fragment art. z głównej stronu wyborczej

IP: *.media4.pl 01.06.09, 19:35
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,6657777,Stolica_niemieckiej_rozrodczosci.html
'W Londynie drogi moje i Dominique rozchodziły się o wpół do dziewiątej rano -
mówi Mike, aktor i reżyser teatralny, który przed kilkoma miesiącami z żoną i
czworgiem dzieci (od 1,5 roku do 9 lat) przeprowadził się do Berlina i
zamieszkał na Prenzlauer Berg. - Ona zawoziła samochodem dzieci do szkoły, ja
przez godzinę jechałem metrem do centrum miasta'. I choć taki wydaje się los
mieszkańca dużego miasta, w Berlinie zaczęli żyć bez samochodu, dzieci do
szkół zawożą rowerami (w deszczowe dni - tramwajem spod domu). Rowerzyści
świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości jeziora, są
oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane. Wprowadzenie
roweru do berlińskiego tramwaju lub metra nie jest niedorzecznym pomysłem
(tramwaje są tu szerokie jak autobusy, autobusy ciche jak tramwaje, metro
liczy sobie 170 stacji, a miejska kolejka - 330 km torów).

'Pierwsze, co Anglikowi rzuca się tu w oczy, to ilość drzew i szerokość
chodników - mówi Mike. - W Londynie można takie znaleźć chyba jedynie w
okolicach pałacu Buckingham. A do tego każdy dzień jest tutaj trochę jak
niedziela'. Przed zajęciami Mike pije kawę i siedzi przed laptopem w kawiarni.
'W Londynie byłoby to nie do pomyślenia - mówi. - Traciłbym zbyt wiele cennego
czasu'.

Rankiem przez Prenzlauer Berg sunie sznur rowerów, wiele z przyczepami dla
maluchów, lub - co niewyobrażalne gdzie indziej - z maluchami sunącymi na
własnych minirowerach obok (biada temu, kto wejdzie na czerwoną ścieżkę; w
obronie swych rowerowych praw pacyfistyczny z reguły berlińczyk potrafi
wypalić z grubej rury).
Pełna wersja