Gość: Kasia
IP: 212.44.10.*
21.11.05, 13:48
Ci co tu mieszkaja, pewnie juz zauwazyli jak bardzo (nie)zawodna bywa
komunikacja torowa, przynajmniej w samym Londynie i okolicy. Oto moja krotka
historyjka dla tych, ktorzy narzekaja jak w PL jest zle i na zachodzie jest
wszystko lepsze.
Z pamietnika klienta transportu publicznego w Londynie czyli (nie)zawodnosc
komunikacji.
Czwartek - jade sobie pociagiem z London Victoria do St Mary Cray. Pierwsza
stacja po 20 minutach jazdy - nie otwieraja sie drzwi. Po 10 minutach walki z
drzwiami obsluga otwiera dzrwi uzywajac opcji awaryjnych i zaleca zmiane
pociagu na nastepny. Dojechalam na miejsce, wrocilam na Victorie bez problemu.
Wracam metrem z dworca Victoria - w polowie trasy maszynista mowi, ze nie
dziala sygnalizator i sa problemy na dalszej trasie. Nie wiadomo czy wysiadac
i lapac autobus czy metro pojedzie dalej. Pojechalo, przez 2 stacje wlecze sie
z predkoscia 5km/h i stoi po drodze. Po pol godziny dojezdzam na miejsce, nie
jest zle.
Piatek - wchodze rano na stacje w Richmond - tlum ludzi miedzy peronami
kolejowymi i metra. Aha, cos musi byc nie tak z metrem. Faktycznie caly peron
zastawiony ludzikami i pustka na torach. Na szczescie dzis jade pociagiem.
Wpadam na peron pociagow. Czytam informacje, ze z powodu pozaru kabla na
stacji Clapham Junction pociagi moga byc opoznione lub odwolane. Za chwile
nadjezdza pociag w kierunku London Waterloo. Przesiadam sie na stacji Clapham
Junction. Tam ta sama informacja o pozarze kabla i opoznieniach. Chce
przesiasc sie do nastepnego pociagu. Na peronie nie dzialaja tablice
informacyjne. Pociagi widma podjezdzaja na peron, zgadnij ktory dokad jedzie.
Obsluga zapowiada, ze pociag, na ktory czekam przyjedzie za okolo 20 minut. Po
25 minutach rzeczywiscie przyjezdza, ale z powodu awari w okolicach mojej
stacji docelowej pojedzie inna trasa i nie zatrzyma sie na stacji Crystal
Palace. Czekam nastepne 10 minut, przyjezdza drugi pociag, dojezdzam na
miejsce. Jest fajnie.
Wracam z Crystal Palace. Bardzo dziwna stacja, jakby dwie obok siebie. Jak
ktos tam byl to wie o co chodzi. Najpierw pojawia sie info, ze najblizszy
pociag w strone Victori odjedzie z peronu w przeciwnym kierunku, ok czekamy.
Pociag spoznia sie. Chwile przed jego przyjazdem info, ze przyjedzie na peron
na tej jakby drugiej stacji. Ok jest dobrze, dojechalam do Clapham Junction
bez przeszkod. Pociagi ciagle opoznione z tym samych przyczyn co rano, ale
jezdza jako tako.
Ten sam dzien, wieczor - siedze w samolocie do Polski. Kapitam informuje, ze
jestesmy juz zapakowani i bedziemy zaraz odjezdzac na pas startowy, 5 minut
przed czasem. Mysle sobie, wow, po raz pierwszy samolot nie odleci z
opoznieniem. Po 10 minutach ciagle stoimy, kapitan informuje, ze nie dziala
samochod-schody i nie mozna schodow odstawic od samolotu i musimy czekac.
Przyjezdza ekipa naprawcza, znajduja usterke, schody odjezdzaja. Opoznienie 40
minut. Wszystko w standardzie ;) W Polsce pewnie by odsuneli schody sila
miesni, tu wezwali ekipe naprawcza ;)
Niedziela. Samolot do Londynu odlatuje prawie o czasie. Nauczona
doswiadczeniem zakladam, ze i tak to nie wiele pomoze, bo pewnie bedzie robil
standardowe rundki nad Londynem przed ladowaniem. A jednak nie, laduje 30
minut przed czasem. Super. W ramach oszczednosci czasu postanowilam wrocic
metrem z lotniska, zwykle jezdzilam autobusami (brak bezposredniego polaczenia
metrem). Dochodze do stacji metra - klebiacy sie tlumek, stacja zamknieta.
Extra, to zakladam czapeczke i wspinam sie do przystanku autobusowego poziom
wyzej. Jak latwo sie domyslic lekki sajgon, w koncu jakos ludzie musza sie
wydostac z lotniska. Podjezdza miejski autobus 285, tlum atakuje. Dobra,
odpuszcze sobie, moze przyjedzie jakis podmiejski z serii 55x. To byl dobry
pomysl, nikt sie nie polapal, ze nim tez mozna podjechac do cywilizacji, do
petli Hutton Cross, gdzie przesiadam sie do autobusu do Richmond. 285 musialo
dlugo stac na lotnisku, bo dojezdza na Hutton Cross 10 minut pozniej niz 555.
Autobus do Richmond tez zapakowany. Siedze sobie ciuchutko i smieje sie. Co
innego mozna robic w Londynie jak ciagle sie cos psuje?
Nie zebym sie denerwowala czy narzekala. Tak juz jest w tym miescie. Trzeba
sie tylko przyzwyczaic, ze ciagle sie psuja sygnalizatory w metrze, czasami sa
security alarms albo odwoluja pociagi tak po prostu.
Jesli ktos ciagle mysli, ze w UK jest raj, to sprowadzam go na ziemie, to kraj
jak kazdy inny ze swoimi zaletami i wadami. Pytanie tylko co jest dla Was
akceptowalne.
Pozdrawiam.