jinx66
24.02.07, 02:44
Jestem w UK prawie lat 3 (pierwsza fala drugiego przypływu) i niby jestem
dobrze ustawiony – „konto w banku, krawat na szyi, wódka w lodówce i można
świat doganiać...”* – jak mawiał Małolepszy - dla niewtajemniczonych.
Robotę mam ambitną i na swój sposób dość prestiżową (śmiało mogę powiedzieć
że jako „timlider” jestem „łan of we kajnd” – znaczy się, nikt inny nie miał
prezyjemnoiści obsługiwania tak zaawansowanej technologicznie maszynerii
takiej jak ja – oczywiście w mojej branży...), tym niemniej nie w tym
rzecz....
Nie chodzi również o tzw. „barierę komunikacyjną”...
Nawijam w języku Szekspira całkiem przyzwoicie, chociaż do ideału sporo mi
brakuje ( BTW już zdążyłem „odkryć” że im lepiej znasz dany język tym
bardziej zdajesz sobie sprawę jak kulawo się nim posługujesz...)
W każdym bądź razie odnoszę nieskromne wrażenie, że zarówno pod względem
zawodowym jak i towarzyskim wtopiłem się w angielski klimat całkiem
zgrabnie...
Problem w tym, że ów klimat zupełnie mi nie pasuje.
For me England socks. !!!
Nie wiem dokładnie co to jest – dla ułatwienia dodam, że nie chodzi o
Anglików, zdążyłem wielu z nich DOBRZE poznać i wręcz się z nimi
zaprzyjaźnić - ale z reguły dwa/trzy weekendy spędzam poza Londonem....
Może jest to moje wrodzone „skompstfo”, gdyż jeżeli już mam się bujać po
londońskich pubach za 100 per day wolę odwiedzić Kraków/Wrocław/Rzym/Maltę
czy Ateny za niewiele większą kasę.
Przy okazji pragnąłbym nadmienić że jako prawdziwy „wniebowzięty patriota”
pasjami latam do PL odwiedzić „kumpli z wojska” i one wypady najbardziej mi
podchodzą .
Może jest to problem kasy bo zarabiam aktualnie 26K+ i odnoszę niepokojące
wrażenie, że jest to stanowczo za mało jak na London..(mój standard życia w
Londonie zdecydowanie odbiega „in minus” od moich standardów. z PL – dziwne
ale prawdziwe)
Najbardziej niepokoi mnie jednak fakt, że gdy ląduje na Stansted, Gatwick
czy też Luton zaczynam NIESTETY czuć się jak w DOMU.....
„Rozkrok” - polega na tym że „JEST SUPER - więc o co ci chodzi....” **
Czyżbym tylko ja miał coś „z głową” ???
PS Do dziś pamiętam jeden z tekstów wyczytany na jednym z ówczesnych „foróf
emigracyjnych” przed „Wielką Majówką” odnośnie podbijania rynków przez
polskich pracowników....
Brzmiał on mniej więcej tak : „Zwykle po około trzech latach para
uchodzi....”
Pozdrowienia dla autora
* -„Nie ma Mocnych”
** - T. Love