Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarzy

18.03.09, 08:57
List Pani Oli P. jest typowym przykładem niewiedzy położniczej. Żadne
zalecenia, rekomendacje, czy zasady sztuki położniczej nie mówią, że po 12
godzinach od odpłynięcia wód płodowych należy wykonać cięcie cesarskie. Miał
rację lekarz mówiąc po badaniu, że skoro poród postępuje (powoli, bo powoli,
ale jednak postępuje - jak to zwykle bywa u rodzących po raz pierwszy), to nie
ma wskazań do cc. A cc zapewne wcale nie uchroniłoby dziecka przed zapaleniem
płuc... Czasami zbyt odważnie kobiety komentują decyzje personelu medycznego,
nie mając podstawowej wiedzy w tym zakresie, nie mówiąc o wiedzy
specjalistycznej.
    • Gość: natasza Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: 82.160.49.* 20.03.09, 08:28
      No coz, zatem sądzić nalezy, że rodzące matki cierpią na urojenia, a
      profesjonalny, chętny do pomocy personel szpitali położniczych jest
      nieomylny i gotowy dodziałania..., tylko szkoda, że na ostatnią
      chwilę i najczęściej ... po wspomożeniu finansowym szpitala
      (cegiełka, itp...).No a w ogóle, jak to rodząca matka ma czelność
      oceniać cały ten cyrk i w dodatku nie ma wiedzy medycznej!Szanowna
      Pani, która skomwntowała ten artykuł zapewne sama jest położną lub
      pielęgniarką. Szkoda tylko , że nawet ten krótki komentarz pokazuje
      podejście ludzi z tego środowiska do pacjentów. Nic dodać, nic ująć!
      • Gość: prz Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.09, 09:25
        Weź mnie nie osłabiaj. Położna? Pielęgniarka? Bzdury, to jakaś laska wyuczona na
        "Ostrym dyżurze" że Clooney taki przystojny jak robi operację, to jej się też
        należy. Oczywiście że to domaganie się cesarki było bez sensu. Oczywiście że
        trzeba być strasznym burakiem żeby mieć pretensje do położnej że śmiała mieć
        rodzinną uroczystość akurat kiedy jaśnie pani zaczęła rodzić. Oczywiście że
        trzeba mieć nas*ne do głowy przez tatusia-badylarza najgorszej kategorii żeby
        mieć podejście "mam pieniądze to niech położna mnie obskakuje bez sensu".
        W sumie - szkoda że ta lacha sie rozmnożyła.
    • Gość: swistak Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarzy IP: 87.204.248.* 22.03.09, 02:44
      Nasza historia zaczęła się od tego że na szkole rodzenia dowiedzieliśmy się że w
      wakacje we Wrocławiu są zamykane szpitale, jeden po drugim, oficjalnie z powodu
      dezynsekcji, nieoficjalnie po to aby strat nie przynosiły. Niestety nasz termin
      porodu był przewidziany na początek sierpnia. W 26 tygodniu ginekolog na
      podstawie badań stwierdził że żona ma cholestazę i wypisał skierowanie do
      szpitala. Dzwoniłem po kolei na oddziały ginekologiczno –położnicze, za
      pierwszym razem usłyszałem: „ panie u nas nie ma gdzie rodzić a co dopiero z
      cholestazą leżeć”. Za drugim razem miła pani powiedziała że miejsc jest niewiele
      ale proszę przyjechać, zobaczymy co da się zrobić. No więc pojechaliśmy, po
      kilku godzinach oczekiwania żonie zrobiono KTG, lekarz fuknął że dziecku nic nie
      jest i zamiast pisać skierowania do lekarza to najpierw się powinno jeszcze
      badania zrobić ale kazał przyjechać na drugi dzień, dał swą pieczątką i podpis
      na skierowaniu, przepustkę do przyjęcia do szpitala. Jak się potem
      dowiedzieliśmy pomimo tego że cholestaza zwiększa ryzyko poronienia, z powodu
      braku miejsc lekarze we Wrocławiu patrzą z niesmakiem na skierowanie i każą
      wracać do domu. Po tygodniu wyniki się polepszyły i żona została wypisana, ale
      co było śmieszne od początku pobytu musieliśmy kupić lek o nazwie Ursocam
      ponieważ w szpitalu go nie było, albo nie jest refundowany czy coś takiego.
      Kolejny raz żona dostała skierowanie do szpitala na 4 tygodnie przed porodem.
      Przyjechaliśmy po południu na ostry dyżur, usłyszeliśmy: "z cholestazą o tej
      porze?” i odesłano nas do domu z braku miejsc. Poczekaliśmy jeszcze parę dni i
      pojechaliśmy z wynikami świadczącymi o nasileniu się choroby, zresztą żona się
      już drapała do krwi (jeden z objawów). Trafiliśmy na szczęście na ordynatora
      który stwierdził że nie ma już na co czekać, musieliśmy jednak przyjechać
      jeszcze raz po południu z braku miejsc. Dzień przed porodem zadzwoniła żona że
      córce spadło tętno i biorą ja na blok porodowy. Na górze podłączyli ją pod KTG i
      podali oksytocynę, po czym z powrotem wróciła na patologię ciąży. Wieczorem
      odeszły jej wody ale kazała mi jeszcze czekać w domu, rano dopiero przyjechałem.
      Na szczęście sala do porodu rodzinnego się zwolniła, wcześniej opłaciłem tzw.
      cegiełkę na szpital, która nieoficjalnie uprawniała do skorzystania z tej sali
      ale tak naprawdę nigdy nie ma się gwarancji. Mieliśmy o tyle szczęście że
      trafiliśmy na miłą i fachową położną. Już na początku poradziła że w czasie
      porodu kobieta traci ogromne ilości energii i dobrze jest ssać sobie coś
      słodkiego, chociaż podobno nie jest to zalecane przez lekarzy. Żona miała przez
      całą ciążę niski poziom cukru więc od razu skoczyłem po landrynki i czekoladę.
      Na bloku porodowym nie było żadnego lekarza tylko położne i jakaś stażystka.
      Przez pięć godzin żona się męczyła głównie skacząc na piłce po końskiej dawce
      oksytocyny, w końcu zaczęła się już poddawać ze zmęczenia i potwornego bólu w
      krzyżu. Nawet położna stwierdziła że nic z tego nie będzie, stażystka orzekła że
      poród przebiega powoli ale przebiega, zadzwonili po lekarza, który z kolei kazał
      podać jakiś zastrzyk. W tym czasie żona już odpływała ze zmęczenia, zaczęliśmy
      jej podawać tlen. Zapytałem czy nie powinni jej zbadać cukru, po czym stażystka
      spojrzała w kartę, zbladła i pobiegła szukać glukometru. Położna zaczęła już
      przygotowywać wszystko do cięcia cesarskiego. Minęła jednak jeszcze prawie
      godzina zanim zjawił się lekarz i po krótkim badaniu stwierdził że chyba dziecko
      jest za duże i konieczna będzie cesarka. Potem okazało się że córka
      pięciokrotnie owinęła się pępowiną wokół szyi, prawdopodobnie było to przyczyną
      zaniku tętna dzień wcześniej. Nie wiem czy to błąd czy nie ale zwykłe usg, które
      mogło być wtedy zrobione, powinno chyba wykazać takie owinięcie się pępowiną. W
      każdym razie tylko położna skojarzyła co może być nie tak w czasie tego porodu.
      W sumie to cud że córka dostała 10 Apgar, na plus należy zaliczyć to że
      pozwolili żonie nakarmić córkę. Potem żona odjechała na blok pooperacyjny a ja
      zawiozłem naszą córę na oddział noworodków. Na drugi dzionek dostałem sms od
      żony co bym przyjechał szybko. Znalazłem ją na sali pooperacyjnej, powiedziała
      mi że pamięta tylko że miała krwotok i potem jakąś operację. Pielęgniarka
      również niewiele więcej wiedziała i poleciła udać się do lekarza dyżurnego. Po
      godzinie znalazłem na porodówce lekarkę, która powiedziała mi tylko że jej
      poprzednik nic jej nie przekazał, ma teraz pod rząd 6 cesarek i jest sama, ale
      jak się będzie coś z żoną działo to ją wezwą. Zszedłem więc na oddział
      noworodków a tam położna do mnie że dobrze że jestem bo szukają mojej żony i nie
      mogą znaleźć – no i w tym momencie mi ręce opadły. Jak się potem okazało żona
      prawie wykrwawiła się na śmierć. Miała przerost łożyska co zdarza się podobno
      raz na 10tys. porodów. Podczas cc żona pamięta jak stażystka mówiła że coś za
      dużo tu krwi ale lekarz się tym nie przejął. Potem już inny lekarz powiedział że
      tylko ślepy by tego przerostu łożyska nie zauważył ale to już można pozostawić
      do osądu specjalistom. Żona podłamała się że nie widzi córki ale była jeszcze
      bardzo słaba. Drugi dzień po porodzie chyba tylko dzięki silnej woli zobaczenia
      córki wstała, przyznam że ja bym po takim porodzie i operacji przez 2 tygodnie
      jeszcze leżał. Przez cały dzień pomagałem jej dopóki mnie nie wyrzucili, na noc
      jednak musieliśmy oddać małą pod opiekę. Na 3 lub 4 dzień zauważyliśmy że córka
      strasznie ciężko oddycha i często ma zatkany nos. Jednak położne nic nie
      stwierdziły, w kolejnym dniu poprosiłem o konsultację z laryngologiem. Dopiero
      na następny dzień raczył nas odwiedzić laryngolog i stwierdzić że córka ma
      obustronne zapalenie ucha. Przenieśli ją na oddział neonatologii gdzie miała
      dostawać silny antybiotyk przez 7 dni. Córka nie była jedyna, zachorowało kilka
      noworodków, no ale w sumie jak miało nie zachorować jak na 60 noworodków są 3
      położne. Na oddziale na który trafiła córka nie było łóżek dla matek (z powodu
      przepełnienia oczywiście), żona musiała iść o własnych siłach na szczęście tylko
      około 50m do windy, zajmowało jej to na początku ledwie 20 minut. Córka była
      jednak równie silna jak mama i wyszła z tego bez szwanku. Miło wspominamy
      oddział neonatologii, który miał chyba najbardziej wykwalifikowany w tym
      szpitalu personel. Szczególnie utkwiła w pamięci położna która po prostu
      wiedziała co jest nie tak z dzieckiem. Przechadzała się po kolei patrzyła przez
      chwilę na dziecko i po chwili orzekała: ciebie boli brzuszek, chwila masażu i
      dziecko już chrapało, następne – ty jesteś głodna, kolejne – a ty po prostu
      marudzisz, małe przytulonko i dziecko śpi. Żona przez minimum 2 lata nie może
      zajść w ciążę, podobno macica była składana z kawałków. Drugiego porodu jednak
      nie będziemy ryzykować, być może zdecydujemy się na adopcję.
      • Gość: gazmajster Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 08:46
        Gość portalu: swistak napisał(a):
        "Mieliśmy o tyle szczęście że trafiliśmy na miłą i fachową położną. Już na początku poradziła że w czasie porodu kobieta traci ogromne ilości energii i dobrze jest ssać sobie coś słodkiego, chociaż podobno nie jest to zalecane przez lekarzy."

        Normalnie ręce mi opadły...

        Trafiliście na idiotkę bez wyobraźni a dzięki takim zaleceniom Twoja żona mogła stracić życie, gdyby było konieczne cc w trybie nagłym.
        Nieprzypadkowo lekarze nie zalecają jedzenia w trakcie porodu. Nieprzypadkowo też wyspecjalizowanie lekarza zajmuje co najmniej 14 lat, mimo że wszystkim się wydaję że znają się na medycynie.
        • Gość: Ania Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.09, 20:11
          > Normalnie ręce mi opadły...
          >
          > Trafiliście na idiotkę bez wyobraźni a dzięki takim zaleceniom
          Twoja żona mogła
          > stracić życie, gdyby było konieczne cc w trybie nagłym.
          > Nieprzypadkowo lekarze nie zalecają jedzenia w trakcie porodu.
          Nieprzypadkowo t
          > eż wyspecjalizowanie lekarza zajmuje co najmniej 14 lat, mimo że
          wszystkim się
          > wydaję że znają się na medycynie.
          mnie też, bo takie chore wymysły jak zakaz jedzenia a czasem nawet i
          picia (!!!) tylko na polskiej porodówce występuje. Poród to ciężki
          wysiłek, więc skąd do cholery kobieta ma mieć siły potem przeć i
          urodzić dziecko? Spróbujcie sami przez 20 godzin bez przerwy kopać
          rowy bez jedzenia i picia.
          Argument o szybkim cc jest bez sensu. Po pierwsze są już inne czasy
          i inne leki, a cc nie przeprowadza się na żołądku. Po drugie, jak
          ktoś z pełnym żołądkiem będzie mieć wypadek, w skutek czego trzeba
          będzie przewieźć do szpitala i zrobić mu operację, to też nikt nie
          bądzie kazał czekać ileś godzin aż żołądek zrobi się pusty.
          Argument o 14 latach nauki też idiotyczny. Wielu "specjalistów" po
          kilkunastu latach nauki i 20 praktyki nadal uważa że obowiązkowo
          należy mocno naciąć kobietę, bo to podobno ją chroni. Co prawda
          współczesne badania temu przeczą, no ale ....
          • Gość: gazmajster Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 21:45
            "mnie też, bo takie chore wymysły jak zakaz jedzenia a czasem nawet i picia (!!!) tylko na polskiej porodówce występuje. Poród to ciężki
            wysiłek, więc skąd do cholery kobieta ma mieć siły potem przeć i
            urodzić dziecko? Spróbujcie sami przez 20 godzin bez przerwy kopać
            rowy bez jedzenia i picia"

            nie każdy poród trwa 20 godzin, a bezpieczeństwo własne i odpowiedzialność za dziecko są chyba ważniejsze od komfortu. Zresztą nawet 20 godzin bez jedzenia to nie jest problem

            "Argument o szybkim cc jest bez sensu. Po pierwsze są już inne czasy
            i inne leki, a cc nie przeprowadza się na żołądku."

            nagłe cięcie nadal przeprowadza się w znieczuleniu ogólnym, a czym grozi wtedy "świeżo najedzony" żołądek u ciężarnej - nie chce mi się tłumaczyć. Nie chodzi o to czy cc przeprowadza się na żołądku, zupełnie nie o to...

            "jak ktoś z pełnym żołądkiem będzie mieć wypadek, w skutek czego trzeba będzie przewieźć do szpitala i zrobić mu operację, to też nikt nie bądzie kazał czekać ileś godzin aż żołądek zrobi się pusty"

            owszem, podejmie się ryzyko w imię wyższej konieczności. Ale polecanie jedzenia komuś o kim wiadomo że w każdej chwili może trafić na stół operacyjny jest skrajną nieodpowiedzialnością i bezmyślnością o potencjalnie tragicznych następstwach

            "Argument o 14 latach nauki też idiotyczny"

            tak, czym różni się 14 lat nauki od wiedzy rodem z prasy kobiecej to właśnie widać powyżej
            • Gość: Ania Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.adsl.inetia.pl 22.03.09, 23:06
              > nie każdy poród trwa 20 godzin, a bezpieczeństwo własne i
              odpowiedzialność za d
              > ziecko są chyba ważniejsze od komfortu. Zresztą nawet 20 godzin
              bez jedzenia to
              > nie jest problem
              nie problem? umiesz mysleć? 20 godzin bez jedzenia i picia
              wytrzymasz przy leżeniu i spaniu a nie przy ogromnym wysiłku, bólu i
              stresie. Możesz mądralo wyjaśnić skąd kobieta ma mieć siły do
              parcia? Skąd się potem biorą takie cyrki, że kobieta na finale nie
              ma fizycznie siły aby wyprzeć dziecko? Już pomijając, że dodatkowo
              jej się utrudnia każąc pchać do góry wbrew prawom natury, ale za to
              wygodnie dla lekarzy. Bilogia ma w d..e takie teorie i nie zamieni
              rodzącej w perpetuum mobile, bo ktoś sobie coś tam pierdnął. I nie
              chodzi tu o jedzenie kurczaka z KFC.
              I trzeba mieć też coś z głową, aby potrzeby fizjologiczne nazwać
              komfortem.
              Doprawdy ręce opadają jak sie takie durnoty czyta. Kobietę dla
              rzekomego dobra dziecka zmusza się do rezygnacji z jedzenia, picia,
              ulżenia w bólu oraz nawet snu. To ostatnie to zmuszanie wymęczonej
              kobiety do całodobowej opieki nad nowordkiem, choć cała ludzkość w
              historii i w dowolnych kulturach zawsze opiekowała się świeżo
              upieczonymi matkami i ich dziećmi.

              I nie przesadzaj z tą natychmiastową cesarką. Jak się trafi na
              fanatyka porodu dołem, to prędzej zacznie skakć po brzuchu niż zrobi
              cc.

              > tak, czym różni się 14 lat nauki od wiedzy rodem z prasy kobiecej
              to właśnie wi
              > dać powyżej
              nie czytam prasy kobiecej. Wystarczy m.in nie zamykać się w polskim
              zaścianku i np. przekroczyć Odrę albo Nysę (w zależności od
              regionu). Można się zdziwić, jakie cuda się dzieją.
              A w temacie 14 lat to chodzi o to, że lekarze i położne powinni się
              dokształcać. W moim fachu nikogo nie interesuje ile lat studiowałam,
              ale ile wiem z najnowszej wiedzy i jak ją umiem wykorzystać.
            • Gość: 524 Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.09, 09:53
              > nie każdy poród trwa 20 godzin, a bezpieczeństwo własne i odpowiedzialność za d
              > ziecko są chyba ważniejsze od komfortu. Zresztą nawet 20 godzin bez jedzenia to
              > nie jest problem

              Ty chyba rzeczywiście jesteś lekarzem-położnikiem, można to poznać po
              kretynizmach które wypisujesz. Tacy jak ty to zakała porodów - nie uważaliście
              na zajęciach z psychologii i teraz nie kumacie nic poza techniką robienia cięć
              cesarskich, bo to jedyne co ratuje kobiety po waszych felczerskich wyczynach.
              Mówiąc prościej, żebyś zrozumiał: jednym z najważniejszych czynników przy
              porodzie jest dobre samopoczucie kobiety. Trzeba być idiotą żeby zakazywać jej
              kawałka czekolady w imię bezpieczeństwa.
              1) Kobieta zestresowana z głodu prędzej będzie miała komplikacje.
              2) Żołądek rodzącej kobiety i tak nie jest pusty, przecież przed porodem
              normalnie jadła.
              3) Cięć cesarskich nie robi się z reguły w znieczuleniu ogólnym.

              > nagłe cięcie nadal przeprowadza się w znieczuleniu ogólnym

              Chyba, k*wa, w lesie w Bieszczadach.

              > owszem, podejmie się ryzyko w imię wyższej konieczności. Ale polecanie jedzenia
              > komuś o kim wiadomo że w każdej chwili może trafić na stół operacyjny

              Znowu wyłazi twoje położnicza paranoja przez którą porody w Polsce są tak
              parszywe. NIE, RODZĄCA KOBIETA TO NIE JEST KTOŚ, KTO "W KAŻDEJ CHWILI MOŻE
              TRAFIĆ NA STÓŁ OPERACYJNY". W każdym razie nie tam, gdzie poród przeprowadza
              fachowiec, a nie ktoś taki jak ty.
              • Gość: gazmajster Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.09, 16:19
                Widzę że jednak muszę się odezwać bo strasznie mieszacie. To po kolei:

                "Ty chyba rzeczywiście jesteś lekarzem-położnikiem, można to poznać po kretynizmach które wypisujesz"

                Nie, nie jestem.

                "jednym z najważniejszych czynników przy porodzie jest dobre samopoczucie kobiety. Trzeba być idiotą żeby zakazywać jej kawałka czekolady w imię bezpieczeństwa"

                A moim zdaniem trzeba być idiotą żeby dobre samopoczucie cenić wyżej od bezpieczeństwa

                " Cięć cesarskich nie robi się z reguły w znieczuleniu ogólnym."

                Istotnie, z zasady nie. Ale może być taka konieczność przy nagłym pogorszeniu stanu dziecka ( a w opisie świstaka jest wzmianka o spadku tętna, należało się spodziewać komplikacji ), przeciwskazaniach lub braku zgody na znieczulenie przewodowe, jego niewystarczającej skuteczności lub powikłaniach. I wtedy konieczne będzie ogólne, i nie tylko w lesie w Bieszczadach
                A poza wszystkim, nawet odmienne zdanie nie upoważnia do bycia chamem i prostakiem ( ew. w żeńskiej wersji ) Widać kompleksy biorą górę.

                "Zabawne jest to że ludzik w całej tej historii wynalazł że położna z 30letnim stażem kazała zjeść rodzącej kawałek czekolady. Myślę że doskonale wiedziała czym to grozi bo miała duże większe doświadczenie od lekarza"

                W przeciwieństwie do tej położnej ludzik wie czym to może grozić. Jak mówią złośliwi - " doświadczenie oznacza popełnianie tych samych błędów z coraz większym przekonaniem ". Pasuje jak ulał.

                Żeby skończyć dyskusję - w tym wypadku istniało zwiększone ryzyko że będzie konieczne rozwiązanie cięciem cesarskim. Decyzję o zezwoleniu lub niezezwoleniu na przyjmowanie pokarmów w trakcie porodu należało najpierw skonsultować z położnikiem ew. też z anestezjologiem, że nie wspomnę o wyjaśnieniu rodzącej z jakim zagrożeniem może się to wiązać. Nawet położnicze wytyczne o tym mówią - trzeba tylko przeczytać i zrozumieć.
                • Gość: Ania Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.adsl.inetia.pl 23.03.09, 16:45
                  > A moim zdaniem trzeba być idiotą żeby dobre samopoczucie cenić
                  wyżej od bezpiec
                  > zeństwa
                  trzeba być idiotą żeby nie wiedzieć że dobre samopoczucie kobiety
                  jest główną podstawą prawidłowego porodu (wpływ hormonów na poród)!
                  A prawidłowy poród to fizjologia, ale ludziki nie znają fizjologii
                  tylko patologię, dlatego każdy poród muszą zakłócić maksymalnie jak
                  się da np. zakazem jedzenia i picia, podaniem przymusowym
                  oksytocyny, która zaburza własną czynnośc skurczową macicy, niemiłą
                  atmosferą która doprowadza do zwiększenia adrenaliny a ta z kolei
                  zaburza działanie oksytocyny (tu wystarczyłoby wywalić chamów z sali
                  i wprowadzić miłą atmosferę doprowadzającą do dobrego samopoczucia
                  rodzącej, ale ludziki nie będą się cackać z "głupią babą" więc
                  zwiększą dawkę oksytocyny, która powoduje większy ból=większy stres
                  i... kółko się zamyka -> i zaczyna się patologia) i innymi
                  szpitalnym procedurami. A kiedy poród przestaje być fizjologiczny a
                  staje się patologiczny, to wtedy mogą już wkroczyć do akcji czyli na
                  znany im grunt i pokazać jak to "uratowali zdrowie a nawet życie
                  dziecka i matki", które właściwie nigdy nie były zagrożone, gdyby
                  nie "szpitalne procedury".

                  > W przeciwieństwie do tej położnej ludzik wie czym to może grozić.
                  Jak mówią zło
                  > śliwi - " doświadczenie oznacza popełnianie tych samych błędów z
                  coraz większym
                  > przekonaniem ". Pasuje jak ulał.
                  przestać udawać mędrca! Wyjedź na Zachód i tam pieprz swoje mądrości.
                  • Gość: 524 Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.09, 17:04
                    Brawo! Rzadko kiedy można tu przeczytać coś tak inteligntnego.
                    • Gość: gazmajster Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.09, 18:23
                      "Co za klasyczny lekarski wywód: bierzemy przypadek który się zdarza raz na kilkaset, ale straszymy nim tak, jakby się przytrafiał co drugiej kobiecie"

                      Tak, klasyczny. Gdybyś miała sama wpisać w karcie zleceń "poród niskiego ryzyka, rodząca poinformowana o ryzyku aspiracyjnego zapalenia płuc, może jeść i pić" i się potem z tego tłumaczyć w razie tego raz na kilkaset to zupełnie inaczej by było. A tak można pozgrywać mądralę, wyżyć się na doktorkach, a w razie czego wyprzeć się wszystkiego bo i tak to oni odpowiadają za całość i chadzają do prokuratury. Typowe podejście niedowartościowanej pielęgniarki/położnej. A jak cokolwiek się stanie to " ja tylko wykonywałam zlecenia ", prawda?

                      "Kobieta czegoś chce - pierwsze co jej należy powiedzieć
                      to "ale to na pani ryzyko, chyba nie chce pani zaszkodzić dziecku"

                      Świadoma zgoda na wszystkie czynności jest podstawą w medycynie. Dziecku? Nie, nie dziecku.
                      Wytyczne postępowania napisali mądrzejsi od Was

                      "Brawo! Rzadko kiedy można tu przeczytać coś tak inteligntnego."

                      Raczej rzadko kiedy można tu zobaczyć taką ilość jadu, prymitywnego chamstwa i takie problemy ze zrozumieniem słowa pisanego.
                      Szkoda czasu na dyskusję z Wami

                      • Gość: 524 Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.09, 13:39
                        > Tak, klasyczny. Gdybyś miała sama wpisać w karcie zleceń "poród niskiego ryzyka
                        > , rodząca poinformowana o ryzyku aspiracyjnego zapalenia płuc, może jeść i pić"
                        > i się potem z tego tłumaczyć w razie tego raz na kilkaset to zupełnie inaczej
                        > by było.

                        Czyli po prostu dupochron. Lekarze zabraniają jeść i umywają ręce, a potem tylko
                        się cieszą że mają takie fajne komplikacje, będzie dobrze wyglądać jak się je
                        opisze w blogu. Oczywiście z adnotacją że cięli z poświęceniem i tylko dzięki
                        nim udało się uratować dziecko.
                        Gdyby nie pierwszy kretyn, który wpisał w procedurę 20 lat temu że podczas
                        porodu nie wolno jeść, nie byłoby w ogóle tego problemu. A wpisał pewnie
                        dlatego, że słyszał od swojego ordynatora że kiedyś, za Gomułki, ordynatorowi
                        opowiadali że jednej kobiecie się treść pokarmowa wlała do płuc przy cesarce.
                        Tak jest, takie właśnie jest występowanie tych objawów, przed którymi
                        "ostrzegacie". Raz na kilkanaście lat. I z tego powodu gnoicie tysiące ludzi
                        codziennie.

                        > "Kobieta czegoś chce - pierwsze co jej należy powiedzieć
                        > to "ale to na pani ryzyko, chyba nie chce pani zaszkodzić dziecku"
                        >
                        > Świadoma zgoda na wszystkie czynności jest podstawą w medycynie.

                        G* a nie świadoma zgoda. Zgoda wymuszona kłamliwym przedstawianiem marginalnego
                        zagrożenia jako rzeczy powszechnej jest po prostu wyłudzona. Tylko że tego
                        oczywiście nie widać po podpisie.

                        > Wytyczne postępowania napisali mądrzejsi od Was

                        Wytyczne postępowania pisały gremia stetryczałych profesorów z akademii
                        medycznych, którzy nie dopuszczają myśli że ich wiedza sprzed pół wieku nadaje
                        się już tylko na śmietnik.

                        > Szkoda czasu na dyskusję z Wami

                        Co, nie udało ci się zakrzyczeć dyskutantów, więc się obrażasz? Tylko uważaj,
                        nie pęknij ze złości.
                        • Gość: gazmajster Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.09, 15:46
                          "Wytyczne postępowania pisały gremia stetryczałych profesorów z akademii medycznych, którzy nie dopuszczają myśli że ich wiedza sprzed pół wieku nadaje się już tylko na śmietnik"

                          To gremium stetryczałych profesorów nazywa się Amerykańskie Stowarzyszenie Położnych ( ACNM ) i swoje wytyczne opublikowało faktycznie bardzo dawno, bo aż w zeszłym roku. Jest tam jednoznacznie napisane co należy wziąć pod uwagę zanim się pozwoli kobiecie jeść i pić w trakcie porodu. Bo że można to nie zaprzeczam, ale nie zawsze i nie bez porozumienia z resztą zespołu.

                          Reszty nie chce mi się komentować, bo rozmowa z ordynarnymi babami jest poniżej mojego poziomu. Takie dyskusje toczcie sobie pod budką z piwem.
                          • Gość: 524 Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.09, 16:20
                            No to sobie wynalazłeś autorytety. Prosto z Ameryki, tam gdzie najbardziej
                            odczłowieczają pacjenta i traktują go jak maszynę do wyklepania pilnując tylko
                            żeby nie było się jak przyczepić sądownie. Ziomuś, przecież to właśnie
                            potwierdza to, co ja mówię o tych "standardach". Mniejsza oczywiście o to kiedy
                            dana wersja papieru została przyklepana, ważne że jest z d* wzięta tak naprawdę
                            i służy do zabezpieczenia się przed odpowiedzialnością. Bo rzygi w płucach
                            wykryjesz, ale udowodnienie że stres wywołany przez lekarzy spowodował
                            zatrzymanie akcji porodowej - nie. Więc lekarze mają ten aspekt gdzieś.
                • Gość: 524 Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.03.09, 17:03
                  > "jednym z najważniejszych czynników przy porodzie jest dobre samopoczucie kobie
                  > ty. Trzeba być idiotą żeby zakazywać jej kawałka czekolady w imię bezpieczeństw
                  > a"
                  >
                  > A moim zdaniem trzeba być idiotą żeby dobre samopoczucie cenić wyżej od bezpiec
                  > zeństwa

                  To przykre że jesteś zbyt głupi, aby zrozumieć że niebezpieczeństwa przy
                  porodzie biorą się właśnie w olbrzymim stopniu ze złego samopoczucia rodzącej.

                  > " Cięć cesarskich nie robi się z reguły w znieczuleniu ogólnym."
                  >
                  > Istotnie, z zasady nie. Ale może być taka konieczność przy nagłym pogorszeniu s
                  > tanu dziecka ( a w opisie świstaka jest wzmianka o spadku tętna, należało się s
                  > podziewać komplikacji ), przeciwskazaniach lub braku zgody na znieczulenie prze
                  > wodowe, jego niewystarczającej skuteczności lub powikłaniach. I wtedy konieczne
                  > będzie ogólne, i nie tylko w lesie w Bieszczadach

                  Co za klasyczny lekarski wywód: bierzemy przypadek który się zdarza raz na
                  kilkaset, ale straszymy nim tak, jakby się przytrafiał co drugiej kobiecie.

                  > ieczne rozwiązanie cięciem cesarskim. Decyzję o zezwoleniu lub niezezwoleniu na
                  > przyjmowanie pokarmów w trakcie porodu należało najpierw skonsultować z położn
                  > ikiem ew. też z anestezjologiem, że nie wspomnę o wyjaśnieniu rodzącej z jakim
                  > zagrożeniem może się to wiązać.

                  Tak, tak. Też klasyka. Kobieta czegoś chce - pierwsze co jej należy powiedzieć
                  to "ale to na pani ryzyko, chyba nie chce pani zaszkodzić dziecku". I w 95%
                  lekarz ma zastraszoną głupią babę z głowy, a bonusowo parę kroków bliżej do cesarki.
            • Gość: swistak Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: 87.204.248.* 23.03.09, 11:02
              Zabawne jest to że ludzik w całej tej historii wynalazł że położna z 30letnim
              stażem kazała zjeść rodzącej kawałek czekolady. Myślę że doskonale wiedziała
              czym to grozi bo miała duże większe doświadczenie od lekarza, który może i
              wiekiem wyglądał na ponad 14letni staż pracy ale powinien jeszcze ze 14 lat
              asystować zanim się samodzielnie za dyżury weźmie. Najpierw chyba trzeba zajrzeć
              do karty i obejrzeć pacjenta zanim się wydaje jakieś bzdurne opinie. Podobnie
              postąpił zresztą ten lekarz gdy nieprzytomnej już żonie kazał przez telefon
              podać zastrzyk rozkurczający, bo aby może rozwarcie się zwiększy. Nie znam się
              na medycynie ale chyba każdy potwierdzi że zbyt niski poziom cukru we krwi,
              czyli hipoglikemia, grozi utratą przytomności i śpiączką. A tak na marginiesie
              moja żona miała "natychmiastowe" cc przy znieczuleniu zewnątrzoponowym.
              • Gość: evra Re: Horror na porodówce, szacunek dla noworodkarz IP: *.gprs.plus.pl 23.03.09, 19:34
                Za Pani przykrą sytuację w klinice odpowiada nikt inny jak kierownik
                w osobie 'pana' dr Grybosia, któremu podlegają lekarze tam pracujący
                i to On odpowiada za poziom położnictwa i błędy lekarzy w czasie
                pracy personelu. A że wiedzą nie grzeszy więc jego podwładni też nie
                są rozgarnięci. Może w końcu prokuratura, konsulent krajowy ds
                ginekologii, czy Ministerstwo Zdrowia zajmie się wreszcir panem
                Hochstaplerem kierownikiem Grybośiem i dobierze mu do tyłka.
Pełna wersja