yanuss
10.06.09, 09:40
Moze tak to kiedys bylo. Pamietajmy, ze od dluzszego juz czasu wyklady nie sa
obowiazkowe. Studenci dziela wiec je na dwie kategorie, te, na ktore trzeba
chodzic bo koncza sie egzaminem, i te, ktore trzeba "zaliczyc" czyli zupelnie
o nich zapomniec. Studenci maja dzis wszelkie mozliwosci kontaktu z
wykladowca, znaja e-mail, telefon, godziny konsultacji. Czy z tego korzystaja
? Nie, polski student siedzi na wykladzie, zwykle jak najdalej od wykladowcy,
i przygotowuje sie do nastepnych cwiczen. Nie w glowie mu zadawanie pytan, nie
byl przeciez na wykladach poprzednich i nie wie o czym sie mowi. Prosby, tak
prosby, o przychodzenie na konsultacje czy pytania nic nie pomagaja. Zasada
jest jedna, jakos przezyc semestr. Pierwsze podejscie do egzaminu to proba,
moze cos sciagne, moze kolega pomoze, gdy nie ma na to szans wychodza po 15
minutach. Wtedy dopiero zaczyna sie szukanie notatek, proby ratowania
sytuacji. Dotyczy to wiekszosci przedmiotow, takze kierunkowych. Problemem
jest motywacja, polscy studenci nie wiedza dlaczego wybrali taki wlasnie
kierunek studiow, oni sie tam zapisali i zobacza.. moze sie spodoba.. Nie
umieja wiec sie poswiecic pracy nad przedmiotem, nad soba takze..