Gość: Jane
IP: *.chello.pl
24.03.06, 21:56
Zastanawiam się nad wyjazdem do Wielkiej Brytanii, jednak ciężko mi jakoś
zdecydować się na sensowny termin tego wyjazdu, bo w kraju przez najbliższe 2
lata trzymają mnie studia. Jestem na pierwszym roku 3-letniej anglistyki,
specjalność nauczycielska.
Wiem co chcę robić w przyszłości - chcę uczyć angielskiego i mieszkac w
Polsce. Wyjezdzajać mialabym dwa cele. Pierwszy cel: -wyszlifować język i
nabrać jak największej swobody w poslugiwaniu się nim no i poznać Anglię, jej
kulturę, ogólny klimat "na zywo" - tak, żeby czuć się po prostu fachowcem w
swojej pracy. Anglista, który mieszkał w Anglii i zna tamtejsze realia jest
dla uczniów 100 razy bardziej wiarygodny :).
Drugi cel: zarobić na mieszkanie w Polsce. Obecnie nie mam szans na własne M,
wynajmujemy z mężem pokoj w mieszkaniu studenckim. Utrzymujemy sie sami i choć
nie głodujemy, to nie mogę powiedzieć, że jest nam lekko. Ja studiuję dziennie
i zarabiam jedynie na korkach, jakieś 600-700 zl miesięcznie, mąż zarabia 1400 zł.
Sytuację komplikuje jeszcze fakt, nie jesteśmy już tacy młodzi. Dla mnie sa to
drugie studia po pierwszym niefortunnym wyborze. Zarówno mnie, jak i mężowi
coraz bardziej zalezy na stabilizacji, bo mamy już po 25 lat i od 4 lat
mieszkamy i utrzymujemy się sami. Jak wielu forumowiczów mieliśmy w życiu
rózne zawirowania, zwłaszcza w pracy, co wpływało na nasze finanse i owocowało
koniecznością częstego zmieniania miejsca zamieszkania. Szczerze mówiąc brak
poczucia przynależności "gdzieś", brak poczucia, że ma się coś swojego,
stabilnego i na dłużej jest dla nas najbardziej frustrujący.
Dylemat jest więc taki: gdzie i kiedy zacząć budować tę stabilizację? Wiem, że
jeśli zostaniemy w kraju i ukończę studia w terminie to za 2 lata nie będę
miec problemu ze znalezieniem uczciwie płatnej pracy i wzięciem kredytu na
mieszkanie. Ale już teraz dość mam życia na walizkach, w wynajmowanych
pokojach, bez poczucia stabilizacji i tak by było jeszcze przez najbliższe 2
lata. Z drugiej strony jeśli zdecydujemy się na wyjazd, to będę musiała
przerwać studia, które i chcę, i muszę i tak kiedyś skończyć, jeśli chcę uczyć
w Polsce bez poczucia, że jestem jakas "gorsza" przez brak studiów
kierunkowych. No i co gorsza również wybiorę wtedy zycie na walizkach. Ale -
w perspektywie kilku czy kilkunastu miesięcy będzie nam się żyło wygodniej i
bardziej dostatnio niż tu, i pewnie będziemy mogli sobie pozwolić na
mieszkanie osobno, a nie z kimś. Jeśli byśmy wyjechali, to co najmniej na 3
lata, tak, żebyśmy mogli odładając nawet niewiele, po 300-400 funtów co
miesiąc mieć na 1/3 wartości mieszkania i po powrocie wziąć kredyt np. na 10
lat a nie na 30. Może nie są to jakieś superambitne plany, ale teraz jest nam
ciężko odłożyć choćby 500 zł, więc takie oszczędności już by nam bardzo pomogły.
Mam świadomość, że jadąc teraz raczej nie będę miała szans na inną pracę niż
fizyczna a co gorsza będziemy żyć pod presją znalezienie tejże pracy jak
najszybciej, bo nie mamy wielkich oszczędności i moglibyśmy sobie pozwolić na
szukanie pracy w Anglii tylko przez miesiąc. Wyjechalibyśmy pewnie latem, więc
w najgorszym momencie na szukanie pracy. Gdybyśmy jednak zdecydowali się
poczekać aż skończę studia, to moglibyśmy jakoś lepiej przygotować się do tego
wyjazdu pod względem finansowym a co ważniejsze miałabym większe szanse na
pracę administracyjną.
Problem rozbija się więc o mnie, mąż na szczęście ma taką sytuację
zawodowo-edukacyjną, że może wyjechać w każdym momencie. Angielski zna
przyzwoicie, pracuje od kilku lat w usługach więc czy tu, czy tam, wcześniej
czy później znajdzie jakąś pracę. Wie też, że zależy mi bardzo i na studiach,
i na wyjeździe no i stara się mnie nie naciskać w żadną stronę.
No i jestem w kropce...