Dla kogo studia, dla kogo akademia?

12.06.09, 22:49
Jezu, jaki populistyczny słowotok!

"Czy kształcenie właśnie takich studentów nie jest naszym zadaniem?"

Nie. Cały świat naukowy, by panią wyśmiał, za stwierdzenie, że na studiach należy uczyć również podstawowych umiejętności, jak pisanie bez błędów, czy czytanie ze zrozumieniem.

Od tego są poprzednie etapy edukacji i-tam-ma-to-zostać!

Właśnie przez takie matolskie stwierdzenia o potrzebie wyrównywania szans, dawania kolejnych i kolejnych, nawet 26-latkom, przez to wszystko dziś na maturze z matematyki nie wymaga się umiejętności liczenia pochodnych, a lada dzień znikną logarytmy, funkcje wykładnicze i tak bez końca. Przez to rodzą się chore wymysły typu "dyskalkulia", przez to ludzie nie rozumieją, co czytają w co wybitniejszych pismach, a sami stosują język ubogi i kaleki.

Chyba, że ktoś zdetronizuje takich ludzi jak pani.

Chyba że ktoś w końcu postawi się i nie zwolni nauczyciela matematyki, tylko dlatego, że rodzice nalegali, bo ów zadał ich dziecku o 15 przykładów więcej, by się w końcu nauczyło.
    • witek7205 Dla kogo studia, dla kogo akademia? 12.06.09, 22:52
      Panie Profesorze.
      Szczerze mówiąc to napisał Pan nie na temat.
      To nie jest mowa o niedopuszczaniu na studia ale o ochronie pewniej
      wartości jaka niesie, ze sobą uzyskany dyplom ukończenia studiów.
      Dajmy szansę studiowania każdemu, ale nie każdy będzie miał szansę
      studia ukończyć. To różnica pomiędzy rozpoczęciem i zakończeniem
      studiów przy obecnym kierunku nauczania powoli się zaciera.
      Rozmieniamy się na drobne i w przypadku kilku uczelni swobodnie
      możnaby już teraz rozdawać dyplom tuż po opłaceniu czesnego za
      pierwszy semestr.


      • tbernard Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? 15.06.09, 08:21
        > Rozmieniamy się na drobne i w przypadku kilku uczelni swobodnie
        > możnaby już teraz rozdawać dyplom tuż po opłaceniu czesnego za
        > pierwszy semestr.

        Bez przesady. Opłata powinna być za wszystkie semestry aby dostać dyplom. Tylko
        za pierwszy semestr, to już by oznaczało zupełny spadek poziomu.
    • kluska11 Szanowna Pani raczy opowiadac glupstwa! 13.06.09, 03:15
      Zamiast matury dajmy wszystkim cwokom stopien doktora nauk
      wszelakich!
    • Gość: Gustaw Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.09, 06:32
      Częściowo się zgadzam z tą opinią. Ale "Koń jaki jest, każdy widzi
      Nowe Ateny – pierwsza polska encyklopedia powszechna autorstwa Benedykta
      Chmielowskiego". Przyjmuje się na studia i "studia" niemal każdego, który ma
      tzw. maturę. Co do logarytmów, pochodnych i całek - a od czego jest tzw. komputer.
      Wiem to z mojego 40 letniego doświadczenia jako nauczyciel akademicki.
      I równocześnie ubolewam, że ambitni absolwenci wolą emigrować (u mnie ok.
      40-60%) niż zostać w kraju. Ale ja im pracy nie załatwię, niestety.
      • Gość: jot Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.06.09, 07:59
        Problem nie polega na tym, że na uczelnie przychodzą lepiej lub gorzej
        przygotowania absolwenci szkół średnich, a szkoły wyższe nie spełniają naszych
        oczekiwań. Przy wskaźniku skolaryzacji na poziomie akademickim sięgającym połowy
        każdego rocznika nie możemy marzyć o wysokim poziomie studiów licencjackich czy
        magisterskich w o g ó l e. W USA istnieją 4000 tysiące uczelni - w tym Liga
        Bluszczowa i około setki miejsc godnych miana uniwersytetów. Reszta to w
        większym lub mniejszym stopniu przechowalnie i imitacje, często na poziomie
        naszego ogólniaka "daleko od szosy". Problem polega na tym, żeby i u nas
        zaistniały naprawdę dobre uczelnie, bo rozwarstwienie uczelni i studentów jest
        konieczne i nieuniknione. W końcu niech młodzi ludzie mają miejsca, gdzie jest
        sucho i ciepło i siedzą tam zamiast wystawać z piwem na rogach ulic. A ci,
        którzy chcą i mogą naprawdę studiować niech mają też taką szansę, jakiej pragną
        i na jaka zasługują. Potrzebny jest i prawdziwy Uniwersytet i Dolnośląska szkoła
        Wyższa.
    • Gość: Paweł Z. Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.as.kn.pl 13.06.09, 08:28
      Szokująca opinia. Głęboko błędna, jak sądzę. Problem Janków Muzykantów to jedna
      sprawa, a druga to ta, że nie wszyscy są po prostu tak samo zdolni. Postulat, by
      wszystkim dawać szansę na formalne wykształcenie, ma taki sam sens, jak
      wprowadzenie ustawowego zakazu dyskryminowania niepełnosprawnych na zawodach
      sportowych. Jeśli ktoś w wypadku stracił nogę, to dlaczego nie miałby mimo
      wszystko startować w sprincie? Przecież to nie jego wina, że nie ma nogi. A ci,
      którzy mają dwie nogi, zamiast biec powinni zatrzymać się i pomóc zawodnikowi
      bez nogi. Co prawda, wtedy nikt rekordu nie pobije, ale za to inwalidzie nie
      stanie się krzywda.
      Niestety, edukacja powinna być dobrem elitarnym. Ślepa pogoń za amerykanizacją
      kształcenia skończy się tym, że nie będziemy mieli żadnych elit, a jedynie tłum
      ludzi z mało wartościowymi papierkami. Jeśli młody człowiek nie jest mądry, ale
      chce się uczyć, może zawsze i tak uczęszczać na wykłady - przecież go nikt nie
      wygoni. Ale jeśli chce zdobyć formalne wykształcenie to powinien spełnić
      określone formalne wymogi, przejść przez wysoko ustawiony próg. Tylko w takim
      przypadku będziemy kształcili elity, a nie dyplomowanych miłośników Dody.
      • Gość: Pete Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.18.25.213.easy-com.pl 13.06.09, 08:53
        Dokładnie, zgadzam się z poprzednikiem,
        od tego są właśnie kolejne poziomy wykształcenia oraz stopnie naukowe aby nas
        pod względem wiedzy różnicować i nagradzać za poświecenie się nauce i zdobytą
        wiedzę i umiejętności. Kiedyś było wiadomo że jak ktoś ma wykształcenie wyższe
        ma odpowiednią wiedzę i niepotrzebne były dodatkowe sposoby udowadniania swej
        wartości, teraz, gdzie prawie każdy młody człowiek dysponuje papierkiem z
        uczelni poświadczającym ukończenie studiów ci, którzy faktycznie zasłużyli na
        miano posiadających wyższe wykształcenie muszą pracodawcy udowadniać swą wartość
        np doświadczeniem zawodowym i przez to ciągnie się ich w dół - już na 4-5 roku
        studiów pracują i nie mają czasu na pogłębianie wiedzy na uczelni.
    • Gość: IJ Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.dzierzoniow.vectranet.pl 13.06.09, 09:42
      Edukacja w naszym kraju opiera się na szkołach w miastach, dużych miastach i małych szkołach gminnych. O ile na dolnym śląsku jest dużo miast, tak na wschodzie naszego kraju jest więcej terenów wiejskich. Jak dotąd panują stwierdzenia iż szkoła w dużym mieście potrafi lepiej przygotować do studiów niż szkoła w mniejszym mieście. Biorąc za przykład szkoły średnie we Wrocławiu, które korzystają z zajęć prowadzonych dla nich np. na Politechnice, szkoły te lepiej przygotowują swoich uczniów do studiowania. Szkoła np. ze Zgorzelca nie ma już takich możliwości. Idąc tropem jaki naznaczony został w komentarzach, dojdziemy do stanu, w którym na uczelniach wyższych będą uczyć się jedynie osoby z bogatych rodzin (kupowanie indeksów), albo z dużych miast (lepszy dostęp do wiedzy). Dlatego albo dajemy szansę wszystkim i niech się wykarzą, albo tylko bogatym i z dużych miast.
      • Gość: Paweł Z. Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.as.kn.pl 13.06.09, 13:57
        Do tego służą różnego typu programy stypendialne, formy kształcenia zdalnego
        itd. itp. Szkoła z natury rzeczy musi być elitarna. To przykre, że nie każdy
        człowiek jest mądry, ale kto powiedział, że każdy musi mieć maturę?
      • tbernard Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? 15.06.09, 08:50
        Są biblioteki i internet. Dotarcie dla chcącego do wiedzy jest dzisiaj tak łatwe
        jak nigdy wcześniej. Praktycznie wystarczy TYLKO CHCIEĆ. Oczywiście nie
        zaszkodziło by aby dobry nauczyciel zaszczepił w niektórych tą chęć.

        > dajemy szansę wszystkim i niech się wykarzą, albo tylko bogatym i z dużych
        > miast.

        Niech lepiej się wykażą wiedzą jak przeglądarkę skonfigurować aby podkreślała
        błędy ortograficzne w polach tekstowych. Sam będąc słabym z ortografii chętnie
        wspieram się tym dostępnym współcześnie narzędziem.
    • labeo Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? 13.06.09, 13:43
      W liście padły same pytania bez odpowiedzi, może autor uznał je za retoryczne?
      Jednak warto spróbować wprost na nie odpowiedzieć.

      > Czy ta selekcja miała wiele wspólnego z faktycznymi talentami,
      > możliwościami przyszłych studentów?

      Nigdy nie będzie selekcji w 100% obiektywnej, ale zawsze lepiej zrobić
      jakąkolwiek selekcje niż żadną. Druga sprawa czy w obecnym systemie sama matura
      nie jest już selekcją? Jeśli ma być w zamyśle autora sprawiedliwy system to może
      pozwolić studiować wszystkim, nie tylko tym to zdadzą maturę. Tu nasuwa się na
      myśl powiedzenie z dawnych lat: nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie ...
      Ciekawe czy autor poszedłby do lekarza, który skończył studia dzięki sztucznemu
      wyrównywaniu szans?

      > Kto dał nam prawo ograniczania dostępu do edukacji, dostępu do
      > wiedzy, dostępu do wykształcenia?

      Ludzie tworzą prawo i tak jak jest prawo ograniczające osobom nie posiadającym
      prawa jazdy kierowanie pojazdami, tak samo istnieje prawo regulujące dostęp do
      edukacji na każdym jej poziomie.
      Umożliwienie osobom, które nie dają sobie rady z nabywaniem wiedzy jest
      krzywdzeniem tych osób, bo nawet jeśli skończą studia to zawsze będą miały
      poczucie, że skończyli nie dzięki sobie a dzięki systemowi, który je
      "przepychał". Poza tym rynek w sposób bardzo drastyczny zweryfikuje ich
      umiejętności.

      > Czy my, nauczyciele akademiccy, jesteśmy strażnikami wiedzy,
      > mądrości, umiejętności? Czy naszym zadaniem jest "nie dopuszczać"?

      Przecież za wymogi jakie musi kandydat na studenta odpowiada nie nauczyciel
      akademicki tylko Ministerstwo! Zadaniem nauczycieli akademickich jest tylko
      egzekwowanie przepisów ustalonych przez Ministerstwo. Nauczyciel przekazuje
      swoją wiedzę i robi to w tym celu, aby uczeń ją przyswoił. Przy czym na
      uczelniach studentów traktuje się już jak osoby dorosłe a nie dzieci i liczy się
      tylko efekt końcowy.
    • domin575 Dla kogo studia, dla kogo akademia? 13.06.09, 20:04
      Głupoty pisze ta pani dziekan aż żal czytać. Ale czego się spodziewać, jeśli to
      Wyższa Szkoła Zaoczna Niewidoczna. Dojdzie do tego, że nawet sprzątaczka będzie
      miała mgr przed imieniem i nazwiskiem, ale co z tego?
      • Gość: Tolek Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.09, 21:50
        Polskie szkolnictwo wyższe z niewielkimi wyjątkami chyli się ku upadkowi.
        Dlatego ciągle obniża się poziom dyplomu. Przyczyn jest wiele ale najważniejsze
        to: nadmiernie rozbudowana baza różnorakich prywatnych uczelni, pazerność na
        czesne, mizerność prowadzonych badań ze względu na likwidację rodzimego
        przemysłu a przez to i brak rzetelnego rozwoju naukowego, który jest skupiony
        tylko do schematycznych ćwiczeń i tablicy, nijakość kandydatów na studia co
        wynika raczej z szerokość i łatwości dostępu na studia. Liczy się łatwość
        studiowania niż jego trud. Niestety takie jest podejście obecnego pokolenia
        młodzieży. I w tą łatwiznę wpisują się szkoły średnie i szkoły wyższe. Jest to
        też po części czyste wyrachowanie tych szkół. Aby istnieć muszą za wszelką cenę
        przyjąć ten narybek bez żadnych barier. Chociaż nie jestem entuzjastom obecnego
        zjawiska edukacyjnego to podzielam pogląd, że lepiej dla młodego człowieka
        wycierać kurz na ławach wykładowych niż łamać ławki w parku. Chociaż poziom
        wiedzy takiego absolwenta będzie pożal się Boże, to jednak bakcyl wiedzy
        zostanie zaszczepiony i w sposób nieoczekiwany może przynieść jednak pewne owoce
        w przyszłości. Co do uczelni, to muszą się wyodrębnić te, które będą elitami i
        te, które będą przechowalnią dla tych gorszych. A to że sprzątaczka będzie miała
        dyplom? A cóż to szkodzi? Nie można jednak dopuścić do tego aby elitarne
        uczelnie równały do poziomu tych nijakich. Dlatego uważam, że na takich
        uczelniach powinny obowiązywać pewne rygory i nawet dla 20 dobrych kandydatów na
        kierunku uczelnia powinna kształcić tych dwudziestu a nie żądać 200 mierniaków
        bo to przynosi kasę. Oczywiście jeżeli chce należeć do elity.
        • Gość: były_adiunkt NIe dla psa kiełbasa! IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.06.09, 00:41
          Cóż, przy tak stawianej sprawie można tylko stwierdzić, że niestety
          będziemy niedługo mieli bardzo wykształcone
          społeczeństwo "tytularnie" co nie będzie korespondować z wiedzą i
          poziomem tego "wykształcenia".
          Podstawowym problemem, który pojawiał się wśród dużej grupy (2/3)
          moich magistrantów i dyplomantów był ich wtórny analfabetyzm. Tak
          tak wtórny analfabetyzm. Nie ukrywam, iż czytając ich prace
          zastanawiałem się na jakich zasadach uzyskali maturę.
          Brak umiejętności samodzielnego myślenia, cytaty typu
          www.wikipedia.pl, www.sciaga.pl pojawiające się w pierwszych próbach
          stworzenia czegokolwiek na kształt pracy dyplomowej i porażająca
          stylistyka wypowiedzi odpowiadają poziomowi zawodówki z lat 80tych.
          Kali mieć Kali być. Przeczytać kilkanaście książek i wyciągnąć
          wnioski? Proszę o tym zapomnieć. Niestety nawet wytężona praca z
          nimi nie dawała pozytywnych efektów. Ba większość z tych osób ma
          poczucie dobrze wykonanej pracy - przecież ctrl+c i ctrl+v to wielki
          wysiłek.

          Czy Pani Profesor należy do tych osób, które twierdzą, w rozmowach
          ze studentami, iż widzą w nich wielki potencjał? Tylko do czego?
          Droga Pani - nie dla psa kiełbasa - reforma systemu oświaty w
          Polsce osiągnęła granice absurdu. Wszystko zaczęło się od masowej
          tendencji do likwidacji szkół zawodowych i techników. Tam te mniej
          zdolne osoby, a także te o większym potencjale, mogły zdobyć
          potrzebne wykształcenie. Zeby być sprzedawcą mechanikiem nie trzeba
          przecież mieć mgr/inż. przed nazwiskiem. Ci najlepsi, także po
          technikach, mogli studiować, a reszta nie musiała (i chyba lepiej
          tak było). Czemu? - bo wtedy liczba studentów przypadających na
          jednego pracwnika, a co za tym idzie liczba godzin umożliwiała
          lepsze kształcenie studentów. Po kilku latach masowość spowodowała,
          że jakość przeszła w ilość.
          Teraz masowość wykształcenia "ogólnego" - a tak naprawdę nijakiego
          (proszę posłuchać nauczycieli z gimnazjów i ogólniaków) powoduje że
          gdzieś te osoby muszą się "zaczepić" by mieć ten dyplom.

          No ale z tego co widzę to Pani Profesor broni interesów (klientów?)
          swojej uczelni prywatnej więc chyba nie ma o czym deliberować. Im
          więcej chętnych tym lepiej, czyż nie?

          Na koniec wspomę słowa już powiedziane w jednym z wcześniejszych
          listów: "nastąpiła na przestrzeni ostatnich lat deprecjacja najpierw
          matury a poźniej magisterium. "

          Ja zrezygnowałem z dydaktyki - mam własną firmę i nie muszę męczyć
          się by cokolwiek tłumaczyć ludziom z dysleksją, dysgrafią,
          dyskalkulią, amnestią, wtórnym analfabetyzmem itp.
          Jeżeli prowadzę zajęcia to na studiach podyplomowych.
          A jeżeli kogoś chcę zatrudnić z "mgr" to najpierw prosze o
          przyniesienie pracy magisterskiej.
      • wiewiora.34 Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? 17.06.09, 12:40
        oj, żeby to ten mgr świadczył o wiedzy i inteligencji
        ...
    • Gość: M.Dziemianowicz Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.06.09, 11:39
      Napisałam o DOSTĘPNOŚCI-Drodzy Dyskutanci, nie napisałam o tym, że
      każdy musi czy może skończyć studia. Czytając te głosy ( szkoda, że
      niektóre sa zwyczajnie niegrzeczne) rozumiem ,że uważacie , że
      lepiej żyje się wtedy, kiedy wartościowe książki wydaje się w
      śladowym nakładzie albo wcale,( tak było w PRL-u) dostęp do wiedzy
      jest pozamykany ( pozycja społeczna jest wtedy reprodukowana- nie ma
      szans na " przeskoczenie " pozycji swoich rodziców, dziedziczy się
      biedę,a tych ludzi, o których niektórzy z wielką pogardą piszą"
      dysortografii"od razu trzeba zmarginalizować.Nie podoba mi sie taki
      świat.Wolę świetne Uczelnie, znakomitych wykładowcó, bardzo dobre
      zajęcia dla ludzi, którzy chcą studiować.Po to są nasze- nauczycieli
      akademickich wymagania, egzaminy ale też JAKOŚĆ naszej pracy,żeby
      wyższe wykształcenie ciągle miało swoją wysoką markę.Kto pozwala
      przechodzić kolejne etapy kształcenia ludziom, którzy nie umieją
      pisać, czytać? Kto " trenuje " uczniów w bezmyślnym rozwiązywaniu
      testów? Dlaczego u wielu dyskutantów na forum jest tyle niechęci do
      aspiracji edukacyjnych młodych?Pozdrawiam serdecznie.
      • kluska11 Sz.P. raczy sobie zartowac ewentualnie bredzi! 14.06.09, 21:47
        j.w.
      • Gość: gość Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.09, 23:41
        Skoro ma Pani tak idealistyczny pogląd na świat, to znaczy że jeszcze nie trafił
        się Pani student - nieuk, który winą za swoje niepowodzenia obarczył Panią,
        pisząc skargę.A motywując ją Pani nieciekawymi zajęciami, w czasie których
        niczego nie można się było niczego! nauczyć. A ponieważ jemu podobnych jest
        wielu, to Pani stanie na przegranej pozycji.
        Sądzę, że praktyka ta niedługo stanie się powszechna, jeśli uczelnie jej nie ukrócą.
      • Gość: Paweł Z. Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.as.kn.pl 15.06.09, 00:25
        Mąci Pani. To bardzo nieładnie imputować oponentom sądy, których nigdy nie
        wygłosili. Niechże wskaże Pani, kto napisał, że lepiej jest, by wartościowe
        książki były wydawane w niskich nakładach. Żadna z osób biorących udział w
        dyskusji nie napisała niczego tak bzdurnego. A czy ktoś napisał, że sprzeciwia
        się aspiracjom edukacyjnym młodych. Na początku skarży się Pani na brak
        kindersztuby u niektórych dyskutantów, ale czy Pani czyniąc tego rodzaju wyssane
        z palca zarzuty jest grzeczna?
        Co do zdolności do uczenia się, to z pewnością wie Pani, że ludzie się pod tym
        względem różnią - ilościowo i jakościowo. Różnice wynikają z wielu przyczyn, ale
        bardzo istotny jest po prostu komponent genetyczny. Oczywiście społeczeństwo
        powinno się starać, by wszelkie, także genetyczne, obciążenia likwidować, ale
        nie zawsze się da, bo środki są ograniczone. A przede wszystkim takie
        likwidowanie nie powinno się dziać kosztem osób lepiej dysponowanych
        intelektualnie - z powodów genetycznych czy też - niech tam Pani będzie -
        dlatego że ich rodzice także byli inteligentami.
        Ludzie nie są sobie równi. Dzisiaj ten fakt nie jest modny, ale jest faktem!
        Dyskalkulia, dysleksja i inne podobne schorzenia są faktem przyrodniczym,
        podobnie jak debilizm, imbecylia i inne zaburzenia powodujące niskie IQ. Niegdyś
        jednak ukrywano je wstydliwie, próbowano zwalczać u ucznia wynikające stąd
        braki. Dziś zaś każdy dyslektyk chwali się swoją przypadłością z dumą. Przynosi
        do szkoły papier i śmieje się z dzieci, które papierka nie mają. Dzieci bez
        papierka zazdroszczą i czynią wyrzuty rodzicom. Widać nie byli wystarczająco
        zaradni, by załatwić swojemu dziecku papierek.
        Na półce mojego kilkuletniego dziecka jest w tej chwili więcej książek niż
        większość Polaków przeczyta w całym swoim życiu. Zakładam, że pewnie będzie
        miało mniej kłopotów z uczeniem się niż wiele innych dzieci, których rodzice
        wiodą życie mniej, powiedzmy, wysublimowane. Ale dlaczego moje dziecko ma z tego
        powodu cierpieć? Zgadzam się, że z moich podatków państwo powinno organizować
        np. świetlice środowiskowe dla dzieci z gett społecznych lub dodatkowe zajęcia
        dla uczniów z brakami edukacyjnymi. Jednak chciałbym, żeby moje dziecko po
        przekroczeniu pewnego progu edukacji uczyło się na zajęciach rzeczy złożonych i
        trudnych. Jeśli w jego klasie będą dzieci mało zdolne, to nauczyciel zamiast
        uczyć tych złożonych i trudnych rzeczy te zdolne dzieci, będzie tracił czas na
        wtłaczanie do mało zdolnych głów elementarza. Nie zyska na tym ani moje dziecko,
        ani społeczeństwo. Nie jest to też żaden sensowny sposób na zapobieganie
        dziedziczenia ubóstwa umysłowego. Wprost przeciwnie: jest to sposób na
        propagowanie tego ubóstwa.
        Mówiąc o książkach, nie zwróciła Pani uwagę na pewien fakt o istotnym znaczeniu.
        Nikt nikomu nie daje dyplomu z tego powodu, że przeczytał kilka książek. Dyplom
        dostaje się jednak za ukończenie szkoły. Nowomodny postulat rozdawania dyplomów
        na lewo i prawo, który przebija przez Pani wypowiedzi, wydaje mi się szkodliwym
        nonsensem.
    • jynx1 Dla kogo studia, dla kogo akademia? 15.06.09, 09:09
      No tak... Pani psycholog... Czemu wszyscy, albo przynajmniej wiekszosc
      psychologow ma wypaczone widzenie swiata? Jak ktos sie nie uczyl przez
      podstawowke, gimnazjum a pozniej liceum to na pewno jej pomoc na studiach
      wiele zmieni... Powodzenia! A tymczasem jednak trzymajmy sie rozsadnej
      selekcji. Rozsadnej bo nie chodzi tylko o ksztalcenie juz wyksztalconych, ale
      o ksztalcenie zdolnych i tych ktorzy na prawde chca sie uczyc. Moze sposob
      selekcji wymaga zmian, poprawek, ale na pewno nie lagodzenia i udostepniania
      studiow wszystkim jak leci, bo naprodukujemy "pozalsieboze" magistrow i
      przyjdzie nam za to z czasem drogo zaplacic.
      • Gość: Bez Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.06.09, 17:48
        Nie psycholog. Ta pani nie jest psychologiem, ta pani jest pedagogiem.
        • Gość: Gość Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.06.09, 19:18
          Pod tytułem jest jednak wyraźnie napisane:
          "Prof. Mirosława Nowak-Dziemianowicz, psycholog, pedagog, dziekan Wydziału Nauk
          Pedagogicznych w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu"
          • Gość: Max Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.07.09, 00:14
            To, że pod tytułem jest tak napisane, to nic nie znaczy. Ja znam tę panią, nie
            jest psychologiem, jest pedagogiem.
            • Gość: Max Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.07.09, 11:12
              Oto, zresztą dowód:
              nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&lang=pl&objectId=32690
              Pedagodzy mają często kompleks psychologów i bardzo chętnie się pod nich podszywają.
    • Gość: barnaba Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.lodz.msk.pl 15.06.09, 17:42
      Proszę?
      Może od razu wpuścimy na wyższe uczelnie ćwoków nie znających podstaw ortografii
      i nie potrafiących dodawać ułamków? Może na I roku studiów nie uczyć całek,
      tylko tabliczki mnożenia?
      • Gość: yntelygent Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.wroclaw.vectranet.pl 16.06.09, 00:43
        Pani Profesor!
        Studia są dostępne dla wszystkich którzy obecnie mają pieniądze. Nie jest ważne
        czy maturę mieli z amnezji czy z amnestii (i tak tym osobom pojęcia te nic nie
        mówią).
        Dostępne są także dla tych którzy nie mają pieniędzy a mają predylekcje w tym
        zakresie (bezpłatne państwowe bądź fundowane prywatne - tak tak - programy
        "studiuj za darmo" są na porządku dziennym).
        A więc dostępność nie jest problemem - jak Pani sugeruje.
        Problemem jest OBNIŻANIE WYMAGAŃ A CO ZA TYM IDZIE OBNIŻANIE JAKOŚCI KSZTAŁCENIA.
        Mój Profesor mawiał "nie każdy musi być magistrem". Nie ze złośliwości, nie z
        drwiny - czasami z zażenowania poziomem prezentowanym przez osoby ubiegające się
        o przyjęcie na studia.
        Czy mamy powielić model szwedzki gdzie dyslektyk i dysgraf ze słabą znajomością
        języka szwedzkiego otrzymuje dyplom uprawniający go do nauczania tego języka w
        szwedzkich szkołach?!
        Czy chciałaby być Pani leczona przez lekarza który ze względu na lekkie
        upośledzenie myli organy wewnętrzne(no ale dostał dyplom bo w końcu po xxx lat
        ktoś się zlitował?)?!?!
        A może inżynier mający problemy z matematyką, fizyką już od podstawówki ma
        projektować tamę nad miastem?
        etc.
        Czy wyobraża sobie Pani jakie skutki dla społeczeństwa czy też gospodarki niosą
        takie postawy jak Pani?

        Kształcenie rzesz osób mających wspominane przez Panią problemy daje nam
        politologów którzy bliski wschód kojarzą z Ukrainą, ekonomistów którzy nie
        rozumieją funkcjonowania instrumentów pochodnych, polonistów którzy przeczytali
        w życiu jedynie "opracowania" lektur szkolnych, inżynierów nie potrafiących
        samodzielnie obliczyć parametrów konstrukcji budynku (no przecież to program
        wyliczy), prawników nie znających Konstytucji...itd. itp.
        Ktoś wcześniej napisał, że brakuje nam osób z wykształceniem zawodowym - takich
        które nauczą się wykonywać proste czynności w swej dziedzinie - i miał rację.
        Takie osoby stają się z czasem specjalistami w tym co robią i nie jest im
        potrzebna wiedza akademicka. Tym bardziej że ich możliwości percepcji są niewielkie.

        Tak pojmowane przez Panią wyrównywanie szans nie może być wprowadzane na
        wszystkich poziomach edukacji.Studia wyższe są dobrami klubowymi - wyłączenie z
        konsumpcji MUSI zaistnieć a kryterium to właśnie określone minimum "kapitału
        społecznego" które zostało zgromadzone przez kandydata na studenta.
        Od naprawiania błędów, zaniechań, niedoskonałości nie jest wykładowca, od tego
        jest sam kandydat na studenta. Są przecież kursy wyrównawcze, są korepetycje
        oraz inne formy nadrabiania zaległości. W innym przypadku będziemy ze studiów
        robić farsę.
        Może Pani Profesor się nie orientuje ale istnieje coś takiego jak ścieżka
        przedmiotów na studiach. Najprościej pokazać to na przedmiotach
        matematyczno-ekonomicznych - najpierw trzeba zaliczyć podstawy matematyki, potem
        statystykę, potem np. ekonometrię, prognostykę, zastosowanie matematyki w
        ekonomii, potem mikroekonomię i makroekonomię, potem finanse itd...
        Występuje tu logiczna konsekwencja bez jednego nie ma następnych. Pani twierdzi
        natomiast że (w odniesieniu do podanego przykładu) można bez znajomości
        matematyki przyjść na prognostykę bo prowadzący ma obowiązek "odświeżyć" z takim
        studentem całą wiedzę z wcześniejszych przedmiotów.Czyli z Pani słów cytując:
        nauczyć czytać ze zrozumieniem, zachęcić do poprawnego pisania, etc. Tego
        powinna nauczyć szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum. Na studiach wyższych
        podstawą jest samodzielna praca studenta, samodoskonalenie, stawianie przed sobą
        problemów i rozwiązywanie ich. A nie czytanie i uczenie na pamięć 20 stron
        slajdów z wykładu.
        Ale chyba o innych szkołach wyższych rozmawiamy.
        Ja mówię o uniwersytetach a Pani o wyższych szkołach gotowania na parze i lansu.
        I proszę nie twierdzić że wypowiedzi są niegrzeczne czy też aroganckie - wobec
        żenujących tez głoszonych przez Panią(wobec wykształcenia którym legitymuje się
        Pani) określiłbym większość wypowiedzi jako "stonowane i rzeczowe polemiki"
        mocno przewyższające kulturą poziom dyskusji politycznych w naszym kraju.
        Żegnam
        • Gość: panocek Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? IP: *.lanet.net.pl 16.06.09, 03:11
          Co do dysleksji, dysortografii i innych tego typu dziwactw, to zamiast zachęcać
          do ćwiczenia i poprawiania, to się daje papier pt. "jestem idiotą" i obniża
          wymagania. Jestem w stanie zrozumieć, że można robić błędy, ale należałoby od
          takiego delikwenta wymagać, by przynajmniej znał zasady ortografii. Poza tym,
          czy pracodawcę będzie obchodziło, że ktoś ma dyscośtam? Jak nie umie pisać albo
          liczyć to łopata i kopać rowy. Tacy ludzie też są potrzebni.
          A co do różnych Wyższych Szkół Lepienia Garnków, lepiej jakby zostały technika i
          zawodówki, przynajmniej ludzie by się nauczyli jakiegoś zawodu, a tak, mają
          dyplom "wyższej uczelni" i jedyne co mogą to jechać na zmywak do Anglii, a
          murarzy brakuje.
        • kluska11 Re: Dla kogo studia, dla kogo akademia? 16.06.09, 06:01
          Podpisuje sie w calosci
          Pozdrawiam
    • ladyalchemist Dla kogo studia, dla kogo akademia? 29.06.09, 14:39
      To bardzo idealistyczna wizja i naprawdę chciałabym, aby było tak,
      jak Pani mówi. Jestem "starą" maturzystką, która oprócz
      obowiązkowego zdania matury musiała także przejsc przez egzaminy
      wstępne na uczelnię. Akurat kiedy weszła nowa matura, ja
      postanowiłam zmienić kierunek studiów na filologię angielską (na
      marginesie, uważam że studenci podejmujacy drugi kierunek studiów
      powinni studiować odpłatnie), i podczas gdy "nowi" maturzyści
      zdawali śmiesznie prostą maturę z angielskiego, ja wraz z
      innymi "starymi" maturzystami musiałam pisać egzamin wstępny, który
      był na dokładnie takim poziomie, jak egzamin koncowy na pierwszym
      roku tej własnie filologii. Dodatkowo były dwa egzaminy ustne. Po
      pierwszym tygodniu studiowania zobaczyłam, jak bardzo ja i
      inni "starzy" maturzyści odbiegamy poziomem od "nowych". Oni nie
      umieli prawie nic, ich gramatyka była na zenującym poziomie, podczas
      gdy my zaliczaliśmy wszystkie testy na minimum 90%.

      Ten zenujący poziom to wina nowej matury, tego jak banalnie jest
      prosta. Przecież zeby zdać ustny polski wystarczy dać komuś w łapę
      na napisanie pracy a potem tylko nauczyć się jej recytować,
      niekoniecznie ze zrozumieniem.

      Obawiam się, że jeżeli system edukacji się nie zmieni, osiągniemy
      jeszcze niższy poziom, a pracownicy naukowi nie tyle będą bali się o
      swoje pozycje na uczelni, ile zaczną sami rezygnować, bo praca z
      ludźmi pozbawionymi podstawowej wiedzy jest deprymująca i
      upokarzająca dla obydwu stron.
    • Gość: andzia Szkolnictwo wyższe to nie bajka o kopciuszku... IP: 193.151.115.* 15.03.10, 10:14
      ani o brzydkim kaczątku. Zjawisko o którym pani mówi powinno odbywać się w
      miejscu przejścia z gimnazjum do liceum. Tam jest szansa na wychowywanie i
      nadrabianie zaległości. Dalej to już wstyd.
Pełna wersja