Kierowcy a rowerzyści...

08.07.09, 10:39
Tutaj jest niestety temat rzeka... Jakie macie doświadczenia z kierowcami
jadąc po ulicy? Sam jestem kierowcą, ale to co niektórzy wyczyniają na drogach
to się nie mieści w dziurze budżetowej.
Jak zdawałem prawo jazdy, uczono mnie, że rower na drodze jest tak samo
uprawniony do poruszania się po drodze jak ja samochodem - znaczy że ma takie
same prawa i takie same obowiązki. Jednak nie wszyscy kierowcy o tym
pamiętają... przykładów można podawać wiele, od natrętnego trąbienia
zaczynając, po wymuszaniu pierwszeństwa i zajeżdżaniu drogi kończąc.
Jestem rowerzystą typowo szosowym, a jako że znam przepisy ruchu drogowego
często zdarza mi się wjechać na ulicę, jeśli lepiej się jedzie/jest w lepszym
stanie niż chodnik/ścieżka rowerowa. Niestety często spotykam się z
wymuszeniem pierwszeństwa, bezsensowne zajeżdżanie drogi też się zdarza.
Jednak jestem uparty i staram się mając pierwszeństwo przejazdu z niego
korzystać, i jak się znajdzie jakiś kierowca zwany "piratem" jednak walczyć do
ostatniego centymetra... wiadomo, tutaj jednak my rowerzyści musimy na siebie
uważać - jednak znając swoje możliwości i swój pojazd, możemy być potężną
bronią na tego typu piratów.
Widoczność w samochodzie jest dość ograniczona, jadąc ze sporą prędkością np
do zbliżającego się skrzyżowania, gdzie to Ty masz pierwszeństwo, jadąc pewnie
ale jednocześnie obserwując tego co jedzie samochodem z podporządkowanej,
hamując dopiero wtedy, jak już masz pewność że on się nie zatrzyma - nabawisz
go stresu, a zatrzymując się tak ok 10 cm obok niego - zwłaszcza jak z jego
prawej strony - można takiego "kierowcę" ładnie wystraszyć.
Zawsze takie coś stosowałem, ale od kiedy zrobiłem prawko, zacząłem jeździć
autem, to stosuję tego typu rzeczy jeszcze częściej i bardziej agresywnie.
Im nas będzie więcej, tym mniej będzie tego typu kierowców ;)
    • Gość: Paulo Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.09, 12:12
      > Jak zdawałem prawo jazdy, uczono mnie, że rower na drodze jest tak
      samo
      > uprawniony do poruszania się po drodze jak ja samochodem - znaczy
      że ma takie
      > same prawa i takie same obowiązki. Jednak nie wszyscy kierowcy o
      tym
      > pamiętają...

      Myślę, że tu nie chodzi o luki w pamięci, ale o to, że większość
      polskich kierowców traktuje innych uczestników ruchu jak osobistych
      wrogów. I tego nie da sie wyplewić prędko, bo jest głeboko
      zakorzenione w kulturze, tradycji czy wychowaniu.

      > Jednak jestem uparty i staram się mając pierwszeństwo przejazdu z
      niego
      > korzystać, i jak się znajdzie jakiś kierowca zwany "piratem"
      jednak walczyć do
      > ostatniego centymetra...

      Po takiej deklaracji, to nie bawię sie w doradzanie, bo pewnie wiesz
      lepiej... zapytam tylko skąd ta pewność, że z każdej takiej
      konfrontacji wyjdziesz zwycięsko i w całości? Warto sie tak głupio
      wystawiać jakiemuś idiocie? Racja i przepis może będzie i po twojej
      stronie, ale twój kark może być już po innej...

      > Zawsze takie coś stosowałem, ale od kiedy zrobiłem prawko,
      zacząłem jeździć
      > autem, to stosuję tego typu rzeczy jeszcze częściej i bardziej
      agresywnie.
      > Im nas będzie więcej, tym mniej będzie tego typu kierowców ;)

      Agresja raczej generuje agresję i to da odwrotny skutek.

    • Gość: Roman Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: 79.110.196.* 08.07.09, 19:16
      > Tutaj jest niestety temat rzeka...
      I na tej konstatacji powinieneś zakończyc zanim zacząłeś. Było
      bowiem wielokrotnie.
      > Jakie macie doświadczenia z kierowcami jadąc po ulicy?
      No właśnie, poczytaj starsze wątki. Zakładając nowy watek niechybnie
      sprowokujesz dyżurnych trolli-misjonarzy nawracających ciemmny
      rowerowy lud.
      • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 09.07.09, 07:51
        Paulo - małe sprostowanie - ja się nie pcham przed maskę pędzącego samochodu ;)
        Jadę tak, aby w razie czego się zatrzymać gdy ten nie ustąpi.

        Romku - fakt, nie szukałem, mój błąd
        • Gość: Paulo Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.07.09, 11:29
          > Jadę tak, aby w razie czego się zatrzymać gdy ten nie ustąpi.

          Poprawnie winno być: mam nadzieję, że się zatrzymam :) czasem np
          wystarczy odrobinka piasku na nawierzchni - znasz to, prawda?

          Uprawiasz dość dziwny sport, w którym nie potrafię odnaleźć sensu
          ani celu.
          • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 10.07.09, 09:15
            piasek, żwir, żużel... wiem jak wygląda... na ulicach i drogach którymi jeżdżę
            jest takie coś widoczne. Poza tym staram się hamować bez blokowania kół (wiem,
            mi podobni lubią hamować z piskiem opon), więc efektu, nad którym nie będzie się
            dało zapanować nie będzie. Nim rozpocznę taki "manewr", muszę mieć wszystko
            sprawdzone. Hamulce za każdym razem są sprawdzane zaraz po wyjechaniu z bramy
            czy aby działają prawidłowo.
      • Gość: GRs Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.gigaset.com 09.07.09, 09:41
        Nie szkodzi, Romek, w przyrodzie jest równowaga. Odpowiedzą im
        rowerowi guru którzy po wejściu w trans widują stada ocierających
        się o nich lubieżnie cieżarówek.
        • haan87 Re: Kierowcy a rowerzyści... 28.09.09, 23:18
          Czy kieruje sie rowerem, czy samochodem, powinno się respektować zasady
          ruchu drogowego i kropka, nie ma tu ustępstw dla nikogo. Czasem
          rowerzyści rzeczywiście pozwalają sobie na zbyt wiele, ale kierowcy nie
          pozostają dłużni - nieraz omal nie zmiótł mnie powiew wiatru powstałego
          po przemknięciu obok mnie ciężarówki, jadącej 100km/h...nie wspomnę już
          o trzeźwości kierowców zarówno samochodów,jak i rowerów, bo to już
          temat rzeka...
    • Gość: Laszlo Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: 77.79.192.* 06.01.10, 18:27
      Pobieznie przeczytalem pierwszy wpis, chyba dobrze trafilem.
      Generalnie caly rok jezdze rowerem i mam taka obserwacje, teraz jeszcze najswiezsza sprzed 20 minut.
      To ze jadac sciezka mamy pierwszenstwo nie zwalnia nas od myslenia, a zwlaszcza przy tej pogodzie. Ladowanie sie na kilka metrow przed samochodem (jadacym po zupelnie zabitej sniegiem drodze, jak teraz to widzialem wlasnie) jest przejawem bezmyslnosci i jakiegos ignoranctwa. Najlepszym na to dowodem jest ulica kasprowicza, matolstwo (moze i kogos obraze) siega tu czesto zenitu, kiedy tacy
      'rowerzysci' wala ta sciezka przecinajac dochodzace drogi bez zadnego zwalniania/obejrzenia sie.

      Pamietam, kiedys w czasie deszczu wyprzedzil mnie jakis gosc jadacy w taki wlasnie sposob, liczac ze wszyscy go widza. Jakas babka go nie zauwazyla i skrecajac w prawo z ul. kasprowicza zajechala mu droge. Gosc sie wpiepszyl na maske - wiadomo (Nauczka kolejna - nie hamuj ostro na malowanych pasach) Pojechalem dalej widzac ze gosc szybko wstaje, zaluje... dzis bym mu pewnie jeszcze w gebe dal za 'tekst' do kierowcy 'ty ku.wo!!'.

      To juz ktorys raz kiedy widze ze brak myslenia jest po obu stronach, ale to 'kulturalny' rowerzysta wychodzi pierwszy z geba, uwazajac ze jest swieta krowa zwolniona zupelnie od myslenia i przwidywania mozliwych zdarzen drogowych.
      Pisze to jako rowerzysta, nie oceniam tu kierowcow, bo widze ze czesto nie jestesmy lepsi. Kto tak jezdzi ten wie, kto mysli na rowerze to oczywiscie chwala mu za to i ten tekst Go nie dotyczy.
      pozdrawiam
      • Gość: Roman Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: 79.110.196.* 06.01.10, 20:34
        Trzeba było najpierw przeczytać
        to przed taka tyradą. To, że są debile na rowerach
        nie ulega wątpliwości. Ale generalna przyczyna wypadków z udziałem
        rowerzystów lezy po stronie kierujacych pojazdami silnikowymi i
        wadliwych przepisów.
        • Gość: Laszlo Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: 77.79.192.* 06.01.10, 22:30
          Czytalem to opracowanie zaraz jak sie ukazalo, nie uwazam tego co napisalem za tyrade, 'nerwa' dostaje kiedy widze po raz kolejny rowerzystow gdzie jednego przytarl samochod, poniewaz wladowali sie prosto pod kola (w tym wypadku jeszcze bez oswietlenia zadnego). Zapewne kierowca zapomnial noktowizora... Jestem jak najbardziej za rowerami i rowerzystami, jedynie przeciw bezmyslnosci - tyle.
          pozdrawiam
          • flatron2008 Re: Kierowcy a rowerzyści... 07.01.10, 08:32
            Gość portalu: Laszlo napisał(a):

            Zapewne kierowca zapomnial noktowizora...

            Dobre ;-)

            Ogólnie DDR przy Kasprowicza jest niebezpieczna ze względu na słabą
            widoczność na boczne uliczki, którą utrudniają albo krzaczory, albo
            zaparkowane samochody. Też tam miałem kontakt z błotnikiem volvo,
            które trochę za szybko wyjeżdżało od byłego domu partii. Ja też
            trochę za szybko jechałem, bo pogoda była dobra, rower kręcił
            przyzwoicie, ruch na DDR niewielki i nie zachowałem "szczególnej
            ostrożności". Wydaje mi się, że jeżeli ktoś lubi i może szybko
            jeździć, to chyba lepiej - wbrew przepisom - poruszać się tam
            jezdnią.
            I jeszcze apel do "batmanów": jeżeli wydaje się wam, że w mieście
            oświetlenie roweru nie jest potrzebne, że wystarczy wam brudno-
            żółtawa kamizelka żeby być widcznym, to się mylicie.
            I apel do "innowatorów": lampka ze światłem czerwonym to lampka
            tylna ;-)
            I apel do faceta, który przy -10 st. mrozu wozi dzieciaka w
            foteliku: ty pedałujesz i jest ci ciepło. Czy to samo może
            powiedzieć twoja pociecha? Nie dość, że dzieciak nie ma kasku na
            głowie, bo pod kapturem się nie mieści, to musisz jeszcze jeździć z
            nim jednokierunkową Ukraińska "pod prąd"? Jeżeli uda mi się
            sprawdzić, czy systematycznie tędy przejeżdżasz, to powiadomię
            policję o tym, jak traktujesz dziecko, niech tu kiedyś na ciebie
            zaczekają...
            • czechofil Re: Kierowcy a rowerzyści... 07.01.10, 09:08

              Oczywiście, że podczas jazdy na rowerze nie należy zbytnio ufać
              kierowcom, ale z drugiej strony trzeba też ich wychowywać, zwłaszcza
              że niedługo przepisy się zmienią i rowerzysta na przejeździe przez
              jezdnię w ramach drogi rowerowej będzie miał bezwzględne
              pierwszeństwo. Kierujący autami będą musieli się w końcu nauczyć, że
              dojeżdżając do skrzyżowania trzeba zwrócić uwagę nie tylko na inne
              auta, ale także na rowerzystów. Widać to doskonale np. w Niemczech,
              gdzie tubylcy nauczyli się już dawno przepuszczać rowerzystów na
              skrzyżowaniach, natomiast nasi rodacy na tyle często potrącają tam
              cyklistów na przejazdach przez skrzyżowanie, że policja niemiecka
              nazywa potocznie ten typ zdarzenia drogowego "polnische Unfall",
              czyli "polskim wypadkiem"...
              • Gość: rowerowiec Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: 195.182.9.* 07.01.10, 09:53
                Nie lubimy się, powiem więcej NIENAWIDZIMY SIĘ; jako sąsiedzi w
                domu, jako koledzy w pracy, jako pasażerowie tramwajów i autobusów,
                jako piesi i kierowcy, jako kierowcy w ogóle (każdy inny kierowca to
                wg nas ćwok, tłuk, tuman, wiocha,cw..., popapraniec, ubek, esbek
                i.t.d. Skąd zatem zdziwienie na temat wzajemnych kontaktów kierowcy
                a rowerzyści.
                • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 14.01.10, 07:01
                  Laszlo, ja w lecie jadąc autem miałem taki przypadek ze rowerzysta wyjechał z
                  podporządkowanej prosto mi przed maskę i zawrócił, nawet nie popatrzył w lewo
                  czy coś nie jedzie, jakbym nie zwolnił to bym go skosił bez dwóch zdań. Ale to
                  było lato... tamto było skończonym kretyństwem, ale takie cuda w zimie... niby
                  jest na tych ddr pierwszeństwo dla rowerów ale zima jak zima, kierowca nie
                  zawsze widzi, niektórzy jeżdżą z zaparowanymi szybami, czy nawet nieoskrobanymi
                  do końca to jak on ma zauważyć coś z boku lub z tyłu... kierowcy powinni zadbać
                  o to aby widoczność mieć dobrą ale mamy ich w Polsce jakich mamy i nie warto się
                  pchać przed maskę, tym bardziej że jest ślisko i nie wyhamuje ani on ani rower.

                  A kiedyś wracałem sobie z drugiej zmiany przez legnicką, za placem JP II i za
                  tym wiaduktem dla pieszych zderzyłbym się czołowo z rowerzystą (też wtedy
                  jechałem rowerem), w miejscu słabo widocznym buraczek sobie pruł jakieś 30 na
                  godzinę bez oświetlenia... nie mam pojęcia co tacy sobie myślą, lubię też
                  docisnąć na rowerze ale gdzie szybka jazda zagraża bezpieczeństwu kogokolwiek to
                  zwalniam, wiadomo że chodnikiem gdzie co kilka metrów jest brama nie będę jechał
                  nawet 20 na godzinę bo jak mi jakieś dziecko z takiej bramy wyskoczy to nie
                  zrobię nic - nie zdążę... ale niestety są tacy co nie ogarniają tego i chyba na
                  to się nic nie poradzi... jedynie selekcja naturalna mogłaby coś zdziałać ;D
                  • Gość: benek Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.e-wro.net.pl 18.01.10, 10:26
                    > Laszlo, ja w lecie jadąc autem miałem taki przypadek ze rowerzysta wyjechał z
                    > podporządkowanej prosto mi przed maskę i zawrócił, nawet nie popatrzył w lewo
                    > czy coś nie jedzie, jakbym nie zwolnił to bym go skosił bez dwóch zdań.

                    Co w tym takiego dziwnego ?
                    Gdybym nie zwalniał jadąc autem to rozwaliłbym dziesiątki aut które mi zajechały
                    drogę.
                    Chcesz powiedzieć, ze rowerzysta powinien uważać bardziej niż kierowca bo ma
                    więcej do stracenia?
                    A uwzględniłeś ze rowerzysta ma 100 razy więcej takich sytuacji że musi się
                    gdzieś wepchnąć a ponieważ jest gorzej widoczny to kierowca później zaczyna
                    zwalniać lub wręcz myśląc tak jak ty zakłada że rowerzysta jest bardzo ostrożny
                    więc pcha się na niego aby go zastraszyć. Liszta przyczyn jest długa.
                    Musisz zrozumieć ze obie strony popełniają błędy i trudno zważyć kto więcej.
                    Ale zrozumiesz co jest prawdziwym zagrożeniem jeśli uznasz ze rowerzysta zwykle
                    zajeżdża gdy źle oceni prędkość lub przyśpieszenie(hamowanie) kierowcy.
                    Kierowca popełnia błędy bo nie czyje zagrożenia ze strony rowerów i uważa na nie
                    1000 razy mniej niż na tira i 10 razy mniej niż na samochód.
                    Na pieszych też nie uważa ale pieszy porusza się wolniej i ma szansę go zobaczyć
                    a zresztą pieszy sam się uratuje z takiej opresji.
                    Zatem takie stawianie sprawy jak twoje jest śmieszne.
                    Z faktu że rowerzysta ma więcej do stracenia wyciągasz wniosek ze on powinien
                    więcej uważać.
                    Tak nie możesz stawiać sprawy bo idąc tym torem to kierowca nie musi w ogóle uważać.
                    Z wielkiego zagrożenia wyciągasz wniosek ze rowerzyści popełniają więcej błędów
                    i ze są to błędy kardynalne ze względu na możliwe skutki.

                    Nie bierzesz pod uwagę wielu uwarunkowań, które składają się na te sytuację.
                    Nie wiem czy dyskusja na ten temat jest potrzebna.
                    Wystarczy wyjść z punktu że rowerzysta nie jest samobójcą.
                    Jego błędy biorą się z innych czynników niż błędy kierowcy.
                    Rowerzysta nie jest głupszy niż pieszy który dostaje soplem w głowę.

                    Nie ma sensu stać na skrzyżowaniu i mówić rowerzyście który ma więcej niż 17 lat
                    aby się nie dał zabić.
                    Po prostu liczba groźnych sytuacji w stosunku do "normalnie groźnych" stanowi
                    ułamek promila to usypia czujność.

                    Niestety już samo wsiadanie na rower w mieście a szczególnie w zimie jest aktem
                    desperacji.
                    Zniechęcanie ludzi do korzystania z roweru ma jeszcze sens ale nie te ciągłe
                    postękiwania na styl jazdy, których pełno w necie.
                    Pouczać to można rodzica, który puszcza dzieciaka na bobasku przez pasy. Masz
                    dzwonek to dzwoń na rowerzystów bez lampek
                    lub zajeżdżających ci drogę. Wylewanie żółci na forum nie ma sensu jeśli nie
                    idą za tym żadne propozycje.

                    Twoje problemy się zmniejszą jak postudiujesz statystyki policyjne.
                    W wypadkach z udziałem z rowerzystami częściej winni są kierowcy mimo że na
                    rowerach jeżdżą często osoby niewyszkolone z PoRD ,niedopuszczone do ruchu przez
                    egzaminatora i osoby szkolące itd.
                    Właśnie instynkt samozachowawczy jest tak silny że ustawodawca zwolnił nawet z
                    obowiązku posiadania karty rowerowej.
                    Żadna karta czy połajanki nie zastąpią instynktu i praktycznie nie mają żadnego
                    znaczenia u dorosłego. Wypadki z rowerzystami są tak rzadkie że nawet nie można
                    postawić tablicy oznaczającej czarny punkt a to mogłoby przemówić do wyobraźni.
                    Ale można przecież coś zrobić bez gadania. Są znaki ostrzegawcze A24 oraz
                    piktogramy do namalowania na ścieżkach ( uwaga wypadki).

                    Bowiem większość tych błędów rowerzystów jest robiona w typowych miejscach.Tam
                    gdzie jest pogorszona widoczność , gdzie auta jadą szybko zza pleców rowerzysty,
                    gdzie jest duży ruch aut i pieszych, gdzie jest wąsko i rowerzysta za długo
                    patrzy pod koła.
                    Tak jak na korki najlepszym lekarstwem są korki tak na szalonego rowerzystę
                    najlepszy jest drobny wypadek.






                    • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 19.01.10, 07:30
                      > Co w tym takiego dziwnego ?
                      > Gdybym nie zwalniał jadąc autem to rozwaliłbym dziesiątki aut które mi zajechał
                      > y
                      > drogę.
                      > Chcesz powiedzieć, ze rowerzysta powinien uważać bardziej niż kierowca bo ma
                      > więcej do stracenia?
                      > A uwzględniłeś ze rowerzysta ma 100 razy więcej takich sytuacji że musi się
                      > gdzieś wepchnąć a ponieważ jest gorzej widoczny to kierowca później zaczyna
                      > zwalniać lub wręcz myśląc tak jak ty zakłada że rowerzysta jest bardzo ostrożny
                      > więc pcha się na niego aby go zastraszyć. Liszta przyczyn jest długa (...)

                      chyba nie zrozumiałeś przesłania... dużo piszesz, ale czy wczytujesz się w to,
                      co piszą inni?
                      Sytuacja była taka, że oni (bo ich było trzech - ci rowerzyści co mi wyjechali z
                      podporządkowanej) byli widoczni, widziałem znak, że jestem na głównej, widziałem
                      że są zajęci rozmową ze sobą (a ten pierwszy nie wiem czy nawet ogarnął że
                      dojeżdża do skrzyżowania bo głowę miał obróconą do tyłu - przez prawe ramię,
                      dlatego o niego mi chodziło) więc użyłem czegoś takiego jak ograniczone zaufanie
                      i wcisnąłem delikatnie na hamulec. Dopiero ten trzeci się obrócił w lewo, trochę
                      się przeraził ale przejechał. I nie były to na pewno osoby, które mają więcej
                      niż 17 lat, bo coś raczej albo 16 albo 17.
                      Rowerem przejeździłem kilkanaście razy więcej kilometrów niż autem, zostałem
                      również dwa razy potrącony na drodze dla rowerów, ale wiem też jak jeżdżą inni
                      rowerzyści - jak i również kierowcy. Jadąc rowerem - uważam na siebie, bo przy
                      kontakcie z autem mam małe szanse. Jadąc autem uważam na słabsze jednostki,
                      żebym im krzywdy nie zrobił, bo oni mają małe szanse...

                      Co do wymuszania kierowców "pierwszeństwa" na drodze rowerowej... kiedyś
                      napisałem porównanie, czy kierowca tak samo by próbował wymusić pierwszeństwo na
                      przejeździe kolejowym - tam nawet nie ma słowa o ustąpieniu pierwszeństwa tylko
                      o zachowanie szczególnej ostrożności. Mało który by się odważył ale i tacy się
                      zdarzają, część już nie żyje.
                      • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 19.01.10, 07:36
                        aha, tamto skrzyżowanie z tymi rowerzystami nie było prostopadłe, tylko takie
                        bardziej pod kątem - więc bez obejrzenia się w lewo z podporządkowanej nie ma
                        mowy o zobaczeniu czegokolwiek, mimo że nie było skrzyżowanie niczym zasłonięte.
                        • Gość: benek Zwróć uwagę zainteresowanemu IP: *.e-wro.net.pl 19.01.10, 17:46
                          > aha, tamto skrzyżowanie z tymi rowerzystami nie było prostopadłe, tylko takie
                          > bardziej pod kątem - więc bez obejrzenia się w lewo z podporządkowanej nie ma
                          > mowy o zobaczeniu czegokolwiek, mimo że nie było skrzyżowanie niczym zasłonięte
                          > .

                          To potwierdz moja teżę że przyczyną wypadkow z reguły nie jest glupota
                          samobójców tylko zła widoczność.

                          Zła widocznośc to głupota urzedników bo wiele mozna zrobić aby w takich
                          miejscach poprawić bezpieczeństwo.
                          Znam skryżowania gdzie dochodzi nawet do kilku wypadów dziennie ( widywałem
                          nawet rozbite radiowozy policyjne) a diałania ograniczja się tylko do likwidacji
                          skutków i wypłacania odszkodowań.

                          Zatem powórze ze śmieszy mie narzekanie na ludzi co ryzykuja swoim życiem .
                          Można narzekać na wandali czy kogoś kto czerpie korzyść kosztem innych.
                          Ale jeśli ktoś nie rozumie jak ryzykuje to połajanki są jak głos na puszczy
                          szczególnie ze zainteresowany nawet nie ma pojęcia ze o nim rozmawiają.
                          Lepiej ten czas przeznaczyć na zastosowanie środkow technicznych.
                          Przynajmniej ja tak zrobiłem na kilku skrzyżowaniach.
                          Takie nerwowe łajanie gorszych rowerzystów zaczyna przypominać zachowania
                          kierowców:
                          www.tvnwarszawa.pl/-1,1585658,0,,blokuja_przejazd_karetkom_i_rzucaja_przeklenstwami,wiadomosc.html
                          Szkoda tego forum na wylewanie zali.
                      • Gość: benek pogadamy a oni pojada dalej IP: *.e-wro.net.pl 19.01.10, 18:18
                        > chyba nie zrozumiałeś przesłania...
                        Moze nie zrozumiałem. Myślałem ze chcesz powiedziec, że cześć ludzi jezdzi
                        gorzej rowerem niż Ty.
                        Moze za krótko opisałes sytuację.



                        > dużo piszesz,
                        Dzięki temu nie muszę tłumaczyć 3 razy co miałem na myśli.



                        > ale czy wczytujesz się w to,
                        > co piszą inni?
                        Myślałem ze piszę do ciebie a nie do gościa o nicku inni.



                        > Sytuacja była taka, że oni (bo ich było trzech - ci rowerzyści co mi wyjechali
                        > z
                        > podporządkowanej) byli widoczni, widziałem znak, że jestem na głównej, widziałe
                        > m
                        > że są zajęci rozmową ze sobą (a ten pierwszy nie wiem czy nawet ogarnął że
                        > dojeżdża do skrzyżowania bo głowę miał obróconą do tyłu - przez prawe ramię,
                        > dlatego o niego mi chodziło) więc użyłem czegoś takiego jak ograniczone zaufani
                        > e
                        > i wcisnąłem delikatnie na hamulec.
                        Wniosek z tego ze droga jest bezpieczna a ludzie jeżdżą niebezpiecznie.
                        Żadna nowin cmentarze pełne są takich . Wystarczy stanąć na kilka minut na dużym
                        skrzyżowaniu i można zauważyć wielu kierowców przejeżdżających na czerwonym,
                        pieszych wbiegających na jezdnie lub przechodzących na czerwonym ... dalej nie
                        będę wymieniał.
                        Mógłbym napisać co robią motorniczowie, co robią kierowcy TIR-ów czy policjanci
                        w radiowozach.
                        Tylko po co tak dzielić ludzi ?
                        Podział jest prosty, są tacy co są ostrożni i tacy co im na życiu nie zależy.
                        Pisząc o głupkach mówisz o tym jak się sam zabezpieczasz aby idioty nie zabić.
                        To jest temat ciekawy bo jedni się starają aby głupka nie zabić a inni chyba nie
                        bo się bardzo wkurzają jak dojdzie do sytuacji niebezpiecznej.
                        Jeśli jestem myśliwym i strzelam do wszystkiego co se rusza w krzakach to muszę
                        kiedyś zabić człowieka.
                        Jak się decyduję na jazdę autem to też świadomie decyduję się ze zabiję
                        człowieka który popełni błąd.
                        Wiem ze auto zabija bardziej niż karabin w czasie pokoju ale podejmuje ryzyko
                        korzystania z auta np o zmroku czy w deszczu .
                        Ale można jeździć kilkadziesiąt lat i o nikogo się nie otrzeć a można mieć kilak
                        stłuczek rocznie.
                        Skoro można ominąć idiotów kierowców to można ominąć tez idiotów rowerzystów.Im
                        mniej się będziesz denerwował tym szybciej zrozumiesz ze unikniecie wypadku
                        bardziej od ciebie zależy niż od idioty.
                        Chciejstwem świata nie naprawisz.
                        Są sytuacje łatwe do wyłapania i ukarania jak te z zajmowaniem pasa dla karetek
                        co przed chwila linkowałem i są takie których nigdy nie wyeliminujesz jak te co
                        opisywałeś.
                        Gdyby rowerzyści popełniali więcej błędów niż kierowcy to miałoby to
                        odzwierciedlenie w statystykach policyjnych.
                        Oczywiści w pewnych grupach wiekowych procent idiotów czy osób bez wyobraźni
                        jest inny.
                        Ale chyba rozumiesz że jakby autami jeździli 16 latkowie to trup by się ścielił
                        gęsto ?
                        Zatem katechizm kierowcy mówi ze na drogę z ddr lub z chodnika może wskoczyć
                        narwany lub zagadany 16-latek. Ze może nie mieć światełka czyli ze trzeba pól
                        sekundy więcej na zauważenie rowerzysty.
                        Ale statystyki wypadkowości nie wskazują aby więcej wypadków było po zmroku.

                        Powtarzam zatem wcześniejsza tezę ze jak ktoś popełni błąd w miejscu widocznym
                        to druga strona ma szanse zareagować.
                        jeśli w niewidocznym to szkoda strzępić język na namawianie do zmiany stylu
                        jazdy a lepiej to miejsce zrobić bezpieczniejszym.


                        Znów dużo napisałem w sprawi oczywistej.
                        Może jeszcze jeden przykład.
                        Bardzo często starsze osoby piesze na drodze jednokierunkowej patrzą w nie tą
                        stronę co powinni przy wchodzeniu na jezdnię.
                        Wielu kierowców "ze wsi" nie wie co to droga dla rowerów.
                        Wielu rzeczy nie zmienisz dyskusjami.
                        Trzeba pewne rzeczy "sygnalizować na drodze" bo o wielu sprawach w tym i
                        zagrożeniach zapominają bardzo szybko nawet jak sami w czymś brali udział.












                        Dopiero ten trzeci się obrócił w lewo, troch
                        > ę
                        > się przeraził ale przejechał. I nie były to na pewno osoby, które mają więcej
                        > niż 17 lat, bo coś raczej albo 16 albo 17.
                        > Rowerem przejeździłem kilkanaście razy więcej kilometrów niż autem, zostałem
                        > również dwa razy potrącony na drodze dla rowerów, ale wiem też jak jeżdżą inni
                        > rowerzyści - jak i również kierowcy. Jadąc rowerem - uważam na siebie, bo przy
                        > kontakcie z autem mam małe szanse. Jadąc autem uważam na słabsze jednostki,
                        > żebym im krzywdy nie zrobił, bo oni mają małe szanse...
                        >
                        > Co do wymuszania kierowców "pierwszeństwa" na drodze rowerowej... kiedyś
                        > napisałem porównanie, czy kierowca tak samo by próbował wymusić pierwszeństwo n
                        > a
                        > przejeździe kolejowym - tam nawet nie ma słowa o ustąpieniu pierwszeństwa tylko
                        > o zachowanie szczególnej ostrożności. Mało który by się odważył ale i tacy się
                        > zdarzają, część już nie żyje.
                        • termifnfal Re: pogadamy a oni pojada dalej 19.01.10, 23:02
                          Przynajmniej my się zrozumieliśmy. Na rower nie wsiadam po to aby się wyszaleć,
                          tylko aby potrenować kondycję. Do auta nie wsiadam po to, aby się popisać, tylko
                          bezpiecznie dojechać do celu. A jak będę się chciał wyszaleć to sobie pójdę do
                          pracy, Na wózku widłowym często gęsto spędzam 6 godzin na dobę więc się
                          najeżdżę. I mam pełną świadomość tego, co taki rozpędzony kawał metalu może
                          zrobić...
                • Gość: benek Jeżdżę nie po to aby aby pouczać innych IP: *.e-wro.net.pl 16.01.10, 20:29
                  > Nie lubimy się, powiem więcej NIENAWIDZIMY SIĘ; jako sąsiedzi w
                  > domu, jako koledzy w pracy, jako pasażerowie tramwajów i autobusów,
                  > jako piesi i kierowcy, jako kierowcy w ogóle (każdy inny kierowca to
                  > wg nas ćwok, tłuk, tuman, wiocha,cw..., popapraniec, ubek, esbek
                  > i.t.d. Skąd zatem zdziwienie na temat wzajemnych kontaktów kierowcy
                  > a rowerzyści.

                  Mylisz różne aspekty.
                  Jazda autem często powoduje agresję.
                  Jazda rowerem powoduje wydzielanie się endorfin czyli przyjemność.
                  Napadamy na siebie wtedy gdy czujemy się zagrożeni albo w bezpieczeństwie albo w
                  prawach.
                  na drodze widzę często kierowców edukujących siebie ale nigdy rowerzystów.
                  Na forach jest odwrotnie tu nie rozumiem dlaczego jeden rowerzysta gani innych.
                  Styl jazdy rowerzystów różni się bardziej niż kierowców.
                  Ale i wśród kierowców są tacy co mieli kilkanaście wypadków i tacy co całe życie
                  nie mieli żadnego.
                  Rozmowa o stylu jazdy to jak rozmowa o ludzkich charakterach.
                  Nie wydaje mi się aby to miało sens, bo na to forum z pewnością nie wchodzą
                  osoby co jeżdżą niebezpiecznie.


                  > wg nas ćwok, tłuk, tuman, wiocha,cw..., popapraniec, ubek, esbek
                  Jeśli są ćwoki na drodze to może tak o nich myślą właśnie ćwoki?
                  Tym razem ja ie rozumiem twego zdziwienia.
                  Jedni potrafią jeździć a inni nie. Błędy można różnie poklasyfikować i to co dla
                  jednego jest błędem dla innego niekoniecznie.
                  Taką samo głupota jest ocenianie innych przez swój styl jazdy.
                  Ja zakładam że na drodze mogą się znaleźć idioci bo przecież liczba kierowców
                  jest większa niż normalnych osób w społeczeństwie :).
                  Sito badań lekarskich ma zbyt szerokie oczka.
                  Jak widzę idiotę na drodze to się od niego odsuwam i nie mam czasu na
                  oceny.Czasem jak z kimś jadę to mówię "patrz co idiota robi" w celach dydaktycznych.
                  Zatem nie krytykuje kierowców za idiotyczne zachowanie bo jestem pewien że ten
                  człowiek tak się zachowuje nie tylko za kierownicą.
                  Nie śmieję się z ludzi chorych i z wariatów nie zamierzam.
                  zatem idiotę może wsiąść na rower jak i do auta więc skąd to zdziwienie ?
                  Napuszczanie rozsądnych kierowców na głupich rowerzystów i mądrych rowerzystów
                  na głupich kierowców jest co najmniej śmieszne i świadczyłoby raczej że się sami
                  klasyfikujemy w niewłaściwej kategorii .

                  Kilka dni temu widzieliśmy skutki udowadniania innym, że jeżdżą gorzej na
                  ul.Hallera.. Też kilka dni temu milicjant w Moskwie zastrzelił kierowcę pługa za
                  to ze przestawił mu lusterko.

                  Rowerzyści chyba nie mogą łajać się na drodze skoro tak często na forum
                  wypominają błędy innych rowerzystów :]




          • Gość: benek Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.e-wro.net.pl 16.01.10, 12:41
            > Czytalem to opracowanie zaraz jak sie ukazalo, nie uwazam tego co napisalem za
            > tyrade, 'nerwa' dostaje kiedy widze po raz kolejny rowerzystow gdzie jednego pr
            > zytarl samochod, poniewaz wladowali sie prosto pod kola (w tym wypadku jeszcze
            > bez oswietlenia zadnego). Zapewne kierowca zapomnial noktowizora... Jestem jak
            > najbardziej za rowerami i rowerzystami, jedynie przeciw bezmyslnosci - tyle.
            > pozdrawiam

            Bezmyślność jest po każdej ze stron.
            Rzecz w czym innym. Chodzi o szanse naprawienia błędu.
            Kierowca depnie po hamulcu jak za późno zauważy i szkody sobie nie zrobi. Pieszy
            cofnie się o krok u uniknie potrącenia.
            Rowerzysta nie ma szans. Płaci za swój błąd jak i błąd kierowcy.
            Rzez w tym ze skoro kierowca czuje się najbezpieczniej o on pierwszy przestaje
            uważać. Zatem tam trzeba szukać rezerw w poprawie bezpieczeństwa.
            Narzekanie na rowerzystów które miałoby dotrzeć do ich świadomosci jest niepoważne.
            Jeśli instynkt samozachowawczy u rowerzysty zawiedzie to o połajankach w necie
            on sobie nie przypomni tuż przed przejazdem.

            Możemy zrobić test na jednym z Wrocławskich przejazdów gdzie będziemy próbowali
            skorzystać z prawa pierwszeństwa do wjazdu na przejazd. Większość kierowców
            widząc rowerzystę nie zmieni prędkości jazdy tak aby jego wjazd nie był
            wtargnięciem.
            Zatem rozmawianie o sytuacjach gdy ktoś kogoś nie widział jest śmieszne bo
            rezerwy są tam gdzie się widzą a wymuszają pierwszeństwo.
            Każdy rowerzysta wie co go może spotkać na przejeździe.
            Wielu kierowców nie wie gdzie są przejazdy i ddr .
            Jest wielu przyjezdnych z miast gdzie nie ma ddr a tym bardziej przejazdów.
            Obecna konstrukcja przepisu zostawia za mało czasu na ocenę kto ma
            pierwszeństwo.Zapewniam cię ze większość potraceń odbywa się gdy jedna ze stron
            widzi. Rzadko jest tak że obie nie widzą. Dlaczego zatem ta strona co widziała
            nie naprawiła błędu drugiej ?
            Pierwszoplanowe jest poprawienie widoczności. Widoczność na przejeździe nie może
            być taka sama jak na przejściu.
            Należy eliminować drzewa, kubły do sortowania odpadów, reklamy i auta stojące na
            skrzyżowaniu.
            Należy wcześniej informować kierowcę o przejeździe zamiast stawiać 50cm przed
            nim znak D6b. Należy nauczyć kierowców różnicy miedzy linia P11 a P14 w co
            wątpię aby się udało ale zwątpienie kierowców w swoją wiedzę może przysłużyć się
            do ostrożniejszej jazdy.
            Głównie techniczne warunki należy poprawiać.
            Lista błędów jest długa i znana .
            Problem umrze (zmniejszy się radykalnie) gdy na dniach PoRD ulegnie zmianie.
            Jeśli kierowcy nie będą mieli świadomości że unikną odpowiedzialności powołując
            się na idiotyczny przepis o wtargnięciu to będą uważać na rowerzystów co
            najmniej tak jak na pieszych.
            A że pieszych mają w nosie to nie ma co mówić, z tym ze prawo lepiej chroni
            pieszego bo trudniej wmawiać że pieszy wbiegł lub wszedł na pół metra pod maskę.
            Zatem zamiast tracić czas na dyskusje o nieodpowiedzialności lepiej porozmawiać
            jakie regulacje prawne i środki techniczne zastosować aby wydłużyć czas na
            podjęcie decyzji co poprawi widoczność i pozwoli zmniejszyć prędkość itd.

            Jako kierowca z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem i podobnym rowerowym
            powiem ze robiąc porównanie wiedzy, świadomości i wyobraźni rowerzystów i
            kierowców z uwzględnieniem wieku, doświadczenia i wiedzy zdobytej na kursach, to
            kierowcy polscy blado wypadają przy rowerzystach.
            Statystyki policyjne są nieubłagane. Istnieje też ciemna statystyka tych co nie
            mogą się bronić.
            Pomyśl co by było gdyby ddr nie były wydzielone tylko gdyby był to pas w jezdni.
            Ile to by spraw uprościło.
            Jak poprawiłoby widoczność i wyjaśniłoby odpowiedzialność.
            Jazda na zasadach ogólnych pozwoliłaby po miejscu zderzenia ustalić winnego bez
            ustalania co ktoś zrobił zanim znalazł się w miejscu gdzie miał pierwszeństwo.




      • Gość: benek Jaka znowu wojna ? Inne interesy co najwyzej IP: *.e-wro.net.pl 16.01.10, 19:31
        > To ze jadac sciezka mamy pierwszenstwo nie zwalnia nas od myslenia, a zwlaszcza
        > przy tej pogodzie.

        Przepraszam ,dawno tego wątku nie czytałem, czy ktoś tu mówił że rowerzyści są
        zwolnieni z myślenia?
        Jeśli nie to dziwią mnie takie zagajenia na forum dla rowerzystów.
        Każdy ma inne doświadczenia i np dopóki nie zostanie potrącony egzekwuje swoje
        pierwszeństwo.
        Tak jak piszesz o myśleniu, trudno domyślić się o co ci chodzi.
        Czy myślenie to takie zachowanie że kierowca zawsze może zrobić coś głupiego
        więc trzeba go przepuścić mimo, że mamy dużo bliżej do przejazdu niż on ?
        A jak za nim w odległości 20-30 metrów jedzie następny, który widzi nasze
        zawahanie to też nie możemy sygnalizować, że ruszamy będąc już jednym kołem na
        przejeździe ?


        >Ladowanie sie na kilka metrow przed samochodem (jadacym po
        > zupelnie zabitej sniegiem drodze, jak teraz to widzialem wlasnie) jest przejawe
        > m bezmyslnosci i jakiegos ignoranctwa.
        Moze konkretniej . Ile to jest kilka metrów 2 czy 10 ?
        Jaką prędkość ma auto jadąc po zabitej śniegiem ulicy ?
        Czy auto hamowało ?
        Czy był kontakt wzrokowy z kierowcą. Czy rowerzysta był już kołem na przejeździe.
        Czy rowerzysta przystanął lub się zawahał a może ostro hamował dając do
        zrozumienia kierowcy ze go przepuszcza ?
        Czy rowerzysta bał się, że przy ostrym hamowaniu się wyglebi ?
        Czy rowerzysta miał suche czyli skuteczne hamulce?
        Czy auto jechało ze stała prędkością czy też kierowca to zwalniał to przyspieszał ?
        Czy auto uciekało ze skrzyżowania ?
        Czy przejazd był przy jezdni czy za przejściem tzn czy auto zatrzymując się
        tamowało ruch na ulicy którą przecinało?
        Wiele innych czynników których nie wymieniem decyduje o tym czy warto korzystać
        z pierwszeństwa i czy się je rzeczywiście ma.
        Wątpię aby na podstawie twoje relacji dało się ocenić ze 100% pewnością czy
        zagrożenie było i jaki bo generalnie zagrożeniem jest już jazda rowerem w zimie.
        Ty oceniłeś to po swojemu , rowerzysta inaczej i kierowca jeszcze inaczej. Zycie
        to zweryfikuje. Jeśli ten rowerzysta według Ciebie wjechał niebezpiecznie to
        zapewne robi tak stale.
        Jeśli dotąd nic mu się nie stało to może przesadzasz a może masz rację bo ten
        rowerzysta może pierwszy dzień jeździ po śniegu.
        Ale w takim razie wkrótce zrozumie swój błąd jeśli dalej go będzie popełniał.
        Czy takie zachowanie można nazwać bezmyślnością ?
        Myślenie to nic innego jak przypominanie sobie podobnych zdarzeń czy też
        kojarzenie bardzo podobnych.
        Jeśli ktoś czegoś nie zaznał i nie widział to raczej należałoby mówić o
        wyobraźnie a nie o myśleniu.
        Sam też wczoraj popełniłem błąd bo wielokrotnie sprawdzałem hamulce ale tuż
        przed skrzyżowaniem przejeżdżając przez kopiasty śnieg zmoczyłem obręcze. Potem
        sunąłem prawi an jezdnie szorując butami po lodzie i dociskając hamulce na maksa
        co na wiele się nie przydało.
        zatem na drodze miliony ludzi popełniają błędy. Tylko ze zwykle druga strona
        może na czyjś błąd zareagować.
        Do wypadku trzeba zwykle dwojga bez wyobraźni.
        Wydaje mi się zatem że przesadzasz.
        gdyby chłoptaś tak jeździł niebezpiecznie zawsze to szybko by się nauczył ze to
        nie popłaca.
        Jeśli się zagapił i czegoś nie przewidział to czy warto o tym rozprawiać skoro
        zainteresowany nie może się do tego odnieść ?
        Ja wychodzę z założenia że na drodze większość rowerzystów jeździ gorzej niż ja
        i dzięki temu mogę przewidzieć ich błędy.
        No i co z tego? To że ktoś ma dwa kółka nie znaczy, że ma wyjeżdżone więcej niż
        50 godzin.
        Błąd mogą popełnić i ci co przejechali 100.000 km rowerem.
        Nie widzę powodu aby krytykować narwanego 15-latka tylko dlatego, że ja jestem
        "statecznym".
        Warto zastanowić się że skoro tak dużo jest narwańców to czy rozwiązania
        techniczne zmniejszają ryzyko potrącenia.
        Jak pisałem rano większość rowerzystów w połowie jezdni żałuje, że wjechała a
        wjechali bo mieli za mało czasu na podjęcie decyzji.
        zwykle jest to spowodowane ograniczoną widocznością.
        Są też ludzie którzy na rower wychodzą aby się wyszaleć.
        Dla nich jazda po ulicy to swoisty test sprawności.
        ale dokładnie takie zachowania są u kierowców którzy np palą gumy przy ruszaniu,
        wchodzą w zakręty z poślizgiem, zmieniają pasy przed światłami aby slalomem i
        bez migacza ustawić się w jak najlepszej pozycji startowej itd.
        Tu decyduje brawura związana zwykle z rutyną.
        Wydaje mi się że "szalony rowerzysta" też jest pewny swych możliwości co
        świadczy ze jeździ długo i nic złego go dotąd nie spotkało.
        Zatem być może przesadzasz. Na pewno twoje zgorszenie nie zmieni ich zachowań
        .Na pewno nasza dyskusja nie wpłynie na takie zachowania innych a nawet nasze.
        Czasem na wyobraźnię wpływa jakieś zdjęcie czy opis wypadku.
        ale wjeżdżań rowerów przed auto widzę codziennie wiele i jakoś nie martwi mnie
        to. nawet jak prowadzę auto nie denerwują mnie rowerzyści być może dlatego że
        wiem że takie zachowanie jest typowe i jestem na nie przygotowany. Dlaczego mi
        idioci nie wjeżdżają pod auto ?
        Może dlatego, że potrafię się właściwie zachować dojeżdżając do przejazdu gdy
        widzę w pobliżu rowerzystę ?
        Pewnie to też jest powodem ze bagatelizuję problem, ale lubię krytykować tylko
        to co można zmienić.
        Wrócimy do dyskusji za pół roku jeśli rowerzyści dostaną pierwszeństwo na wjazd
        na przejazd.
        Może rozwiązaniem technicznym w tani sposób poprawiającym bezpieczeństwo będzie
        montaż klaksonów do roweru .
        Niedawno widziałem gostka, który wjeżdżając na przejazd używał klaksonu i auto
        stanęło w miejscu.
        Zatem często stanowczość jest lepsza niż nadmierna ostrożność bo trzeba
        przypomnieć że nie wolno się na przejeździe zatrzymywać.
        Nie wolno oddawać pierwszeństwa bo to rodzi nowe zagrożenia np jadący za nami
        nie zdąży zahamować.
    • uniwersalny_login Re: Kierowcy a rowerzyści... 14.01.10, 17:56
      Nie jestem cyklistą szosowym więc nie mam takowego doświadczenia. Jestem
      ścieżkowco/chodnikowcem. Raz tylko się odważyłem popędzić ulicą rowerem. W
      sylwestra i na trzeźwo oczywiście. Było wtedy pusto i bez obaw jechałem. W
      normalne dni, w czasie porannych i popołudniowych korków bałbym się jednak
      jechać. Na szczęście do pracy wiedzie mnie prawie w całości DR więc jedynie z
      tej perspektywy mam doświadczenia. Stwierdzam, że miejscach przecięcia ścieżki z
      ulicą (skrzyżowania) w większości przypadków muszę jednak myśleć i za kierowców,
      zwalniać a nawet stawać przed skrzyżowaniem, żeby pan za kółkiem mógł się
      włączyć do ruchu. Wynika to z tego, że kierowcy nie patrzą w obie strony przed
      wjazdem na ścieżkę, tylko w stronę z której nadjeżdżają auta.

      Najbardziej irytują mnie sytuacje jak nie mam jak przejechać ścieżką bo jakiś
      pajac zaparkował na całej jej szerokości, albo wspomniani wyżej włączający się
      do ruchu, którzy tak stają jeden za drugim, że nie ma miejsca do swobodnego
      przejechania. Mistrzynią była jedna pani, która stanęła obie dokładnie na środku
      ścieżki mimo iż miała przed autem jeszcze sporo miejsca by podjechać i zwolnić
      trochę miejsca na DR. Odwróciła się dopiero jak zatrzymałem się przed drzwiami a
      ona spojrzała wzrokiem a`la "Ale co ja mam zrobić ?". Wtedy to się wkurzyłem i
      rzuciłem parę brzydkich słów w jej kierunku.

      Ogólnie na skrzyżowaniach ulic i ścieżek nie stosuję wojny nerwów i który
      pierwszy pęknie i się zatrzyma. Jak widzę, że ktoś będzie skręcał to zwalniam i
      przepuszczam. Są i tacy kierowcy, którzy nawet widząc, że zmniejszam szybkość
      zatrzymują się i mnie przepuszczają. Tu kolejna zabawna historia. Widząc, że pan
      kierowca nie spogląda w moją stronę zatrzymałem się przed przejazdem. Jako, że
      pan skręcał w prawo odwrócił w końcu głowę i w tą stronę. Wtedy mnie zauważył i
      zdążył wyhamować. Nie ma to jak mieć dobre hamulce w aucie.
      • Gość: L Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.10, 22:41
        A ja dzisiaj prawie się zatrzymałem przed pasami (tak, pasami, ale już nie
        bądźmy drobiazgowi) do których dojeżdżał cyklista gapiący się gdzieś w
        przestrzeń, zamiast na ulicę. Na wszelki wypadek na niego zatrąbiłem, bo skąd
        mam wiedzieć czy on mi się nie wpakuje na jezdnię, zwłaszcza że może nie
        wyhamować na śniegu. Nie wyobrażacie sobie jaką on miał zdziwioną minę. Pewnie
        powinienem był zgadnąć że wszystko będzie dobrze, co?
        • termifnfal Re: Kierowcy a rowerzyści... 15.01.10, 07:54
          > A ja dzisiaj prawie się zatrzymałem przed pasami (tak, pasami, ale już nie
          > bądźmy drobiazgowi) do których dojeżdżał cyklista gapiący się gdzieś w
          > przestrzeń, zamiast na ulicę. Na wszelki wypadek na niego zatrąbiłem, bo skąd
          > mam wiedzieć czy on mi się nie wpakuje na jezdnię, zwłaszcza że może nie
          > wyhamować na śniegu. Nie wyobrażacie sobie jaką on miał zdziwioną minę. Pewnie
          > powinienem był zgadnąć że wszystko będzie dobrze, co?


          ja kiedyś podobnie przyczyniłem się do kolizji drogowej (na rowerze) :) drogi
          rowerowej może nie było, ale piesi mieli zielone a kierowcy do skrętu w tę
          stronę mieli warunkowe... ale nie bądźmy drobiazgowi :D Widziałem barana za
          kółkiem, który nie miał najmniejszego zamiaru się zatrzymać, więc uważałem,
          trochę tylko zbliżyłem się do krawężnika... gość gwałtownie po hamulcach a drugi
          za nim wpakował mu się w bagażnik...
          tak wiem, ja nie powinienem przejeżdżać rowerem przez pasy (tego przepisu
          kompletnie nie rozumiem, jest dla mnie idiotyczny i bezsensowny, co nawet
          powiedziałem funkcjonariuszom jak mi za to mandat wlepiali a oni na to że też
          tak myślą ale prawo jest prawem (...), bo to ani szybciej nie jest ani
          bezpieczniej), ale ten drugi samochód powinien zatrzymać się przed
          sygnalizatorem, upewnić się, że nie utrudni ruchu i dopiero wjechać...
          Widzę że niektórzy kierowcy uważają warunkowy skręt za sygnalizator
          bezkolizyjny... W sumie jedno i drugie to zielona strzałka ;D tak samo jak znaki
          "Droga jednokierunkowa" i "Nakaz jazdy prosto" - niektórzy nie widzą różnicy...
      • Gość: Nam Re: Kierowcy a rowerzyści... IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.01.10, 07:19
        W takiej sytuacji jak Twoja z tą panią, która nie wie, gdzie się
        zatrzymać (a jest to powszechne np. na dojazdach do Legnickiej), robię
        w ten sposób, że powolutku wyjeżdżam przed maskę i jak najwolniej
        pokonuję przejazd. Jest to szczególnie wkurzające, kiedy akurat robi
        się wolny pas na docelowej drodze.
        • czechofil Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... 19.04.10, 18:15

          Temat wyświechtany, ale wczoraj znów miałem scysję z kierowcą i
          coraz bardziej przekonuję się, że prawo jazdy powinni wydawać
          dopiero po pozytywnym przejściu dokładnych badać psychologicznych.
          Wracałem mianowicie z weekendowej wycieczki do Czech, wjechałem już
          do Wałbrzycha od strony Unisławia Śląskiego (dość stromy zjazd od
          skrzyżowania na Andrzejówkę do stacji Wałbrzych Główny) i musiałem
          jechać prawie środkiem jezdni, bo tak tam jest zniszczona
          nawierzchnia. No i paru panom kierowcom bardzo się to nie spodobało,
          co raczyli uzewnętrznić histerycznym trąbieniem. Jeden zaś kretyn po
          trąbieniu zajechał mi drogę i nagle zahamował. Cudem go wyminąłem i
          przejeżdżając obok niego zatrzymałem się, żeby spytać go, czy nie ma
          jakiegoś problemu. Koleś jednak wyraźnie się przestraszył, rzucił w
          moim kierunku jakimś bluzgiem i z piskiem opon odjechał. Nie
          pisałbym o tym, gdyby nie fakt, że wszyscy, którzy mnie tam
          wyprzedzili złamali prawo. Na tym odcinku obowiązuje ograniczenie
          prekości do 40 km/h, a ja jechałem na rowerze ok. 50/h. Z drugiej
          strony nikomu nie tarasowałem drogi, bo jest tam dość znikomy ruch i
          można było mnie spokojnie wyprzedzić lewym pasem. Jednak złośliwość,
          chore, patologiczne kompleksy, a nawet czysta, plemienna polska
          głupota musiała w takim przypadku wziąć górę. Jestem ciekaw, co
          chcieli ci kierowcy osiągnąć trąbieniem na mnie? Jeśli czyta to
          ktoś, kto tak cyni, niech wie, że rowerzysta nie jedzie środkiem
          pasa dlatego, że tak lubi, tylko widocznie ma ku temu powód. Czy wy,
          panowie kierowcy też lubicie jeździć po zapadniętych studzienkach
          oraz po dziurach przy skraju jezdni? Skoro sami omijacie przeszkody,
          dlaczego zmuszacie do tego innych uczestników ruchu drogowego? A
          może ja w ogóle powinienem był zjechać do rowu? Bo czasami wydaje mi
          się, że taki scenariusz by was, panowie samochodziarze najbardziej
          satysfakcjonował...
          • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.10, 20:42
            Prawdopodobnie kierowcy ostrzegali Cię przed wykonaniem manewru wyprzedzania.
            Ich trąbienie oznaczało zapewne "Rowerzysto, widzę że z powodu dziur jedziesz
            środkiem, a nie przy brzegu. Mam zamiar Cię wyprzedzić, więc weź to pod uwagę i
            nie rób gwałtownych manewrów". Sam tak robię w podobnych okolicznościach.

            Twoja interpretacja i agresywna napaść na jednego z kierowców (Zahamował? A może
            na jego drodze też były dziury?) potwierdzają jednakże Twoje słowa o tym, że
            dopuszczenie kierującego do ruchu powinno być możliwe dopiero po testach
            psychologicznych.
            • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: 79.110.195.* 20.04.10, 22:40
              > Twoja interpretacja i agresywna napaść na jednego z kierowców
              (Zahamował? A moż
              > e
              > na jego drodze też były dziury?)
              Bardziej prawdopodobna przyczyna to opisana przeze mnie w poście:
              forum.gazeta.pl/forum/w,501,110124901,110150473,Re_instruktor_nauki_jazdy.html
              Z mojego bogatego doswiadczenia rowerowego wynika, że rowerzysta
              traktowany jest przez dużą (nie jestem na tyle arogancki by napisać -
              przeważającą) rzeszę kierujących jako dziwna istota, która z racji
              swej ułomności (nieporuszania się samochodem) powinna byc cicha i
              niezauważalna, najlepiej poruszająca się głębokim poboczem lub rowem.
              Dla porządku dodam, że jestem równiez aktywnym kierującym (od prawie
              ćwiećwiecza).
              • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 09:56
                Wymuszenie oczywiście nie powinno się zdarzyć.

                Popatrzmy jednak co było dalej. Piszesz że rowerzysta coś krzyknął i
                gestykulował. I że poruszył tym "dewianta". Czy siebie również określasz mianem
                "dewianta"? Przecież także i Ty poczułeś się urażony gestami. I także i Twoja
                reakcja nie ograniczyła się do machnięcia ręką, ale napisałeś całkiem duży
                protest. Można powiedzieć że jest to nawet dalej idące niż spontaniczna pyskówka
                zaraz po zdarzeniu. Zwłaszcza że rowerzysta nie tylko gestykulował, ale i
                krzyczał - z Twojej relacji wynika że nie wiesz co, ale wątpię żeby to było
                przyjemne dla kierowcy. Dlaczego więc człowiek niemal na pewno obrażony jest dla
                Ciebie dewiantem jeżeli nie kładzie uszu po sobie, a Ty sam jesteś w identycznej
                międzyludzko sytuacji w porządku?
                • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: 79.110.195.* 21.04.10, 10:55
                  > Dlaczego więc człowiek niemal na pewno obrażony jest dl
                  > a
                  > Ciebie dewiantem jeżeli nie kładzie uszu po sobie, a Ty sam jesteś
                  w identycznej międzyludzko sytuacji w porządku?
                  Zachowaj proporcje - ten kto ma za nic życie lub zdrowie rowerzysty
                  na jakie zasługuje określenie? Normalny człowiek, po takim czynie,
                  który mógł się zdarzyć nieumyślnie (co by też nie wystawiało dobrego
                  świadectwa kierującemu), by albo stulił uszy po sobie, albo
                  przprosił. Sam spotkałem się z dwoma przypadkami wymuszenia na mnie
                  pierszeństwa gdzie kierujący sie kajał lub tłumaczył. Może dlatego,
                  ze nie skończyło sie na samym hamowaniu (raz doszło do kolizji bez
                  żadnych skutków dla mnie i rowera, drugi raz przeleciałem przez
                  kierownicę) Nie zliczę przypadków gdy pokazano mi środkowy palec lub
                  usłyszałem sp...
                  Mam wrażenie, że nie potrafisz się wczuć w położenie rowerzysty.
                  Pojeździj trochę po mieście i poza, po drogach dla rowerów i
                  jezdniach starając się to robić zgodnie z przepisami. Moze wtedy
                  pojmiesz o czym tu się pisze.
                  • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 14:30
                    Skąd wyciągasz wniosek że ktoś miał tu czyjeś życie i zdrowie za nic? Tylko z
                    tego że doszło do nieprawidłowej sytuacji? Bardzo swobodnie interpretujesz to
                    zdarzenie. Można nawet powiedzieć że gołosłownie przypisujesz uczestnikom
                    intencje. Mało tego, nazywasz kogoś dewiantem zupełnie bez uzasadnienia. Po
                    prostu chciałeś go zelżyć. Ulżyło Ci?

                    Mówisz że wymuszający powinien stulić uszy i przeprosić? Zapewne. Ale są pewne
                    granice kajania się. Ciekawym zbiegiem okoliczności mimo że słyszałeś ponoć
                    odgłos hamowania roweru (a to nie jest zbyt głośny dźwięk), to już tego co
                    krzyczał rowerzysta jakoś nie cytujesz. Mimo że do kierowcy widać to dotarło,
                    skoro reagował. A przecież w samochodzie usłyszenie czegoś takiego jest
                    utrudnione. Nieźle więc musiał ten rowerzysta się wydzierać (a Ty ciągle nic nie
                    słyszałeś...)

                    Cały opis zdarzenia, razem z tym co przemilczasz, wskazuje na to że reakcja
                    rowerzysty była tak wulgarna, że kierowca poczuł się nią znieważony. Nawet KW
                    dopuszcza w takiej sytuacji "odgryzienie się", ale dla Ciebie ktoś kto nie
                    nadstawia drugiego policzka to od razu dewiant. Cóż, rowerzysta też nie
                    nadstawił. Dlaczego zatem jego nie nazywasz dewiantem?
                    • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 19:37
                      > Mówisz że wymuszający powinien stulić uszy i przeprosić? Zapewne.
                      Ale są pewne
                      > granice kajania się.
                      Tu nie było zadnego kajania się lecz prostackie chamstwo ze strony
                      kierującego. Jestem pewien, że widział rowerzystę wjeżdżającego na
                      skrzyżowanie i mimo to wymusił. A jeśli nie widział to również źle o
                      nim świadczy.
                      > Ciekawym zbiegiem okoliczności mimo że słyszałeś ponoć
                      > odgłos hamowania roweru (a to nie jest zbyt głośny dźwięk), to już
                      tego co
                      > krzyczał rowerzysta jakoś nie cytujesz.
                      Nie cytuję, bo nie słyszałem. Może wcale nie krzyczał tylko pomachał
                      ręką. To było ze 100 m, a dźwięk hamulca rowerowego (i tarcia opony
                      o asfalt) nieraz jest donośny - czyżbyś o tym nie wiedział?
                      > Nawet KW
                      > dopuszcza w takiej sytuacji "odgryzienie się
                      Moze zacytujesz odpowiedni fragment PoRD?
                      Mam wrażenie, że jesteś bardzo niedzielnym rowerzystą, któremu
                      chamstwo ze strony zmotoryzowanych sie nie zdarza. Z tej prostej
                      przyczyny, że masz na to małe szanse.
                      A ja nazywam zadufanych w sobie samochodziarzy, dla których zdrowie
                      i życie rowerzysty jest nic nie warte, tak jak na to zasługują. I
                      nie mam zamiaru sie więcej przed tobą z tego tłumaczyć. Jeśli masz
                      przyjemność typową dla trolla ciągnięcia tej dyskusji, to proszę.
                      Ale beze mnie.
                      • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.10, 15:41
                        > > Ciekawym zbiegiem okoliczności mimo że słyszałeś ponoć
                        > > odgłos hamowania roweru (a to nie jest zbyt głośny dźwięk), to już
                        > tego co
                        > > krzyczał rowerzysta jakoś nie cytujesz.
                        > Nie cytuję, bo nie słyszałem. Może wcale nie krzyczał tylko pomachał
                        > ręką. To było ze 100 m, a dźwięk hamulca rowerowego (i tarcia opony
                        > o asfalt) nieraz jest donośny - czyżbyś o tym nie wiedział?
                        > > Nawet KW
                        > > dopuszcza w takiej sytuacji "odgryzienie się
                        > Moze zacytujesz odpowiedni fragment PoRD?

                        PoRD? Nie, to nie jest PoRD. To jest Kodeks Karny (pomyliłem się o tyle, że
                        poprzednio pisałem o Kodeksie Wykroczeń). Art. 216. par. 3

                        > A ja nazywam zadufanych w sobie samochodziarzy, dla których zdrowie
                        > i życie rowerzysty jest nic nie warte, tak jak na to zasługują.

                        Nie. Nazwałeś tak samochodziarza który wdał się w pyskówkę rozpoczętą przez
                        rowerzystę. Nic nie wskazuje na to, żeby dla niego czyjeś życie było nic nie
                        warte (sam nic nawet nie wspominałeś o jakichś groźnych zachowaniach, poza
                        wymuszeniem, z któego jednak jeszcze niewiele wynika)
                        • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: 79.110.195.* 27.04.10, 19:02
                          > Nie. Nazwałeś tak samochodziarza który wdał się w pyskówkę
                          rozpoczętą przez
                          > rowerzystę. Nic nie wskazuje na to, żeby dla niego czyjeś życie
                          było nic nie
                          > warte (sam nic nawet nie wspominałeś o jakichś groźnych
                          zachowaniach, poza
                          > wymuszeniem, z któego jednak jeszcze niewiele wynika)
                          Człowieku, czy do ciebie coś dociera? Wjeżdżasz na skrzyzowanie, w
                          tym momencie z drogi podporządkowanej wjeżdzą przed ciebie pojazd
                          kilkanaście razy cięższy od twojego zmuszając cie do gwałtownego
                          hamowania bez którego byłbyś przez niego staranowany. Mało? Gdybyś
                          jechał przeciętna osobówką i wymusiła na tobie pierszeństwo 20-
                          tonowa ciężaróka to i tak byłbyś w lepszej sytuacji niz rowerzysta z
                          opisanego przez mnie zdarzenia. Bo miałbys jakąś osłonę, strefy
                          zgniotu, poduszki itp. a rowerzysta nic.
                          Poza tym - jakiej pyskówki? Rowerzysta pewnie cos krzyknął, pomachał
                          ręką i to pewnie tego osobnika wkurzyło. Że taki, wg niego, smieć ma
                          prawo czegoś się domagać. Każdy, kto podobniue sie zachowuje ma
                          jaies problemy psychoiczno-mentalne - stąd moje określenie (którym
                          wielu swiętoje... swobodnie operuje).
                          • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.10, 12:43
                            > Poza tym - jakiej pyskówki? Rowerzysta pewnie cos krzyknął, pomachał
                            > ręką i to pewnie tego osobnika wkurzyło.

                            Tak, tak. Już widzę jak tylko krzyknął i pomachał. Pewnie zawołał "ojej" i
                            złapał się za serce, co? Biedny, niewinny aniołek.

                            > prawo czegoś się domagać. Każdy, kto podobniue sie zachowuje ma
                            > jaies problemy psychoiczno-mentalne - stąd moje określenie (którym
                            > wielu swiętoje... swobodnie operuje).

                            Chodzi ci o to, że kierowca uznał że histerycznie wrzeszczący i wykonujący
                            obelżywe gesty rowerzysta ma problemy psychiczno-mentalne? Nie sposób nie
                            przyznać Ci racji. Każdy kto niekontrolowanie hamuje tylko dlatego że zobaczył
                            zbliżający się szybko samochód, a potem wyładowuje swoją frustrację z
                            niepotrzebnego manewru na kierowcy tego samochodu zasługuje na miano dewianta.

            • czechofil Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... 21.04.10, 00:15
              > Prawdopodobnie kierowcy ostrzegali Cię przed wykonaniem manewru
              wyprzedzania.
              > Ich trąbienie oznaczało zapewne "Rowerzysto, widzę że z powodu
              dziur jedziesz
              > środkiem, a nie przy brzegu. Mam zamiar Cię wyprzedzić, więc weź
              to pod uwagę i
              > nie rób gwałtownych manewrów". Sam tak robię w podobnych
              okolicznościach.

              To weź sobie zapamiętaj na całe życie, że doświadczony rowerzysta
              Twoje trąbienie ma głęboko między pośladkami, jedyne co może ono
              spowodować, to wystraszyć kogoś, kto na drodze nie czuje się zbyt
              pewnie. Rowerzysta słyszy silnik auta z daleka i kierowca nie musi
              go w żaden sposób o tym dodatkowo informować, poza tym inteligentny
              kierowca domyśliłby się, że skoro rowerzysta nie jedzie przy
              krawędzi jezdni, to widocznie ma ku temu powody. I jeszcze jedno:
              dlaczego nie trąbisz w takim przypadku np. na traktorzystów
              omijających dziury albo kombajny, które jeżdżą z założonymi
              mieleszami? Nie musisz mi odpowiadać na to pytanie, bo ja znam
              odpowiedź. Nie czynisz tego dlatego, że traktora i kombajnu z drogi
              nie spędzisz, a rowerzystę można czasami nieźle trąbieniem
              wystraszyć...

              > Twoja interpretacja i agresywna napaść na jednego z kierowców
              (Zahamował? A moż
              > e
              > na jego drodze też były dziury?) potwierdzają jednakże Twoje słowa
              o tym, że
              > dopuszczenie kierującego do ruchu powinno być możliwe dopiero po
              testach
              > psychologicznych.

              A Twoja interpretacja mojej wypowiedzi nie ma sensu, ponieważ tego
              nie widziałeś. Koleś, a właściwie łysy, młody łepek w starym golfie
              dwójce zahamował przede mną złośliwie, nie zdając sobie sprawy,
              jakie to może wyrządzić konsekwencje. A nawet jeśli nie zrobił tego
              specjalnie (w co nie wierzę), to też nie wystawia mu dobrego
              świadectwa. Wyprzedzenie kogoś, zajechanie mu drogi i nagły manewr
              hamowania to wyjątkowy pokaz chamstwa oraz piractwa
              drogowego...
              • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.04.10, 10:24
                > To weź sobie zapamiętaj na całe życie, że doświadczony rowerzysta
                > Twoje trąbienie ma głęboko między pośladkami, jedyne co może ono
                > spowodować, to wystraszyć kogoś, kto na drodze nie czuje się zbyt
                > pewnie.

                Doświadczony rowerzysta, jak każdy inny doświadczony kierujący, nie będzie się
                denerwował tym, że uzyskał dodatkową informację. Nawet jeżeli słyszy samochód
                (już widzę jak on to za każdym razem słyszy kiedy na przykład wieje mu w uszy
                wiatr). Nawet jeżeli wie że ten samochód będzie go wyprzedzał (to już oczywiste
                Twoje chciejstwo, bo zakłada że doświadczony rowerzysta to jasnowidz).
                Doświadczony kierujący pomyśli sobie co najwyżej w takiej sytuacji "tak, tak,
                wiem" i będzie robił swoje. Za to dodatkowa informacja może pomóc rowerzyście
                niedoświadczonemu, niedosłyszącemu, rozkojarzonemu oglądaną akurat panoramą
                Sudetów albo skupionemu nadmiernie na omijaniu dziur. Przeszkadzać zaś będzie
                jedynie bezmyślnym pieniaczom, którzy sygnał dźwiękowy sami traktują jak
                zastępnik zbluzgania i nie rozumieją że najczęściej przyczyny trąbienia są inne.
                A jeżeli ktoś jest tak strachliwy, że krótki sygnał dźwiękowy wprawia go w
                groźną panikę, to w ogóle nie powinien się pojawiać na drodze.

                > kierowca domyśliłby się, że skoro rowerzysta nie jedzie przy
                > krawędzi jezdni, to widocznie ma ku temu powody.

                Właśnie o tym piszę. Kierowca widzi że rowerzysta ma utrudnioną jazdę, więc
                informuje go o swojej obecności żeby go nie zaskakiwać i żeby mu ułatwić
                przygotowanie się.

                > dlaczego nie trąbisz w takim przypadku np. na traktorzystów
                > omijających dziury albo kombajny, które jeżdżą z założonymi
                > mieleszami? Nie musisz mi odpowiadać na to pytanie

                Ale ja bardzo chętnie odpowiem Ci na to pytanie. Otóż na kombajny i traktory,
                jeżeli trzeba (czyli jeżeli istnieje potencjalne zagrożenie), również trąbię. A
                pojazdy jadące z założonymi maszynami rolniczymi zgłaszam policji, taki ze mnie
                frustrat. Tylko że traktor ani kombajn nie będą jechały slalomem między dziurami
                jak rower, bo im to nie jest potrzebne. Za to trudniej się obok nich zmieścić
                więc wyprzedzenie jest trudniejsze i częściej jadę za nimi dłuższy kawałek.
                Porównanie jest więc w ogóle słabo trafione i uzasadnia je tylko to, że po
                prostu mierzysz wszystkich swoją miarą faceta który kieruje się przede wszystkim
                napastliwością i myśli że kierowcy na jezdni nie robią nic innego, tylko
                poganiają wolniejszych.

                Zresztą gdybyś miał pojęcie o specyfice ruchu poza Wrocławiem, to byś wiedział
                że rower na drodze za miastem to widok zupełnie zwyczajny i żadnego miejscowego
                kierowcy nie ekscytuje. Ani rowerzysta nie uważa się tam za nikogo wyjątkowego,
                komu należą się względy. Po prostu mieszkańcy okolic podmiejskich wzajemnie
                sobie ustępują miejsca i nie robią z tego żadnego wielkiego halo. Między innymi
                dlatego sam pomysł że jeden po drugim samochody pod Wałbrzychem chciały Cię
                przegonić z drogi jest absurdalny. To się po prostu kupy nie trzyma.

                > A Twoja interpretacja mojej wypowiedzi nie ma sensu, ponieważ tego
                > nie widziałeś.

                No i sam rozwaliłeś w drzazgi swoją dramatyczną historię. Bo ja znam
                przynajmniej Twój (fakt że niekonsekwentny) opis, a Ty o samochodach za Tobą
                wiedziałeś tylko tyle że trąbiły. Ale to już Ci wystarczyło do stwierdzenia z
                cała pewnością że Cię poganiały, domagały się usunięcia z drogi i że kierowcy
                byli napastliwi. I to wszystko na podstawie tylko faktu zatrąbienia. A,
                przepraszam. Jeszcze na podstawie własnych uprzedzeń.

                > nie widziałeś. Koleś, a właściwie łysy, młody łepek w starym golfie
                > dwójce zahamował przede mną złośliwie, nie zdając sobie sprawy,
                > jakie to może wyrządzić konsekwencje.

                Jasne, jasne. Samochód z prędkości ponad 50 km/h zatrzymuje się, czeka na Ciebie
                - przecież chyba nie żeby Cię poczęstować czekoladą, a jak tylko pojawiasz się
                przy nim - ucieka. A Ty, mimo że to hamowanie było tak niebezpieczne i do tego
                wymagało ominięcia samochodu, zatrzymujesz mu się akurat przy drzwiach. Taki z
                Ciebie mistrz kierownicy rowerowej. Nadawałbyś się do pisania scenariuszy do Bonda.
                • czechofil Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... 21.04.10, 11:42

                  > Doświadczony rowerzysta, jak każdy inny doświadczony kierujący,
                  nie będzie się
                  > denerwował tym, że uzyskał dodatkową
                  informację.

                  Ktoś pisał o jakichś nerwach? Oj, nieładnie tak
                  konfabulować...

                  Nawet jeżeli słyszy samochód
                  > (już widzę jak on to za każdym razem słyszy kiedy na przykład
                  wieje mu w uszy
                  > wiatr). Nawet jeżeli wie że ten samochód będzie go wyprzedzał (to
                  już oczywiste
                  > Twoje chciejstwo, bo zakłada że doświadczony rowerzysta to
                  jasnowidz).

                  Widać, że w życiu nie jechałeś na rowerze, bo byś wiedział, jaka
                  jest różnica pomiędzy odgłosem silnika, a odgłosem jaki wydaje
                  wiatr. Poza tym mnie nie obchodzi, czy ktoś chce mnie wyprzedzać,
                  czy nie. Jak chce to zrobić, to niech poczeka na odpowiednie warunki
                  i zgodnie z prawem, czyli w odległości nie mniejszej niż jeden metr
                  to uczyni. Używanie sygnału dźwiekowego w tym momencie jest nie
                  tylko zbędne, ale i
                  zakazane...

                  Za to dodatkowa informacja może pomóc rowerzyście
                  > niedoświadczonemu, niedosłyszącemu, rozkojarzonemu oglądaną akurat
                  panoramą
                  > Sudetów albo skupionemu nadmiernie na omijaniu dziur. Przeszkadzać
                  zaś będzie
                  > jedynie bezmyślnym pieniaczom, którzy sygnał dźwiękowy sami
                  traktują jak
                  > zastępnik zbluzgania i nie rozumieją że najczęściej przyczyny
                  trąbienia są
                  inne

                  Dodatkowo to sobie możesz w kabinie swojego auta zmarszczyć freda,
                  może to pozwoli ci się rozluźnić za kierownicą. Trąbienie na kogoś,
                  kto PRAWIDŁOWO się porusza po drodze, to przejaw zwykłego chamstwa i
                  nie próbuj sobie do tego dorabiać żadnych teorii. Jeżdżę od wielu
                  lat autem i nigdy na żadnego rowerzystę nie zatrąbiłem, chociaż
                  według twoich norm powinienem to czynić tysiące razy. Ale ja tego
                  czynić nie muszę, ponieważ ja STOSUJĘ SIĘ DO PRZEPISÓW PoRD i
                  wyprzedzam rowerzystów tylko wtedy, gdy mam ku temu warunki. I tobie
                  też radzę się do tego stosować, bo ci kiedyś ktoś wyłoży się przed
                  kołami, zabijesz go, a wtedy będzie już za późno na zrozumienie
                  swojego kretynizmu. Pozostanie ci jedynie cichy płacz w ciemnej celi
                  i spanie dupą do
                  ściany...

                  > A jeżeli ktoś jest tak strachliwy, że krótki sygnał dźwiękowy
                  wprawia go w
                  > groźną panikę, to w ogóle nie powinien się pojawiać na
                  drodze.

                  Jak ktoś nie potrafi wyprzedzić prawidłowo rowerzysty bez trąbienia
                  na niego, to w ogóle nie powinien pojawiać się na
                  drodze...

                  > Właśnie o tym piszę. Kierowca widzi że rowerzysta ma utrudnioną
                  jazdę, więc
                  > informuje go o swojej obecności żeby go nie zaskakiwać i żeby mu
                  ułatwić
                  > przygotowanie się.


                  Jadąc na rowerze NIE MAM ŻADNEGO OBOWIĄZKU przygotowywać się do
                  manewru wyprzedzania mnie przez jakiegokolwiek kierowcę. Coś ci się
                  gościu pomyliło, odwracasz role na
                  jezdni...

                  > Zresztą gdybyś miał pojęcie o specyfice ruchu poza Wrocławiem, to
                  byś wiedział
                  > że rower na drodze za miastem to widok zupełnie zwyczajny i
                  żadnego miejscowego
                  > kierowcy nie ekscytuje. Ani rowerzysta nie uważa się tam za nikogo
                  wyjątkowego,
                  > komu należą się względy. Po prostu mieszkańcy okolic podmiejskich
                  wzajemnie
                  > sobie ustępują miejsca i nie robią z tego żadnego wielkiego halo.
                  Między innymi
                  > dlatego sam pomysł że jeden po drugim samochody pod Wałbrzychem
                  chciały Cię
                  > przegonić z drogi jest absurdalny. To się po prostu kupy nie
                  trzyma.

                  Jak widać ekscytuje i to do tego stopnia, że masę kierowców na
                  rowerzystów trąbi i to nawet na tych, co jadą przy samej krawędzi
                  jezdni, prawie przy poboczu. A zwłaszcza czynią to kierowcy z
                  dawnego województwa wałbrzyskiego, co mnie ciekawi niezmiernie. Może
                  to jakaś miejscowa tradycja? Nie wiem dlaczego, ale tuż za granicą,
                  w Czechach, NIE SPOTKAŁEM SIĘ Z TYM NIGDY. To też jakaś miejscowa
                  tradycja, ale jakże zgoła odmienna. Ja bym ją nazwał kulturą jazdy,
                  to chyba najprostrze
                  wytłumaczenie...

                  > No i sam rozwaliłeś w drzazgi swoją dramatyczną historię. Bo ja
                  znam
                  > przynajmniej Twój (fakt że niekonsekwentny) opis, a Ty o
                  samochodach za Tobą
                  > wiedziałeś tylko tyle że trąbiły. Ale to już Ci wystarczyło do
                  stwierdzenia z
                  > cała pewnością że Cię poganiały, domagały się usunięcia z drogi i
                  że kierowcy
                  > byli napastliwi. I to wszystko na podstawie tylko faktu
                  zatrąbienia. A,
                  > przepraszam. Jeszcze na podstawie własnych uprzedzeń.

                  Ja nie wiem dokładnie, po co oni na mnie trąbili, próbuję się
                  jedynie domyślić. Jest mi to jednak tak obce mentalnie, że
                  faktycznie nie mogę tego pojąć. Ale dzięki twoim "wyjaśnieniom"
                  jestem coraz bliższy dojścia do
                  prawdy...

                  > Jasne, jasne. Samochód z prędkości ponad 50 km/h zatrzymuje się,
                  czeka na Ciebi
                  > e
                  > - przecież chyba nie żeby Cię poczęstować czekoladą, a jak tylko
                  pojawiasz się
                  > przy nim - ucieka. A Ty, mimo że to hamowanie było tak
                  niebezpieczne i do tego
                  > wymagało ominięcia samochodu, zatrzymujesz mu się akurat przy
                  drzwiach. Taki z
                  > Ciebie mistrz kierownicy rowerowej. Nadawałbyś się do pisania
                  scenariuszy do Bo
                  >
                  nda.

                  Wielu rzeczy nie widziałeś, pojęcia nie masz o czym piszesz, ale
                  gęba ci się nie zamyka. Ot, typowy przykład forumowego
                  pieniacza...
                  • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.10, 15:30
                    > > Doświadczony rowerzysta, jak każdy inny doświadczony kierujący,
                    > nie będzie się
                    > > denerwował tym, że uzyskał dodatkową
                    > informację.
                    >
                    > Ktoś pisał o jakichś nerwach? Oj, nieładnie tak
                    > konfabulować...

                    Przecież cały twój list jest o tym jak się denerwujesz na kierowców używających
                    klaksonu.

                    > Widać, że w życiu nie jechałeś na rowerze, bo byś wiedział, jaka
                    > jest różnica pomiędzy odgłosem silnika, a odgłosem jaki wydaje
                    > wiatr.

                    Tak, tak. Bo wiatr nie może nigdy niczego zagłuszyć.

                    > wiatr. Poza tym mnie nie obchodzi, czy ktoś chce mnie wyprzedzać,

                    Boś d* nie użytkownik drogi. Trzeba patrzeć trochę dalej niż własny nos i
                    interesować się także tym, co robią inni użytkownicy. Po pierwsze dla własnego
                    dobra, bo ktoś inny może popełnić błąd. I to że będzie winny nic tu nie pomoże.
                    A po drugie dlatego, że kulturalny człowiek ułatwia manewry innym użytkownikom
                    drogi. Ale wątpię żeby to był argument, który do ciebie przemówi.

                    > czy nie. Jak chce to zrobić, to niech poczeka na odpowiednie warunki
                    > i zgodnie z prawem, czyli w odległości nie mniejszej niż jeden metr
                    > to uczyni. Używanie sygnału dźwiekowego w tym momencie jest nie
                    > tylko zbędne, ale i
                    > zakazane...

                    Jest jak najbardziej dozwolone, bo ostrzega przed zmniejszeniem poziomu
                    bezpieczeństwa. PoRD wyraźnie o tym mówi.

                    > Dodatkowo to sobie możesz w kabinie swojego auta zmarszczyć freda,

                    Wybacz, ale nie podzielam twoich fascynacji.

                    > może to pozwoli ci się rozluźnić za kierownicą. Trąbienie na kogoś,
                    > kto PRAWIDŁOWO się porusza po drodze, to przejaw zwykłego chamstwa i
                    > nie próbuj sobie do tego dorabiać żadnych teorii. Jeżdżę od wielu

                    Mylisz trąbienie "na" kogoś z trąbieniem "do" kogoś. Nie da się z samochodu
                    zawołać do kogoś, więc jeżeli chce się przekazać informację - trzeba zatrąbić. W
                    nadziei że inteligentny odbiorca zrozumie informację. Prawda, że można trafić na
                    nieinteligentnego, któremu zamiast impulsów w korze mózgowej poleje się z nosa
                    adrenalina i testosteron, ale to już jest jego problem.

                    > lat autem i nigdy na żadnego rowerzystę nie zatrąbiłem, chociaż
                    > według twoich norm powinienem to czynić tysiące razy. Ale ja tego
                    > czynić nie muszę, ponieważ ja STOSUJĘ SIĘ DO PRZEPISÓW PoRD i
                    > wyprzedzam rowerzystów tylko wtedy, gdy mam ku temu warunki.

                    ROTFL. Cały czas jest przecież mowa nie o tym, czy do PoRD stosuje się
                    wyprzedzający, tylko o zapewnieniu sobie przestrzegania tych przepisów przez
                    wyprzedzanego. Przypominam zresztą, że rowerzysta obowiązany jest zjechać
                    możliwie na prawo, a w razie konieczności nawet się zatrzymać jeżeli jest to
                    konieczne dla ułatwienia wyprzedzania, panie legalisto od wyprzedzania.

                    > Jak ktoś nie potrafi wyprzedzić prawidłowo rowerzysty bez trąbienia
                    > na niego, to w ogóle nie powinien pojawiać się na
                    > drodze...

                    To prawda. Tylko co to ma do rzeczy?

                    > Jadąc na rowerze NIE MAM ŻADNEGO OBOWIĄZKU przygotowywać się do
                    > manewru wyprzedzania mnie przez jakiegokolwiek kierowcę. Coś ci się
                    > gościu pomyliło, odwracasz role na
                    > jezdni...

                    Cóż, ja cały czas mam na myśli wzajemne pomaganie sobie różnych kierujących i
                    nie chodzi mi o żadne obowiązki, tylko u zwykłą uczynność. Ale skoro życzysz
                    sobie obowiązków, to przypominam Art. 24.6.

                    > Jak widać ekscytuje i to do tego stopnia, że masę kierowców na
                    > rowerzystów trąbi i to nawet na tych, co jadą przy samej krawędzi
                    > jezdni, prawie przy poboczu. A zwłaszcza czynią to kierowcy z
                    > dawnego województwa wałbrzyskiego, co mnie ciekawi niezmiernie. Może
                    > to jakaś miejscowa tradycja? Nie wiem dlaczego, ale tuż za granicą,
                    > w Czechach, NIE SPOTKAŁEM SIĘ Z TYM NIGDY. To też jakaś miejscowa
                    > tradycja, ale jakże zgoła odmienna. Ja bym ją nazwał kulturą jazdy,
                    > to chyba najprostrze
                    > wytłumaczenie...

                    Tak, to niewątpliwie kwestia zwyczajów i kultury. Widocznie w wałbrzyskim jest
                    zwyczaj informowania rowerzystów o swoim zbliżaniu. Bardzo przydatny i
                    nieszkodliwy. No chyba że trafi się na frustrata na pedałąch który woli się
                    obrażać niż korzystać z informkacji, ale to już jego problem.

                    > Ja nie wiem dokładnie, po co oni na mnie trąbili, próbuję się
                    > jedynie domyślić. Jest mi to jednak tak obce mentalnie, że
                    > faktycznie nie mogę tego pojąć.

                    I to jest najmądrzejsze co ci się udało napisać. Tak, jako agresywny pieniacz
                    nie umiesz pojąć że sygnał dźwiękowy zazwyczaj służy do przekazania informacji
                    istotnej w ruchu drogowym. Twoim zdaniem ewidentnie jest to przyrząd służący do
                    zbluzgania kogoś kiedy nie można tego zrobić słownie. Ale zapewniam, że nie
                    każdy jest takim frustratem jak ty.
                    • czechofil Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... 28.04.10, 12:06
                      > Przecież cały twój list jest o tym jak się denerwujesz na
                      kierowców używających
                      >
                      klaksonu.

                      To jest twoja urojona
                      interpretacja...

                      > Tak, tak. Bo wiatr nie może nigdy niczego zagłuszyć.

                      Gdyby to był huragan, to może bym się ewentualnie z tobą
                      zgodził...

                      > Boś d* nie użytkownik drogi. Trzeba patrzeć trochę dalej niż
                      własny nos i
                      > interesować się także tym, co robią inni użytkownicy. Po pierwsze
                      dla własnego
                      > dobra, bo ktoś inny może popełnić błąd. I to że będzie winny nic
                      tu nie pomoże.
                      > A po drugie dlatego, że kulturalny człowiek ułatwia manewry innym
                      użytkownikom
                      > drogi. Ale wątpię żeby to był argument, który do ciebie
                      przemówi.

                      Interesowanie się tym, co robi inny uczestnik ruchu nie ma nic
                      wspólnego z możliwością reakcji na jego
                      zachowanie...

                      > Jest jak najbardziej dozwolone, bo ostrzega przed zmniejszeniem
                      poziomu
                      > bezpieczeństwa. PoRD wyraźnie o tym
                      mówi.

                      Gdzie PoRD o tym mówi? Co ty pieprzysz koleś? I co to
                      znaczy "ostrzega przed zmniejszeniem poziomu bezpieczeństwa". Czy ty
                      w ogóle rozumiesz, co piszesz? Przecież to zdanie nie ma
                      sensu!

                      > Wybacz, ale nie podzielam twoich fascynacji.

                      Ja twoich tym
                      bardziej...

                      > Mylisz trąbienie "na" kogoś z trąbieniem "do" kogoś. Nie da się z
                      samochodu
                      > zawołać do kogoś, więc jeżeli chce się przekazać informację -
                      trzeba zatrąbić.
                      > W
                      > nadziei że inteligentny odbiorca zrozumie informację. Prawda, że
                      można trafić n
                      > a
                      > nieinteligentnego, któremu zamiast impulsów w korze mózgowej
                      poleje się z nosa
                      > adrenalina i testosteron, ale to już jest jego problem.

                      Taa, czyli jadąc na rowerze mam się jeszcze domyślać, czy jakiś
                      kretyn w aucie za mną trąbi na mnie, czy do mnie. Ty mi nawet nie
                      pisz o inteligencji człowieku, bo sam jej nie
                      posiadasz...

                      > ROTFL. Cały czas jest przecież mowa nie o tym, czy do PoRD
                      stosuje się
                      > wyprzedzający, tylko o zapewnieniu sobie przestrzegania tych
                      przepisów przez
                      > wyprzedzanego. Przypominam zresztą, że rowerzysta obowiązany jest
                      zjechać
                      > możliwie na prawo, a w razie konieczności nawet się zatrzymać
                      jeżeli jest to
                      > konieczne dla ułatwienia wyprzedzania, panie legalisto od
                      wyprzedzania.

                      Nie ma takiego pojęcia jak "zjechać możliwie na prawo" panie
                      legalisto. Chodzi ci pewnie o nakaz jazdy możliwie blisko prawej
                      krawędzi jezdni, co robiłem, a zatrzymywać się nie musiałem,
                      ponieważ cały lewy pas był wolny i kierowcy mogli mnie spokojnie
                      wyprzedzić, co zresztą wszyscy uczynili. I dlatego nie rozumiem, po
                      co wcześniej używali sygnału
                      dźwiękowego...

                      > Cóż, ja cały czas mam na myśli wzajemne pomaganie sobie różnych
                      kierujących i
                      > nie chodzi mi o żadne obowiązki, tylko u zwykłą uczynność. Ale
                      skoro życzysz
                      > sobie obowiązków, to przypominam Art. 24.6.

                      Powtarzam jak do debila - CAŁY LEWY PAS BYŁ WOLNY, WIĘC NIE MUSIAŁEM
                      SIĘ ZATRZYMYWAĆ CELEM UŁATWIENIA WYPRZEDZANIA. Teraz
                      dotarło?

                      > Tak, to niewątpliwie kwestia zwyczajów i kultury. Widocznie w
                      wałbrzyskim jest
                      > zwyczaj informowania rowerzystów o swoim zbliżaniu. Bardzo
                      przydatny i
                      > nieszkodliwy. No chyba że trafi się na frustrata na pedałąch który
                      woli się
                      > obrażać niż korzystać z informkacji, ale to już jego problem.

                      Szkodliwy, ponieważ może spowodować wystraszenie rowerzysty. I
                      kompletnie niepotrzebny, co widać po innych regionach oraz Czechach,
                      gdzie się tego rodzaju ostrzegania praktycznie nie
                      stosuje...

                      > I to jest najmądrzejsze co ci się udało napisać. Tak, jako
                      agresywny pieniacz
                      > nie umiesz pojąć że sygnał dźwiękowy zazwyczaj służy do
                      przekazania informacji
                      > istotnej w ruchu drogowym. Twoim zdaniem ewidentnie jest to
                      przyrząd służący do
                      > zbluzgania kogoś kiedy nie można tego zrobić słownie. Ale
                      zapewniam, że nie
                      > każdy jest takim frustratem jak ty.

                      Ostrzegać to sobie możesz swojego psa, że zaraz mu spuścisz lanie
                      jak nie przestanie szczekać, a na drodze MASZ SIĘ STOSOWAĆ DO
                      PRZEPISÓW PORD!!! A tu nic nie ma o jakimkolwiek ostrzeganiu
                      rowerzystów za pomocą sygnału dźwiękowego, że będzie się ich zaraz
                      wyprzedzać. Powtarzam ci więc jeszcze raz - jeśli nie potrafisz
                      wyprzedzić rowerzysty bez trąbienia na niego, natychmiast sprzedaj
                      auto i kup sobie Play Station. Tam będziesz mógł sobie trąbić na
                      wszystkich do
                      woli...



                      • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.04.10, 15:07
                        > > Tak, tak. Bo wiatr nie może nigdy niczego zagłuszyć.
                        >
                        > Gdyby to był huragan, to może bym się ewentualnie z tobą
                        > zgodził...

                        Jasne, jasne. Poniżej huraganu czechofil ma słuch lepszy od Chucka Norrisa.

                        > Interesowanie się tym, co robi inny uczestnik ruchu nie ma nic
                        > wspólnego z możliwością reakcji na jego
                        > zachowanie...

                        Ma bardzo wiele wspólnego, co jest oczywiste dla każdego myślącego człowieka.
                        Jeżeli nie interesujesz się poczynaniami innego użytkownika - nie masz w ogóle
                        możliwości reakcji, bo niby na co? Jeżeli interesujesz się - masz możliwość
                        zareagowania najlepiej jak umiesz.

                        > > Jest jak najbardziej dozwolone, bo ostrzega przed zmniejszeniem
                        > poziomu
                        > > bezpieczeństwa. PoRD wyraźnie o tym
                        > mówi.
                        >
                        > Gdzie PoRD o tym mówi? Co ty pieprzysz koleś? I co to
                        > znaczy "ostrzega przed zmniejszeniem poziomu bezpieczeństwa".

                        PoRD o sygnałach dźwiękowych mówi w jednym tylko miejscu, więc gdybyś je znał,
                        nie zadawałbyś takich dyletanckich pytań. A jeżeli chodzi o twoje niezrozumienie
                        stosunkowo prostych zdań... Czy trudność sprawia ci słowo "ostrzega"? A może nie
                        rozumiesz co znaczy "poziom bezpieczeństwa"? Takie coś że czasem jest bardziej
                        bezpiecznie, czasem mniej? Hę? Coś ci drgnęło w móżdżku czy ciągle nic?

                        > Taa, czyli jadąc na rowerze mam się jeszcze domyślać, czy jakiś
                        > kretyn w aucie za mną trąbi na mnie, czy do mnie.

                        Nie musisz, jeżeli nie chcesz. Nie sposób ci zabronić uprawiania paranoi na
                        drodze i doszukiwania się w każdym sygnale dźwiękowym obelgi. Chociaż to
                        oczywiście idiotyczne.

                        > Nie ma takiego pojęcia jak "zjechać możliwie na prawo" panie
                        > legalisto.

                        Oto zdanie z Art. 24.6:
                        "Kierujący pojazdem wolnobieżnym, ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika
                        jest obowiązany zjechać jak najbardziej na prawo". Zaiste, przyłapałeś
                        mnie na straszliwym błędzie. Napisałem "możliwie" zamiast "jak najbardziej". To
                        oczywiście zmienia wszystko.

                        > ponieważ cały lewy pas był wolny i kierowcy mogli mnie spokojnie
                        > wyprzedzić, co zresztą wszyscy uczynili. I dlatego nie rozumiem, po
                        > co wcześniej używali sygnału
                        > dźwiękowego...

                        Zapewne dlatego że widzieli iż droga jest dziurawa i liczyli się z tym że możesz
                        mieć nagle potrzebę zjechania jeszcze bardziej na lewo. Dlatego życzliwie
                        ostrzegali cię, że będą wyprzedzali. Rozsądny rowerzysta przyjąłby tę informację
                        i włączył do kalkulacji swoich manewrów.

                        > Powtarzam jak do debila - CAŁY LEWY PAS BYŁ WOLNY, WIĘC NIE MUSIAŁEM
                        > SIĘ ZATRZYMYWAĆ CELEM UŁATWIENIA WYPRZEDZANIA. Teraz
                        > dotarło?

                        Tylko że przytoczyłem ten artykuł jako dowód że wyprzedzany ma obowiązki, czemu
                        chciałeś kłamliwie zaprzeczyć, a nie jako odniesienie do konkretnej konieczności
                        zjechania.

                        > > nieszkodliwy. No chyba że trafi się na frustrata na pedałąch który
                        > woli się
                        > > obrażać niż korzystać z informkacji, ale to już jego problem.
                        >
                        > Szkodliwy, ponieważ może spowodować wystraszenie rowerzysty. I

                        Jak człowiek jest taki strachliwy, to niech się zgłosi do kklementa, a nie do
                        sklepu rowerowego.

                        > kompletnie niepotrzebny, co widać po innych regionach oraz Czechach,
                        > gdzie się tego rodzaju ostrzegania praktycznie nie
                        > stosuje...

                        Och, w krajach arabskich nie stosuje się nawet kierunkowskazów. Idąc za twoim
                        tokiem rozumowania Wałbrzyszanie też powinni ich przestać używać.

                        > Ostrzegać to sobie możesz swojego psa, że zaraz mu spuścisz lanie
                        > jak nie przestanie szczekać, a na drodze MASZ SIĘ STOSOWAĆ DO
                        > PRZEPISÓW PORD!!! A tu nic nie ma o jakimkolwiek ostrzeganiu
                        > rowerzystów za pomocą sygnału dźwiękowego, że będzie się ich zaraz
                        > wyprzedzać.

                        Nie ma. Co oznacza że wolno to robić.
                        • termifnfal Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... 12.05.10, 14:54
                          hehe, gość, skąd ty się urwałeś...
                          dopiszę tylko tyle - skończ z ostrzeganiem rowerzystów sygnałem dźwiękowym
                          zwolenniku trąbienia. Nie jeżdżę rowerem od wczoraj ale zdarzyło się kilka razy
                          że taki klakson mnie porządnie wystraszył, raz to nawet kierownica mi drgnęła i
                          lekko zmieniłem tor jazdy.
                          Przed czym chcesz ostrzegać? Przed wyprzedaniem? Każdy samochód wyprzedza
                          rowerzystę i nie ma w tym nic dziwnego.
                          Postaw się sam na miejscu rowerzysty i wyobraź sobie, że każdy kto cię wyprzedza
                          trąbi. I nie uwierzę w bajkę, że będziesz każdemu dziękował za to, że cię
                          ostrzega bo będzie wyprzedzał. Ty w nią chyba też sam nie uwierzysz ;)

                          Zdarzyła mi się kiedyś podobna sytuacja, jechałem przez Groblice w stronę Oławy
                          i tam jest taki sklep przy szosie. Gościu (chyba w pandzie, już nie pamiętam)
                          zamiast sobie poczekać te kilka sekund aż przejadę to wyprzedził mnie, zahamował
                          i przyszykował się do wjazdu na chodnik przez dość wysoki krawężnik. Pokazałem
                          mu, żeby się po głowie popukał ale chyba nie zrozumiał przesłania.
                          Kiedyś też stałem na światłach na alei Kochanowskiego, już w stronę centum i
                          jakiemuś kierowcy tira zebrało się na trąbienie. Popatrzyłem zdziwiony, a on mi
                          pokazał żebym zjechał z jezdni... paranoja. Oczywiście też mu pokazałem żeby się
                          puknął.
                • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: 79.110.195.* 21.04.10, 22:16
                  > Zresztą gdybyś miał pojęcie o specyfice ruchu poza Wrocławiem, to
                  byś wiedział
                  > że rower na drodze za miastem to widok zupełnie zwyczajny i
                  żadnego miejscowego
                  > kierowcy nie ekscytuje. Ani rowerzysta nie uważa się tam za nikogo
                  wyjątkowego,
                  > komu należą się względy. Po prostu mieszkańcy okolic podmiejskich
                  wzajemnie
                  > sobie ustępują miejsca i nie robią z tego żadnego wielkiego halo.
                  To chyba z jakiejś bajki wyjęte. Moje reminiscencje oparte są przede
                  wszystkim na ruchu pozamiejskim. Mało kto rowerzystę uważa tu za
                  równoprawnego uczestnika ruchu. 20-letni Golf to dla wielu symbol
                  panowania nad słabszymi uczestnikami ruchu drogowego. O lepszych i
                  młodszych markach nie wspomnę. Ustępuje tu, z reguły, słabszy. Ten
                  dla którego wgniecenie błotnika znaczy co najmniej szpital.
                  Na czym opierasz swoje wywody?
                  • Gość: . Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 14:33
                    Na czym się opieram? Na jeździe poza Wrocławiem. I samochodem, i rowerem. Może
                    spróbuj odrobinę popatrzeć logicznie na to, co sam mówisz? Odsetek rowerzystów
                    na wsiach jest niewątpliwie większy niż w mieście. I równocześnie, Twoim
                    zdaniem, rowerzyści są na wsiach lekceważeni. Ciekawa schizofrenia. Jakoby.
                    • Gość: Roman Re: Pozdrowienia dla wałbrzyskich kierowców... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 19:23
                      > Odsetek rowerzystów
                      > na wsiach jest niewątpliwie większy niż w mieście.
                      Nie jestem pewien, moze jakieś konkretne dane podasz.
                      A nawet jeśli, to jakie to ma znaczenie? Niby kilka procent
                      rowerzystów więcej ma sie przekładać na większy dla nich szacunek ze
                      strony zmotoryzowanych? Zwróć uwagę na fakt, że poza miastem nie ma
                      ddr, samochody rozwijają większe prędkości, drogi lokalne są często
                      wąskie (i dziurawe). Rowerzysta wcale nie czuje się bezpiecznie
                    • Gość: Czesiek Re: Spadłeś z księżyca koleś? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.10, 19:30

                      A skąd ty żeś gościu zaczerpnął dane o większym odsetku rowerzystów
                      na wsiach? Bo ja nie słyszałem, żeby ktokolwiek robił takie badania.
                      Twoje opinie na temat traktowania rowerzystów przez kierowców są
                      również z palca wyssane. Weź się przejedź choć raz na rowerze z
                      Kątów Wrocławskich do Wrocławia, a zobaczysz co potrafią wyprawiać
                      kierowcy względem rowerzystów. Wyprzedzanie na żyletkę to tylko
                      jedna z przyjemności, jaka może spotkać kolarza na tej drodze.
Pełna wersja