Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy...

10.06.09, 09:40
Moze tak to kiedys bylo. Pamietajmy, ze od dluzszego juz czasu wyklady nie sa
obowiazkowe. Studenci dziela wiec je na dwie kategorie, te, na ktore trzeba
chodzic bo koncza sie egzaminem, i te, ktore trzeba "zaliczyc" czyli zupelnie
o nich zapomniec. Studenci maja dzis wszelkie mozliwosci kontaktu z
wykladowca, znaja e-mail, telefon, godziny konsultacji. Czy z tego korzystaja
? Nie, polski student siedzi na wykladzie, zwykle jak najdalej od wykladowcy,
i przygotowuje sie do nastepnych cwiczen. Nie w glowie mu zadawanie pytan, nie
byl przeciez na wykladach poprzednich i nie wie o czym sie mowi. Prosby, tak
prosby, o przychodzenie na konsultacje czy pytania nic nie pomagaja. Zasada
jest jedna, jakos przezyc semestr. Pierwsze podejscie do egzaminu to proba,
moze cos sciagne, moze kolega pomoze, gdy nie ma na to szans wychodza po 15
minutach. Wtedy dopiero zaczyna sie szukanie notatek, proby ratowania
sytuacji. Dotyczy to wiekszosci przedmiotow, takze kierunkowych. Problemem
jest motywacja, polscy studenci nie wiedza dlaczego wybrali taki wlasnie
kierunek studiow, oni sie tam zapisali i zobacza.. moze sie spodoba.. Nie
umieja wiec sie poswiecic pracy nad przedmiotem, nad soba takze..
    • Gość: Przemo Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy.. IP: 195.205.44.* 10.06.09, 11:18
      Ale to jest logiczne: ze słabych studentów 'powstają' słabi wykładowcy.

      Jak popiera się bezmyślnie hasło 'Polska musi mieć więcej studentów' i głosuje
      się na głoszących takie hasła, to nie ma co się potem dziwić.
      • Gość: logos Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 11:36
        Pewnie tęsknisz za czasami przodowników pracy...
        • Gość: Przemo Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: 195.205.44.* 10.06.09, 12:25
          Co ma piernik do wiatraka?

          Chyba, że piszesz o tym, że przodownicy pracy to odpowiednik władz uczelni,
          które się szczycą, że mają więcej studentów.
    • Gość: as Obniża się poziom gazety wyborczej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 11:33
      Po raz kolejny gazeta wypuszcza serię artykułów na jakiś nadmuchany temat.
      Wcześniej psie kupy, rasizm, brak miejsc parkingowych dla redaktorów na solnym,
      teraz poziom studentów.
      Niech redaktorzy popatrzą wpierw na siebie, niech popracują nad swoim
      warsztatem, zamiast obrażać innych.
      Nie jesteście wcale lepsi od studenciaków redaktorzy.
      Ciekaw jestem jaka będzie następna napompowana seria tematów.
      Za niskie żywopłoty? Zły kolor koszy na śmieci, czy że stadion budują za daleko?
      • Gość: mg wawa głupiś IP: *.subscribers.sferia.net 29.06.09, 15:47
        dobry artykuł. Problem jest bardzo poważny i wymaga mobilizacji
        społeczeństwa.

        Jakość kształcenia wyższego a nawet systemu kształcenia wogóle zmierza
        do rynsztoka i to powinno wszystkich interesować.
    • Gość: pipi Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.univ-avignon.fr 10.06.09, 11:38
      Autor listu jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci doszukal sie w wypowiedziach
      prof. Rudolfa pogardy dla studentow, ktorej tam nie ma. Jest natomiast, i w
      wypowiedzi prof. Rudolfa i tej prof. Hartmana, zatroskanie poziomem ksztalcenia
      na wczesniejszych (niz studia) etapach edukacji. Wbrew temu, co byc moze sie
      autorowi listu wydaje, poglady zawarte w artykule podzielaja prawie wszyscy
      pracownicy polskich uczelni wyzszych - ci, ktorzy poswiecaja studentom mnostwo
      czasu i uwagi tez. W dodatku, podobnie jak yanuss, nie rozumiem zarzutow
      dotyczacych braku mozliwosci kontaktu studentow z wykladowcami. Te mozliwosci
      sa, tyle ze studenci w ogromnej wiekszosci nie sa zainteresowani ich
      wykorzystaniem. Wykladowcy, wbrew temu, co sie autorowi listu wydaje, nie sa
      (przynajmniej w wiekszosci) nastawieni a priori przeciw studentom. Problem w
      tym, ze jesli wykladowca ma jedna godzine konsultacji i zaden student nie ma
      ochoty z niej skorzystac (a to jest norma na polskich uczelniach), to po diabla
      mialby organizowac nastepne?
    • Gość: IJ Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.magma-net.pl 10.06.09, 12:07
      zapomniałeś dodać że wiele wykładów jest prowadzona, chyba tylko, dla samego wykładowcy. prowadzący nie przygotowują się do wykładu, dukają coś z kartek. dziś też sale wykładowe w większości wyposażone są w sprzęt multimedialny oraz Internet. niestety wielu "profesorów" nie potrafi takich urządzeń obsługiwać. po co mam chodzić na wykład, skoro wykładowca dyktuje swoją lub (co gorsze) czyjąć książkę. na to samo wyjdzie jak przeczytam to w domu. na szczęście mam też pozytywne przykłady, kiedy wykładowca mówi ciekawie i choć wyklad jest wieczorem to jest komplet na sali. szkoda tylko że to raczej są wyjątki.
      • nastyyy Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i 10.06.09, 12:17
        Dokładnie tak.. ja mam to szczęście, że zapamiętuję sporo z wykładów, ale jest
        wiele osób, które wolą w tym czasie to przeczytać z książki i więcej
        zapamiętają.. Sama mam mieszane uczucia co do wielu wykładów. Część naprawdę
        pomaga w przyswajaniu wiedzy, jest podstawą, a ta orientacyjna wiedza przydaje
        się w nauce. Niestety część jest nie na temat.. Wykładowca czyta coś
        niezrozumiale, z czego nie da się zrobić notatek, bo służy bardziej odbębnieniu
        tych 90 minut, niż przekazanie wiedzy studentowi.

        Fakt, że wiele osób po drugiej stronie tak naprawdę nie wie, po co tam siedzi..
        Nie potrafię zrozumieć, po co studia osobie, która i tak zdaje wszystko w sesji
        poprawkowej, część jako warunki.. Każdemu może się noga powinąć, ale nie 4 razy
        w ciągu jednej sesji, w której są 4 egzaminy.. ;/
      • Gość: zosia Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 12:44
        Studiuję na Politechnice na jednym z kierunków na które naprawdę trudno było się
        dostać. Zakładam więc, że jeśli już komuś to się udało to musiał się postarać i
        jakby nie patrzyć bardzo dobrze zdać maturę. Zaznaczę też że była to jeszcze
        "stara" matura i 4-letnie liceum. Studenci są jacy są, dużej części zależy na
        skończeniu stadiów z dobrą oceną, tych którym się nie chciało już dawno nie ma,
        choć oczywiście zawsze zdarza się garstka takich co to zakombinowali i im się
        udało. Jak dla mnie najbardziej niepokojące jest jednak to, że ci którzy chcą
        się uczyć chyba lepiej zrobiliby to bez studiów. Mnie studia nie nauczyły
        praktycznie niczego. To co wyniosłam z tych 5 lat nauczyłam się w 90% sama z
        książek czy internetu. Studia w tym tylko przeszkadzały, bo zabierały czas na
        tysiące niepotrzebnych rzeczy których i tak już nie pamiętam. Kierunek na którym
        studiuję dostał ponoć jakąś tam nagrodę za najlepszy tok nauczania w kraju -
        jestem ciekawa w takim razie jak wyglądają te gorsze, skoro ten jest najlepszy
        ;) Nic się tu kupy nie trzyma, przez całe studia mamy wpajaną wiedzę na temat
        sieci neuronowych, żeby na 5. roku mieć potem przedmiot "Podstawy sieci
        neuronowych", to jeszcze do czegoś się może przyda ale istnieje cała masa
        przedmiotów kompletnie niezwiązanych z moim kierunkiem. Nie można się dziwić
        studentom, którzy chcą je tylko zaliczyć.
        Inna sprawa że na kursach "przydatnych" często poziom prowadzenia wykładów jest
        żenujący. Część wykładowców prowadzi wykład "autorski" - czyli mówi co im ślina
        na język przyniesie bez ładu i składu. Są też tacy co z 15 wykładów przyszli na
        5. Trudno się dziwić studentom, że nie przyjeżdżają na 7.30 rano na wykład jeśli
        na 66% się on nie odbędzie. A przecież jest internet - wystarczy wysłać maila do
        starosty, jeśli wykładowca się rozchorował. Ale do tego trzeba dobrej woli. W
        mojej karierze miałam okazję spotkać tylko dwóch prowadzących którzy łaskawie
        informowali studentów o nieodbywających się zajęciach. Znaczna część wykładowców
        następnie prowadzi wykład tylko dla siebie, albo przepisując lub przedyktowując
        książkę, albo nawet prowadząc swój wykład ale tak że nikt nic nie rozumie, albo
        co gorsza nie słyszy/nie widzi. Można takiego wykładowcę 10 razy prosić
        "wolniej", "większe litery", "głośniej", ale sytuacja poprawia się w najlepszym
        razie na 10 min. To pytam się po co przychodzić na taki wykład skoro nawet w
        pierwszej ławce jest go trudno zobaczyć czy usłyszeć. Nie wspomnę już o
        wykładach, na których prezentuje się slajdy z wykładu ściągniętego z internetu.
        Znam takiego wykładowcę, który się nawet jawnie do tego przyznawał, co gorsz
        prezentowane slajdy sam pierwszy raz widział na oczy. Należę do osób które jak
        już są na wykładzie to słuchają i chcą zrozumieć, więc pytam jak tylko mam
        wątpliwości. 50% odpowiedzi jest niekompetentna i nic nie wnosi do sprawy, 40%
        to drwiny z tego że jak można tego nie rozumieć.

        Podsumowując, podam sytuację z korytarza Politechniki sprzed kilku tygodni.
        Zaprzyjaźniony wykładowca, z którym mieliśmy zajęcia rok wcześniej pyta się mnie
        -"Pani Zosiu, co ja mam zrobić z tymi pierwszakami, w ogóle nie przychodzą mi na
        wykład. Już przeniosłem go z 7.30 na 13.00, kartkówki robię, obecność sprawdzam
        i dalej przychodzi garstka osób. Może Pani ma jakiś pomysł?" Odpowiedziałam -
        "Tak, prowadzić ciekawsze i lepiej przygotowane wykłady". Pan Doktor się
        zmieszał, ale to naprawdę skutkuje. Dobrze prowadzone wykłady nie świecą
        pustkami ani o 7.30 ani o 20.35 w piątek :).
    • druzus68 Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy... 10.06.09, 12:14
      w wiekszosci zgadzam sie z autorem textu, poza ostatnim zdaniem, studia nie sa
      szkola, tylko miejscem do studiowania, i jak sama nazwa wskazuje, tu sie
      studiuje .... o czym studenci czesto i gesto zapominaja.... pozdrawiam..
      • Gość: Drops Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.09, 13:25
        Uczelnie zaliczają się do szkolnictwa wyższego.

        Studia muszą się zmieniać wraz z czasami w jakich istnieją.

        Profesor to już nie bóstwo. Uczelni nie ma dwóch w całym kraju, wykładowców nie
        jest garstka.
        Książka to nie dobro rzadkie. Nie oprawia się ich w skóry, nie pisze ręcznie.
        Informacja nie jest tajna, niedostępna. W dobie internetu każdy może wiedzieć
        wszystko, ale nie każdy wie jak jej użyć, wprowadzić w życie.

        My studenci już nie potrzebujemy tylko wiedzy. My musimy wiedzieć jak jej użyć,
        jak sprzedać. Na studiach nie musimy ryć podręczników i encyklopedii i opuszczać
        ją recytując regułki. Mamy nauczyć się pewnych rzadkich schematów myślenia oraz
        myślenia w sposób logiczny i dający oczekiwane efekty. Jak znaleźć, gdzie
        znaleźć informację i jak odsiać z niej elementy niepotrzebne. Powinniśmy umieć
        użyć wiedzy i zaprezentować ją.

        Uczelnie powinny być elastyczne i oferować to, czego oczekuje od
        studentów/pracowników rynek.

        Muszę zaznaczyć, że studiuje ekonomię, więc mój tok myślenia może być błędny w
        przypadku innych kierunków, bo np. filozofia nie powinna uczyć schematów, tylko
        myślenia abstrakcyjnego ^^
        • Gość: mg wawa sam jesteś przykładem omawianego problemu IP: *.subscribers.sferia.net 29.06.09, 15:44
          Swoje racje formułujesz w sposób świadczący o inteligencji, tego nie
          odmawiam.

          Ale zamiast rozumieć zjawisko na poziomie akademickim chcesz dostawać
          gotowe użyteczne schematy.

          Właśnie tacy schematyczni finansiści zgotowali nam kryzys finansowy.
          Niby inteligentni ludzie ale stosowali gotowce bez zrozumienia istoty
          problemu.

          Co więcej, twierdzę, że rynek właśnie takich ludzi chce! A rolą
          uczelni jest to, żeby dostawał innych.
    • Gość: Drops Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.09, 12:49
      I tak, i nie.
      Tak, możliwości kontaktu z wykładowcą jest w dzisiejszych czasach multum. Jednak
      warto sprawdzić, jak w rzeczywistości działają takie środki komunikacji.
      Nagminnie zdarza się, że wykładowca nie umie korzystać z maila lub "nie lubi" co
      zazwyczaj oznacza to samo. Inny nie ma czasu na odpowiadanie, bo jest zajętym
      człowiekiem, drugi powie, że nie używa oficjalnego maila, bo przecież studenci
      by go zamęczyli.
      Rozumiem, że nie wszyscy muszą być ekspertami z dziedziny informatyki (tak jak
      nie każdy student musi być znawcą języka), ale nauka obsługi komputera na
      poziomie obsługi maila to naprawdę fraszka..


      Teraz przykład z drugiej strony, czyli jak wykładowcom zależy na wygodzie
      studentów i na właściwej naszym czasom formie komunikacji.
      Najlepszy przykład to ogłaszanie wyników kolokwiów, czy egzaminów. Najprostszym
      sposobem jest wrzucenie takiej wiadomości na podstronę strony głównej uczelni.
      Każdy pracownik takową posiada. Zamiast tego wykładowcy nagminnie wywieszają
      "kartki" na swoich drzwiach albo każą przychodzić na swoje konsultacje.
      Nieczęsto spóźniają się z ocenami, a studenci całują klamki.
      • nastyyy Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i 10.06.09, 13:08
        Tak.. konsultacje są. Ale z reguły na konsultacje wykładowców nie ma potrzeby
        chodzić w ciągu roku. Co innego w sprawie ćwiczeń.. W każdym razie, przez pół
        semestru nikt na nie nie przychodzi, jednak, kiedy zbliża się sesja jest więcej
        spraw, a wtedy niestety godzina konsultacji tygodniowo to za mało. Poza tym,
        wielokrotnie zdarzało się, że po przyjściu na konsultacje zastałam kartkę
        informującą o odwołaniu konsultacji. Pomijając fakt, że godziny konsultacji są..
        śmieszne. Studiuję wieczorowo. Konsultacje często są o godzinie 8-9. Również
        studenci zaoczni mają terminy konsultacji w tygodniu - a więc zwalnianie się z
        pracy, przyjeżdżanie z innych miast na 1 konsultacje. Które często się nie
        odbywają.. A kilkukrotnie spotkałam się z sytuacją, że wykładowca ma o godzinie
        8 konsultacje, ale w rzeczywistości się na nich nie zjawia..
        • Gość: Drops Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.09, 13:11
          Dokładnie.

          Ciekawa jest również sytuacja, kiedy na stronie pracownika godziny konsultacji
          są inne, na jego drzwiach są inne i w notatkach z pierwszych zajęć inne ^^
        • Gość: asdasdasd obniża się również poziom studiów IP: *.wroclaw.vectranet.pl 10.06.09, 13:16
          Każdy kij ma dwa końce-doświadczenia z Wydziału Nauk Społecznych na UW: przedmioty są nieżyciowe i czysto teoretyczne (na zasadzie ciekawostek które nie mają wiele wspólnego z pracą w zawodzie), prowadzący często niekompetentni do kwadratu (pani doktor po prawie prowadzi ekonomię i poza plikiem kartek na których opiera cwiczenia nie wie kompletnie nic o temacie, inna pani doktor na zajęciach z edkukacji każe robic kreatywne wyklejanki, możnaby ciągnąc ten wątek na parę stron), lub zwyczajowo im się nie chce (nie przychodzenie na zajęcia, cwiczenia oparte na schemacie "pogadajcie sobie a ja będę słuchac"), cwiczeniowcy przepuszczaja nawet jednostki które zjawiło się na początku roku,i na końcu etc etc.Owszem poziom studentów (w tym mój obiektywnia patrząc też) nie jest najwyższy-ale o Uniwersytetach też można by książkę napisac!
      • Gość: Drops Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.06.09, 13:09
        Co do niezdecydoowania studentów i braku zapału...

        Mój zapał na pierwszym roku studiów był spory. Na ekonomię zdecydowałem się
        późno, ale byłem przekonany, że będzie fajnie. Mechanizmy działania wolnego
        rynku, zasady działania itp. Super.

        Niestety, uczelnia państwowa dość szybko zgasiła we mnie zapał. Nie dlatego, że
        nie trafiłem z kierunkiem, ale ponieważ w większości wypadków zajęcia są nudne,
        oderwane od rzeczywistości. Wykładowcy nie potrafią skorzystać z możliwości
        multimedialnych, jakie oferuje dzisiejszy świat. Obsługa rzutnika i laptopa to
        albo abstrakcja albo zbędny wysiłek. Tymczasem duża część wykładowców nie ma
        pojęcia jak zainteresować salę jedynie własną osobą i przedmiotem. Nie uznają
        jednak za stosowne podciągania swoich umiejętności, a i władze uczelni nie czują
        się odpowiedzialne za poziom nauczania swoich pracowników.
        Dlaczego? BO STUDENT NA UCZELNI MA STUDIOWAĆ. Co to znaczy? Dla niektórych to
        oznacza, że studencie mają sami sobie poradzić z materiałem, który stworzony
        został przez naukowców w procesie trudnych badań naukowych. Książka trudna,
        napisana językiem naukowym ? Materiały nie są dostępne, bo biblioteka posiada 3
        egzemplarze książki ? HA, prawdziwy student sobie poradzi!!! ... super.

        Uczelnie są skostniałe i archaiczne. Oferują suchą wiedzę, przedstawianą często
        przez wykładowców, których mógłby zastąpić ministrant-lektor, bo przekazywana
        przez nich wiedza od dawna się nie zmienia.. Zmienia się tylko kolor kartek na
        bardziej żółty.


        Oczywiście, na każdej uczelni zdarzają się wybitne wyjątki. Ludzie, którzy są
        przygotowani, mają dar przyciągania uwagi, a ewentualne braki nadrabiają ciekawą
        formą wykładu. Studenci siedzą i słuchają, pytają, odpowiadają... MYŚLĄ!! Nie
        raz i nie dwa słuchałem wykładów, których temat właściwie nie był przedmiotem
        moich zainteresowań, ale mimo to odkrywałem w nich coś ciekawego, przydatnego...


        • wari Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i 11.06.09, 02:45
          Studenci i wykładowcy nie różnią się za bardzo od siebie. Mają
          naszą, polską mentalnośc i działają w fatalnym systemie stworzonym
          przez pseudoreformatorów. Dlaczego wykładowcy są często słabo
          przygotowani (o multimediach w czasie wykładów nie piszę, bo to nie
          jest przedszkole - do dobrego wykładu wystarczy wykładowca i czasem
          kreda) ? Przyczyny są różne, ale często wiele wykładów i ćwiczeń
          prowadzą adiunkci, którzy, jak okazuje się np. Na UWr. będą
          zwalniani jeśli nie zrobią habilitacji, a jedynym kryterium oceny
          traktowanym poważnie jest liczba punktów za publikacje i liczba
          publikacji w czasopismach z listy MNiSW. Miałem reformować swój
          przedmiot i go unowocześnić, wprowadzić do niego świetne ćwiczenia,
          mam super pomysły - ale po co ? Nikt ode mnie tego nie oczekuje.
          Pytają mnie tylko o punkty za publikacje. Dydaktyka jest gdzieś na
          szarym końcu. Dodatkowo zlikwidowali wszystkie nadgodziny, co
          skutkuje tym, że zajęcia prowadzą ludzie nie mający pojęcia o
          temacie (bo trzeba było np. oddać część zajęć) - po prostu
          specjaliści z inych dziedzin. Obowiązkowa habilitacja (czesto przy
          coraz bardziej chorych kryteriach) czy choćby brak podziału na
          adiunktów "od nauki" i "od dydaktyki" tak jak to jest we Francji w
          połączeniu z fatalnymi zarobkami (właśnie dowiedziałem się, że
          adiunkt na moim wydziale zarabia kilka razy mniej niż kierowca
          rozwożący pracowników w dużej firmie budowlanej), przez co wiele
          osób szuka dodatkowej pracy poza uczelnią, powoduje, że po prostu
          nie warto inwestowac w dydaktykę. Gdybym nie musiał robić
          habilitacji, zarabiał chocby 2 razy tyle, co teraz (wówczas nie
          brałbym żadnych prac zleconych, o czym marzę) to bardzo chętnie
          skupiłbym się na robieniu porządnej, ciekawej dydaktyki. Zapewniam,
          że sporo osób by tak zrobiło, bo na ten temat rozmawiamy.
    • radeberger taa - wykłady 10.06.09, 13:22
      a po cholerę komu wykład, na którym prowadzący stoi wypięty dupą do publiki czytając tekst żywcem przepisany z książki?
    • Gość: richard sorge Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 19:12
      Za tzw. komuny obowiązywało hasło "Polska krajem ludzi uczących
      się". Zmodyfikował je mój ówczesny polonista twierdząc, że "Polska
      krajem ludzi chodzących do szkoły". Powtarzał też, że "i kanarek, i
      wrona są absolwentami studiów muzycznych, ale wrona kończyła je w
      systemie zaocznym".
    • korcia2000 Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy.. 11.06.09, 12:57
      Jestem zaawansowany wiekowo, studiowałem dano temu, ale obecnie mam
      kontakt z środowiskiem uniwersyteckim, zarówno jeśli chodzi o
      studentów jak i kadrę naukową. Stwierdzam, że yanuss w wielu
      wypadkach ma rację. Za moich czasów student był traktowany nie jako
      głupi smarkacz, ale jako młodszy partner, liczni pracownicy uczelni
      zwracali się do nas per "kolego", ich stosunek do nas nacechowany
      był życzliwością, starali się pomagać w trudnych sytuacjach. Ale to
      byli głównie profesorowie przedwojenni, wybitni naukowcy i
      pedagodzy...
      • Gość: Tolek1 Re: Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.09, 22:25
        Polskie szkolnictwo wyższe z niewielkimi wyjątkami chyli się ku upadkowi.
        Dlatego ciągle obniża się poziom dyplomu. Przyczyn jest wiele ale najważniejsze
        to: nadmiernie rozbudowana baza różnorakich prywatnych uczelni, pazerność na
        czesne, mizerność prowadzonych badań ze względu na likwidację rodzimego
        przemysłu a przez to i brak rzetelnego rozwoju naukowego, który jest skupiony
        tylko do schematycznych ćwiczeń i tablicy, nijakość kandydatów na studia co
        wynika raczej z szerokość i łatwości dostępu na studia. Liczy się łatwość
        studiowania niż jego trud. Niestety takie jest podejście obecnego pokolenia
        młodzieży. I w tą łatwiznę wpisują się szkoły średnie i szkoły wyższe. Jest to
        też po części czyste wyrachowanie tych szkół. Aby istnieć muszą za wszelką cenę
        przyjąć ten narybek bez żadnych barier. Chociaż nie jestem entuzjastom obecnego
        zjawiska edukacyjnego to podzielam pogląd, że lepiej dla młodego człowieka
        wycierać kurz na ławach wykładowych niż łamać ławki w parku. Chociaż poziom
        wiedzy takiego absolwenta będzie pożal się Boże, to jednak bakcyl wiedzy
        zostanie zaszczepiony i w sposób nieoczekiwany może przynieść jednak pewne owoce
        w przyszłości. Co do uczelni, to muszą się wyodrębnić te, które będą elitami i
        te, które będą przechowalnią dla tych gorszych. Nie można jednak dopuścić do
        tego aby elitarne uczelnie równały do poziomu tych nijakich. Dlatego uważam, że
        na takich uczelniach powinny obowiązywać pewne rygory i nawet dla 20 dobrych
        kandydatów na kierunku uczelnia powinna kształcić tych dwudziestu a nie żądać
        200 mierniaków bo to przynosi kasę. Oczywiście jeżeli chce należeć do elity.
    • Gość: wykładowca Kiedyś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.09, 00:11
      Kiedyś (dawno temu) mieliśmy w instytucie dyskusję, czy pewien profesor może prowadzić dany wykład, bo już prowadzi zajęcia z dwóch (!!) przedmiotów. Dzisiaj wykładowca czy doktorant prowadzi zajęcia z 5 czy 6 (albo i więcej) przedmiotów, dla grup liczących po przeszło 200 osób. Tak się nie da pracować!
      Studentów jest za dużo, kadry naukowej za mało, co roku dochodzą jakieś nowe przedmioty. Z trudem za tym nadążamy.
      Przy dzisiejszym tempie rozwoju naukowego wykładowca/doktorant powinien prowadzić zajęcia z 1-2 przedmiotów w grupach maksymalnie 20 (ćwiczenia) lub 100 (wykład) osób.
      Inaczej nie da się tego zrobić dobrze!
    • lagrema Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy... 29.06.09, 09:15
      Studiujemy po to, aby zagłębić się w treści, które nas interesują. W końcu z
      założenia tym właśnie będziemy się zajmowali w przyszłości. Dobrze by było,
      aby ktoś nas prowadził przez tą niekiedy trudną drogę.
      Wykłady może i są nieobowiązkowe, ale czyż nie uczęszczałoby się na nie z
      przyjemnością, gdyby nie były "odbębniane". Nie jest dla mnie zachętą wykład
      wyczytany z kartki, ze slajdów, pozbawiony wkładu własnego wykładowcy.
      Niejednokrotnie "zachętą" do uczestnictwa ma być ocena za samą obecność, ale
      mnie to nie przekonuje. Poza tym na studenci praktycznie w zerowym stopniu są
      angażowani do samodzielnego myślenia podczas zajęć (może poza niektórymi
      ćwiczeniami i laboratoriami).
      Inną kwestią jest jakby wykonywanie pracy za wykładowcę poprzez
      przygotowywanie własnych prezentacji. Czytać każdy potrafi, a gdzie własna
      inwencja i zaangażowanie.
      Niejednokrotnie i zaliczenia są farsą. Podpowiadanie, zaliczenie "na ładne
      oczy", itp. Przykłady można mnożyć.

      Samodzielnie uczę się dużo, bo chcę. Bardzo dziękuję tym wykładowcom, którzy w
      swojej pracy widzą przyjemność i sens, a nie przykry obowiązek i przymus...

      Zawiedziona studentka
    • profzwdrhab Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy.. 29.06.09, 09:35
      forum.gazeta.pl/forum/w,87574,97235741,97235741,Mamy_za_duzo_uczelni_i_studentow.html
    • kamil922 Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy... 29.06.09, 11:03
      Typowy przykład głupoty.

      Nikt nie każe studentom, być specjalistami w sprawach języka
      polskiego. Wymaga się od nich tylko podstawowych znajomości
      ortografii. Nie porównuj studentów do Einsteina, bo dużo im brakuje.
      Jemu możnaby wiele wybaczyć, a jakie osiągnięcia mają zwykli
      studenci ?
      • Gość: saaaaaaaaaaa nie ma jak kompetentni prowadzący IP: *.wroclaw.vectranet.pl 29.06.09, 17:11
        No dobra owszem studenci są źli i niedouczeni itp.A prowadzący? Na każdym roku zdarza się conajmniej dwóch którzy budzą albo salwy śmiechu albo zażenowanie.Wydział Nauk Społecznych: rok pierwszy ekonomia prowadzi Pan który zjawił się może połowie zajęc, a raz gdy grupa czekała 2h na telefon odpowiedziała jego siostra która stwierdziła iż "brat jest niedysponowany". Rok drugi ten sam przedmiot prowadziła Pani po prawie-nie umiała wyjaśnic NIC ponad to co przygotowała na zajęcia-a wyglądało to tak że czytała z 6-10 stron.Ba, z truden orientowała się o co chodzi na tych kartkach. Rok trzeci -pierwszy semestr to Pani od metodologi nauk która sama przynała że edukacja w ogóle ją nie interesuje, drugi to gwiazda Pani Dr Hab-pierwsze cwiczenia to wyklejanka, na kolejnych czytanie artykułów z gazet o edukacji i pracuszki na tematy tak banalne że aż zęby bolą (wady i zalety socjalizacji np.)To tylko przykłady tak na szybko-możnaby książke napisac o niekompetencji i swoistym burdelu na uczelni.I pytanie jak student- taki który chce studiowac, czegoś się dowiedziec- ma zdobywac wiedzę skoro stoi przed nim osobnik mądrzejszy jedynie o trzy strony tekstu które przed chwilą przeczytał?
        • Gość: studentka nie ma jak kompetentni prowadzący IP: *.wroclaw.mm.pl 29.06.09, 19:57
          Mam jeszcze jeden kwiatek do tego ogródka. Mój wykładowca ( uczelnię
          i przedmiot pominę milczeniem) nie radzi sobie ze swoją
          seksualnością. Ma żonę, kochankę, a wśród studentek wyszukuje swoje
          dalsze ofiary, proponując tzw. stały związek. Myślicie, że to
          wyjątek. Znam jeszcze kilku, którzy nie radzą sobie z innymi
          uzależnieniami i przychodzą na zajęcia niedysponowani. Podobno jaka
          płaca, taka praca, a adiunkt zarabia teraz tyle samo, co nauczyciel
          w podstawówce.
    • psysutra Obniża się nie tylko poziom studentów, ale i wy... 29.06.09, 20:02
      Według mnie największym problemem jest tłuczenie do głowy studentom wiedzy,
      która i tak potem nie będzie przez nich wykorzystywana.

      Najlepszy przykład- na politechnice śląskiej jak studiowałem (bo uczelnia mnie
      dość wkurzyła, nie miałem innego więc zrezygnowałem) przedmiotem do zaliczenia
      była filozofia. I po co to komu? Żeby zawyżyć średnią? To było oczywiste, że
      nikt nie będzie zakuwał bzdur o filozofii na kierunku ŚCISŁYM!
      Na kolokwium zaliczeniowym wszyscy, powtarzam wszyscy, mieli notatki i
      zgapiali jak się dało. Przykro mi, ale to jest NAGMINNE na polskich
      uczelniach- wpajanie tego, co nie będzie potrzebne lub wykorzystywane.
      To samo dotyczy się praktyk- ile jest uczelni w Polsce oferujących naprawdę
      dużą dawkę praktyki? Akademia Muzyczna? Która uczelnia jeszcze? ŻADNA!

      Dlaczego rozpocząłem ten temat? Otóż- zacząłem się interesować studiami w
      kierunku realizacji/inżynierii dźwięku. I co się okazało? Na politechnikach
      ładują teorię łopatą i przyklepują, by się zmieściło jeszcze więcej, podczas
      gdy praktycznie nie są w stanie nic zrobić. Przykład? Mój kolega z Gdańska nie
      dostał się na inżynierię dźwięku, a pracuje w studiu i doskonale się zna na
      sprzętach, robi doskonałą technicznie muzykę. Jak spytał się swojego kumpla z
      inżynierii dźwięku o kompresor (standard we WSZYSTKICH studiach projektowych i
      profesjonalnych), to wywalił wzór na pół strony, a prawdziwego kompresora na
      oczy nie widział...
      To chyba daje do myślenia, jak wyglądają studia w Polsce.

      Archaiczny system szkolenia polegający głównie na wkuwaniu, doprowadzająca do
      apopleksji uczelniana biurokracja, procedury, protekcjonalność personelu
      uczelni (wykładowcy, zarząd, wielkie panie w dziekanacie) po prostu
      ODSTRĘCZAJĄ od nauki w szkole wyższej.

      Cóż, prawda, że wielu młodych poszło na studia z tego względu, żeby mieć
      papier (kolejny Polski absurd), żeby się wymigać od wojska lub z dziesiątek
      innych różnych powodów. Mało kto jest na uczelni po to, by rozwijać swoje
      pasje. Czemu się dziwić- albo są horrendalne progi wymagań (architektura i
      urbanistyka na przykład- opłaty i procedury rekrutacyjne wołają o pomstę do
      nieba), albo trzeba mieć udokumentowane wcześniejsze szkoły w tym zakresie (do
      których się mogło po prostu nie mieć wcześniej dostępu), albo przysolą takie
      czesne że mało kto wytrzyma (Polsko-Japońska Szkoła Technik komputerowych),
      albo niebotycznie wysoki poziom zajęć wpędzi do grobu.

      Cóż, co do wykładowców- przypomina mi się anegdota dot. studiów.

      Prof. do studenta:

      Wie pan, kto to jest student? G...o próbujące dopłynąć na wyspę.

      Student do prof.:

      A wie pan profesor, kto to jest profesor? G...o, które jest na wyspie i robi
      fale, by pozostałe g...a na nią nie dopłynęły.


      Śmieszne, ale prawdziwe i przez to smutne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja