sonia.6
05.10.09, 18:36
Firma Laudam działająca w całej Polsce, ale najbardziej z "poświęceniem" pracują Panie w oddziale w Sopocie. Oferują prace tak jak w moim wypadku w Anglii, nie wymieniają nazwy miasta, tylko w sobie znanym celu podają nazwę angielskiego województwa Norfolk. W ofercie wymieniają, że po 3 miesiącach pracy w rzeźni pracownik przechodzi na kontrakt angielski. Praca 5 dni w tygodniu, po 8 godzin. Stawka przez pierwsze 3 miesiące od 6,5 - 8,5 funta/godzina w zależności od "testu noża". Mieszkanie zapewniają w prywatnych domach, odpłatność tygodniowa w granicach 55funtów. Dojazd do pracy na koszt firmy. W Anglii przejmie nas koordynator który będzie się nami opiekował. Tak wyglądała oferta na którą ja odpowiedziałam. Jednak na miejscu okazało się, że to wszystko wyżej napisane można sobie w bajki włożyć, z małymi wyjątkami. Po pierwsze Laudam nie informuje was, że w Anglii przejmuje was inna firma Jark (z ang.dżark).Praca w rzeźni polega na tym, że pracuje się tylko na rozbiorze. Jako zarząd fabryki podobno jest angielski. Ale tak na prawdę fabryką rządzi Jark. Kto pracuje na ranną zmianę to nie mam zielonego pojęcia. A na popołudniową od 15 do około 24 pracują ludzie przeważnie bardzo młodzi. Wielu z nich nie miało w Polsce kontaktu z taką pracą ale firma przynajmniej ode mnie potrzebowała referencji, chociaż to jest mój zawód, w którym pracowałam 8 lat. W pierwszy dzień pracy przechodzimy szkolenie BHP oraz test "noża", który niestety trudno zdać. Jest tam Polak który w Polsce ma mistrzowskie papiery w swoim zawodzie a do testu podchodził już kilka razy i nie może zdać. Ale to nie jest bez powodu bo jeśli oblejesz test, dostajesz stawkę około 5,5 funta brutto na godzine. Na oddziale pracują Polacy i ludzie z byłego Związku Radzieckiego, prawdopodobnie z Litwy. Jest 3 ludzi, którzy kontrolują naszą pracę i na każdym kroku zastraszają zwolnieniem z pracy, choćby z tak głupiego powodu, że pracując przy taśmie powiesz słowo do osoby stojącej obok. Najważniejszy jest Anglik (nie znam imienia), pod nim jest Litwin Aleks (kawał drania), a najmniejszy w randze to Słowak Piter, który jeśli się go dobrze nie pozna to można go do rany przyłożyć. Ale nie daj się wprowadzić w błąd, bo to człowiek podstępny i KAPUŚ (wiem coś na ten temat). O kontrakcie angielskim po 3 miesiącach możecie zapomnieć. Są tam ludzie młodzi, którzy pracują już nawet rok i jakoś nie przeszli pod angielskiego pracodawce. Nie muszę pisać dlaczego tak jest... ponieważ dopóki jesteś pod opieką Jarka, on czerpie z tego niezłe dywidendy. Litwini i tak są pod "ochroną" bo Aleks stara się im dać pracę nie tylko na szybkiej taśmie. A Polacy to po prostu tania siła robocza do najgorszej pracy.
Teraz wam napiszę coś o firmie Jark. Ta firma ma bardzo zła sławę w Anglii. Bierzcie pod uwagę, że oni nie szukają ludzi tylko do rzeźni, ale mają też inne oferty pracy. Więc gdybyście znaleźli jakąś ofertę pracy w Anglii to dokładnie spytajcie jaka firma was w Anglii przejmie. Jeśli to będzie Jark to uciekajcie daleko!! bo nic dobrego wam z tego nie wyjdzie. Z tego co się orientuję firmą zarządza Anglik Simon, następnie Irina, a koordynatorem jest Litwin lub Łotysz Sergiej i co najdziwniejsze w tej bandzie znalazła się też młoda Polka Karina. Nie wiem co ona tam robi ale jak to mówią, że za granicą to nawet Polak Polaka je.......
Kończąc mogę z odpowiedzialnością napisać, że Laudam jak i Jark to oszuści, którzy wykorzystują naiwność ludzi dla własnej korzyści.