Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy nie?

IP: 195.188.41.* 20.03.07, 11:37
No i jestem w kropce. Minelo poltora roku odkad przyjechalam do UK i mowiac
szczerze nie widze siebie tu juz dluzej. Wiem, zaraz podniosa sie glosy
typu 'to spadaj do kaczogrodu' albo 'to trzeba bylo siedziec w polsce i nie
ruszac d... itd.' Przegladam rozne fora od dluzszego czasu i widze, ze temat
powrotu do Polski po pobycie w UK dla wiekszosci ogranicza sie glownie do
tematu kasy. Gdzie wiecej zarobie i co moge wiecej za to miec.

Dla mnie oczywiste jest to, ze moge miec wiecej w Anglii, ale oczywiste jest
tez to, ze lepiej byc niz miec. Na wyjazd zdecydowalam sie, bo potrzebowalam
odmiany. Studiowalam, pracowalam, mialam z czego zyc, moze nie luksusowo, ale
tez nie wegetowalam. Dobijala mnie jednak stagnacja, monotonia,
przewidywalnosc mojego zycia. Studiowalam anglistyke i znalam wczesniej
Anglie od strony turystycznej, i bylam nia oczywiscie zachwycona. Jednak
zyjac tu na codzien zrozumialam, ze tu tez nie ma sielanki, ze codziennosc w
UK ma rowniez swoje irytujace aspekty. I tak, z miesiaca na miesiac bylam
coraz bardziej na nie co do pobytu tutaj. Owszem, mam stabilna prace,
zarabiam tyle, ze moge spokojnie sie utrzymac i szybko kupic rzeczy, na ktore
w Polsce musialabym odkladac miesiacami czy wyjechac na superwakacje. Co z
tego jednak, skoro praca jest meczaca, do bolu fizyczna i nie wymagajaca
zadnego wysilku umyslowego, bez perspektyw, a atmosfera dobijajaca, zwlaszcza
dzieki zawistnym kolegom-rodakom. Owszem,byl czas ze moglam zmienic prace,
ale bylaby to zmiana typu z deszczu pod rynne, bo w moim rejonie po prostu
przewazaja oferty typu praca w sklepach, fabrykach, pubach, itd. a oferty
pracy chocby na poly umyslowej sa rzadkoscia. Z perspektywy czasu zaczelam
doceniac to, co przedtem uwazalam za 'monotonne' zycie w Polsce.

Wlasciwie podjelam juz decyzje o powrocie, pomoglo mi to, ze za 3 miesiace
urodzi sie moje pierwsze dziecko i po prostu nie chce, by wychowywalo sie w
tych realiach, mialo smutna i sfrustrowana matke. Maz popiera moja decyzje,
chociaz on jest typem czlowieka nieprzywiazujacego sie do miejsc i jakos
mniej przezywal nasze tutejsze wyobcowanie, choc tez draznia go te same
sprawy co mnie. No wiec po co caly ten watek, skoro wszystko wydaje sie OK...
a no po to, ze wszedzie dookola slysze, ze popelniam blad. Ze skoro juz tyle
tu jestem, i mam ustabilizowany byt, to powinnam byc konsekwentna i zostac
zeby sie szybciej 'dorobic' i 'ustawic'i wtedy ewentualnie myslec o powrocie.
Wszyscy sa glusi na moje argumenty typu - ze tu po prostu czuje sie obco, ze
nia mam nikogo bliskiego poza mezem, ze meczy mnie konsumpcyjny i
bezrefleksyjny styl zycia jaki obserwuje na codzien w moim miasteczku itp.
Wsrod rodziny i dalszych czy blizszych znajomych popieraja nasze decyzje
jedynie ci, ktorzy od zawsze super stali finansowo i nie beda musieli
zaczynac wszystkiego od nowa - bez mieszkania, pracy, z malym dzieckiem i
niedokonczonymi studiami.

No i pod ta presja moja pewnosc gdzies znika. Niby wiem, ze 'jakos' sobie
poradzimy, bo zawsze sobie radzilismy, ale wszystkie te glosy na nie
powoduja, ze czasem boje sie ze powrot odbedzie sie na zasadzie 'zamienil
stryjek siekierke na kijek'. Bylabym wdzieczna za przemyslane (a nie-
najezone jadem) wypowiedzi tych, ktorzy staneli przed podobnym wyborem jak ja
i wrocili do Polski. Prosze, napiszcie, jak wam sie ulozylo, jak widzicie
swoj powrot z perspektywy czasu, jak poukladaly sie sprawy codzienne, pracowo-
bytowe i przede wszystkim jak tam widzicie to od tej strony niematerialnej.

Nie chce by mnie ktokolwiek jakos specjalnie zachecal czy zniechcecal, bo
decyzje juz podjelam, natomiast chcialabym po prostu poznac glos tych, ktorzy
znaja kwestie od strony praktyki, nie tylko teorii. Wszystkie inne uwagi na
temat, byleby z sensem, tez beda mile widziane.
    • bonzee32 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 12:04
      Czego zalujesz? Ze kawalek Europy zobaczylas ? :-)

      Sa ludzie, ktorzy sie kompletnie nie nadaja (nie odnajduja) na emigracji i
      chodzi tu raczej tylko i wylacznie o ich osobowosc. Powrot z pewnoscia w tym
      przypadku jest dobrym rozwiazaniem.



      • bonzee32 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 12:10
        pytanie tylko czy przemiszczanie sie w obrebie EU to emigracja..
      • Gość: budzik Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 195.188.41.* 20.03.07, 12:14
        Nie no, z tego akurat sie ciesze. Zreszta, kawalek Europy poznalam juz przed
        wyjazdem :-). I ogolnie nie zaluje, ze wyjechalam, tylko, ze sie tak
        bigbrotherowo wyraze - moj czas juz minal (przynajmniej w tym miejscu, w tej
        pracy, wsrod tych ludzi).

        Czasem mysle, ze po prostu zle trafilam. Ze moze - gdybym przyjechala do
        wiekszego miasta, poszukala normalniejszej pracy, poznala troche bardziej
        swiadomych siebie i swiata ludzi i miala mniej do czynienia z 'zyczliwymi'
        kolegami z Polski, dla ktorych wystarczajacym powodem do nienawisci jest to, ze
        znam lepiej jezyk, czytam ksiazki, i pije wodke tylko na specjalne okazje;) -
        to byloby lepiej. A tak - nic mnie tu nie trzyma...
        • Gość: vitek Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.leed.cable.ntl.com 20.03.07, 12:50
          Miasto i pracę zawsze możesz zmienić (w obrębie UK), zaś jeśli głównym powodem
          wyjazdu są zawistni koledzy to wybacz ale dla mnie to bardzo mało poważnie
          brzmi.
          Jeśli chcesz zobaczyć naprawdę 'konsumpcyjny i bezrefleksyjny' styl życia to
          tak, jedź do Polski :)
          A tak w ogóle cały wątek jest bez sensu bo skoro już podjęłaś decyzję to czego
          oczekujesz? Usprawiedliwienia? Jedź. Po 2-3 miesiącach będziesz gotowa wracać
          na piechotę.
        • aldix Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 12:57
          Ja tu przyjechalam z mysla, ze ktoregos dnia wroce, na pewno nie zostane na
          stale. Nie masz sie co przejmowac, ze Twoj czas minal. Widocznie nie jestes
          stworzona do zycia w obcym kraju. Moja siostra zyje w USA od 8 lat i trzymaja
          ja tam tylko studia - nie moze sie odnalezc. Wypatruje dnia, kiedy bedzie mogla
          wrocic do Polski. Moja matka, rowniez za oceanem - trzyma ja wylacznie praca
          (stewardessa) - stwierdzila, ze na emeryture wroci do PL.
          • bonzee32 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:05
            > stworzona do zycia w obcym kraju. Moja siostra zyje w USA od 8 lat i trzymaja
            > ja tam tylko studia - nie moze sie odnalezc. Wypatruje dnia, kiedy bedzie
            mogla

            hehe, a ja wlasnie wczoraj widzialam sie z kolezanka (Szwedka) mieszkajaca tu
            od 5 lat, ale wczesniej 16 lat spedzila w US. I odliczaja dni z mezem do
            powrotu. Nie moga sie doczekac..
            • aldix Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:14
              bonzee32 napisała:

              > > stworzona do zycia w obcym kraju. Moja siostra zyje w USA od 8 lat i trzy
              > maja
              > > ja tam tylko studia - nie moze sie odnalezc. Wypatruje dnia, kiedy bedzie
              >
              > mogla
              >
              > hehe, a ja wlasnie wczoraj widzialam sie z kolezanka (Szwedka) mieszkajaca tu
              > od 5 lat, ale wczesniej 16 lat spedzila w US. I odliczaja dni z mezem do
              > powrotu. Nie moga sie doczekac..


              Moja matka mawia, ze stany sa dobre tylko do zarabiana pieniedzy ;-)

              Znajomego mam tez w NJ, i juz ma dosyc zycia tam (kilkanascie lat)
              • bonzee32 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:25
                > Moja matka mawia, ze stany sa dobre tylko do zarabiana pieniedzy ;-)

                Polacy to ciagle tylko o kasie :-)
                Moja kolezanka jako jeden z powodow podaje 'fit in' w tamtejsze spoleczenstwo.
                Czuje sie Amerykanka i chce wracac do domu.
                • aldix Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:40
                  bonzee32 napisała:

                  > > Moja matka mawia, ze stany sa dobre tylko do zarabiana pieniedzy ;-)
                  >
                  > Polacy to ciagle tylko o kasie :-)
                  > Moja kolezanka jako jeden z powodow podaje 'fit in' w tamtejsze
                  spoleczenstwo.
                  > Czuje sie Amerykanka i chce wracac do domu.


                  bo Ameryka odczlowiecza...
              • Gość: majkel Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.unknown.be.uu.net 20.03.07, 13:31
                > Moja matka mawia, ze stany sa dobre tylko do zarabiana pieniedzy ;-)
                >
                > Znajomego mam tez w NJ, i juz ma dosyc zycia tam (kilkanascie lat)


                jedna wazna sprawa jak gdzies jedziecie za granice zeby ciulac dudki no to
                normalka ze fajnie nie bedzie zero wyjsc spotkan nedzne mieszkanie nedzne
                jedzenie to nie nazekajcie ze jest zle rozpie.. mnie takie myslenie
                • aldix Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:39
                  Gość portalu: majkel napisał(a):

                  > > Moja matka mawia, ze stany sa dobre tylko do zarabiana pieniedzy ;-)
                  > >
                  > > Znajomego mam tez w NJ, i juz ma dosyc zycia tam (kilkanascie lat)
                  >
                  >
                  > jedna wazna sprawa jak gdzies jedziecie za granice zeby ciulac dudki no to
                  > normalka ze fajnie nie bedzie zero wyjsc spotkan nedzne mieszkanie nedzne
                  > jedzenie to nie nazekajcie ze jest zle rozpie.. mnie takie myslenie

                  wiesz, madralo, akurat moja matka przeniosla sie do USA z firma, w ktorej
                  pracowala, a ktora zwijala swoje przedstawicielstwo w PL, ma dom w New Jersey i
                  wcale zle jej sie nie zyje... ja w Anglii moge sobie pomarzyc i takich
                  zarobkach :pp
        • spacecoyote Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 13:57
          Ja tez mysle, ze po prostu zle trafilas. Jezeli w Polsce mialabys mieszkac w
          jakims malym, smetnym miasteczku, gdzie praca jest tyko fizyczna, a towarzystwo
          robolowo / pijacko / zawistne, tez nie bylabys szczesliwa.


          Ja na Twoim miejscu przenioslabym sie gdzies do duzego miasta w UK, znalazla
          satysfakcjonujaca prace i dala dziecku szanse bezbolesnie nauczyc sie
          angielskiego i chodzic do szkoly pozbawionej wplywow Giertycha. Ale nie o taka
          rade prosilas.
    • Gość: majkel Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.unknown.be.uu.net 20.03.07, 12:46
      fakt jesli po poltora roku tkwisz w tej samej marnej sytuacji co po przyjezdzie
      no to czas wracac
      a jesli hcesz opini o powrocie do polski spojz na forum polonia
      ale rozczaruje cie ci ktorzy wrocili pisza w tonie ze to byl duzy blad
      po pierwszej euforii przyhodzi duuuze rozczarowanie
    • wk350 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 14:44
      Jak się nazywa to miasteczko w którym mieszkasz?
    • Gość: eh Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 205.223.239.* 20.03.07, 15:50
      Co z
      tego jednak, skoro praca jest meczaca, do bolu fizyczna i nie wymagajaca
      zadnego wysilku umyslowego, bez perspektyw, a atmosfera dobijajaca, zwlaszcza
      dzieki zawistnym kolegom-rodakom. Owszem,byl czas ze moglam zmienic prace,
      ale bylaby to zmiana typu z deszczu pod rynne, bo w moim rejonie po prostu
      przewazaja oferty typu praca w sklepach, fabrykach, pubach, itd. a oferty
      pracy chocby na poly umyslowej sa rzadkoscia. Z perspektywy czasu zaczelam
      doceniac to, co przedtem uwazalam za 'monotonne' zycie w Polsce.
      -------------------------------------------------------------------

      Sama sobie odpowiadasz dlaczego Ci zle. Nie szukaj ucieczki tylko rozwiazania.
      Sprobuj najpierw zmienic prace, przeprowadzic sie do innego miasta itp. Znajac
      angielski dobrze pracujesz fizycznie?

      Jak to mowia "Sky is the limit", tylko trzeba chciec. Jesli siedzisz w "dziurze"
      i biadolisz to przeciez od tego nic sie nie zmieni. Wrocisz do Polski i bedziesz
      tak samo niezadowolona jak przedtem, do tego bedziesz pamietala te pozytywne
      rzeczy z UK i znowu bedzie zle. Daj sobie szanse na miejscu, potem mysl o powrocie.
      • miki242 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 21.03.07, 02:32
        hm bylam w podobnej sytuacji starszna praca, dom znajomi, chcialam po 2 latach
        wracac, nei moglam sie odnalesc ale wiesz co zrobilam - staralam sie o prace w
        ladnym miescie dostalam ja ,praca jest lepsza, poniewaz moj ang sie popprawil,
        pracuje z ludzmi wyksztalconymi, praca nie jest juz fizyczna i wiesz co- jestem
        innym czlowiekiem , niby ciagle jestem sama szczegolnei teraz ja sie
        przenioslam ale ludzie inni wkolo. i widze same pozytywy....wracac... zawsze
        moge... ale nie teraz
    • Gość: starycynik Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.dhcp.uno.edu 20.03.07, 17:39
      > Wsrod rodziny i dalszych czy blizszych znajomych popieraja nasze decyzje
      > jedynie ci, ktorzy od zawsze super stali finansowo i nie beda musieli
      > zaczynac wszystkiego od nowa...

      I ich nie sluchaj, to oni pierwsi sprzedadza ci kopa...
    • korkix78 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 21:39
      >Owszem, mam stabilna prace,
      >zarabiam tyle, ze moge spokojnie sie utrzymac i szybko kupic rzeczy, na ktore
      >w Polsce musialabym odkladac miesiacami czy wyjechac na superwakacje. Co z
      >tego jednak, skoro praca jest meczaca, do bolu fizyczna i nie wymagajaca
      >zadnego wysilku umyslowego, bez perspektyw, a atmosfera dobijajaca, zwlaszcza
      >dzieki zawistnym kolegom-rodakom. Owszem,byl czas ze moglam zmienic prace,
      >ale bylaby to zmiana typu z deszczu pod rynne, bo w moim rejonie po prostu
      >przewazaja oferty typu praca w sklepach, fabrykach, pubach, itd. a oferty
      >pracy chocby na poly umyslowej sa rzadkoscia.

      Z tego opisu wynika jasno, ze masz problem z swoja praca a nie Anglia jako taka.
      Nie potrafilas dotad znalezc pracy ciekawszej, w lepszej atmosferze, bardziej
      odpowiadajacej Twoim oczekiwaniom i w tym tkwi szkopul. Rownie dobre pieniadze
      (w perspektywie prawdopodobnie duzo lepsze zreszta) bylyby tylko tego pochodna.

      Nie wiem, co jest przyczyna tego, ze trzymasz sie od poltora roku kurczowo
      Twojej pracy / miejsca zamieszkiwania (nie mowie,ze odnalezienie wspanialej
      pracy to bulka z maslem czy nawet bez), ale delikatnie mowiac wyglada mi na to
      po tym opisie ze wzielas sie za sprawe troche od dupy strony.

      > Dla mnie oczywiste jest to, ze moge miec wiecej w Anglii, ale oczywiste jest
      > tez to, ze lepiej byc niz miec.

      Tylko ze zalozenie przyjmujesz
      byc = Polska
      miec = Anglia

      Jesli odczuwasz,ze tak wlasnie jest i bedzie - wracaj.

      Jak dla mnie na przyklad alokacja wyglada zgola inaczej :

      moc wreszcie byc + moc wreszcie miec = Anglia
      walczyc o to by byc + nie miec = Polska

      (W uproszczeniu oczywiscie)

      Mowie za siebie, ale nie zdziwie sie, jesli jest takich jak ja wiecej
      • Gość: ja Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.winn.cable.ntl.com 20.03.07, 22:00
        korkix - święta racja: trudno jest być gdy się nie ma
    • aznar33 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 22:27
      Wzięłaś pod uwagę kwiestie logistyczne? Praca, mieszkanie itp?

      Znalezienie ambitnej pracy w Polsce może być nieporównywalnie trudniejsze niż w
      UK, a jak już inni pisali to mało ambitna praca wydaje się być Twoim problemem.
      • jamesonwhiskey Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 23:18
        > Wzięłaś pod uwagę kwiestie logistyczne? Praca, mieszkanie itp?

        no przeciez autorka pisze:


        nie beda musieli
        zaczynac wszystkiego od nowa - bez mieszkania, pracy, z malym dzieckiem i
        niedokonczonymi studiami.


        maja pewnie z 10k pounds wiec i tak sa w duzo lepszej sytuacji niz wiekszosc innych
        nie maja pracy ale podobno w polsce BUM wiec za te 900 pln powinno sie cos znalezc
        mieszkanie to problem ceny kosmos ale moze gdzies za szafa u tesciow
        jedno jest pewne przez pierwsze pare miesiecy bedzie szczesliwa
        a potem sie zobaczy napisz kiedys autorko jak ci sie ulozylo tak powiedzmy za
        pol roku
        • korkix78 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.03.07, 23:25
          > jedno jest pewne przez pierwsze pare miesiecy bedzie szczesliwa
          > a potem sie zobaczy

          Ja obstawiam pare tygodni, bazujac na moich nieco "tesknych " powrotach z USA.
          Ale zycze jej, zebym sie mylil i zeby byla szczesliwa.
          • xiv Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 21.03.07, 00:03

            > Ja obstawiam pare tygodni, bazujac na moich nieco "tesknych " powrotach z USA.
            > Ale zycze jej, zebym sie mylil i zeby byla szczesliwa

            wlasnie wszysko zalezy od nastawienia - po co sie wraca i dlaczego sie bylo w UK... przykłady powrotów z "mojej" ekipy:

            1. Pani A
            Skończone studia w PL - dwa lata w PizzaHut w Londynie - jednostajnie wolna, aczkolwiek całkiem dobra kariera w jednym z najwiękdzych polskich banków. Nie narzeka.

            2. Pani M
            Skończone studia w PL - sześć lat niańkowania w Londynie - szefowa sklepu. Nie narzeka.

            3. Pani W
            Przyjazd po maturze - pięć lat sprzątania/niańkowania i porządnej nauki anielskiego - studia w Krakowie. Nie ma powodów na narzekań :)

            3. Pan M
            Skończone studia w PL - półtora roku na budowach - rozwija swoją firmę w rodzinnych rejonach, a przy okazji stał się specem od unijnych dotacji. Zadowolony.

            4. Pan R
            Skończone studia w PL - cztery lata "złotej rączki" w Londynie - założył swoją firmę wykończeniową. Nie narzeka.

            5. Pani K
            To było zaskoczenie dla wszystkich - powrót po ośmiu latach. Zakłada swoją "chatę na bagnach". Nie płacze :)


            Podsumowanie - nikt nie wrócił do UK i nie sądzę, aby wrócili.
            • jamesonwhiskey Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 21.03.07, 00:17
              > wlasnie wszysko zalezy od nastawienia - po co sie wraca i dlaczego sie bylo w U
              > K... przykłady powrotów z "mojej" ekipy:

              wszytkie twoje przyklady to ludzie ktorzy wykonywali takie sobie zajecia
              to moglo przewazyc


            • Gość: Ralph Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.bb.sky.com 16.06.07, 02:13
              186. Pani W. Skończone studia w PL, dwa lata "latania na miotle" w UK, powrót do
              Polski. Po kilku miesiącach bezskutecznego szukania pracy za więcej niż 1000zł
              brutto w rodzinnym miasteczku powrót do UK i ciąg dalszy "latania na miotle".
      • mysz2006 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 21.03.07, 00:21
        Z jednej strony piszesz ze podjelas decyzje o powrocie a z drugiej ze jestes w
        kropce. A wiec wynika ze jednak troche sie wahasz. No coz dylematy takiej miary
        to wlasnie esencja doroslego zycia. A kazdy chce podejmowac decyzje ktorych nie
        bedzie zalowal.

        Podjelas decyzje o wyjezdzie do Anglii no i dla Ciebie to nie wypalilo.
        Rezygnujac z edukacji, pracy, rodziny utkwilas z takich czy innych powodow w
        malej miescinie bez zadnych (jak piszesz) perspektyw na stymulujaca prace czy
        zycie - inne zycie. Bedac w 6-tym miesiacu ciazy, nie masz wyjscia tylko myslec
        _nie_ krotko czy dlugo terminowo a _srednioterminowo_. Majac meza Polaka,
        pracujac z Polakami nie zasymilowalas sie i nie zintegrowalas sie z tubylczym
        spoleczenstwem i nie znalazlas ludzi myslacych tak jak Ty. Jaka masz szanse to
        zrobic przez nastepne 2-3 lata? Nie spotkalas ludzi na swoim poziomie (czy
        wsrod autochtonow czy rodakow), czy pozostajac w tym samym miejscu masz na to
        szanse? Wtopilas sie w rzeczywistosc ktora stricte nie jest prawdziwa
        rzeczywistoscia, w poszukiwaniu wyzwania. Tego wyzwania nie znalazlas -
        pochlonela cie inna codziennosc i niezmiennosc i realia zycia z niewielkimi
        perspektywami na zmiane biorac pod uwage ciaze - to od czego uciekalas.
        Codziennosc i monotonia zycia dopadnie Cie wszedzie. Teraz pytanie czy tu czy
        tam?

        Czy wolisz zostac tu, urodzic dziecko i byc zdana na wylacznie na siebie i meza
        czy wrocic do swoich. Na lono rodziny, w srodowisko w ktorym wyroslas, w ktorym
        sie wychowalas, do osob ktore jednak mysla a co najwazniejsze czuja tak jak Ty,
        czy zostac tu wsrod obcych i nieprzyjaznych ludzi?

        Nie wydaje mi sie ze jestes tu szczesliwa. Realistycznie patrzac nie masz
        mozliwosci zmiany pracy ani miasta przez nastepne kilkanascie miesiecy. Sa
        niewielkie szanse ze nawet stajac sie czestotliwa uczestniczka 'mother and
        toddler group' po urodzeniu dzidziusia zebys spotkala kogos kto by Ci
        intelektualnie odpowiadal i nagle stal sie dla Ciebie bratnia dusza a tego
        chyba Ci tu najbardziej brak. Macierzynstwo przez pierwsze kilkanascie miesiecy
        nie jest z natury zbyt stymulujace - zbiega sie do karmienia, kapania,
        usypiania, przewijania i przebierania a potem godzinami bawienia sie klockami i
        czytania dziecinnych ksiazeczek. Bez rezolutnej odskoczni, dla inteligentnej
        osoby, to dramat. Bez pomocy, bez 'soul mate' to jest jeden z najtrudniejszych
        okresow bycia matka. Minie conajmniej dwa lata zanim znajdziesz bardziej dla
        swoich aspiracji odpowiednia prace (o ile o powrocie do pracy myslisz), mina co
        najmniej dwa lata akademickie zanim wrocisz na studia (o ile chcesz).

        Zycie na ktore patrzylas 2 lata temu a zycie ktore Cie czeka za 3 miesiace, i
        dalej (po urodzeniu dziecka) to diametralnie inne zycie. Jesli aspekty
        finansowe nie odgrywaja najwazniejszej roli to chyba serce Ci podpowiada gdzie
        chcesz zyc przez nastepne dwa lata i pozniej.

        Ty sobie chcesz zmienic srodowisko, bo jestes wyobcowana - nie osiagniesz tego
        w miescie gdzie teraz mieszkasz. Nie przez nastepne dwa lata.

        • Gość: balonka1 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.brhm.cable.ntl.com 22.03.07, 00:03
          Nie bede komentowac,opisze ci tylko moja sytuacje.Przez 4 lata mieszkalam w
          londynie-z przyjaciolmi.Bawilismy sie,nie wykonywalismy ambitnych zajec,zycie
          toczylo sie szybko.w zeszlym roku moja przyjaciolka zaszla w ciaze,kilka
          miesiecy po niej-ja.Ona wrocila do Polski-do rodziny,by tam urodzic i
          wychowywac dziecko.Ja urodzilam synka w londynie ale wychowywac juz go tam nie
          chcielismy wiec gdy mial 2 miesiace wynieslismy sie do mniejszego
          miasta,wiekszego domu,spokojniejszej okolicy.Moja przyjaciolka w Polsce daje
          sobie rade,choc przychodza momenty gdy zaluje swej decyzji o powrocie do
          kraju.Ja tutaj mam momenty ze zaluje iz nie jestem w kraju,ale generalnie
          staram sie optymistycznie patrzec w przyszlosc.I choc ja na razie siedze z
          synkiem w domu to wiem ze to przejsciowe i za kilka miesiecy podniose wyzej
          glowe realizujac sie w pracy bardziej ambitnej od poprzedniej.Jestem w nowym
          miescie gdzie zaczynac trzeba od nowa-a to pomaga.
          • Gość: budzik Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 195.188.41.* 23.03.07, 11:11
            Dziekuje za wszystkie wypowiedzi :-)
            Z pewnoscia duzo racji maja ci, ktorzy pisza, ze dalam ciala bo nie
            znalazlam/nie szukalam z efektem nowej lepszej pracy. Coz, moge tylko dla
            usprawiedliwienia (choc nie o to tu przeciez chodzi) napisac, ze zalozenie bylo
            inne i nie wypalilo - obecna praca miala byc tylko na jakis czas, a docelowo
            mialam szukac czegos lepszego. Niestety, zawiodlo mnie najpewniej to, ze
            chcialam zlapac piec srok za ogon - od razu odlozyc troche kasy, kupic auto,
            wykorzystac urlop, wyjechac na dluzej na Swieta itd.
            I tak sama nie wiem kiedy, zlecial rok, a ja wyslalam moze ze 5-6 ofert pracy.
            I nawet dostalam dwie konkretne propozycje, tez pracy fizycznej ale w miare
            sympatycznych firmach (ksiegarnia, drogeria) tyle ze gorzej platne i wykonalam
            kompletnie niezrozumialy teraz dla mnie manewr - odrzucilam je. Zreszta, na
            poczatku wiadomo jak jest - czlowiek, jesli jest nastawiony do sprawy
            pozytywnie ( a ja bylam, i to bardzo), przyjmuje wszystko dosc euforycznie, i
            nam nie od poczatku 'bylo zle'. Dopiero po jakims czasie, jak
            podniecenie 'nowym' minelo, zaczelam czuc sie coraz bardziej zniechecona do
            wszystkiego. Tym bardziej ze zostalam wplatana w pracy w dosc glupia sytuacje,
            w ktorej nonkonformizm kazal mi postapic wbrew zdrowemu rozsadkowi. I tak
            zostalam wykleta w pracy przez grono juz zle nastawionych do mnie osob, ktore
            tylko zyskaly 'potwierdzenie tego', co od poczatku dawano mi do zrozumienia-ze
            jestem 'przemadrzala suka z uniwerku, ktora 'woli Angoli'i 'obnosi sie ze swoim
            angielskim' (cytaty).
            A pozniej nie moglam juz zmienic pracy, bo zaszlam w ciaze. I tak to mniej
            wiecej radosnie wyglada.

            Co do znajomych - to nie do konca jest tak, ze ta kwestia dominuje moje
            wyobcowanie i ze nie integruje sie z tubylcami. Rzeczywiscie, o wiele lepsze
            relacje mamy wlasnie z wyspiarzami. Mamy kilku znajomych Anglikow, tez glownie
            z pracy, i sa to bardzo sympatyczne i zyczliwe nam osoby. Jednak ich styl bycia
            i zycia (puby, zakupy, kluby)oraz kompletny brak zainteresowania czyms bardziej
            nazwijmy to ambitnymn - chociazby tym co dzieje sie na swiecie, wlasna
            edukacja, rozwojem itd. przeszkadza mi w pelnej integracji. I to nie jest tak,
            ze czuje sie od nich jakos lepsza, bo obiektywnie rzecz biorac moge im
            pozazdroscic, skoro maja lepiej zorganizowane zycie niz ja i sa po prostu o
            wiele bardziej zadowoleni ze swojej codziennosci, niz ja. Wiekszosc z nich
            zwiedzila juz kawal swiata, i byla w miejscach o ktorych ja poki co moge sobie
            pomarzyc. Tyle ze fajnie byloby czasem pogadac z kims nie tylko o tym jakie
            cycki ma Beyonce, albo ile kosztuje najnowszy model jakiejs tam plazmy. Albo
            gadajac po czyims urlopie w Meksyku nie sluchac TYLKO o tym ile kto wypil
            tequilli i ze tam jest 'tak strasznie duzo slumsow'.

            Rozpisalam sie, ale chcialam dodac pare rzeczy, moze w ten sposob moje widzenei
            sprawy stanie sie dla czytajacych bardziej przejrzyste.
            • aznar33 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 23.03.07, 13:51
              > I tak sama nie wiem kiedy, zlecial rok, a ja wyslalam moze ze 5-6 ofert pracy.
              > I nawet dostalam dwie konkretne propozycje, tez pracy fizycznej ale w miare
              > sympatycznych firmach (ksiegarnia, drogeria)

              5-6 ofert... w Polsce pewnie będziesz musiała wysłać z 10-100 razy więcej. Bez
              gwarancji sukcesu.

              Jestem w stanie zrozumieć Twoją decyzję odnośnie powrotu, ale proszę wytłumacz
              mi jedno. Dlaczego aplikowałaś na "fizyczne" stanowiska pracy? Z tego, co
              piszesz można wywnioskować, że jesteś dobrze wykształconą, bardzo inteligentną
              osobą i to z dobrą znajomością języka angielskiego. Dlaczego nie szukałaś
              bardziej ambitnego zajęcia? Brak wiary w siebie?
              • Gość: male_miki Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 141.155.227.* 23.03.07, 15:15
                Dziewczyno wez sie w garsc! Jezeli chcesz zmienic swoje zycie, to musisz miec
                plan i jakis horyzont czasowy.

                Wiekszosc osob ktora trafia do Wyspy Brytyjskie i ogolnie emigruje, koncentruje
                sie na sprawach materialnych, nie zdajac sobie sprawy ze zabezpiecznie sobie
                utrzymania w nowym miejscu, jest chyba najlatwiejszym z elementow nowego zycia.
                Marzenie o nowej pracy konczy sie w wiekszosci na pracy fizycznej, i ta z
                reguly pierwsza praca staje sie pulapka dla wielu z nich. Kiedy nie trzeba sie
                juz martwic o to jak przezyc do pierwszego, nastepuje refleksja co dalej? co z
                samorealizacja. Te osoby ktore nie moga spelnic swoich marzen, decyduja sie na
                powrot do kraju, i z reguly z wieksza energia przystepuja do tworzenia swojego
                nowego zycia w Polsce.

                Ty masz problem, bo w Twojej sytuacji, nie ma drogi na "skroty", albo wykonasz
                spory wysilek zeby zmienic swoje zycie, albo pozostaniesz w tym samym miejscu
                przez nastepne kilka lat.

                na marginesie, jest to problem uniwersalny. Polecam wspomnienia czlowieka ktory
                mieszka w NY, moze odnajdziesz tam pewne wskazowki

                www.nowy-jork.com
                • korkix78 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 23.03.07, 18:14
                  > Kiedy nie trzeba sie
                  > juz martwic o to jak przezyc do pierwszego, nastepuje refleksja co dalej?

                  To fakt.
                  Dla wielu osob to nowa, nieznana sytuacja zyciowa.

                  No i dobrze - czlowiek moze zdac sobie sprawe z celow wyzszego rzedu, wiecznie
                  przeslanianych przez wieczorne sleczenie z kalkulatorem i comiesieczne
                  stosowanie magii jak tym razem z budzetu kilkuset zlotych pokryc niezbedne
                  dwukrotnie wyzsze wydatki?
                  • Gość: Gosc Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.lond-th.dynamic.dial.as9105.com 16.06.07, 01:34
                    I na co sie zdecydowalas?
                    Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji (tyle ze nie w ciazy, tzn. jeszcze nie;) ).
                    Waham sie raz w ta raz w tamta strone, dlatego ciekawa jestem jaka decyzje w
                    koncu podjelas.
                    Jakbys chciala moze pogadac to pisz na violet_ivy@gazeta.pl.
                    Pozdrawiam:).
    • Gość: goscPortalu Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 89.240.148.* 16.06.07, 05:16
      To bardzo indywidualna decyzja, tu nie ma miejsca na gotowe recepty.

      I dodam tak od siebie - kieruj sie dobrem swojego dziecka i istynktem
      macierzynskim, a nie tym co ludzie dokola gadajom.

      p.s. Nie zgadzam sie z Toba co do Polakow w Anglii.
    • Gość: Powrót Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 16.06.07, 05:53
      Kieruj się sercem, pieniądze o nie wszystko. W kraju jes eż już o wiele więcej
      możliwościznależienie saysfakcjonującej pracy, angielski opanowałaś, więc masz
      szanse spore.
      Wracaj jak masz więdnąć na ej jałowej wyspie. Tam radząludzie cokasajest dla
      nich celem nadrzędnym, a ty masz wyższe.
      Pozdrawiam,wkraju eż może dla ciebie uśmiechnąć się szczęście
    • Gość: zx-spectrum Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.bagu.cable.ntl.com 16.06.07, 11:06
      > Prosze, napiszcie, jak wam sie ulozylo, jak widzicie
      swoj powrot z perspektywy czasu, jak poukladaly sie sprawy codzienne, pracowo-
      bytowe i przede wszystkim jak tam widzicie to od tej strony niematerialnej.

      Ja bym nie wrocil, glownie ze wzgledow finansowych i zawodowych- w Polsce wciaz
      w zbyt wielu branzach placi sie smieszne pieniadze (tutaj 10* wiecej) co w
      polaczeniu z zaleglosciami w placeniu (w moim przypadku max 4 miechy) potrafi
      troche dobic. Ponadto, w UK firmy sa znacznie wieksze, maja wiekszy kapital i
      potrafia zaoferowac nieporownywalnie lepsze warunki pracy i rozwoju.
      Co do wyobcowania to sie nie zgodze, wystarczy poznac kilku angoli blizej; sa
      naprawde wporzo, a ich konsumpcyjne podejscie do swiata wynika po prostu z tego
      ze wiecej zarabiaja.
    • bambooko Najwazniejsze to sluchac wlasnego glosu........... 16.06.07, 11:43
      oczywiscie w kooperacji z mezem bo nie jestes tak calkiem sama. Musisz pominac
      wszystkie opinie ktore nie sa w zgodzie z twoimi wlasnymi zostaw tylko te ktore
      sa jak moja i nie sa w sprzecznosci z twoja wlasna.
      Pamietaj przez ludzkie glosy czesto przechodzi ludzka zawisc lub nawet chec
      stworzenia ci piekielka w mysl "im gorzej tobie tym lepiej mi".
      Niestety tylko maly procent rodakow moze byc ci tak naprawde zyczliwy.
      A wiem co mowie bo wiele wiecej nasluchalem sie od ciebie. Wyjechalem nie tylko
      do UK ale do Kanady i USA. I wszedzie jest ta sama melodia z opiniami zyczliwych.
      Jak to sie mowi olej to i zyj swoim zyciem. Ja jestem i tu i tam i w Polsce i
      nie narzekam robie to co mi najbardziej odpowiada. Patrze na te skwasniale geby
      zatrute "morgiczami" i innymi kredytami tyrajace po 16 godzin by dogodnic swoj
      ogon albo ogon sasiada i smieje sie zyjac wlasnymi radosciami.
      • angelangel Re: Najwazniejsze to sluchac wlasnego glosu...... 16.06.07, 19:09
        O, fajnie napisal ktos. Pozdr dla Bambooko
      • ratpole Re: Najwazniejsze to sluchac wlasnego glosu...... 16.06.07, 19:37
        bambooko napisał:

        > Ja jestem i tu i tam i w Polsce i nie narzekam robie to co mi najbardziej
        odpowiada. Patrze na te skwasniale geby zatrute "morgiczami" i innymi kredytami
        tyrajace po 16 godzin by dogodnic swoj ogon albo ogon sasiada i smieje sie zyjac
        wlasnymi radosciami.

        O ile dobrze zrozumialem, w kazdym miejscu gdzie aktualnie przebywasz zyjac
        wlasnymi radosciami, masz przytulny szalas po zawietrznej stronie mostu?
    • spragnienie Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 17.06.07, 15:25
      To Twoje zycie, Twoje uczucia i TWoja decyzja. Nie jest to wcale latwa sprawa,
      dlatego rozumiem, ze wiesz juz, ze chcesz wrocic, ale mimo wszystko cos w srodku
      Ci mowi, czy aby na pewno??? Argumenty "za" daja Ci pewnosc, ze postpepujesz
      slusznie. Zycze Ci wszystkiego najlepszego po powrocie do ojczyzny!!!;-)Jesli
      serce dyktuje Ci ten wlasnie kierunek to z pewnoscia nie bedziesz zalowac.

      J

    • Gość: cari Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.07, 13:58
      Spedzilam 4 lata w USA.Musialam wrocic do Polski bo zachorowalam.Tam oczywiscie
      nie bylo lekko , ale nie balam sie , ze za tydzien bede liczyc czy wystarczy mi
      na zakupy czy nie.Dlugo czulam sie obco , ale w koncu i o tym
      zapomnialam.Wracalam do Polski ze lzami w oczach - chociaz zastanawialismy sie
      z chlopakiem przeszlo rok zanim podjelismy decyzje o wyjezdzie do kraju!!! A
      teraz...chociaz nie mam juz powrotu do USA , nie moge sie doczekac az znowu
      wyjedziemy - tym razem - do Irlandii.Razi mnie nasza Polska mentalnosc ,
      zawisc , brak rownych szans , oszolomstwo rzadu itd. Ludzie , ktorzy choc raz
      zamieszkali na emigracji , juz zawsze beda sobie zadawac pytanie - gdzie byloby
      lepiej? a gdybym zrobila inaczej? To nie ma sensu.Odpowiedz sobie na pytanie na
      jakim poziomie chcesz zyc , Ty i Twoja rodzina?Moze daj szanse dziecku na start
      w cywilizowanym kraju... Okresl swoje minimum i albo wracaj albo zostan.
      • Gość: palejo Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: *.sotn.cable.ntl.com 18.06.07, 21:52
        > Musisz pominac
        wszystkie opinie ktore nie sa w zgodzie z twoimi wlasnymi zostaw tylko te ktore
        sa jak moja i nie sa w sprzecznosci z twoja wlasna.

        Coz za pokretna logika? To jest swietny sposob na potwierdzanie juz podjetej
        decyzji (tzw redukcja dysonansu postdecyzyjnego), ale jest to najgorszy z
        mozliwych sposobow na podejmowanie takowej
    • kodem_pl podobnie czy inaczej? 19.06.07, 03:14
      Przyjechalem do UK jakies 9 miesiecy temu na studia. Zawsze marzylem o zyciu w
      USA, zwiedzilem kawal swiata, jednak w UK nigdy nie bylem. No i przyjechalem
      pierwszy raz od razu na studia. Na studia, bo studia w UK powinny mi cos dac w
      USA i w Polsce.

      UK generalnie nie trawie. Pogoda - beznadzieja, jedzenie - angielskie dla mnie
      nie istnieje, dania na wynos z knajp Pakistanczykow sa super, kebaby lepsze niz
      w Polsce:-D (ceny poodbne), ludzie... inni, poznalem spoko ludzi, ale to nie to
      samo co w Polsce (poznalem tez mase Polakow, z ktorymi nie mam zamiaru sie
      wciecej widziec). Jezdza nie po tej stronie, architekture maja jak z du..,
      podwojne krany, mega umilowanie do prawa, kretynskie ograniczenia predkosci na
      autostradach, cholerna propaganda w mediach... po prostu nie wytrzymuje... Ale
      studiujac na studiach dziennych pracuje, utrzymuje sie sam na calkiem sensownym
      poziomie, mysle o gieldzie, odkladam itp. Generalnie jak jestes przecietniakiem
      to jest to raj. Jak chcesz cos wiecej, to pieklo...
      • kodem_pl zapomnialem napisac o Polsce... 19.06.07, 03:19
        U nas jest zupelnie inaczej. Jak chcesz co swiecej i masz zamiar sie poswiecac,
        to masz raj. Otworzysz jakakolwiek firme i przyniesie ona niezly zysk.
        Powalczysz o dobra posade i masz kilka srednich krajowych...

        U mnie w rodzinie sa przyklady i nieudacznikow i ludzi sukcesu. I jak ktos
        narzeka na to co ma bez checi zmiany, to bedzie zarabial te 1.5zl na reke w
        Warszawie. Jak ktos nie narzeka i walczy, to bedzie mial te 7 na reke w
        Pierdziszewie (malym miescie). Oczywiscie dobrze miec studia. W UK pracuje
        zarowno z magistrami polskich uczelni jak i absolwentami podstawowek... wszyscy
        na tym samym stanowisku.
        • jeff.lebowski Re: zapomnialem napisac o Polsce... 19.06.07, 06:26
          W UK pracuje
          > zarowno z magistrami polskich uczelni jak i absolwentami podstawowek...
          wszyscy
          > na tym samym stanowisku.



          O jakim stanowisku mowa?
          • Gość: Staruszek Re: zapomnialem napisac o Polsce... IP: *.dsl.bell.ca 19.06.07, 08:23
            Czytajac Wasze wpisy na tym forum nie moge zaskoczyc w tych "rozwazaniach" i
            nauczaniu gdzie lepiej a gdzie gorzej.....tam dobrze , gdzie masz dach nad
            glowa i nie musisz sobie chleba zalowac !!!
            Edukacja to nie racja zycia czy tez bytu to jedynie czesc egzystencji w mysl
            wlasnych oczekiwan reszta zalezy od Ciebie jakie srodowisko bedzie Cie otaczalo.
            "Climb high, Climb far,Your goal the sky, Your aim the stars !!!....takie
            oczekiwania kazdy z nas na emigracji stawial sobie jako wizje przyszlosci ,
            wiec bagaz doswiadczen i osiagniecia sa tego elementem koncowym , coz
            wiec ....na ile nasza integracja w nowym srodowisku byla skuteczna , jaki
            balans i obciazenia nas wciagnely na dno "lochow ciemnosci" emigracyjnej , ze
            tylko ucieczka do miesca , ktore nas wygnalo w nadziei na ....no wlasnie na
            co ? Co chcielismy , czego oczekiwalismy , jakie marzenia nas pchaly lub kto
            nas popychal do tego kroku .....marzyciele tez maja swoje objektywne spojrzenia
            i zawsze je koryguja .
            Po 30-tu latach w nowym zakatku nie mam juz watpliwosci , swiat jest maly ,
            tylko my sami chcemy przerosnac samych siebie .
    • aniaiwa1 Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni 20.06.07, 16:49
      Szczerze mowiac ze 100 osob z jakimi na ten temat rozmawialam to moze z 10 chce
      wrocic, a ok 10% zastanawia sie nad powrotem pod warunkiem ze sie wiele rzeczy
      zmieni.
    • Gość: juhol Re: Refleksje na temat powrotu - zalujecie czy ni IP: 202.64.190.* 20.06.07, 18:17
      wracaj w Polsce nie jest źle...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja