Dodaj do ulubionych

Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci

06.06.09, 10:23
"Podczas wykładu mówię wolniej..." wystarczy kupic dobre okulary a nie
zwalniac tempo bo sie nie dowidzi tych rusałek w pierwszych lawkach... nie
jest tajemnica ze na tym waszym wydziale 90 proc studentow to panie wiec niech
choc polowa z nich bedzie przecietnie ladna to i tak jest sie za czym uganiac
co nieprzerwanie kadra nauczajaca udowadnia od dziesiecioleci...
Obserwuj wątek
      • Gość: MirekP Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 06.06.09, 10:53
        Chyba za trudne. A to sie zaczelo juz ladnych pare lat temu. W 2003 roku jeszcze
        pracowalem na Wydziale Mechanicznym P.Wr jako asystent (lacznie 8,5 roku) i w
        ostatnich latach, mojej pracy, poziom wiedzy i kultury osobistej studentow
        spadal na leb na szyje - trafialy sie tylko jednostki zainteresowane studiami,
        reszta chyba przyszla tylko dlatego ze kolega poszedl albo dlatego ze byl niski
        prog wymaganych ocen z matury i dalo sie przechowac przed wojskiem i "starzy"
        nie narzekali ze nic nie robi. Bylem chyba ostatnim rocznikiem ktory mial
        egzaminy wstepne na te uczelnie i to juz uproszczone w porownaniu do tego co
        bylo wczesniej a potem juz nie bylo praktycznie egzaminow i caly problem z
        "odsianiem ziarna od plew" spadal na wykladowcow pierwszego roku (gdy zaczynalem
        studia bylo nas 120 na I roku, gdy konczylem prace na uczelni na I roku bylo
        okolo 800) - a wszystko na skutek sposobu finansowania uczelni (od glowy
        studenta). Zamiast ksztalcic elite, robi sie masowowa produkcje mgr i inz. i
        teraz te tytuly sa mniej warte niz dyplom technika 20 lat temu.
        • Gość: ? Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 11:31
          Zgadzam się. Matematyki i fizyki na pierwszym roku jest coraz mniej. Z niektórych przedmiotów nie prowadzi się zajęć laboratoryjnych. Za moich czasów w trakcie semestru było 15 zajęć laboratoryjnych z fizyki, dziś nie wiem czy została się połowa z tego. Przeszło 30 tys. studentów na PWr to gruba przesada, ale liczy się to, że płacą za każdego studenta. I jak to się ma do tego, że na takim MIT jest zaledwie kilka tysięcy studentów.
            • pensioner63 Stypendia na MIT 08.06.09, 07:26
              Gość portalu: zainteresowany napisał(a):
              > na MIT przecież płąci się grubą kase za możliwość studiowania. Tam
              > albo jesteś zdolny i bogaty, albo wybitnie zdolny i masz stypendium.

              Nie. Na MIT stypendia są dawane tym studenetom, których rodzice mają niskie
              dochody. Nie ma powiązania stypendium z wynikami w nauce. Również kryteria
              przyjmowania studentów opierają się o ich wyniki nauki w szkole średniej i
              aktywność - udział w działalności organizacji szkolnych i pozaszkolnych. Mój syn
              rok temu ukończył MIT - dlatego wiem. Przez jeden rok otrzymywał stypendium.
              • Gość: Miś Brak motywacji do nauki IP: *.tx.res.rr.com 08.06.09, 12:04
                Sądzę, że spadek poziomu intelektualnego studentów wynika z kilku powodów.
                Głównym jest wzrost ich ilości. Gdy na studia szło 5% uczniów to byli to
                najzdolniejsi. Gdy idzie 50% to idą przeciętni. Drugim powodem jest spadek
                motywacji do nauki. Ludzie nie lubią się przemęczać jeśli nie muszą. Gra w gry
                komputerowe jest przyjemniejsza niż czytanie lektur. Ortografii dziecko uczy się
                czytając, grając w ekscytujące gry nie. Rodzice kupujący dzieciom tony zabawek i
                gier do tego się przyczyniają. Podobnie jest w innych rozwiniętych krajach.

                Nawet Gazeta Wyborcza zlikwidowała dział Nauka, bo to za nudne. Pisanie o
                wypadkach, morderstwach, seksie przyciąga czytelników; nauka niewielu.
        • Gość: abc Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 15:56
          Swieta prawda!!! Chwalimy sie wysokim odsetkiem młodziezy
          studiujacej, a dawiej był- choc i teraz w dobrych liceach jest
          poziom i wymagania wyższe niż na niektórych kierunkach. Trzeba
          jednak przyznać,że na kierunkach bardziej obleganych i trudnych
          nadal jest wspaniała młodzież - to z własnego wieloletniego
          doświadczenia pracy na Uczelni i prowadzenia wykładów z chemii czyli
          trudnego przedmiotu.
          • iamhier Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci 08.06.09, 07:11
            nieprawda,wystarczy popatrzec na wydzialy prawa kogo tam przyjmuja,i jak
            niewiele osob ma poziom taki zeby zdac test prosty do zawodu.
            No,ale co mozna w tym kraju skoro lepszymkandydatem na prawo jest panna po
            zawodowce,potem uzupelniajacym liceum z jedna 5 na swiadectwie za worek kartofli.
        • Gość: Antoni Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.08.09, 13:34
          Zgadzam się z tym, że na uczelnię trafiają niedouczeni kandydaci.
          Jestem nauczycielem w szkole średniej i mogę powiedzieć, że przyczyn
          jest kilka:
          - totalnie niedoinwestowane szkoły średnie, które, żeby jakoś wiązać
          koniec z końcem, muszą dodatkowo na siebie zarabiać. Gdyby tak
          przeprowadzić grutowną kontrolę, to okazałoby się, że brak jest
          dobrze wyposażonych choćby pracowni chemicznych czy fizycznych, o
          wyposażeniu pracowni w szkołach kształcących w różnych zawodach nie
          wspomnę. Tam to już jest całkiem źle. Poziom kształcenia w różnych
          zawodach jest bardzo niski i nikt tego nie analizuje i nie szuka
          przyczyn. Podczas wizytowania szkoły taką kontrolę powinni
          przeprowadzać wizytatorzy, ale wśród wizytatorów brak jest
          fachowców, o wydziałach edukacji nie wspomnę, tam siedzą urzędnicy,
          którym ma tylko grać w papierach, nic więcej. Uważam, że jest
          totalny brak fachowców wśród ludzi kierujących szkołami i
          zarządzających nimi.

          - potworna biurokracja w szkole, która zdominowała pracę
          nauczyciela. Siedzimy w papierach, ciągle coś wykazujemy, wszystko
          musimy potwierdzać, to wszystko osiągnęło poziom absurdu. Zaczyna
          nam brakować czasu na przygotowywanie się do zajęć, bo musimy
          produkować tony paierów, których i tak nikt nie czyta. Niech się
          nasze władze przyglądną dziennikom lekcyjnym, ile pojawia się w nich
          dodakowych rubryk z jakimiś zestawieniami, rubrykami do
          potwierdzenia czegoś tam. My się już w tym wszystkim gubimy, nie
          pamiętamy o wielu rzeczach. To wszystko odbija się na poziomie
          kształcenia. Czy tym powinien zajmować się nauczyciel? Moim zadaniem
          jest przede wszystkim nauczanie.

          - o traktowaniu nauczyciela już nie wspomnę. Większość przerw
          spędzamy jak stójkowi na dyżurach. Ambitni dyrektorzy narzucają nam
          po kilkanaście dyżurów, które musimy odstać na korytarzu. Nie mamy
          chwili na odpoczynek, o konsekwencjach zdrowotnych nie wspomnę (nie
          mamy nawet czasu na toaletę).

          -ponadto zgadzam się z przedmówcą, że na nowo powinny obowiązywać
          egzaminy wstępne na wyższe uczelnie. Uczelnie same dokonywałby
          przesiewu pod kątem swoich wymagań. To jest nie tylko bardzej
          sprawiedlie, ale jest to również zdrowa konkurencja. Prymusów w
          szkołach średnich jest wielu, ale dopiero na uczelniach widać, jak
          naprawdę dają sobie radę.
        • Gość: Goska Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: 61.88.236.* 18.08.09, 04:17
          Zgadzam sie z Panem kompletnie. Bedzie tylko gorzej a to wszystko
          przez te zmiany (western style)w zachodnim stylu - wciaz musimy
          cos "malpowac" zmieniac (na gorsze - ale w Ameryce i podobnych
          krajach maja przeciez taki wspanialy system) Yes, taki wspanialy ze
          wresczie Widac Efekty. Od lat mieszkam w Austrlii i kiedy cale te
          przemiany w Polskiej Edukacji mialy miejsce stukalismy sie po glowie
          (jest tu wielu polakow) wrecz ubolewali nad tym co sie dzieje w
          Polsce. Te niepotrzebne i zapewne kosztowne zmiany, zmiany na
          gorsze!! Za nim zostaly one zatwierdzone, ktos powinien przyjrzec
          sie z bliska jakie sa wyniki takiej edukacji (tu w tym wypadku
          wycieczka i rozmowy - chocby z polakmi wiele by mogly wniesc - nasze
          dzieci przeszly, przechodza tutejsza edukacje, mamy wiec skale
          porownawcza - zgroza!!) Mowiac krotko uczyslismy sie nawet za duzo
          (w porownaniu do Krajow Zachodnich) smialo moglismy nieco
          nawet "odpuscic" (mam na mysli nieco zredukowac,) ulatwic naszym
          ucznia i wiecej nic nie zmieniac. I tak bylbysmy do "przodu" jesli
          chodzi o poziom edukacji. Rosjanie, Czesi, Polacy (ktorzy ukonczyli
          studia w latach 80) sa tu bardzo respektowani. Inna strona medalu to
          te Prywatne Uniwersytety, Wyzsze Szkoly itp. - ktore z edukacja nie
          wiele maja wspolnego - chodzi tylko o pieniadze (It's all about
          money!)
      • Gość: polak Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.07.09, 22:57
        Chciałbym zauważyć, że Pan profesor też w jakimś stopniu przyłożył się
        do takiego stanu polskiej edukacji. Przecież to ludzie pańskiego
        pokroju wprowadzili reformę edukacji uważając poprzednia formę
        istrukturę nauczania za komunistyczną. Dobra edukacja to nie tylko jej
        fundamenty, ale właściwe jej wykończenie poprzez właściwą i rzetelną
        naukę przekazaną na uczelniach, która obecnie jest nie do przyjęcia.
        Większość wykładowców uczelni nie ma pojęcia, że ten jest dobrym
        wykładowcą, którego studenci zdają dobrze egzaminy, bo to oznacza, że
        potrafił przekazać swoją wiedzę. Rektorzy powinni rozliczać
        wykładowców z ich osiągnięć nie tylko naukowych, ale również z
        osiągnięć dydaktycznych. Nie sztuką jest oblać studenta, bo większość
        wykładowców się tym szczyci, ja takiego wylał bym na zbity pysk, bo
        takie podejście do edukacji swiadczy o ich miernocie. W pracy rozlicza
        się za efekty jej wykonania, a tym samym odpowiednio wynagradza. Takie
        zasady powinny obowiązywać również na uczelniach. Wówczas wykładowca
        nie nazywał by studentów głąbami i nieukami lecz wziął by się do
        roboty, bo nic gorszego jak leń, miernota, profesor za jajka, nie
        przedstawia nic sobą, a chce oceniać innych.
    • wawoce Dziekant !!! 06.06.09, 10:45
      prosze wszystkich studentów o wpisywanie informacji o tym jak
      traktują Was Panie z dziekanatu, wykładowcy, doktoranci etc. "niech"
      (przepraszam, że takim tonem, przeciez na polskich uczelniach trzeba
      wyłącznie PROSIĆ I BŁAGAĆ) Pan prof. pierw się zajmie swoim
      ogródkiem...
      • yanuss Re: Dziekant !!! no własnie.. 06.06.09, 10:59
        I to widac w tym mailu: "dziekant", "pierw".. Tak to wlasnie wyglada. Profesor
        ma racje, jest tragicznie. Najgorsze, ze studenci nie chca sobie pomoc. Nie sa
        nawet swiadomi jak malo wiedza. Sadza, ze jak sie udawalo jakos przechodzic z
        klasy do klasy w szkole sredniej to w wyzszej tez sie uda. Nie chodza na wyklady
        bo nie sa obowiazkowe, nie korzystaja z konsultacji bo uwazaja, ze sa
        wystarczajaco zdolni..dopiero egzamin pokazuje im wlasciwa skale. Najwiekszy
        poploch wzbudza prosba o pokazanie notatek z wykladow, zwykle sa to ksera i
        student nie umie znaleźć niczego w tych kupionych "swoich" zapiskach.
        • Gość: Allie Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.06.09, 13:16
          Nie chcę bronić studentów jako ogółu, ale też faktem jest, że są
          traktowani często jak zło konieczne. Tak przez wykładowców jak i
          przez panie z dziekanatów. Sama doświadczam takiego "zderzenia z
          murem" przy każdej wizycie w dziekanacie.
          Co do wykładów i notatek masz trochę racji. Na moim roku na wykłady
          chodzi garstka osób, które robią własne notatki. Reszta
          prawdopodobnie bazuje na kserach, bo trudno mi uwierzyć, że
          przygotowują się do egzaminów z podręczników...
          • Gość: b Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: 62.233.149.* 07.06.09, 09:31
            Nie przesadzaj, byłem starostą roku i w dziekanacie bywałem często. Na paniach z dziekanatu ludzie wieszali wszystkie możliwe psy, a ja NIGDY nie miałem problemu z załatwieniem czegokolwiek. Wszystko zależy od zachowania. Panie z dziekanatu to tez ludzi, a nie jak chcieliby niektórzy studenci, motłoch. Im też należy się zrozumienie i uprzejmość. Zachowanie niektórych świadczy tylko i wyłącznie o kulturze. Niestety prof. Hartmann ma całkowita rację, maturę zdają w olbrzymiej większości głąby, tyle tylko, że to nie do końca ich wina. najpierw należy przyjrzeć się nauczycielom i rodzicom, a potem dopiero uczniom.
            • Gość: jh Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.09, 18:21
              Po pierwsze, do obowiązków nauczyciela należy przygotowanie ucznia do egzaminu,
              jeśli zdecydował się go zdawać. Zdanie egzaminu polega na zastosowaniu się do
              standardów maturalnych. Podczas nauki języka obcego okazuje się na przykład, że
              nie ma czasu na naukę mówienia, bo trzeba uczyć, jak można strzelić w prawidłową
              odpowiedź w zadaniu na czytanie ze zrozumieniem, nie przemęczając się nauką
              nowych słówek. Wnioskując z twojej wypowiedzi, to właśnie jednak nauczyciele są
              winni, że "głąby" zdają nową maturę? Matura jest w tej chwili uznawana za
              priorytet-a to właśnie jej konstrukcja nie pozwala na zbyt dużo myślenia i
              odpowiada za upadek stanu wiedzy u młodych. Młodzi zresztą nie ukrywają, że
              kupili sobie pracę maturalną z polaka, a żeby było ciekawiej, nowa matura jest
              trudniejsza od starej, bo nie można ściągać. Dyrektor w dodatku trzęsie się nad
              każdą osobą, która ma zagrożenie. Uczniowie z potencjałem uważają się za ósmy
              cud świata i nie chcą się rozwijać-nie przychodzą na zajęcia, bawią się
              telefonami podczas lekcji, oglądają filmy, robią zdjęcia, ściągają, a potem
              dziwią się, że mają trójki, bo nie przyswoili sobie nowego materiału. Rodzice
              przychodzą potem z pretensjami-"syn miał w gimnazjum z tego piątkę".

              Rozmawiałam kiedyś z uczniami WYJĄTKOWO słabej (właściwie ze wszystkiego, prócz
              wuefu) klasy. Tylko trzy osoby nie planują studiowania.
          • 100piotr Re: Dziekant !!! no własnie.. 09.06.09, 00:39
            Problem w tym że studenci nie rozumieją pojęcia studiowanie. Nie wiedzą, że jest
            to samodzielne zdobywanie wiedzy pod kierunkiem swojego profesora. Nie rozumiem
            jak można przygotować się do egzaminu opierając się tylko na notatkach (w
            dodatku nie swoich) z wykładu, bez czytania podręczników. A już swoistym
            kuriozum jest student który na egzaminu stwierdza, że tego to się nie uczył bo
            nie był na tym wykładzie
        • Gość: Były student Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: 80.48.71.* 06.06.09, 16:48
          Dziekanat...
          Niby nie ma związku z tematem artykułu, ale jest to kolejny aspekt negatywnie świadczący o naszej "machinie edukacyjnej". Paniom z dziekanatu nie podskoczy nikt, nawet sam dziekan. To nic, że są nieefektywne, mało uprzejme, że robią wszystko po swojemu (czyli najczęściej byle jak i bez sensu) - tak jak z wieloma innymi rzeczami na uczelni nie da się z tym zrobić nic...

          Druga rzecz - wykłady. Są wykłady na które chodzi się z przyjemnością, są takie na których można wiele zrozumieć, są też takie, które są zwykłą stratą czasu... Na te ostatnie nie warto chodzić.
          Prośba o pokazanie własnych notatek z wykładu ?
          Jak dla mnie kpina. Jeśli masz podejrzenia, że student nie chodził na wykłady to go dobrze przeegzaminuj i tyle.
          Nie potrafi - bania i do poprawki.
          Jeśli okaże się, że mimo nieobecności na wykładach potrafi wystarczająco dużo, to w czym problem?

          Jeśli chodzi o samych studentów zgadzam się w jednym punkcie z profesorem Rudolfem.
          "program jest przeładowany niepotrzebnymi wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów wrocławskiej "czternastki" "

          I tu jest zasadniczy problem. Nie więcej niż 5-10% uczniów jest na tyle bystrych, by przyswoić wymaganą wiedzę bez większego problemu lub wysiłku. Kolejne 10% uczy się wolniej, ale nadrabia to pracowitością. Reszta kombinuje (jak widać z niezłym skutkiem) - tu ściągnie, tu zgadnie (test), tu wyprosi (bo nauczyciel miękkie serce ma). Na studiach stosowane są mniej więcej te same uczniowskie metody co wcześniej. Z reguły skutecznie... Zwykle można wyprosić czwórkę (wykładowca też człowiek i to do tego zajęty -ceni swój cenny czas, którego szkoda na dopytki,konsultacje, poprawki), można dostać trójkę za uczestnictwo w wykładach (podobno się zdarza), ściąganie jak wszędzie ma się dobrze...

          Na końcu dochodzi kwestia (braku)selekcji kandydatów na niektóre wydziały. Odkąd pamiętam Wydział Chemii UWr nie cieszył się zbytnią popularnością wśród maturzystów. Dostawał się każdy (prawie każdy) kadydat, który zdał maturę. Nie ważne gdzie, nie ważne jak, ważne że...
          Studenci z którymi ma do czynienia prof. Rudolf zostali już nieco odsiani przez kolegów prowadzących zajęcia na wcześniejszych semestrach. Aż strach pomyśleć z czym oni mogli się spotkać...

          Dużo możnaby jeszcze na ten temat pisać...
          • yosia86 Re: Dziekant !!! no własnie.. 07.06.09, 21:44
            "Studenci z którymi ma do czynienia prof. Rudolf zostali już nieco odsiani przez
            kolegów prowadzących zajęcia na wcześniejszych semestrach."

            Mylisz się prof. Rudolf prowadzi Podstawy Chemii z I rokiem studiów
          • Gość: JolaS Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.06.09, 23:23
            Gość portalu: Były student napisał(a):

            > Jeśli chodzi o samych studentów zgadzam się w jednym punkcie
            > z profesorem Rudolfem. "program jest przeładowany niepotrzebnymi
            > wiadomościami. Nie wszyscy mają potencjał i ambicje uczniów
            > wrocławskiej "czternastki"

            No, fascynujace, doprawdy. Moja córka, przyszłoroczna maturzystka,
            ma w programie jakąś połowę tego, co miałam ja ponad 30 lat temu.
            Tyle, że ja miałam nauczycieli, a ona ma jakieś niedouczone matołki.
            Polonistka czyta NA LEKCJACH streszczenia lektur, bo "uczniowie nie
            zdążyli", mówi "lubieją", nie wymaga praktycznie niczego - oceny
            dostaje się za ściągnięte z internetu, pełne błedów, nawet nie
            czytane "prace domowe". Fizyczka dzieli przez 0. Chemiczka opowiada
            doświadczenia, bo nie ma wystarczających umiejętności, by je
            przeprowadzić, historyczka po ponarzekaniu na rzeczywistość
            mówi "doczytacie sobie w domu". Niby można się starać o zmianę
            nauczyciela, ale na kogo?

            > I tu jest zasadniczy problem. Nie więcej niż 5-10% uczniów jest na
            > tyle bystrych, by przyswoić wymaganą wiedzę bez większego problemu
            > lub wysiłku. Kolejne 10% uczy się wolniej, ale nadrabia to
            > pracowitością. Reszta kombinuje (jak widać z niezłym skutkiem) - >
            tu ściągnie, tu zgadnie (test), tu wyprosi (bo nauczyciel
            > miękkie serce ma). ...

            Taaa, a znakomita większość nawet nie próbuje przekonać się, jakie
            ma możliwości - woli przynieść zaświadczenie o dysleksji,
            dyskalkulii, dygrafii, ADHD i nie wiadomo czym jeszcze, a do
            kompletu jeszcze zwolnienie z WF.
            • Gość: obserwator Rodzice! Sami jesteście winni IP: *.ists.pl 08.06.09, 16:20
              Upadł autorytet nauczyciela, oj upadł, a sporą część winy za ten stan ponoszą
              tacy rodzice jak JolaS. Najprościej jest oczekiwać żeby nauczyciel nakładł
              łopatą wiedzę do głowy nawet największego głąba. Sami sobie nie mogą poradzić w
              domu z pociechą, która całe dnie spędza przy monitorze, ale wymagają cudów od
              szkoły. Nie uda się? To nauczyciel jest zły. Nie wahają się wyzywać nauczycieli
              przy dziecku (vide: "niedouczone matołki"). Za moich czasów rodzice bardziej
              współpracowali ze szkołą dla dobra samych dzieci, nigdy się nie zdarzyło żeby
              np. krytykowali przy mnie nauczyciela (nawet, jeśli czuli, że mam rację). A
              dzisiaj jak Jasiu powie że pani go upomniała i się zestresował, to rodzice na
              drugi dzień są w szkole i omal sądem nie grożą nauczycielce, bo Jasiu taki
              wrażliwy. Idą później takie dzieciaczki na studia, wychowane bezstresowo na
              grach komputerowych, i nie potrafią sobie poradzić w nowym środowisku. Oczekują
              od wykładowców tego, co ich rodzice od nauczycieli: wtłoczenia wiedzy do głowy
              przy jak najmniejszym wysiłku. Nie dociera do nich, że na studiach pracuje się
              samodzielnie, wykłady mają tylko pomóc zrozumieć przedmiot, natomiast większość
              materiału trzeba samemu przerobić. Pomijam fakt, że dzisiejszy student Jasiu
              studia traktuje jak przedłużenie szkoły średniej, często próbując stosować te
              same metody, włącznie z wysyłaniem rodziców do wykładowców w razie porażki
              egzaminacyjnej (jest to istna plaga ostatnich lat, jak mi mówili znajomi
              wykładowcy). I tak mamy błędne koło, jak się teraz rodzice nie zmienicie to mimo
              ogromnego dostępu do wiedzy wyrosną nam kolejne pokolenia osłów.
              • Gość: Eloe Re: Rodzice! Sami jesteście winni IP: *.zim.wroc.pl 09.06.09, 12:18
                I dlatego właśnie nie zostałam nauczycielką, choć marzyłam o tym od
                dziecka. Wyrzuciliby mnie rodzice tych superdzieci, które są
                najmądrzejsze, najzdolniejsze i zostały dawno pogrzebane przez
                własnych rodziców.

                Rodzice! Macie 6 lat, zanim dziecko pójdzie do szkoły. To jest WASZ
                czas i to właśnie wtedy WASZYM obowiązkiem jest nauczyć dziecko
                podstaw tego świata. Szkoła ma wspomóc proces socjalizacji, który to
                tak naprawdę zaczyna się W DOMU.
        • Gość: mesle Re: Dziekant !!! no własnie.. IP: *.ined.fr 08.06.09, 16:24
          Moja siostra uczy w warszawskim gimnazjum - glownym zadaniem wszystkich
          nauczycieli jest przepchnac ucznia do nastepnej klasy... Tak funkcjonuje polska
          szkola, wiec co sie dziwic, ze studenci przychodza z nastawieniem, ze nie trzeba
          sie specjalnie wysilac. Ja uczylam na UW przez 5 ostatnich lat i z roku na rok
          mialam do czynienia z coraz gorszymi studentami. Roszczeniowosc, totalny brak
          wiedzy i takie niezasluzone zupelnie samo-zadowolenie. Teraz obserwuje
          francuskich studentow i wiecie co? oni oddaja kolokwia, ktore da sie odczytac!!!
          Pisza czytelnie!!! A w Polsce to nalezy do rzadkosci.
      • Gość: glosc Re: Dziekant !!! IP: *.18.25.213.easy-com.pl 06.06.09, 13:55
        Człowieku (studencie?)nie zabieraj głosu w materii, o której nie ma tu mowy. A
        tak nawiasem mówiąc to czytając te parę zdań nie mam watpliwości, że mam
        przyjemność z produktem edukacyjnym ostatnich reform - roszczeniowość i wybujałe
        ego. Odpal sobie młody człowieku jakąś gierkę i poklikaj.
      • iamhier Re: Dziekant !!! 08.06.09, 07:15
        W Polsce nigdy nie będzie wysokiego ksztalcenia i nauki na poziomie jesli na
        uczelnie i katedry beda trafiac osoby przecietne.
        W Polsce od lat przyjmuje sie wyrywkowe kwalifikacje umiejetnosci przy
        rekrutacji na studia, i te doktoranckie tez.
        Bo jaki autorytet moze miec jako dr czy prof osoba ,ktora ma średnia ze szkoly
        mierna i zadnych innych wyraznych predyspozycji ku czemus?
      • princessofbabylon wawoce, nubo 08.06.09, 10:10

        Prawda z tym dziekanatem. Prawda z konusltacjami. Idę na dyżur to po
        kilkunastu minutach jestem przeganiana, bo się wykładowca na jakiś
        egzamin spieszy. W czasie konsultacji. To po co ta konsultacja skoro
        on nie ma dla mnie czasu?
        Ale to tak jakby inna para kaloszy.
        Zgadzam się natomiast z tym, że poziom coraz gorszy. Przychodzą tacy
        po tych gimnazjach, co to im się udawało wszystko, potem w liceum
        też im się udawało i myślą, że na studiach też tak będzie. Ktoś
        pisał o kulturze osobistej. To też jest prawda. Ci z I roku wciąż
        myślą, że w liceum są i jak będą się chichrać w czytelni i hałasować
        to wszyscy będą na nich patrzeć 'o jacy fajni jesteście'. No, ale
        nie można uogólniać, tak mi się nasunęło po lekturze artykułu.
        Myślę, że lepiej nie będzie niestety...
    • Gość: doktorant Popieram profesora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 10:57
      Upadek intelektualny studentów to fakt. Sam zadaję na zajęciach te same pytania, które mi zadawano gdy studiowałem. Efekt? Praktycznie rzecz biorąc nikt nie potrafi na nie odpowiedzieć! Referaty od studentów to najczęściej teksty skopiowane z wikipedii albo ściągi (ja też umiem korzystać z google drodzy studenci). Błędy ortograficzne w pracach, żenujący poziom wiedzy ogólnej, brak umiejętności logicznego myślenia, zerowy pęd do wiedzy.
      Jednym zdaniem pokolenie gimnazjalne, to pokolenie głupców.
      Dramat, dramat i jeszcze raz dramat.
      Ostatnio kolokwium zrobiłem. 80% prac to autentyczna żenada. Ale nie przepuszczę. Będę siedział na dodatkowych konsultacjach, ale albo się nauczą, albo papa.
          • Gość: inny doktorant Re: IP: *.adsl.inetia.pl 06.06.09, 13:31
            kto mi OPLACA ?! czy ty wiesz ile wynosi stypendium doktoranta?
            Doktorat robi się ze względu na własne ambicje. Po spędzienu 5
            przedpołudni na uczelni człowiek biegnie do pracy, żeby sobie na to
            hobby zarobić.
            Wracając do meritum. Jest faktem, że teraz na studia trafia
            pokoloenie PC i Intenetu. Składne zbudowanie zdania dłuższego niż
            zapytanie do Google sprawia wielki problem. Czytelne pisanie to
            zapomniana sztuka. Czytanie ze zrozumieniem okazuje się być nie lada
            wyzwaniem.
            Też uważam, że wykłady bardzo często są zbędne, bo wszystko jest w
            książkach. Tylko do tych książek trzeba jeszcze zajrzeć. I często
            łatwiej jest zrobić sobie notatkę na wykładzie, niż wertować
            kilkanaście pozycji podręczników i artykułów.
            Niestety tak jest smutna prawda. Poziom edukacji w szkołach strasznie
            spada. Dowodem może być ten wpis na blogu. Można pisać na maturze same bzury -
            jeśli nie przewidział ich klucz, wszystko jest OK.


            • Gość: cosik Re: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.09, 10:46
              Może problemem jest to dodatkowe zatrudnienie poza uczelnią.Choć wpływu na
              poziom wiedzy osoby rozpoczynającej studia to nie ma, to jednak może ma wpływ na
              ocenę tejże przez kadrę. Niestety trzeba poświęcić studentowi swój cenny czas.
        • Gość: doktorant Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 12:06
          Więc dlatego, że moje studia doktoranckie są opłacane z budżetu państwa i z czesnego studentów, to mam przepuszczać wszystkich jak leci?
          Wykonuję swoje obowiązki dobrze. Mam za zadanie nauczyć a nie przepuścić niedouczonego bałwana na następny rok.
          Studia, to studia. Trzeba samemu usiąść, pouczyć się, poczytać coś więcej, niż Bravo czy Przegląd Sportowy. Nauczyciel akademicki nie jest w stanie przekazać całej wiedzy, jaka jest potrzebna na zaliczenie przedmiotu. On przekazuje to, co najważniejsze i najtrudniejsze. Reszta zależy od studenta. Nauczy się, albo nie. W moim przypadku w zeszłym roku kilka osób nie zostało dopuszczonych do egzaminu. W tym roku najprawdopodobniej też nie wszyscy zaliczą.
          Teraz to naskakujesz na doktorantów, ale jak trafisz na stół operacyjny albo na salę sądową, to będziesz się modlił, żeby ten lekarz czy sędzia miał w przeszłości wymagających nauczycieli a nie takich, którzy go przepuszczali z roku na rok.
          • hugow Re: nawnosc 08.06.09, 01:41
            kiedys bylem naiwny, jak Ty doktorancie, tym co nie umieli - wstawialem dwoje, a
            tym co umieli - to co im sie nalezalo, czas plynal, wyrzucali mnie z jednej
            prywatnej uczelni (WSZiF Wroclaw, WSZ Edukacja Wroclaw, WSB Wroclaw) za druga,
            za oblewanie studentow, w koncu mi przeszlo. Mam rodzine na utrzymaniu. Teraz
            sie usmiecham i milo spedzam czas ze studentami nie stresujac ich i majac dobre
            relacje z wladzami uczelni. Pocieszam sie ze nie ksztalce ani medykow ani
            budowlancow.
            • pensioner63 Każdy Polak magistrem 08.06.09, 07:43
              hugow napisał:
              > kiedys bylem naiwny ... w koncu mi przeszlo.

              Ciekawe! Więc niedługo każdy, lub niemal każdy Polak będzie magistrem. A poziom
              jego wiadomości i umiejętności będzie na poziomie jednej z klas szkoły
              podstawowej. Trzeba otworzyć granicę na import, czyli brain drain, absolwentów
              chińskich lub hinduskich uczelni. Oni nie mogą znaleźć pracy. U nich jeszcze
              rząd nie wprowadził programu - każdy obywatel musi mieć wyższe wykształcenie.
            • Gość: gość z uniwerku Re: nawnosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 09:34
              Zazdroszczę prowadzącym zajęcia na politechnikach, a co najmniej na
              kierunkach niehumanistycznych - tam łatwiej ocenić. Mój typowy
              student to bezmyślny arogancki ignorant przekonany o swojej
              wszechwiedzy. Oburzony, gdy nie dostaje zaliczenia za pracę złożoną
              z fragmentów skopiowanych z tak ambitnych portali jak www.ściąga.pl.
              Poddaję się - rezygnuję z tej pracy. Nie mogę się pocieszyć, jak to
              robi hugow, bo kształcę tych, co są którąś tam władzą :)
          • iamhier Re: 08.06.09, 07:47
            dodoktoranta-system ECTS to ok.100 godz jednego wykladu,tak wiec mozna przekazac
            maximum wiedzy bez ponawiania podrecznikow.

            Po drugie-----rola twoja wykladowco jest ograniczona,bo tak naprawde jesli na
            tym wydziale wyladuje student ponizej pewnych pefekcyjnych norm,to chocbys nie
            wiem ile razy go uwalal albo stawial mu 5 za pracowistosc t akurat w zawodach
            prawnika i lekarza sobie nie poradzi.

            moze tylko kombinowac,ale tez nadaremnie.
            w ue osob bez wstepnego za 1 podejsciem i srendiej od 1 klasy szkoly podstawowej
            nie przyjmuje sie na takie wydzialy
            no,ale takie osoby na twoje wyklady nie musza chodzic by zdac
            • iamhier Re: 08.06.09, 07:54
              potem takie łorly co pokonczyly jakoste studia albo zwyczajnie maja zalatwione
              wszystko od A do Z ląduja w psychiatryku.anoreksja,bulimia,psychoza to tu standard.
              no coz przerost ambicji nad mozliwosciami
              wysiadaja tez osoby wyjatkowo zdolne w towarzystwie miernoty,tej akademickiej tez
          • plosiak Re: 08.06.09, 11:33
            Zgoda w 100%. Polska nie jest jakimś krajem geniuszy. Dlaczego maturę zdaje 98%
            abiturientów ? Bo są zdolni itd. ? Nie - bo decydentom zależy na "zdawalności",
            statystykach itp. wtedy można sobie pogratulować, jaki wspaniały mamy system,
            cudownych nauczycieli i najmądrzejszą młodzież. Tylko co to ma wspólnego z
            rzeczywistością ?

            Później tacy ludzie dostają się na studia i mają pretensje, że ich się goni do
            nauki. Dziwią się - w końcu przez wcześniejsze 12 lat edukacji można było sobie
            pobumelować, ściągnąć na testach i problem z głowy.

            Sam się dziwię, jak osoby, z którymi pracuję mogły skończyć studia, skoro robią
            błędy ortograficzne, nie potrafią samodzielnie myśleć, podejmować ŻADNYCH
            decyzji, nie mają za grosz kultury osobistej.
      • Gość: polak Re: Popieram profesora IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.07.09, 23:08
        Panie Doktorze!
        Widocznie pan nie potrafi przekazać swojej wiedzy, proszę najpierw
        sprawdzić co znajduje śię u pana pod nosem, a póżniej spojrzeć na to,
        co pod lasem. oceniać należy wiedzę merytoryczną, a w drugiej
        kolejności ortograficzną, bo gdyby miał pan wiedzę pedagogiczną, to
        wiedział by pan, że to może być niezależne od osoby piszącej lecz od
        pewnej przypadłości schorzeniowej. Z pańskiej wypowiedzi natomiast
        wynika, że ta wiedza jest panu obca, a szkoda. Nie jestem pedagogiem,
        ale ta rodzaj wiedzy nie jest mi obcy, on też jest przydatny w każdej
        pracy.
    • radeberger też mi tajemnica.. 06.06.09, 11:05
      nie od dziś wydział Chemii UW jest miejscem, które się obiera gdyby się nie dostało na pożądany kierunek - tak było jest i będzie

      już nawet nie liczę ile osób znam, które tam zimowały jakiś czas

      dlatego też wzrusza mnie do łez ten artykuł wydziału, który studenta traktuje jak gó... (tak, tak..) a potem płacze, że dostają studentów wedle selekcji negatywnej (lub jak kto woli - w większości idą tam odrzuty).

      a co do wspomnianej jeszcze w artykule matury - zawsze byłem zdania, że egzaminy na studia powinny prowadzić same uczelnie - wtedy (i tylko wtedy) unika się różnic w poziomie oceniania w liceach. Z dwóch egzaminów po liceum w starym systemie (matura i egzaminy wstępne) - pozostawiono ten gorszy..
      • practicant Re: też mi tajemnica.. 06.06.09, 13:44
        Racja.Choc patrzac z perspektywy studenta konczacego za niecały miesiac studia...:

        Z jednej strony-likwidacja egzaminow wstepnych na moja uczelnie sprawila naplyw
        ludzi,ktorzy nie potrafia wymienic epok historycznych,po pierwszym roku teraz
        odpada ponad 50 osob na 250 /6 lat temu odpadly 2 osoby.../.Zasady egzaminow
        oraz zaliczen w tym czasie sie nie zmienily...

        Z drugiej strony-rowniez u mnie jest grupa wykladowcow,ktorzy dydaktyka zajmowac
        sie nie powinni.Nie nadaja sie do tego-facet oblewajacy wszystkich i na
        konsultacjach /przez ostatnie dwa tygodnie semestru-codziennie!!/ puszczajacy
        losowo po 2-3 osoby...to jest jakas pomylka.

        Co do studiow-"przetrwalnikow":biologia,chemia czy biotechnologia chyba zawsze
        byly kierunkami "rezerwowymi",w razie niedostania sie na wlasciwy
        wydzial.Zreszta-sam tam skladalem papiery /choc na szczescie wyniki mojego
        egzaminu wstepnego przyszly na tyle szybko,ze nawet nie musialem podchodzic do
        rozmowy kwalifikacyjnej na uniwerku.../
        • radeberger Re: też mi tajemnica.. 08.06.09, 17:05
          yosia86 napisała:

          > radeberger napisał:
          >
          > > nie od dziś wydział Chemii UW
          >
          > Tu chodzi o Wydział Chemii UWr a nie warszawski..

          mądrość twa i intelekt po wieki wielbione być powinny...
          • yosia86 Re: też mi tajemnica.. 08.06.09, 20:59
            przynajmniej wiem gdzie studiuję

            a tak na marginesie brawo dla prof. Rudolfa! w końcu ktoś odważył się powiedzieć
            coś w tym temacie. Dzięki takim pracownikom UWr jak prof. Rudolf chemia to 90%
            mojego życia :D i tak, jestem z tego dumna :D
      • inkwizytor.biskupa.breslau Re: też mi tajemnica.. 08.06.09, 11:00
        Nowa matura to test dla debili, gimnazja to szkoły dla debili a bez
        egzaminów na studia i dzięki furtce w postaci studiów zaocznych masy
        debili stają się magistrami. Jeśli damy analfabecie, półanalbecie
        czy innemu debilowi tytuł magistra to dajej to będzie debil.
        Amen
    • tocqueville Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci 06.06.09, 11:21
      Kiedyś matura była certyfikatem jakości, dokumentem otwierającym drogę do
      szeregów inteligencji. Dzisiaj w dobie hasła "matura dla każdego" jest wartość
      ewidentnie spadła. smutne jednak jest nie to, że absolwenci szkoły średniej
      mają elementarne braki (nikt nie jest wszechwiedzący), ale to, że nie widzą w
      tym problemu i nie są zainteresowani poszerzaniem wiedzy.
      • Gość: gość Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.KREDKA.ds.uni.wroc.pl 06.06.09, 11:46
        Niestety, Profesor ma rację...
        Kiedyś przypadkowo podsłuchałem rozmowę moich dwóch koleżanek (IV rok), cytuję:
        "-(pierwsza) Ej, czy 1 litr to zawsze 1 dm^3?
        - (druga, tonem znawcy) Hmm, wiesz, to chyba zależy jakiej substancji)..."

        Co więcej - ta komedia (wszak komedia to gatunek dramatu;) ma kolejne odsłony - ostatnio dwóch moich kolegów - piewszy, który zaliczył I rok studiów, tylko dlatego, że każdą wolną sobotę poświęcałem, żeby nauczyć go podstaw matematyki, drugi, który swoje dotychczasowe studenckie życie przeżył na uporczywej walce z "warunkami", oświadczyło mi, że zamierzają "robić doktorat"...
        Cóż można powiedzieć...
      • Gość: Grr Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.chello.pl 08.06.09, 12:27
        Tak, ale w każdej innej kwestii słychać krzyk "jestem dorosły/a i będę sam(a) o sobie decydować!". 18-19 letni maturzysta to jest dorosły człowiek i powinien byc w stanie określić, co chce nadal w życiu robić - iść do pracy czy na studia, a jeśli tak, to jakie. Jeśli tego nie potrafi, to co on robił przez ostatnie kilka lat - grał na komputerze, a teraz obudził się w realu z ręką w nocniku?
      • Gość: Alba Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.91-82-b.business.telecomitalia.it 08.06.09, 12:51
        Nie przesadzaj! Kiedys nie bylo kolorowych podreczniczkow, tylu
        pomocy mkultimedialnych i jakos starsze pokolenia potrafily dobic do
        pewnego przyzwoitego poziomu! Poza tym, nie wiem czy kojarzysz,
        nawet juz rocznik przedwojenny wybieral studia w wieku 18, 19 lat i
        wielu z nich solidnie przykladalo sie do tzw. studiowania. Moze
        jednak zacznijmy szukac rowniez w samych uczniach i w odgornym
        obnizaniu standardow (sprawdzam matury z jezyka polskiego, wiec
        wiem, jaka sie urzadza paranoje przy tzw. weryfikacji). Mature
        natomiast zdaja osoby, ktore nie potrafia poprawnie odmienic
        czasownika "arystokrata". Natomiast tzw. klucz odpowiedzi uklada sie
        na podstawie prac uczniowskich z kilku wybranch rejonow. Pewnego
        dnia wiec, jesli 3/4 uczniow napisze na maturze, ze Mickiewicz byl
        murzynem, bedzie to trzeba nagrodzic punktem, bo taka informacja
        pojawila sie w wiekszosci prac.
        • shevandell Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci 08.06.09, 15:40
          > (...) sprawdzam matury z jezyka polskiego (...)
          > (...) czasownika "arystokrata" (...)

          "Arystokrata" jest rzeczownikiem. Miłego sprawdzania - Bogu dzięki,
          ze nie mojej matury, którą szczęśliwie zdałam jeszcze w starym
          systemie. Jeśli takich sprawdzaczy jest więcej, to już nawet klucz
          maturzystów nie pognębi ani nie uratuje.
    • Gość: ee85 Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: 78.8.136.* 06.06.09, 11:32
      Napiszę tylko, że studiuję Informatykę i Ekonometrię na Uniwersytecie Ekonomicznym.
      Co mnie martwi, to ŻAŁOSNY poziom wiedzy wykładowców. Informatyki uczyli się 40
      lat temu, a teraz na wykładach nauczają nas TYLKO teorii, ponieważ o
      nowoczesnych zastosowaniach informatycznych nie mają pojęcia.
      Inny przykład: opowiadają nam cały czas o optymalizacji działania organizacji i
      procesów biznesowych, a nasza uczelnia jest doskonałym przykładem, jak działać w
      sposób niewydajny. Oto struktura: www.ue.wroc.pl/uczelnia/struktura.html
      Wątpię, że aż 3 pracowników pracuje na uczelni po to, aby ustalać, gdzie ustawić
      gaśnice na uczelni.
          • Gość: ee35 Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: 78.8.136.* 06.06.09, 20:21
            OK, rozszerzę nieco mój punkt widzenia. Śmiem twierdzić, że cała moja ścieżka
            edukacyjna implikuje mój aktualny poziom wiedzy. Jeżeli jest za niski dla ogółu
            studentów, to oznacza najwidoczniej, że system nauczenia jest beznadziejny. To
            nie jest raczej wina studentów, tylko osób odpowiedzialnych za nauczenie (w
            ujęciu ogólnym, nie uwzględniających jednostek, tylko średnią). Nie powiesz
            przecież, że od urodzenia Polacy są głupsi od co niektórych innych narodowości,
            czy też poprzednich pokoleń.
            • Gość: uklak Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: 199.89.212.* 08.06.09, 14:21
              Poziom intelektualny studentów zawsze był wątpliwy, tylko ich
              odsetak sie zmienia. Miałem znajomą, studentkę drugiego (wtedy) roku
              fizyki UW - wydawało by się prestiżowy kierunek, która na pytanie
              dlaczego księżyc świeci zaczęła wygadywać jakieś brednie o
              zachodzących na nim reakcjach... Koleżanka przez całe studia
              ślizgała się po abstrakcyjnych dla niej tematach nadrabiając brak
              wiedzy dobrą miną. Wiem, że dziś jest już po doktoracie... Jeśli
              mamy takich lekarzy jak doktorów nauk ścisłych, to wiem dlaczego
              ogarnia mnie strach przed pójściem do lekarza...
      • Gość: bil Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.06.09, 17:08
        Tak, tak...dobrze jest mieć swój własny wyrobiony pogląd na sprawę nie
        zaciemniony znajomością problemu.
        Jak komuś BHP i PPOŻ z gaśnicami się kojarzą to wielkie współczucie.
        Nie wiem ilu pracowników jest na UE - może 1000? Ale każdego z nich trzeba
        skierować na badania okresowe, zapewnić odpowiednie środki ochrony w pracy,
        przeszkolić z zakresu BHP (cyklicznie), skontrolować warunki pracy itd itp.
        Akurat to wszystko jest obowiązkiem pracodawcy i myślę, że pracy byłoby pewnie
        na więcej osób - u mnie w firmie są do tego 4 na jakieś 1300 pracowników.
        bil
    • Gość: gosc Re: Na uczelnie trafiają niedouczeni kandydaci IP: *.KREDKA.ds.uni.wroc.pl 06.06.09, 11:51
      Niestety, Profesor ma rację...
      Kiedyś przypadkowo podsłuchałem rozmowę moich dwóch koleżanek (IV rok), cytuję:
      "-(pierwsza) Ej, czy 1 litr to zawsze 1 dm^3?
      - (druga, tonem znawcy) Hmm, wiesz, to chyba zależy jakiej substancji)..."

      Co więcej - ta komedia (wszak komedia to gatunek dramatu;) ma kolejne odsłony - ostatnio dwóch moich kolegów - piewszy, który zaliczył I rok studiów, tylko dlatego, że każdą wolną sobotę poświęcałem, żeby nauczyć go podstaw matematyki, drugi, który swoje dotychczasowe studenckie życie przeżył na uporczywej walce z "warunkami", oświadczyło mi, że zamierzają "robić doktorat"...
      Cóż można powiedzieć...
            • Gość: Youzeq Zakuć zdać zapomnieć IP: 83.230.121.* 08.06.09, 12:26
              Szkoły i uczelnie: byle jak i po łebkach, byle zrealizować ambitne plany
              Uczniowie i studenci: Zakuć, Zdać, zapomnieć.

              Częściowe rozwiązanie A: państwo powinno więcej dopłacać,ale do mniejszej liczby
              studentów. Liczbę studentów tak dopasowywać, żeby wymusić selekcję podczas
              rekrutacji na państwowe studia.

              Częściowe rozwiązanie B: wygospodarować pieniądze na jakiś rodzaj inspekcji
              edukacyjnej. Skoro można sprawdzać jakość paliw na stacjach benzynowych, to
              można sprawdzać np. poprzeczkę rekrutacji.

              Częściowe rozwiązanie C: wprowadzić większą specjalizację. Zamiast
              kilkudziesięciu przedmiotów na studiach wprowadzić kilkanaście, ale DOKŁADNIEJ.

              Częściowe rozwiązanie D: wprowadzić więcej praktyki i ćwiczeń praktycznych na
              studiach, zredukować ilość (przeważnie bezwartościowej) teorii. Np. zamiast
              "analiza SWOT to bla bla bla bla bla bla" -> "analiza SWOT to bla bla - proszę
              przygotować swoją własną analizę".

              Dziś z wiedzą jest jak z narzędziami. Można ją bez problemu zdobyć, ale trzeba
              najpierw umieć jej użyć.
              • Gość: Youzeq PS o pracownikach dziekanatu IP: 83.230.121.* 08.06.09, 12:40
                Panie z dziekanatu to najzwyczajniejsi ludzie. Można przy odrobinie kultury
                zawszeć pakt o nieagresji. Dodać odrobinę myślenia i zarówno studenci jak i
                dziekanice są zadowoleni ze współpracy.

                Jest gigantyczna różnica, gdy wiemy czego chcemy i przynajmniej nie utrudniamy
                nikomu pracy a sytuacją, gdy "student" chce wpis bo mu się należy ale nie zna
                nawet nazwiska wykładowcy.
                • Gość: Król Ubu Krokodyle łzy profesora Hartmana? IP: 83.230.121.* 08.06.09, 13:11
                  Za zapaść polskiej edukacji odpowiadają głównie nauczyciele, wykładowcy i
                  rektorzy. Tak jak za ilość wypadków na drogach odpowiadają głównie kierowcy, nie
                  minister infrastruktury.

                  Przepuszczanie z roku na rok, z semestru na semestr z litości, wyciąganie na
                  siłę od pierwszych klas podstawówki to norma. Uczą chaotycznie i byle jak
                  wątpliwej jakości wiedzy. Pielęgnują petryfikację środowiska akademickiego, a
                  potem psioczą że źle zły poziom.

                  Jakież to polskie!
                  • real_mr_pope Re: Krokodyle łzy profesora Hartmana? 08.06.09, 18:26
                    > Za zapaść polskiej edukacji odpowiadają głównie nauczyciele,
                    wykładowcy i
                    > rektorzy.

                    A za braki w kondycji fizycznej odpowiadają nauczyciele w-f.

                    To o czym piszesz, przepiszczanie z roku na rok, to tylko
                    konsekwencja marności tak wielu studentów. Gdyby nie ich braki
                    intelektualne, nie trzeba byłoby ich przepuszczać. Sami by sobie na
                    to zapracowali.
    • Gość: mgr na każdym kierunku się trafiają tacy... IP: *.lanet.net.pl 06.06.09, 12:15
      nie ma reguły, czy to PWr czy UWr czy któraś z akademii... Zawsze na roku
      zdarzają się tacy co przychodzą z ciekawości, bo im rodzice kazali, koledzy tu
      przyszli. Wielu prezentuje podejście "jakoś to będzie, się prześlizga te 5 lat i
      papierek w garści". Tacy ludzie w ogóle nie powinni przekraczać progów wyższych
      uczelni, które szczycą się wieloletnimi tradycjami i renomą. Po co męczyć siebie
      i innych swoją ignorancją, nieuctwem, wiecznie skwaszonymi minami i wagarami?Po
      co wydawać kasę na dojazdy, ksera, książki, biblioteki? Nie każdy w Polsce musi
      mieć magistra, dla wielu młodych ludzi matura jest szczytem osiągnięć
      intelektualnych niestety. Ludzie nie czytają książek, bo mają google i
      wikipedię, albo wolą iść na disko do klubu w remizie. Studia są dla ludzi z
      pasją, niekoniecznie geniuszy, dla tych co wiedzą na co ich stać i chcą się
      uczyć, ale uczyć naprawdę, a nie kombinować, lawirować i jojczyć jaki to tamten
      profesor czy doktor jest wstrętny kosiarz umysłów, a pani w dziekanacie jedynie
      umie wrzeszczeć (jak się nie umie nawet indeksu wypełnić zgodnie z opisem
      rubryczek - no to z czym do ludzi...). Gdyby na studiach więcej było prac
      pisemnych, wypracowań, zaliczeń praktycznych, na pewno odsiew byłby większy.
      Egzamin ustny to prosta sprawa nawet dla niedouczonego. Studia skończyłam w
      towarzystwie grupy pasjonatów, ludzi, którzy wiedzieli czego chcą. Jednym słowem
      - te wszystkie super hiper reformy oświatowe, systemy testów i prezentacji nic
      nie dają, bo to nie one decydują o sukcesie.