Gość: staszek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.07.09, 22:12
Jeżdżę na rowerze dość regularnie, głównie w weekendy. Niemniej
charakter mojej racy wymusza abym codziennie poruszał się autem.
Jako kierowa jednego i drugiego środka lokomocji nachodzą mnie takie
spostrzeżenia. Co raz więcej osób traktuje ścieżki rowerowe
jako "drogi szybkiego ruchu", gdzie dozwolone jest pędzenie z
zawrotna prędkością. Rośli panowie w sportowych ciuszkach i
obowiązkowo kasku na głowie są przekonani, że to właśnie oni mają
wyłączne prawo do poruszania się rowerem, więc jak ktoś jedzie
wolniej powinien dla własnego dobra zjechać im z drogi bądź
przesiąść się do autobusu. Jeszcze inni bujają w obłokach z mp3 w
uszach i raczej nie słyszą dzwonka, którym proszę ich o zrobienie
miejsca, aby ktoś z tyłu mógł bezpiecznie przejechać. Można tutaj
wymieniać sporo, np .panów na składakach na pojedynczym gazie,
dzieci zaoferowane rozmową itp.
Rzeczą, którą chciałbym poruszyć jest fakt, iż do wielu kolizji
rower - auto dochodzi na przejazdach rowerowych. A są takie, na
których kierowca za chiny nie zauważy pędzącego z prędkością światła
kolarza. I wtedy bum. Co dalej. Bezspornie rower ma pierwszeństwo i
winnego nie trzeba długo szukać, bo siedzi w rozwalonym właśnie
aucie. Jednakże dla ogólnego bezpieczeństwa dobrze byłoby, gdyby
kierowca auta mógł w porę zauważyć nadjeżdżający rower i zatrzymać
się, a rowerzysta dostatecznie zwolnić przed wjazdem na ulicę, aby
być zauważonym. I dla jednej i dla drugiej strony opcja ta jest
korzystna. W przypadku auta, nie ma kłopotów z policją i
dochodzeniem odszkodowania, w przypadku roweru można cieszyć sie
dobrym zdrowiem i długie lata dalej bezpiecznie pedałować.
Zaznaczam, iż progi miały by być w miejscach najczęstszych kolizji i
o ograniczonej widoczności. pzdr i czekam na Wasze głosy.