romantyczna_kleopatra
02.03.09, 13:46
Co ci spokojni ludzie zawinili – spytała Stepeniuk – że tak po
zwierzęcemu rozprawiono się z nimi? Czyżby dlatego, że byli innej
narodowości, że chcieli żyć po ludzku?
Okrutny los Huty Pieniackiej – mówił znów Daneluk – podzieliły
Hucisko Brodzkie, Maliniska, Zalesie, Majdan Pieniacki, setki
spokojnych mieszkańców zabitych w Podkamieniu, Palikrowach,
Bołdurach itd.
Niestety, przy biernej zupełnie postawie, a nawet obojętności władz
III RP, przy milczeniu obecnych konsulów polskich we
Lwowie „nieznani sprawcy” zniszczyli i zbezcześcili kompleks
memorialny i na jego rumowisku pozostawili „swój znak” w postaci
kału. Zniknęła też tablica, stojąca w miejscu zamordowanego sioła,
głosząca po ukraińsku:
Huta Pieniacka. W lutym 1944 r. faszyści i banderowcy spalili 172
domy i wymordowali ponad 1000 mieszkańców.
Przy odsłonięciu obelisku mówiono, że każda zbrodnia musi być
ujawniona. Bez względu na to, kto jej dokonał. Przyszłości nie da
się budować na zakłamanej przeszłości. Widocznie są na Ukrainie (a
także w Polsce) osoby, które myślą inaczej.
Owa prawda, niewątpliwie dla Ukraińców gorzka, miała miejsce 28
lutego 1944 r. W tym dniu polska wieś Huta Pieniacka przestała
istnieć. Jej zagładę spowodowali wojacy 14 Dywizji Grenadierów
Waffen SS-Galizien, członkowie tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii –
UPA oraz policjanci ukraińscy w służbie okupanta, mordując od 800-
1000 osób (źródła radzieckie mówią o 1200 osobach).
Kiedy coraz częściej pojawiały się łuny, w lasach rozszalały się
watahy UPA, wioski polskie zaczęły organizować samoobronę. Huta
Pieniacka była solą w oku rizunów: zwarta jak twierdza, Polacy z
przysiółków i mniejszych wioseczek ściągali tutaj, a wraz z nimi
Żydzi. Wieś miała własną samoobronę pod dowództwem przybyłego tu ze
Lwowa Kazimierza Wojciechowskiego „Satyra”. Przyjechał do Huty wraz
z żoną Riwą, Żydówką, i jej liczną rodziną. Oddział „Satyra” liczył
40 osób i wchodził w skład 8 kompanii AK inspektoratu Złoczów.
Oddział ten współpracował z partyzantką sowiecką i to dzięki niej
był nieźle uzbrojony. Przekonali się o tym ukraińscy esesmani,
którzy 23 lutego 1944 r. po raz pierwszy zaatakowali wieś.
Samoobrona, mając wsparcie 2 plutonu AK z Huty Wierchobuskiej,
podjęła skuteczną walkę, która trwała ponad 6 godzin. Napastnicy
zostali odparci. Polacy honorowo zezwolili im zabrać z pola walki
zabitych i rannych. Na terenie walk zostało tylko pięciu poległych.
Ponieważ były to pierwsze ofiary SS-Galizien, a do tego jeszcze
poległe z polskich rak, więc urządzono im w Brodach uroczysty
pogrzeb z udziałem gubernatora galicyjskiego Otto Wachtera. Chowano
tylko dwóch: Romana Andrijczuka i Ołekse Bobaka. Co się stało z
ciałami pozostałych poległych?
Teraz miało przyjść najgorsze, ale nie z takiego powodu, jak o tym
głosi pewien „dyżurny historyk”, a za nim kilku innych: że napad na
Hutę Pieniacką 28 lutego 1944 r. był „odwetem” za zabicie dwóch
esesmanów i w ten sposób z dwuznacznym podtekstem usiłuje się mord
popełniony na wsi usprawiedliwić. Wiemy już, że esesmani zginęli w
walce, a „kara” za ich śmierć nie dosięgła żołnierzy w walce, lecz
bezbronne polskie dzieci i kobiety.
Nie wytrzymuje także krytyki pogląd, że we wsi byli sowieccy
partyzanci. Nie było ich już w czasie pierwszego napadu. Oddział
sowiecki pod dowództwem Borysa Krutikowa ze zgrupowania D. B.
Miedwiediewa przezornie, jakby uprzedzony, opuścił wieś już 22
lutego. Do Huty Pieniackiej oddział ten oprócz broni automatycznej
przyniósł rocznego chłopczyka znalezionego na progu jakiejś chaty w
wyrżniętym Hucisku, ssał pierś martwej matki. To było 16 stycznia.
Potem spłonęło wraz z innymi. Partyzanci spotkali też dzieci
polskie potopione w Sinym Oku i Chowańcu.
O zbliżającym się śmiertelnym zagrożeniu wieś była informowana
kilkakrotnie. Jednym z informatorów był zięć niejakiego Karpluka –
starosty wiejskiego z Żarkowa. Zapłacił za to straszną cenę. Został
przez banderowców zamordowany wraz z rodziną – ale na ostatku.
Musiał patrzeć na męczeńską śmierć dzieci i żony. Była też wiadomość
myląca, że to nie Ukraińcy, lecz Niemcy mają wkroczyć do wsi, aby
dokonać rewizji broni. Razem z tym nadszedł ze złoczowskiego
inspektoratu AK dziwny rozkaz, aby nie stawiać Niemcom oporu,
pochować broń, a mężczyznom polecał ujść do lasu. Jednak tak się do
końca nie stało, tylko część mężczyzn znalazła się w lesie. Gdy
zorientowano się w sytuacji, na jakąkolwiek decyzję było już za
późno. Ukraińscy esesmani w sile jednego batalionu (niektórzy
utrzymują, że trzech batalionów), wspierani przez kureń
UPA „Siromanci” oraz policjantów z Podhorzec, a także chłopców z
okolicznych siół uzbrojonych w noże i siekiery, otoczyli wieś ze
wszystkich stron.
Skąd to kumoterstwo SS-Galizien z „konkurencyjną” UPA? Jednoczył ich
cel strategiczny ukraińskiego faszyzmu. Cel ten wytyczyła
nazistowska Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) już w 1929
r. Była nim czystka etniczna – mord Polaków, Żydów, Cyganów, Rosjan
i innych czużyńców – wreszcie także Ukraińców, którzy tej czystki
głośno nie popierali. W oparciu o tę prawdę do zagłady wsi
przyłączyli się także ukraińscy policjanci z Podhorzec, ze swoim
komendantem na czele. Jemu też polskie władze konspiracyjne
przypisywały inicjatywę napadu na Hutę Pieniacką.
Batalionami ukraińskich esesmanów, stacjonujących dotąd w Brodach,
dowodził Niemiec, a jego zastępcą był Ukrainiec, zastrzelony przez
żonę Wojciechowskiego.
Zagłada polskiej wsi Huta Pieniacka i jej mieszkańców – pisze
autorytatywnie A. Korman – zgotowana przez 3 bataliony ukraińskich
żołnierzy SS-Galizien, dowodzona przez niemieckich i ukraińskich
oficerów, stała się faktem. Prawie wszystkie zabudowania mieszkalne
i gospodarcze legły w gruzach i zgliszczach. Sterczały tylko kominy.
Ocalało tylko kilka budynków na przysiółku Helenka.
A dokonało się to w sposób następujący:
Już w nocy do Żarkowa zaczęło ściągać wojsko, byli to żołnierze SS-
Galizien – relacjonuje Marian Dziuba świadek tego wydarzenia. –
Także zaczęli się krzątać miejscowi banderowcy: Hryhorij Kocz, Josyp
Kowycz, Myron Jakubowskyj, Wołodymyr Huziuk, Hryhorij
Szczerbatyj....
Niektóre z tych nazwisk są znane od lat krakowskiemu Instytutowi
Pamięci Narodowej prowadzącemu śledztwo w sprawie opisywanej
zbrodni. Znane jest też nazwisko dowódcy akcji: hauptsturmfuhrer
(kpt.) Waffen SS Siegfried Binz z 4 pułku policyjnego 14 Dywizji
Waffen SS-Galizien. Z opisu wynika, że był niski i nosił okulary.
Wcześniej pisałem w Rycerzach żelaznej ostrogi:
Tragedia wsi rozegrała się [...] w ciągu zaledwie siedmiu godzin
[...] . Oto wypowiedzi świadków, które zanotował K. J. Dmytruk w
książce Pid sztandarom reakciji i faszyzmu: Mieszkaniec Huty
Pieniackiej Franciszek Kobylański:
O świcie w kierunku wsi wystrzelili dwie rakiety. Następnie
rozpoczęła się strzelanina i do Huty Pieniackiej weszli faszyści
(żołnierze SS-Galizien) i bandyci (upowcy). Wszystkich mieszkańców
po 20-30 osób, w tej liczbie kobiety, starców i dzieci, spędzili do
stodół, zamknęli i podpalili. Kto uciekał – zabijali. W ten sposób
spalono żywcem i zabito 680-700 osób.
Mieszkaniec Huty Pieniackiej Wojciech Jasiński:
Najpierw część ludzi esesmani z dywizji SS-Hałczyna i bandyci
(upowcy) spędzili do kościoła. Później grupami wyprowadzali i
zapędzali do stodół, podpalali je, i ludzie płonęli żywcem [...].
Gdy nas prowadzili z kościoła, tośmy widzieli, jak płonęły stodoły,
w których w niebogłosy strasznie krzyczeli nasi sąsiedzi.
Zrozumieliśmy, że także i nas wiodą, aby spalić żywcem...
Nale