordercami. I on, i Trznadel byli współpracownikami Leppera. Łączy ich też
podobna historia z pętlą zadłużenia.

Dziubała należał do najlepszych gospodarzy w okolicy. Do dziś z dumą
przechowuje dyplomy uznania od wojewody. U szczytu powodzenia miał 70 koni i
3 tys. kur.

W Kłodzisku zobaczyliśmy, podobnie jak w Pobórce u Trznadla, ruinę dawnej
świetności. Z papierów wynika, że Dziubałę oszukało kierownictwo lokalnego
banku spółdzielczego. Potem przyszła pułapka zadłużeniowa.

Ze swą krzywdą pukał do wielu drzwi, ale szukanie sprawiedliwości wobec
potężnych lokalnych przeciwników okazało się złudne. Lepper obiecał pomóc.

- Za oddłużenie dałem mu 250 starych mln. Licząc z tym, co dałem jego
prawnikowi, mecenas Żarskiej, za pomoc prawną i na kampanię związku - na
Samoobronę wydałem 380 mln - wylicza Dziubała. Kredytu naprawczego nie
doczekał się do dziś.

Bogdan Dziubała nie odpuścił. Prawdę o Lepperze zaczął rozgłaszać dookoła.

Wtedy zjawił się u niego adwokat Marek Lech, były zastępca Leppera.

Oznajmił, że jest skłócony z przewodniczącym i zaoferował pomoc.

W tym czasie Dziubałą zajął się komornik, na prowincji mniej przejmujący się
obowiązującym procedurami.

- Działał bezprawnie, bez spisu inwentaryzacyjnego, protokołu, jakiejkolwiek
dokumentacji. Sprzedaż jednej maszyny pokryłaby zobowiązanie wobec banku -
mówi Dziubała. Poskarżył się na komornika do sądu. Ten - w osobie asesora
Arkadiusza Wołoszczuka - oddalił wniosek.

Lech skierował do sądu obraźliwą skargę na Wołoszczuka. Podpisał się pod nią
nazwiskiem Dziubały. Urażony sędzia oddał sprawę do prokuratury, która
oburzona "narażeniem sędziego Wołoszczuka na utratę zaufania niezbędnego do
wykonywania zawodu sędziego" wszczęła sprawę z urzędu. Oskarżenie nie
wskazało, kto konkretnie miałby utracić do sędziego zaufanie, skoro skarga
Dziubały trafiła do... sędziego Wołoszczuka.

Asesor Urszula Mroczkowska z Piły po przeczytaniu skargi Dziubały wysłała go
na badania psychiatryczne. Nie pomogły tłumaczenia rolnika, że to nie on jest
autorem skargi. W przychodni w Pile Dziubała dowiedział się, że badanie jest
dobrowolne. Więc się nie zgodził i wrócił do domu. Mroczkowska dwukrotnie
zarządziła, aby Dziubałę doprowadzono na badanie siłą, ale nie udało się tego
zrobić, bo rolnik jeździł w tym czasie po kraju. Wobec tego, "z uwagi na
uzasadnioną obawę jego ucieczki", pani sędzia nakazała Dziubałę tymczasowo
aresztować.

Tak rolnik podejrzany o obrażanie sędziego trafił do ciężkiego więzienia we
    • Gość: artur975 cd. IP: 62.233.249.* 15.11.03, 19:37
      Wronkach. W jednej celi z katującymi go kryminalistami miał czekać na wizytę u
      psychiatry. Kolejka okazała się długa. Mimo próśb nie dostarczono mu jego leku
      na serce. Przez wiele miesięcy nie pozwalano kontaktować się z rodziną.
      Siedział w jednej koszuli i jednych spodniach.

      Po wielu miesiącach doczekał się rozmowy z psychiatrą Włodzimierzem Cierpką.
      Ten uznał, że konieczna będzie obserwacja w szpitalu psychiatrycznym.

      Brak leków i skandaliczne warunki w więzieniu skończyć mogły się tylko w jeden
      sposób. - Krew rzuciła mi się ustami i nosem - mówi Dziubała.

      Karetka na sygnale przewiozła go do szpitala w Poznaniu. Lekarze stwierdzili
      zawał. Po leczeniu Dziubałę skierowano na oddział obserwacji sądowo-
      psychiatrycznej Szpitala Aresztu Śledczego w Poznaniu.

      Po pół roku lekarze orzekli, że rolnik jest... poczytalny i może odpowiadać
      przed sądem.

      W Kłodzisku Dziubała przekazuje nam długą listę rolników poszkodowanych przez
      Leppera. Niebieskim flamastrem zaznacza na niej tych, którzy "byli w
      psychiatrówku".

      Ponad 30 nazwisk. Zaczynamy żmudną weryfikację. Po paru miesiącach nie mamy
      wątpliwości - Dziubała i Trznadel mówią prawdę! Oprócz pisanych na kolanie
      opinii psychiatrów badane sprawy łączy jedno - tajemniczy adwokat Marek Lech.

      Nie rzucim ziemi, skąd nasz dług

      Andrzej Lepper i jego zastępca Marek Lech na początku lat 90. byli jak papużki
      nierozłączki. Jeździli po kraju, budując struktury Samoobrony.

      Samoobrona zdobyła poparcie rolników, którzy na początku 90. lat nie z własnej
      winy popadli w długi. Zachęceni perspektywami rodzącego się kapitalizmu
      zaciągnęli kredyty. Z powodu galopującej inflacji nie byli w stanie ich
      spłacić. Wielu straciło też na załamaniu rynku w krajach byłego ZSRR i upadku
      banków spółdzielczych.

      Pułapka zadłużeniowa uderzyła w najlepszych: tych, którzy mieli zabezpieczenie
      dla swoich kredytów. Nagle stracili wszystko. Wielu popełniło samobójstwa. "Nie
      rzucim ziemi, skąd nasz dług" - pod takim hasłem zaczynała działalność
      Samoobrona. Kołem ratunkowym rzuconym przez władzę miał być powołany w 1992 r.
      Fundusz Restrukturyzacji i Oddłużenia Rolnictwa.

      Afera FRiOR to jedna z najbardziej skandalicznych i wciąż nie do końca
      zbadanych afer w historii polskiej transformacji. Pieniądze przeznaczone na
      pomoc dla rolników zostały w dużej części rozkradzione przez chłopskich
      polityków i związane z nimi spółdzielcze banki. Sporą część pieniędzy przejęły
      firmy z rolnictwem nie mające nic wspólnego.
      Kim, do cholery, jest ten człowiek

      Andrzej Lepper ma się czego wstydzić ze swojej przeszłości. Jak opisaliśmy w
      tekście "Gang oddłużania" ("GP" nr 6 z 6 lutego 2002 r.), jeżdżąc po kraju wraz
      ze współpracownikami wyłudzał od rolników ostatni grosz, w zamian obiecywał
      oddłużenie we FRiOR, a potem w powstałej po jego likwidacji agencji.

      W wielu przypadkach Lepper pieniądze wziął, ale oddłużenia nie załatwił,
      dobijając zadłużonych rolników. Ludzie tacy jak Trznadel i Dziubała stali się
      niewygodni dla chłopskiego przywódcy robiącego błyskotliwą karierę.

      W 1993 r. pomiędzy Andrzejem Lepperem i Markiem Lechem doszło podczas
      posiedzenia władz Samoobrony do widowiskowej bijatyki. Lech odszedł z
      Samoobrony i zaczął rozpowiadać o ciemnych sprawkach Andrzeja Leppera.
      Zapowiedział utworzenie konkurencyjnego ugrupowania. Wkrótce jednak zniknął z
      publicznej sceny. Jak się okazało - przejął ewidencję ludzi, których odwiedzał
      Lepper i ruszył w jego ślady.

      - W dwa lata z Markiem Lechem objechałem po kraju po kraju ok. tysiąca rodzin -
      mówi Bogdan Dziubała. Lech brał pieniądze od rolników na działalność w ich
      obronie.

      Wkrótce do sądów całym kraju zaczęły trafiać pisma produkowane przez Marka
      Lecha, a podpisane przez rolników. Pisma, do których docieramy, wprawiają nas w
      osłupienie.

      "Arkadiusz Wołoszczuk, osoba działająca pod presją wrogich Polsce ośrodków
      zagranicznych, wykonując zlecone czynności zaciera dowody przestępstw
      popełnionych na moją szkodę" - takimi słowami obraził sędziego rolnik Dziubała.

      Dzwonimy do biura senatora Zbigniewa Romaszewskiego.

      - Trznadel pisał coś o niemieckich nazistach - słyszymy.

      - Te głupoty napisał mi Marek Lech - potwierdza nasze podejrzenia Trznadel.
      Docieramy do kolejnych rolników. "Szczególną aktywnością w działalności na
      szkodę Polski wykazał się Benedykt Brzeziński [sędzia z Trzcianki - przyp. PL]
      działający na rzecz wrogich Polsce ośrodków zagranicznych" - pod pismem tej
      treści skierowanym do szefa UOP Zbigniewa Nowka podpisali się: Marek Lech,
      Sławomir Mitoraj, Zbigniew Hetman, Ryszard Dorna, Piotr Grochocki, Zdzisław
      Kozdęba.

      Czytamy też pismo Lecha o rolniku, który "został pozbawiony praw człowieka
      przez bojówkę faszystowską o koneksjach międzynarodowych, której jednym z
      przywódców jest Zygmunt Zgierski, sędzia wizytator SSW w Łodzi".

      • Gość: artur975 cd. IP: 62.233.249.* 15.11.03, 19:40
        W niemal każdej wsi, którą odwiedzamy, znajdujemy pisma utrzymane w jednolitej
        stylistyce. Najpierw kilka zdań o krzywdzie rolnika, dalej o międzynarodowym
        terroryzmie, nazistach, zamachu na World Trade Center, przestępczej
        działalności prymasa, premiera, prezydenta. Jak to możliwe, że dziesiątki
        zdrowo myślących chłopów, w przeszłości właścicieli sporych firm, pozwoliło
        zrobić z siebie wariatów?

        Ale działalność Marka Lecha nie ograniczyła się do pisania pism. Występował też
        jako reprezentant rolników przed urzędami.

        W Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu delegacja pokrzywdzonych przez Leppera
        spotyka się z wojewodą Maciejem Musiałem. Rolnicy opowiadają o swojej
        krzywdzie, proszą o pomoc. Mówią o niebezpiecznych dla państwa powiązaniach
        Leppera.

        - Odezwał się Lech. Zaczął coś mówić o prymasie i Suchockiej. W efekcie
        wyszliśmy na idiotów - wspomina Bogdan Dziubała.

        - Zaistniała taka sytuacja - potwierdza b. wojewoda Musiał.

        Podobnie było w Urzędzie Wojewódzkim w Łodzi i podczas spotkania rolników z
        senatorem Zbigniewem Antoszewskim, którego rolnicy chcieli zachęcić, by poparł
        ich sprawę.
        Adwokat po zawodówce

        Kim naprawdę jest Marek Lech i jakim cudem owinął sobie wokół palca tylu ludzi?

        Ustaliliśmy, że mężczyzna o tym nazwisku, podpisujący się jako adwokat i
        występujący w tej roli w sądach, w rzeczywistości nie jest prawnikiem. Marek
        Lech ukończył zasadniczą szkołę zawodową. Prawdą jest natomiast - co Lech
        nagłaśnia wśród chłopów - że przedwojenny chłopski polityk Adam Bień, ostatni z
        ocalałych w moskiewskim "procesie szesnastu", który zmarł na początku lat 90,
        to brat jego babki. Prawdą jest również to, że Lech działał w "Solidarności" RI.

        Jak ustaliliśmy, niektórzy chłopi piszący kuriozalne oświadczenia zatrudnieni
        byli w firmie Marka Lecha. Firma PPHU "FISH" zawierała z nimi umowę o
        pracę: "Zakład pracy zatrudnia obywatela kierownika ds. marketingu i reklamy".
        Pieczątka firmy, podpis Marka Lecha. Na odwrocie stawka wynagrodzenia - aż 5
        tys. zł. W praktyce obowiązkiem pracowników miało być jeżdżenie z Lechem po
        Polsce i dokumentowanie krzywdy rolników.

        Wynagrodzenia nie wypłacano z powodów "oczywistych". Miało być wypłacone w
        przyszłości, gdy poszkodowani otrzymają potężne odszkodowania za poniesione
        krzywdy.

        - Lech tłumaczył, że w ramach umowy o pracę to on reprezentuje nas prawnie i
        ponosi odpowiedzialność za treść naszych pism - mówi Dziubała.

        Oprócz własnych pism Lech uwiarygodniał się wśród rolników pozwem do sądu
        przeciwko Andrzejowi Lepperowi, Gabrielowi Janowskiemu oraz Ministerstwu
        Rolnictwa. Żądał w nim 2 bln 230 mld starych zł. Pod pozwem jako pełnomocnik
        Marka Lecha podpisał się adwokat Wiktor Celler, działacz SLD z Łodzi, szef
        łódzkiego sądu partyjnego Sojuszu.

        Mesjasz

        W oczach chłopów, których krzywdę zlekceważyli urzędnicy i wymiar
        sprawiedliwości, Lech jawi się jako zbawca.

        - Wpadał do urzędu, komendy, sądu, prokuratora, delegatury UOP. Groził, że
        sprawcy krzywdy ludzkiej zostaną osądzeni - opowiada nasz informator. Jeżdżąc
        po Polsce usłyszeliśmy dziesiątki podobnych relacji.

        Budowaniu mitu wodza służy "Wielka Księga Nazwiska Lech". Marek Lech pokazuje
        ją rolnikom na dowód wielkiego znaczenia rodu Lechów, gdyż osoby o tym nazwisku
        żyją na całym świecie. Jak ustaliliśmy, "Wielkie Księgi..." to komercyjne
        przedsięwzięcie amerykańskiej firmy wydawniczej. Wydawnictwo oferuje
        m.in. "Wielkie Księgi" nazwisk Szostak, Wójcik i Kowalski. Księgę można było do
        niedawna zamówić za 139 zł.

        Zanim rolnicy podpisali oświadczenia o nazistach zakonspirowanych w szpitalu w
        Świeciu, Lech rozdał im kserokopie artykułu o Związku Wypędzonych w Niemczech.
        Zbigniew Hetman, przedsiębiorca spod Bydgoszczy, któremu komornik odebrał
        lokal "Czerwona Karczma", przyznaje, że w opowieści Lecha o powstałym tam
        centrum międzynarodowego terroryzmu jest trochę prawdy. Wszak faktycznie
        przebiega obok kabel telekomunikacyjny, a lokal przejął Szwed.

        - Marek Lech kilka dni przed 11 września wiedział, co się wydarzy. Mówił o
        spadających z nieba samolotach. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć -
        przekonuje Hetman.

        Wszyscy podkreślają, że Lech jest bardzo czuły na próby podważenia swojej
        władzy.

        - Kiedy zacząłem tłumaczyć ludziom, kim jest Lech, pod moją nieobecność
        nastawiał resztę przeciwko mnie - wspomina Piotr Trznadel.
        Faraon z Głowna

        W 1998 r. Lech zakłada Słowiański Front Patriotyczny Lech Polska 3000. W skład
        kilkuzdaniowego programu ugrupowania wchodzi "Przepowiednia z 1894 roku":

        Polska powstanie ze świata pożogi, dwa orły padną rozbite, lecz długo jeszcze
        los jej jest złowrogi, marzenia ciągle niezbyte...

        Front nie przybrał jednak kształtu partii, lecz ...sekty. Rolnicy, którzy
        trafiają do faraona - jak każe nazywać się Lech - opuszczają rodziny i jeżdżą z
        nim po kraju.

        Teresa P. spod Wielunia, której mąż podróżował po Polsce z Markiem Lechem,
        zagroziła samobójstwem. "Cóż to ciebie obchodzi, że oni chodzą głodni, brudni i
        bez światła. Ja osobiście już nie wytrzymam i zacznę porządek. Będę zaczynać od
        psów. Wymieszam te twoje proszki, płyny i będę patrzeć, jak wszystkich po kolei
        zdychać. I na końcu Sylwię i siebie" - napisała w dramatycznym liście do męża.

        Grupa Lecha ma wiele cech sekty.

        - Marek tłumaczył, że nie mam uprawiać ziemi, bo w Piśmie Świętym powiedziane
        jest, że ptaki ziemi nie uprawiają, a Pan Bóg o nie dba. Odpowiedziałem po
        chłopsku, że na ptaka nie wyglądam, dzioba nie mam i robakami żywić się nie
        zamierzam - mówi Klemens Kozak, były pracownik Kancelarii Sejmu.

        Gdy Dziubała pochwalił się Lechowi, że jego córka skończyła z wyróżnieniem
        studia, ten nie był zadowolony.

        - Po co? Przecież w nowej Polsce stara wiedza nie będzie przydatna - usłyszał
        rolnik.

        Klemens Kozak do dziś nie potrafi zrozumieć, jak Lech skłonił go do składania
        podpisu pod pismami. - Siedzieliśmy u niego kilka dni. Mam wątpliwości, czy nie
        dodawał nam do jedzenia narkotyków. Po tym wszyscy się z nim zgadzali i
        podpisywali, co zechciał, ja też - wspomina Kozak.

        Co do narkotyków nie ma wątpliwości Dziubała:

        - Po spotkaniu z Lechem ludzie zasypiali za kierownicą, jeden wjechał nawet do
        stawu. Po powrocie do domu nie byłem w stanie pracować, zamiast siadać na
        ciągnik, musiałem iść spać. Lech powiedział, że ktoś mógł zatruć nam wodę. I
        wystosował pismo z żądaniem jej zbadania - opowiada.

        Psychiatra Andrzej Michorzewski, były dyrektor szpitala w Świeciu:

        - Przy pomocy narkotyków można skłonić do podpisania różnych rzeczy. Ale gdy
        przestaną działać, człowiek powinien być świadomy swojego błędu.

        Grupa kierowanych przez Lecha rolników potrafiła wpaść do mieszkania krewnych,
        a zarazem spadkobierców Adama Bienia, i zrobić im awanturę. Lech przekonał ich,
        że 90-letni Bień został zamordowany przez własną rodzinę. Zajmujący się sprawą
        sąd w Bydgoszczy skierował nie tylko Marka Lecha, ale i kilkunastu rolników na
        badania psychiatryczne.

        Dyrektor Michorzewski miał prowadzić obserwację Lecha w szpitalu w Świeciu.
        Szybko jednak go wypisał:

        - Do mojego gabinetu wbiegło kilkunastu silnie wzburzonych ludzi, którzy
        mówili, że zmieniam temu człowiekowi kod genetyczny poprzez przestawianie
        chromosomów. Napisałem do sądu, że mieszkam bez ochrony, więc proszę, by
        wysłano tego pana na obserwację w inne miejsce - opowiada Michorzewski.

        "GP" odczuła metody działania Marka Lecha na własnej skórze. Podczas
        telefonicznej rozmowy z nami, m.in. wychwalał Bogdana Dziubałę. Nazajutrz do
        Dziubały zadzwonił współpracownik Lecha, oferując mu kasetę z nagraną rozmową.


        • Gość: artur975 cd - koniec IP: 62.233.249.* 15.11.03, 19:43
          Dlaczego zawiedli biegli

          Jak to możliwe, że biegli psychiatrzy wpakowali Dziubałę i Trznadla do szpitala
          psychiatrycznego na podstawie składanych przez nich pism?

          - Dobry psychiatra nie zostaje u nas biegłym, bo biegli kiepsko zarabiają. Poza
          tym istnieje u nas dziwna asymetria - biegłych może powoływać sąd i prokurator,
          a nie ma tego prawa obrona. To oznacza uzależnienie biegłych od sądów i
          prokuratury, które wymagają, żeby pisali opinie szybko, najlepiej w 15 minut.
          Jeśli nie będą tak robić, nie dostaną następnego zlecenia - opowiada doktor
          Michorzewski

          Czy tak było w sprawie rolników?

          Prokuratura i sąd mogą wykorzystywać obserwację psychiatryczną jako formę
          pozaprawnej szykany. W przypadku, gdy przed biegłym psychiatrą staje osoba
          pokrzywdzona, która badanie odbiera jako kolejne represje, rozmowa często
          przeradza się w pyskówkę, a w jej wyniku zdesperowany biegły wysyła badanego na
          obserwację psychiatryczną.

          Podobnie rzecz ocenia Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non
          Nocere:

          - Biegli psychiatrzy to po prostu część naszego systemu, jak policja czy sądy.
          Kto ma układy, ten jest lepszy - mówi Sandauer.

          Michorzewski i Sandauer zgadzają się, że gdy chodzi o psychiatrię, zmiany są
          konieczne - i to od zaraz.

          - Poziom psychiatrii jest miarą poziomu demokracji. Wystarczy spojrzeć na
          Niemcy hitlerowskie czy ZSRR. Nie przypadkiem tak źle było pod tym względem w
          Rumunii, gdzie dwóch chorych kładziono na jednym łóżku. Nasza psychiatria to
          psychiatria posttotalitarna - mówi Michorzewski.

          Do psychiatrów swoje dołożył wymiar sprawiedliwości z małych miasteczek,
          niezwykle wyczulony na obrazę czci własnej, zaś mniej na cudzą krzywdę. Bogdan
          Dziubała wielokrotnie zawiadamiał prokuraturę o działalności Marka Lecha.
          Prokuratura w Czarnkowie, która chętnie podjęła się oskarżania go za obrażanie
          sędziego, ze względu na brak danych wskazujących na popełnienie przestępstwa
          odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie Lecha.

          Lepper o Lechu, Lech o Lepperze

          Andrzej Lepper bardzo się zdenerwował, gdy zapytaliśmy o Marka Lecha. - A daj
          mi pan spokój z gadaniem o jakimś chorym, nawiedzonym człowieku.

          Jak to możliwe, że ten chory nawiedzony człowiek był jego zastępcą?

          - Pan chyba też jest chory! - Lepper po raz drugi w tej historii rzuca
          słuchawką.

          Podróżującego po kraju Marka Lecha szukaliśmy parę miesięcy. Wysoki, dobrze
          zbudowany mężczyzna, unika fotografowania, w rozmowie z nami posługiwał się
          słownictwem ekonomicznym, spokojnie analizując sytuację w Polsce. Tym samym
          tonem powtarzał największe głoszone przez siebie absurdy. O swoim byłym szefie
          powiedział: - Lepper to osoba o innym imieniu i nazwisku wykreowana do funkcji
          wodza. Naprawdę nazywa się Jan Sapora. A dlaczego Lech pisze rolnikom
          kuriozalne pisma?

          - Te sformułowania mają dać sędziom i prokuratorom do myślenia.

          Może chory człowiek

          Kim jest Marek Lech? Chory człowiek? Człowiek świadomie niszczący przeciwników
          Andrzeja Leppera? A może i jedno, i drugie? Zdajemy sobie sprawę, że
          ustaliliśmy tylko część prawdy.

          Za szczerością intencji Lecha przemawia fakt, że w kłopoty wpędza nie tylko
          rolników, ale i siebie, gdyż sam także podpisuje kuriozalne pisma.

          Proszący o zachowanie anonimowości psychiatra, który zetknął się z
          działalnością Marka Lecha i jego współpracowników, twierdzi, że Lech jest chory:

          - Mam wrażenie, że mamy do czynienia z jedną osobą mającą psychozę, urojenia i
          pozostałymi zdrowymi osobami, którym ona się udzieliła. To niezwykle rzadki
          przypadek i z pewnością nadawałby się do opisania w prasie fachowej.

          Ale są i argumenty przemawiające za drugą wersją.

          Jeśli Marek Lech to wróg Andrzeja Leppera, który się z nim nie kontaktuje, to
          skąd Lepper i mecenas Żarska wiedzą o badaniach psychiatrycznych swoich
          politycznych przeciwników?
          Wśród setek kuriozalnych pism produkowanych przez Marka Lecha natrafiliśmy na
          jedno tyleż sensowne, co zaskakujące. Pochodzi z 20 grudnia 1993 r., a więc
          zostało napisane świeżo po konflikcie Lecha z Lepperem. Lech informuje w nim
          prokuraturę o sprawach, do których prasa, na czele z "GP", dotrze dopiero po
          roku 2000, gdy Lepper zacznie liczyć się na scenie politycznej. Jest w nim mowa
          o wyłudzaniu przez lidera Samoobrony pieniędzy za oddłużenie i za postępowania
          ugodowe pomiędzy rolnikami i bankami, o bałaganie w finansach Samoobrony. Nie
          ma nic o terrorystach, nazistach ani narkotykach w podziemiach kościołów.
          Przypadek?

          Osoby poszkodowane przez Leppera uważają, że Lech z nim współpracuje.

          - Wersja, że Lech nadal trzyma z Lepperem i chce skompromitować osoby, które są
          dla niego niewygodne, wydaje się mieć ręce i nogi - uważa Trznadel.

          - Nie jada w barach, tylko drogich restauracjach. Ma pieniądze, by jeździć po
          całym kraju. Musi mieć jakieś źródło finansowania - słyszeliśmy wielokrotnie.

          Ze względu na paranoiczne opowieści Lecha o obcych wywiadach, ostrożnie
          podeszliśmy do opowieści rolników o często towarzyszących Lechowi samochodach
          na rosyjskich rejestracjach. Ale faktem jest, że przyjaciółka Marka Lecha to
          Rosjanka, lekarka Klara G.

          - Klara G. mówiła, że jej szwagier to szef specjalnych jednostek Alfa w Sankt
          Petersburgu. Pochodzi z rodziny wielodzietnej, w której jest wielu wojskowych.
          Rodzinie pomagał finansowo generał Aleksander Lebiedź - mówi nasz informator. W
          1993 r. Lebiedź założył Kongres Wspólnot Rosyjskich, który podjął współpracę ze
          Stowarzyszeniem Weteranów Oddziału Specjalnego ALFA (dawne KGB).

          Rozmawiając z nami Marek Lech powiedział: - Umiem zabijać. Zostałem wyszkolony
          przez służby specjalne. W cztery oczy nikt mi dotychczas nie dał rady.

          Czy to opowieść z gatunku tych o nazistach i terrorystach? Nie wiemy. Faktem
          pozostaje natomiast, że Lech jest niezwykle sprawny fizycznie.

          - Potrafił trzy dni i noce nie spać, a potem siadać za kierownicę i jechać
          kilkaset kilometrów - wspomina Dziubała. Potwierdza to wiele osób. Prawdą jest
          też, że - podobnie jak wielu innych aktywistów Samoobrony - działał przed 1989
          r. w Polskim Związku Łowieckim, silnie zinfiltrowanym przez SB.

          Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą, że Lepper nadal utrzymuje z Lechem kontakty,
          jednak nie zdołaliśmy tego potwierdzić.

          Po słynnej mowie sejmowej, w której Lepper oskarżył o korupcję czołowych
          polityków, przewodniczący Samoobrony ogłosił, że służby specjalne planują go
          zlikwidować, więc musi się ukrywać. Wiele osób słyszało, jak Lepper stwierdził,
          że poinformował go o tym "Marek".

          A skąd wzięła się słynna wypowiedź lidera Samoobrony o talibach produkujących
          wąglika w Klewkach? Jakoś dziwnie przypomina twórczość Marka Lecha...

          * * *

          - Podczas negocjacji z Davidem Koreshem [przywódcą sekty, której 86 członków
          popełniło samobójstwo - przyp. PL] psychologowie przez dłuższy czas usiłowali
          ustalić, czy jest to człowiek, który wierzy w to, co głosi, czy oszust. Okazało
          się, że prawdziwa jest druga wersja - mówi Krzysztof, specjalista od sekt z
          Dominikańskiego Ośrodka Informacyjnego o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

          * * *

          Z wniosku siedmiu rolników i przedsiębiorców, skierowanego do Sądu Rejonowego w
          Tucholi:

          Istnieje uzasadnione podejrzenie, że na przewlekłość postępowania w powyższej
          sprawie wpływają lekarze naziści zakonspirowani w Wojewódzkim Szpitalu dla
          Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu nad Wisłą opłacani przez nazistów
          niemieckich, w tym Helmuta Kohla, b. kanclerza Niemiec.

          Z oświadczenia adwokata Marka Lecha:

          Niniejszym oświadczam, że w dniach 17-18 sierpnia 2002 przebywając służbowo w m.
          [iejscowościach]: Świecie nad Wisłą, Osie, Niwy, Bydgoszcz, przeprowadziłem
          rozmowę ze znanymi osobami, pełniącymi funkcje kierownicze w poszczególnych
          jednostkach organizacyjnych służb specjalnych PRL oraz III RP.

          W trakcie prowadzonej rozmowy, w części dotyczącej międzynarodowego terroryzmu
          uczestniczące w rozm
          • Gość: artur975 cd - koniec II IP: 62.233.249.* 15.11.03, 19:46
            że na przewlekłość postępowania w powyższej sprawie wpływają lekarze naziści
            zakonspirowani w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w
            Świeciu nad Wisłą opłacani przez nazistów niemieckich, w tym Helmuta Kohla, b.
            kanclerza Niemiec.

            Z oświadczenia adwokata Marka Lecha:

            Niniejszym oświadczam, że w dniach 17-18 sierpnia 2002 przebywając służbowo w m.
            [iejscowościach]: Świecie nad Wisłą, Osie, Niwy, Bydgoszcz, przeprowadziłem
            rozmowę ze znanymi osobami, pełniącymi funkcje kierownicze w poszczególnych
            jednostkach organizacyjnych służb specjalnych PRL oraz III RP.

            W trakcie prowadzonej rozmowy, w części dotyczącej międzynarodowego terroryzmu
            uczestniczące w rozmowie, odbywającej się w obecności znanych mi osób trzecich,
            osoby stwierdziły, że centrum koordynacyjne międzynarodowego terroryzmu
            znajduje się w m.[iejscowości]: Borówno 11 gmina Dobrcz w lokalu "Czerwona
            Karczma", użytkowanym przez wpływową osobę narodowości szwedzkiej.

            Zdaniem osób uczestniczących w rozmowie wydarzenia mające miejsce w Nowym Jorku
            oraz Waszyngtonie w dniu 11 września 2001 roku koordynowane były z "Czerwonej
            Karczmy" oraz z podziemnych fortyfikacji znajdujących się w jej sąsiedztwie,
            gdzie przebiega magistrala telekomunikacyjna łącząca Atlantyk-Azję z
            kontynentami Ameryk, w którą wkomponowano najnowszej generacji łącza
            światłowodowe (...).

            Kontynuując rozmowę ww. osoby stwierdziły, że narkotyki w Polsce, w celu
            zdezorientowania organów ścigania, przechowywane są w skarbcach poszczególnych
            banków oraz podziemiach kondygnacyjnych nowo wybudowanych obiektów kościelnych,
            w których przechowywana jest również broń, w tym broń chemiczno-biologiczna
            przemycana przez terytoria państw bałtyckich, w rejony świata uwikłane w
            konflikty militarne.

            I co teraz myślicie o A.Lepperze?

            Pozdrawiam,Artur975.
            • Gość: hihi Re: cd - koniec II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.03, 19:49
              artur coś tam czyta to się równie łatwo jak epos o polityce dłutkiewicza -
              kupa bzdur ,mitomaństwaa, walki o kase i udawanie posiadania jakkiejkolwiek
              moralności i rozsądku
              • Gość: artur975 Re: cd - koniec II IP: 62.233.249.* 16.11.03, 14:12
                o co ci chodzi?

                p.s. nie pisze się dłutkiewicza,ale Dutkiewicz hahaha niedouczyli w szkole?
                • Gość: hihi Re: cd - koniec II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.03, 14:51
                  widzisz nie ważne jak zostanie zmienione nazwisko i tak wszyscy wiedzą o kogo
                  chodzi , ja se poczytasz wcześniejsze wątki nt tej osoby to będziesz
                  zaskoczony mnogością jego pseudo i nazwisk
Pełna wersja