rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie Pień

02.03.09, 13:46
Co ci spokojni ludzie zawinili – spytała Stepeniuk – że tak po
zwierzęcemu rozprawiono się z nimi? Czyżby dlatego, że byli innej
narodowości, że chcieli żyć po ludzku?

Okrutny los Huty Pieniackiej – mówił znów Daneluk – podzieliły
Hucisko Brodzkie, Maliniska, Zalesie, Majdan Pieniacki, setki
spokojnych mieszkańców zabitych w Podkamieniu, Palikrowach,
Bołdurach itd.

Niestety, przy biernej zupełnie postawie, a nawet obojętności władz
III RP, przy milczeniu obecnych konsulów polskich we
Lwowie „nieznani sprawcy” zniszczyli i zbezcześcili kompleks
memorialny i na jego rumowisku pozostawili „swój znak” w postaci
kału. Zniknęła też tablica, stojąca w miejscu zamordowanego sioła,
głosząca po ukraińsku:

Huta Pieniacka. W lutym 1944 r. faszyści i banderowcy spalili 172
domy i wymordowali ponad 1000 mieszkańców.

Przy odsłonięciu obelisku mówiono, że każda zbrodnia musi być
ujawniona. Bez względu na to, kto jej dokonał. Przyszłości nie da
się budować na zakłamanej przeszłości. Widocznie są na Ukrainie (a
także w Polsce) osoby, które myślą inaczej.

Owa prawda, niewątpliwie dla Ukraińców gorzka, miała miejsce 28
lutego 1944 r. W tym dniu polska wieś Huta Pieniacka przestała
istnieć. Jej zagładę spowodowali wojacy 14 Dywizji Grenadierów
Waffen SS-Galizien, członkowie tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii –
UPA oraz policjanci ukraińscy w służbie okupanta, mordując od 800-
1000 osób (źródła radzieckie mówią o 1200 osobach).

Kiedy coraz częściej pojawiały się łuny, w lasach rozszalały się
watahy UPA, wioski polskie zaczęły organizować samoobronę. Huta
Pieniacka była solą w oku rizunów: zwarta jak twierdza, Polacy z
przysiółków i mniejszych wioseczek ściągali tutaj, a wraz z nimi
Żydzi. Wieś miała własną samoobronę pod dowództwem przybyłego tu ze
Lwowa Kazimierza Wojciechowskiego „Satyra”. Przyjechał do Huty wraz
z żoną Riwą, Żydówką, i jej liczną rodziną. Oddział „Satyra” liczył
40 osób i wchodził w skład 8 kompanii AK inspektoratu Złoczów.
Oddział ten współpracował z partyzantką sowiecką i to dzięki niej
był nieźle uzbrojony. Przekonali się o tym ukraińscy esesmani,
którzy 23 lutego 1944 r. po raz pierwszy zaatakowali wieś.
Samoobrona, mając wsparcie 2 plutonu AK z Huty Wierchobuskiej,
podjęła skuteczną walkę, która trwała ponad 6 godzin. Napastnicy
zostali odparci. Polacy honorowo zezwolili im zabrać z pola walki
zabitych i rannych. Na terenie walk zostało tylko pięciu poległych.
Ponieważ były to pierwsze ofiary SS-Galizien, a do tego jeszcze
poległe z polskich rak, więc urządzono im w Brodach uroczysty
pogrzeb z udziałem gubernatora galicyjskiego Otto Wachtera. Chowano
tylko dwóch: Romana Andrijczuka i Ołekse Bobaka. Co się stało z
ciałami pozostałych poległych?

Teraz miało przyjść najgorsze, ale nie z takiego powodu, jak o tym
głosi pewien „dyżurny historyk”, a za nim kilku innych: że napad na
Hutę Pieniacką 28 lutego 1944 r. był „odwetem” za zabicie dwóch
esesmanów i w ten sposób z dwuznacznym podtekstem usiłuje się mord
popełniony na wsi usprawiedliwić. Wiemy już, że esesmani zginęli w
walce, a „kara” za ich śmierć nie dosięgła żołnierzy w walce, lecz
bezbronne polskie dzieci i kobiety.

Nie wytrzymuje także krytyki pogląd, że we wsi byli sowieccy
partyzanci. Nie było ich już w czasie pierwszego napadu. Oddział
sowiecki pod dowództwem Borysa Krutikowa ze zgrupowania D. B.
Miedwiediewa przezornie, jakby uprzedzony, opuścił wieś już 22
lutego. Do Huty Pieniackiej oddział ten oprócz broni automatycznej
przyniósł rocznego chłopczyka znalezionego na progu jakiejś chaty w
wyrżniętym Hucisku, ssał pierś martwej matki. To było 16 stycznia.
Potem spłonęło wraz z innymi. Partyzanci spotkali też dzieci
polskie potopione w Sinym Oku i Chowańcu.

O zbliżającym się śmiertelnym zagrożeniu wieś była informowana
kilkakrotnie. Jednym z informatorów był zięć niejakiego Karpluka –
starosty wiejskiego z Żarkowa. Zapłacił za to straszną cenę. Został
przez banderowców zamordowany wraz z rodziną – ale na ostatku.
Musiał patrzeć na męczeńską śmierć dzieci i żony. Była też wiadomość
myląca, że to nie Ukraińcy, lecz Niemcy mają wkroczyć do wsi, aby
dokonać rewizji broni. Razem z tym nadszedł ze złoczowskiego
inspektoratu AK dziwny rozkaz, aby nie stawiać Niemcom oporu,
pochować broń, a mężczyznom polecał ujść do lasu. Jednak tak się do
końca nie stało, tylko część mężczyzn znalazła się w lesie. Gdy
zorientowano się w sytuacji, na jakąkolwiek decyzję było już za
późno. Ukraińscy esesmani w sile jednego batalionu (niektórzy
utrzymują, że trzech batalionów), wspierani przez kureń
UPA „Siromanci” oraz policjantów z Podhorzec, a także chłopców z
okolicznych siół uzbrojonych w noże i siekiery, otoczyli wieś ze
wszystkich stron.

Skąd to kumoterstwo SS-Galizien z „konkurencyjną” UPA? Jednoczył ich
cel strategiczny ukraińskiego faszyzmu. Cel ten wytyczyła
nazistowska Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) już w 1929
r. Była nim czystka etniczna – mord Polaków, Żydów, Cyganów, Rosjan
i innych czużyńców – wreszcie także Ukraińców, którzy tej czystki
głośno nie popierali. W oparciu o tę prawdę do zagłady wsi
przyłączyli się także ukraińscy policjanci z Podhorzec, ze swoim
komendantem na czele. Jemu też polskie władze konspiracyjne
przypisywały inicjatywę napadu na Hutę Pieniacką.

Batalionami ukraińskich esesmanów, stacjonujących dotąd w Brodach,
dowodził Niemiec, a jego zastępcą był Ukrainiec, zastrzelony przez
żonę Wojciechowskiego.

Zagłada polskiej wsi Huta Pieniacka i jej mieszkańców – pisze
autorytatywnie A. Korman – zgotowana przez 3 bataliony ukraińskich
żołnierzy SS-Galizien, dowodzona przez niemieckich i ukraińskich
oficerów, stała się faktem. Prawie wszystkie zabudowania mieszkalne
i gospodarcze legły w gruzach i zgliszczach. Sterczały tylko kominy.
Ocalało tylko kilka budynków na przysiółku Helenka.

A dokonało się to w sposób następujący:

Już w nocy do Żarkowa zaczęło ściągać wojsko, byli to żołnierze SS-
Galizien – relacjonuje Marian Dziuba świadek tego wydarzenia. –
Także zaczęli się krzątać miejscowi banderowcy: Hryhorij Kocz, Josyp
Kowycz, Myron Jakubowskyj, Wołodymyr Huziuk, Hryhorij
Szczerbatyj....

Niektóre z tych nazwisk są znane od lat krakowskiemu Instytutowi
Pamięci Narodowej prowadzącemu śledztwo w sprawie opisywanej
zbrodni. Znane jest też nazwisko dowódcy akcji: hauptsturmfuhrer
(kpt.) Waffen SS Siegfried Binz z 4 pułku policyjnego 14 Dywizji
Waffen SS-Galizien. Z opisu wynika, że był niski i nosił okulary.

Wcześniej pisałem w Rycerzach żelaznej ostrogi:

Tragedia wsi rozegrała się [...] w ciągu zaledwie siedmiu godzin
[...] . Oto wypowiedzi świadków, które zanotował K. J. Dmytruk w
książce Pid sztandarom reakciji i faszyzmu: Mieszkaniec Huty
Pieniackiej Franciszek Kobylański:

O świcie w kierunku wsi wystrzelili dwie rakiety. Następnie
rozpoczęła się strzelanina i do Huty Pieniackiej weszli faszyści
(żołnierze SS-Galizien) i bandyci (upowcy). Wszystkich mieszkańców
po 20-30 osób, w tej liczbie kobiety, starców i dzieci, spędzili do
stodół, zamknęli i podpalili. Kto uciekał – zabijali. W ten sposób
spalono żywcem i zabito 680-700 osób.

Mieszkaniec Huty Pieniackiej Wojciech Jasiński:

Najpierw część ludzi esesmani z dywizji SS-Hałczyna i bandyci
(upowcy) spędzili do kościoła. Później grupami wyprowadzali i
zapędzali do stodół, podpalali je, i ludzie płonęli żywcem [...].
Gdy nas prowadzili z kościoła, tośmy widzieli, jak płonęły stodoły,
w których w niebogłosy strasznie krzyczeli nasi sąsiedzi.
Zrozumieliśmy, że także i nas wiodą, aby spalić żywcem...

Nale
    • romantyczna_kleopatra rzezie niemiecko- ukraińskie na kresach 02.03.09, 13:49
      Huta Pieniacka to polska wioska położona niegdyś w województwie
      tarnopolskiem na pograniczu Podola i Wołynia.

      Mieszkańcy tej wsi, żyli tak jak wszyscy w okolicy. Ich domy stały w
      niewielkich sadach. W oknach haftowane firanki, a w bielonych murach
      i drewnianych ścianach radość, gniew, zazdrość, smutek czy rozpacz.
      Jak to w domach. Mieszkali obok siebie, pomagali sobie w pracach
      polowych. Ich dzieci chodziły do szkoły, a jesienią piekły ziemniaki
      na kartofliskach. Klacze źrebiły się, koty wygrzewały się w słońcu.
      Wiatr przynosił z pól zapach ziół i brzęczenie pszczół. Żyli...

      Huta Pieniacka przestała istnieć o świcie 28 lutego 1944 r. Nad
      ranem wieś została ostrzelana z broni maszynowej i moździerzy.
      Następnie do wsi wkroczyły oddziały SS Galizien. Część mieszkańców
      rozstrzelano na cmentarzu, pozostałych zapędzano po kilkanaście osób
      do stodół i domów i kościoła, zamknięto i podpalono. Próbujących
      uciekać rozstrzeliwano lub mordowano w bestialski sposób. Dobytek
      mieszkańców – bydło, rzeczy, zboże – zrabowano. Zginęło ponad 1 000
      osób – kobiet, mężczyzn, starców i dzieci – mieszkańców Huty
      Pieniackiej i okolic (Huciska Pieniackiego, Pieniaków – w tym
      ukrywający się w Hucie Pieniackiej Żydzi i Polacy uciekinierzy z
      Wołynia).
    • romantyczna_kleopatra Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie 02.03.09, 13:54
      Zagłada polskiej wsi Huta Pieniacka i jej mieszkańców – pisze
      autorytatywnie A.Korman – zgotowana przez 3 bataliony ukraińskich
      żołnierzy SS-Galizien, dowodzona przez niemieckich i ukraińskich
      oficerów, stała się faktem. Prawie wszystkie zabudowania mieszkalne
      i gospodarcze legły w gruzach i zgliszczach. Sterczały tylko kominy.
      Ocalało tylko kilka budynków na przysiółku Helenka. A dokonało się
      to w sposób następujący: Już w nocy do Żarkowa zaczęło ściągać
      wojsko, byli to żołnierze SS-Galizien – relacjonuje Marian Dziuba
      świadek tego wydarzenia. – Także zaczęli się krzątać miejscowi
      banderowcy: Hryhorij Kocz, Josyp Kowycz, Myron Jakubowskyj,
      Wołodymyr Huziuk, Hryhorij Szczerbatyj.... Niektóre z tych nazwisk
      są znane od lat krakowskiemu Instytutowi Pamięci Narodowej
      prowadzącemu śledztwo w sprawie opisywanej zbrodni. Znane jest też
      nazwisko dowódcy akcji: hauptsturmfuhrer (kpt.) Waffen SS Siegfried
      Binz z 4 pułku policyjnego 14 Dywizji Waffen SS-Galizien. Z opisu
      wynika, że był niski i nosił okulary. Wcześniej pisałem w Rycerzach
      żelaznej ostrogi: Tragedia wsi rozegrała się [...] w ciągu zaledwie
      siedmiu godzin [...] . Oto wypowiedzi świadków, które zanotował K.J.
      Dmytruk w książce Pid sztandarom reakciji i faszyzmu: Mieszkaniec
      Huty Pieniackiej Franciszek Kobylański: O świcie w kierunku wsi
      wystrzelili dwie rakiety. Następnie rozpoczęła się strzelanina i do
      Huty Pieniackiej weszli faszyści (żołnierze SS-Galizien) i bandyci
      (upowcy). Wszystkich mieszkańców po 20-30 osób, w tej liczbie
      kobiety, starców i dzieci, spędzili do stodół, zamknęli i podpalili.
      Kto uciekał – zabijali. W ten sposób spalono żywcem i zabito 680-700
      osób. Mieszkaniec Huty Pieniackiej Wojciech Jasiński: Najpierw część
      ludzi esesmani z dywizji SS-Hałczyna i bandyci (upowcy) spędzili do
      kościoła. Później grupami wyprowadzali i zapędzali do stodół,
      podpalali je, i ludzie płonęli żywcem [...]. Gdy nas prowadzili z
      kościoła, tośmy widzieli, jak płonęły stodoły, w których w
      niebogłosy strasznie krzyczeli nasi sąsiedzi. Zrozumieliśmy, że
      także i nas wiodą, aby spalić żywcem... Należy dodać, że wieś
      została zajęta bez jednego wystrzału ze strony polskiej, co też
      niemało zdziwiło „dywizyjników”, którzy spodziewali się dużego
      oporu. To im dodało odwagi – zauważa Edward Gross. – Wkrótce cała
      wieś została zajęta. We wsi zapanował krzyk przerażenia kobiet i
      dzieci. Ogień pożerał coraz to nowe zabudowania.... Był to chrzest
      bojowy SS-Galizien! Napastnicy strzelając na oślep do wszystkich,
      kto tylko był na celowniku, popędzali ludzi w stronę kościoła,
      starej i nowej szkoły. Wkrótce miały one zapłonąć oblane benzyną
      razem z nimi. Obok wejścia [do kościoła] – pisze dalej E.Gross –
      siedziała na śniegu młoda kobieta z noworodkiem lub poronionym
      dzieckiem na ręku. Jej lament budził litość i współczucie, lecz nikt
      się nią nie zajmował, nikt nie zareagował na jej prośby, żeby ją
      ktoś zabił. Konała w męczarniach.... Janek opierał się, płakał,
      krzyczał i za nic nie chciał iść – cytuje inną relację Andrzej
      Rybicki. – Wówczas rozwścieczony (ukraiński) esesman chwycił Janka
      za nogi i z rozmachem uderzył głową chłopca o narożnik domu. Jakiś
      młody chłopiec błagał i prosił, żeby go puścili. Pacyfikator
      uśmiechnął się zjadliwie i machnął ręką: idź, wypuszczam. Chłopiec
      obrócił się i chciał pobiec, ale esesman z dużą siłą wbił mu bagnet
      w plecy. Pod kościołem – pisze A. Rybicki – zginął dowódca
      samoobrony Kazimierz Wojciechowski. Jak mówią świadkowie, oblano go
      łatwopalną cieczą i podpalono. („Nasz Dziennik”, 9. 01. 2001). Żywa
      pochodnia płonęła na oczach wsi. Wcześniej jeszcze w domu
      zamordowano jego żonę i ukrywających się Żydów. Riwa strzeliła do
      zastępcy dowódcy pacyfikacji z polskiego wisa. Za sekundę także sama
      padła. Po strasznym zamordowaniu Wojciechowskiego rozprawiono się z
      resztą domniemanych obrońców, którzy byli bezbronni. Wystrzelano ich
      co do jednego z karabinu maszynowego na placu pod kościołem. A w
      kościele? Do kościoła zaganiano pierwsze ofiary – zeznaje przed
      Jolantą Woś Stanisław Krawczyk. – SS-mani w śnieżnobiałych
      kombinezonach upychali ludzi między ławkami. Przechodzili i uderzali
      po głowach: trach, trach, trach. Ogłuszeni padali pod ławki. Wówczas
      wganiano następnych. Trzy warstwy dygocących ciał. Opary,
      słodkawomdła woń krwi. Pobici mężczyźni wnieśli w kocu rodzącą
      kobietę. Położyli ją koło konfesjonału. – Dzieciątko było już między
      nogami matki.... Czy chodzi o ten sam poród, opisany przez
      A.Kormana?: W nocy z 27 na 28 lutego 1944 r. Franciszkę Michalewską
      z domu Biernacką... zaatakowały bóle porodowe i była przy niej
      położna-akuszerka. Esesmani wtargnęli do jej domu, wyprowadzili ją
      wraz z położną... doprowadzili do kościoła, gdzie posadzili ją na
      stopniu ołtarza, a przy niej położną. Gdy bóle porodowe przybierały
      na sile, a F. Michalewska bardzo jęczała i zaczęła rodzić, to . W
      obronie chorej wystąpiła położna. W odpowiedzi obydwie zostały
      zastrzelone i ukraiński esesowiec narzucił na nie bieliznę
      kościelną. Przed kościołem, podobnie jak w kościele, działy się
      sceny wręcz dantejskie – zwłaszcza wówczas, gdy rozdzielano rodziny,
      wyrywano dzieci matkom, by je na oczach rodziców mordować, matki zaś
      miały spłonąć żywcem osobno. Mordercy – pisze dalej E. Gross – po
      uporaniu się z dziećmi oblali obiekt benzyną i podpalili... Mimo że
      ogień jeszcze buzował ... banderowcy uznali, że już nikt się z niego
      nie wydostanie i odeszli. Poszli dalej walczyć o samostijną Ukrainę.
      Dopalał się dzień Apokalipsy, banderowcy wyręczając esesmanów,
      wyprowadzali partiami ludzi z kościoła na kaźń. Byłam w jednej z
      ostatnich grup dziewcząt, które wyprowadzono z kościoła – pisze
      Wanda Kobylańska-Gośniowska. – Widok, jaki ujrzałam po wyjściu z
      kościoła był tak przerażający, że paraliżował wszystkie umysły – nie
      mogłam uwierzyć oczom i uszom. Naokoło morze płomieni i ciemne
      chmury dymu oraz okropne wycie psów, ryk krów i swąd spalonych ciał
      ludzkich i zwierzęcych. Nie mieliśmy żadnych złudzeń co do
      czekającego nas losu, a ból po naszych krewnych krwawił nam serca do
      tego stopnia, że nie reagowaliśmy na bicie nas kolbami i kłucie
      bagnetami. Słyszeliśmy przy każdym uderzeniu: wże propała wasza
      Polszcza albo to jest wasza Polszcza”. Pacyfikacja zakończyła się
      późnym popołudniem. Wpierw dokończono rabowania mienia i niszczenia.
      Następna ostoja polskości na ziemi praojców znikała w płomieniach
      ognia i kłębach dymu. Około godz. 17 esesmani i banderowcy
      uformowali kolumny marszowe i ze śpiewem odmaszerowali do Pieniak,
      gdzie tamtejsi Ukraińcy przygotowali dla nich bramę powitalną, a
      tymczasem „dookoła leżało pełno ludzkich zwłok, w tym również małych
      dzieci, a „zwycięzcy” przechodzili obok nich z taką obojętnością, z
      jaką przechodzi drwal obok kłód drzewa po dokonanej przez niego
      ścince. Co najwyżej któryś z nich rzucił okiem na „pobojowisko”, by
      ocenić „sukcesy” Ukraińskiej Powstańczej Armii nad Polakami w tej
      wsi”. Po wyjściu ze wsi esesmanów, banderowców oraz policjantów z
      historycznych Podhorzec, na miejscu pozostali rizuni i siekiernicy
      kończący plądrowanie domostw. Z przekazu wynika, że prowodyrem tej
      czerniawy był Hryćko Szczerbatyj. Szczerbatyj dał komendę... aby ci
      podpalali budynki. Wszystko spalcie! Żeby żaden kamyczek nie
      pozostał. W 1981 r. w księdze Post imeni Jarosława Hałana jest szkic
      Requiem nad zamordowaną wsią, a w nim wywiad M.Toporowskiego z
      H.Szczerbatym. On też pisze: I oto siedzę naprzeciwko Hryhorija
      Szczerbatego, tego samego. Siedzę i nie mogę oderwać oczu od rąk,
      które polewały benzyną budynki, od rąk, które paliły ludzi żywcem.
      Zewnętrznie jest niby spokojny, a
      • romantyczna_kleopatra rodząca kobieta i zdeptanie dziecka przez SSmana! 02.03.09, 14:04
        Pobici mężczyźni wnieśli w kocu rodzącą
        kobietę. Położyli ją koło konfesjonału. – Dzieciątko było już między
        nogami matki.... SS man wyrwał dziecko z matki i udrzył nim, rzucił
        je na posadzkę w kościele na oczach spędzonego tam tłumu ZDEPTAŁ
        dziecko

        Matkę zabił a położną -która rzuciła się na dziecko z
        krzykiem "dzieci nie wolno zabijać" -zastrzelił.

        Oprócz tego zginęła cała wiosa ponad 1000 Polaków, w straszliwych
        mękach, dzieci morodowano na oczach matek a matki osobno płonęły
        żywcem po zabiciu na ich oczach dzieci, dzieci również zabijano
        deptając i roztrzaskując im czaszkę uderzeniem w ścianę.

        Straszliwie męczono Polaków przed zamordowaniem ich.



        3 bataliony ukraińskich żołnierzy SS-Galizien, dowodzona przez
        niemieckich i ukraińskich
        oficerów

        Waffen SS Siegfried
        Binz z 4 pułku policyjnego 14 Dywizji Waffen SS-Galizien
        oraz Ukraińcy
    • Gość: dalekopatrząca Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.09, 13:57
      Nic mnie to nie obchodzi, to zamierzchła historia bez znaczenia dla nas.
      • Gość: seamfor Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.09, 14:22
        Gość portalu: dalekopatrząca napisał(a):
        > Nic mnie to nie obchodzi, to zamierzchła historia bez znaczenia
        dla nas.

        blondynka? dziecko neostrady?
        • Gość: patrząca Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.09, 14:52
          raczej jakiś cyngiel poprawnopolityczny z gazety
          • kobita_w_papilotach czujna, jak stalinowscy komsomolcy! 02.03.09, 14:55
            spadkoberczyni komsomolskiej szkoły propagandy!
            • Gość: dalekopatząca Re: czujna, jak stalinowscy komsomolcy! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.09, 15:02
              Trafiłaś w sedno. Kleopatra i jej fagasy to dokładnie to: wierni uczniowie
              stalinowskiej szkoły szukania wroga. Bezproduktywni, starają sie zwrócić uwagę
              uczciwych ludzi na jakieś wymysły, udając że to coś ważnego. I jak się im ktoś
              sprzeciwi, to od razu rzucają się obszczekiwać.
            • Gość: Kleopatra Re: czujna, jak stalinowscy komsomolcy! IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 02.03.09, 15:37
              > spadkoberczyni komsomolskiej szkoły propagandy!

              ***

              "moja" szkoła to Uniwersytet Wrocławski
              sądzisz ze uczą tam propagandy ?
              • Gość: dalekopatrząca Re: czujna, jak stalinowscy komsomolcy! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.09, 16:11
                Próbowali, ale na szczęście pogonili tego Kowalskiego czy Nowaka. Nie pamiętam
                jak się ten świr nazywa. Podobno również wywalili tego, który chciał takie coś
                wpuścić na uczelnię.
              • kobita_w_papilotach Re: czujna, jak stalinowscy komsomolcy! 02.03.09, 16:53
                Gość portalu: Kleopatra napisał(a):

                > > spadkoberczyni komsomolskiej szkoły propagandy!
                >
                > ***
                >
                > "moja" szkoła to Uniwersytet Wrocławski
                > sądzisz ze uczą tam propagandy ?

                to znaczy, że Uniwerek zszedł na psy, skoro "kształci" takie
                tęgie "umysły"!!!



                Hasło na dzisiaj:


                Nie uczelnia, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera.... propagandy
        • Gość: dalekopatrząca Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.03.09, 14:54
          Ty widzę też z tych co z lubością babrzą się w nieistotnych zdarzeniach sprzed
          blisko trzech ćwierci wieku? Lubisz sobie szukać wrogów, co? Nie umiesz nic w
          życiu zrobić, ale winnego zawsze znajdziesz - Ukraińca, Niemca, Żyda, sąsiada z
          trzeciego piętra...
          • kobita_w_papilotach to odmiana "pewnej osobowości" 02.03.09, 15:02
            swoje wpisy - wklejki ogranicza jedynie do ludzi i zjawisk wrogich
            swej dość prostej mentalności ! Nic jej nie wstrzyma, to taka
            odmiana schizofreniczna!
    • Gość: gratuluje Re: rocznica zbrodni wymordowania Polaków w Hucie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.09, 15:16
      I to robili Ukraińcy których tak lansuje twój prezydent.
Pełna wersja