Jak zmienila Was Anglia?

25.04.07, 12:12
Trzy lata mijaja i nie moge sie oprzec wrazeniu, ze postawilem stope na Wyspie jakis tydzien temu. A jednak czuje, ze jestem zupelnie inny, nieporownywalny do tego czlowieka, ktory, wpatrujac sie w przyblizajace sie biale skaly Dover modlil sie aby moment zejscia na lad nigdy nie nastapil.

Co takiego sie wiec zmienilo? Po pierwsze, po czterdziestu kilku latach uwierzylem, ze moj los spoczywa wylacznie w moich rekach. Ze podlegajac stabilnemu prawu i niezmieniajacym sie co miesiac przepisom sam jestem w stanie ksztaltowac siebie i inna przyszlosc. Przestalem sie bac urzedow, biur i panstwowych instytucji. Uwierzylem, ze sa one po to by mi pomoc, nawet policja, ktora nie czepia sie o byle co, a rowniez dazy do tego by obywatele mieli o niej dobre zdania. Zauwazylem, ze przestalem byc przedmiotem, a stalem sie podmiotem.

Po drugie, przestalem myslec kategoriami my - oni. Moze to dziwi w sytuacji emigranta, gdy taka dychotomia narzuca sie niemal automatycznie. Zrozumialem to, gdy w wigilie lezalem w pokoju ze zlamana noga i odbieralem wizyty i telefony, glownie Anglikow, czesto w zasadzie obcych mi ludzi. Dalej - i coraz bardziej - uwazam, ze emigrant nie jest, i wcale nie musi byc obywatelem drugiej kategorii, ze mozliwe jest pokojowe wspolistnienie. Przez trzy alta tylko raz zdarzylo mi sie zadraznienie na tle narodowosciwym, spowodowane przez (sic!) Belgijke osiadla w Anglii.

Zmiana kultury, egztyka spowodowala, ze musialem szybko dorosnac - mino moich czterdziestu lat z Polaski wyjechal dzieciak. A to przyspieszone dorastanie to przede wszystkim zmiana systemu wartosci. Nie przecze, spowodowana poprawa sytuacji materialnej, ale to nie ja w koncu wymyslilem haslo ze byt okresla swiadomosc. Ze oprocz wartosci materialnych i troska o nie czlowiek musi miec czas na zaspokojenie potrzeb wyzszego rzedu - akceptacji, samorealizacji i rozwoju. Pytanie "co wlozyc do garnka" ustapilo pytaniu - co ja naprawde chce od zycia. Cos o czym zapomnialem goniac za pietka chleba...

Oczywiscie widze plytkosc zycia duchowego wysoko rozwinietych spoleczenstw, przy czym, po pierwsze - jest to daleko idaca generalizacja, po drugie zas - czy my, Polacy, jestesmy tak bardzo edukowani i wyksztalceni? Juz po kilku miesiacach zauwazylem, ze nie umiemy pracowac w grupie, ze wczesniej czy pozniej kazda grupa stworzona do osiagniecia jakiegos celu bedzie targana wewnetrznymi konfliktani, az w koncu sie rozpadnie. Imponowalo - i dalej mi imponuje - ze Anglicy, ktorzy prywatnie nie moga na siebie patrzec i najchetniej udusiliby sie nawzajem, swietnie wspolpracuja w jednym teamie. I choc dalej uwazam, ze "team work" upatwie obijanie sie i spychanie odpowiedzialnosci - nauczylem sie pracowac w grupie, czego nie moglem pojac przez kilkanascie lat pracy w Polsce.

Takich uwag zebralbym sporo, a ciekaw jestem, co inni maja do napisania. Czy ANglia (Irlandia) zmienila Was i wasze nastawienie do zycia?
    • serendepity Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 12:48
      Nie wydaje mi sie, zeby pobyt w UK zmienil mnie w jakis widoczny sposob.
      Zawsze wierzylam, ze to co osiagne w zyciu zalezy ode mnie, a nie od innych,
      ukladu czy znajomosci.

      Urzednikow i banki traktuje z podejrzliwoscia i mam do nich mniejsze zaufanie
      niz w PL, bo nigdy w Polsce nie zginely mi dokumenty, a tu zdarzylo mi sie to
      juz pare razy i nie mialam na to wplywu. Nie mam tez zaufania do tutejszych
      bankow. Moim zdaniem maja niezly chaos i czasami sami nie wiedza co sie dzieje.
      Przyzwyczailam sie do tego, ze trzeba na wiele rzeczy czekac czy fakt, ze
      pomylki sa na porzadku dziennym.

      Druga sprawa - zawsze trzeba brac rezerwe czasowa poruszajac sie transportem
      publicznym w Londynie, bo cos moze sie popsuc. Krotko mowiac, musialam obnizyc
      swoje oczekiwania w stosunku do pewnych instytucji.

      Moja sytucja materialna nie ulegla wlasciwie zmianie, jedyna roznica, ze po raz
      pierwszy w zyciu musze wynajmowac i nie mieszkam na swoim, ale traktuje to jako
      stan przejsciowy, ktory zreszta niedlugo sie zakonczy.

      Uwazam, ze moja przeprowadzka do UK poszla jak po masle i nie wymagala zadnych
      wiekszych zmian w moim stylu zycia czy zmiany przyzwyczajen. Czytalam wczesniej
      sporo angielskiej literatury, sluchalam radia, wiec rzeczywistosci nie
      zaskoczyla mnie. Nigdy tez nie zakladalam, ze UK to jakis raj i wszystko bedzie
      piekne i proste.

      W sumie to samo dotyczy mojego meza. Wiodl zawsze okreslony tryb zycia i tylko
      przeprowadzal sie od czasu do czasu miedzy krajami.
      • Gość: AP Re: Jak zmienila Was Anglia? IP: *.demon.co.uk 26.04.07, 08:26
        Zadnych zmian w sposobie myslenia, w podejsciu do zycia, wartosci, samej
        siebie? Jezeli to prawda, w co osobiscie nie wierze, bo czlowiek nie jest w
        stanie tak zupelnie nie ulegac wplywowi otaczajacej go rzeczywistosci, ale
        jezeli to prawda to troche szkoda zmarnowanej w tym zakresie szansy jaka daje
        emigracja.
      • Gość: polski kibol Re: Jak zmienila Was Anglia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.07, 21:13
        To po co Ty tam siedzisz w sumie?
    • justynapolcul Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 13:01
      hm, ja nadal jestem na etapie rozdarcia. Jeszcze tesknie za ludzmi i miejscami,
      ale juz nie umiem do konca zrozumiec tego co tam sie dzieje.
      I masz racje, po zaspokojeniu podstaw przychodzi pytanie, czego chciec od
      zycia, co jeszcze moge zrobic?
      pracujemy nad wizerunkiem Polski i Polakow, pozytywnym, bez picia, zebractwa i
      kradziezy. Pracujemy z polskimi dziecmi, zeby wiedzialy skad pochodza, ale bez
      krakowiaczka, pasiakow i cepelii, jak to czasami ma miejsce.
      mam nadzieje ze kiedys bede mogla powiedziec - tak, to mialo sens...
      • kicior99 Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 13:11
        ja jzu teraz widze ze to mialo i ma sens. Co prawda nie udzielam sie w zadnej organizacji (nigdy nie ciagnela mnie zadna forma zycia stadnego (dla n= i >2 :) ) ale bardzo czesto pomagam Polakom, glownie w tlumaczeniu i zalatwianiou formalnosci. Moje rozdarcie polega na niemoznosci znalezienia kompromisu miedzy postawa roszczeniowa, wyniesiana z kraju a wyzwaniami emigracji. Trudno jest zwalczyc te mentalnosc u Polakow i - prawde mowic - tego sie najbardziej wstydze. Raz poszedlem z chlopakiem do urzedu pomoc w stasraniu sie o zasilek na dziecko i nigdy wiecej nie popelnie tego bledu...
        Co do drugiego postu - nie wierze, ze emigracja nie zostawia zadnych sladow w psychice i zachowaniu czlowieka. Po prostu czasem nie mozemy (lub nie chcemy) tego dostrzec. Co do bankow - nie narzekam na angielskie.
        • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:20
          Kicior-dzieki za szczery kawalek swietnego tekstu! Moje odczucia zwiazane z
          pobytem w UK zgadzaja sie z Twoimi praktycznie w 100%.Podobnie jak ty jestem
          tutaj od 3 lat. Wyjechalam w 2004 w okresie olbrzymiego kryzysu w NFZ (dla
          ktorego pracowalam), a ktory to kryzys trwa praktycznie nierozwiazany do dnia
          dzisiejszego.Ani przez chwile od tamtego czasu nie zalowalam swojej decyzji.
          Poczatkowo pracowalam w prywatnym sektorze NHS,od pol roku mam wlasna firme. Ale
          to nie tylko mozliwosc normalnej pracy i godnego zycia sprawiaja, ze tutaj w UK
          czuje sie jak normalny czlowiek.Po trzech latach pracy bylam w stanie kupic
          wlasny dom w ladnej okolicy Oxfordshire.
          Tutaj po raz pierwszy uwierzylam w swoje mozliwosci, w to, ze normalna i uczicwa
          praca jest cos warta.Poczatkowo bylam wrecz zaszokowana szacunkiem, jaki darzono
          mnie w urzedach, sklepach, bankach itp. Nie oznacza to, ze kazda usluga i
          obsluga byla podawana na tacy. Niestety, rowniez w UK istnieja gaszcze
          regulaminow, przepisow, ustaw. Chodzi raczej o sposob, w jaki sprawy, z ktorymi
          przychodzisz sa wyjasniane,w jaki sposob otrzymujesz pomoc, jaki jest generalnie
          stosunek urzednika do twojej osoby.
          Piszesz, ze podczas choroby otrzymywales telefony i dowody wsparcia glownie od
          Anglikow-mam podobne doswiadczenia.
          Az trudno uwierzyc, ze jedyne niemile doswiadczenia, jakie spotkaly mnie w UK
          przez caly ten czas sa zwiazane prawie wylacznie z Polakami...
          Powracajac do pytania w temacie watku-Anglia zmienila mnie tak, ze jestem
          spokojniejsza, bardziej pogodna,bardziej otwarta i mniej zestresowana.
          Fakt, ze nie mieszkam w Londynie ani innym wielkim miescie-zauwazylam roznice w
          samopoczuciu Polakow mieszkajacych w Londynie i poza nim-chociaz oczywiscie nie
          mozna generalizowac.Fakt, ze znam b.dobrze angielski-ale bez tej znajomosci nie
          odwazylabym sie tu w ogole przyjechac.
          Czytam jednakze wiele wypowiedzi osob rozczarowanych Anglia, takich, ktore
          szybko wrocily do Polski, osob zdesperowanych i wscieklych na ten kraj.
          Jak widac, kazdemu zycie uklada sie inaczej.Ciesze sie, ze jestes jednym z tych,
          ktorym sie udalo.Zycze powodzenia i pozdrawiam!
          • kicior99 Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:35
            A dzieki, pozdrawiam rowniez :) Co do gaszczy przepisow w UK - w Polsce ten gaszcz rowniez istnieje, jednak jest o tyle bardziej strawny, ze wyrastalismy w nim od malego i mniej wiecej wiedzielismy czego sie spodziewac po kolejnych rzadach. Rowniez, niestety, po obecnym. Ja nie twierdze ze emigracja jest spelnieniem zlotego snu, to twarda szkola zycia - nieraz plakalem na poczatku, wywozac tony zelastwa z przyczep ciezarowki... to ze awansowalem i udalo mi sie przekonac do mnie Anglikow zawdzieczam chyba tylko temu ze bardzo nie chcialem wrocic do tego co przezywalem w Polsce. Nigdy w zyciu nie wykrzesalem z siebie takich sil... Nie wiem, czy odwazylbym sie na to ponownie.
            • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:42
              To prawda, ze twarda szkola zycia.Samorealizujace sie sny nie istnieja.Przez
              pierwszy rok pracowalam na trzy zmiany, w tym nocki,robilam co nalezalo i nie
              nalezalo do moich obowiazkow.Bralam nadgodziny.
              Mysle jednak, ze roznica polega na tym, ze zaharowujac sie tutaj, w UK,widzisz
              niemal na biezaco efekty swoich dzialan.
              W Polsce nie widzisz tego i po 50 latach.
              I to jest okropne!
          • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:49
            ciesze sie ze sa osoby ktorym tak dobrze sie uklada.
            W Oxfordshire nie bylem (nie studiuje na tym uniwersytecie) ale jesli jest
            rownie ladne jak South West to gratuluje (zakladam ze wieje mniej)

            ja istotnie nabylem troche luzu w tym kraju, ale mam nadzieje ze sie go wyzbede,
            w Pl bylem czesto gesto (uczciwszy gebe) podku..ony ale dodawalo mi to pary,
            ktorej mi tu troche brakuje

            pozdrawiam,
            • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:55
              Hej, ja tez nie studiuje na Oxfordzie.Nawet o tym myslalam, ale ceny sa
              absolutnie zabojcze, nawet dla ciezko pracujacych;) Tak wiec poprzestane na
              skromnym Uniwersytecie Warszawskim.PhD moze w jakiejs przyszlosci;)
              Mieszkam poza miastem,samo Oxfordshire jest jednym z najpiekniejszych hrabstw a
              Anglii, szczegolnie tu, na granicy z historycznym Cotswolds.
              Zapraszam do obejrzenia:))))
              • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:03
                eh, tez studiowalem na UW, i nie tak dawno zreszta tam studia skonczylem.

                O tuition fees wiem wszystko, ale nie zartuj dziewczyno. Zdzieraja co prawda,
                ale pomysl ile zdziera Tenaka Business School (przy Imperial) czy LBS

                Zawsze mnie pociesza mysl ze moglbym placic 5 razy wiecej (moglbym tez placic
                ponad 3 razy mniej gdyby Pl wczesniej weszla do Unii).

                A najfajniejsze PhD robia w Stanach. Koles z grupy porozsylal aplikacjee na
                amerykanskie unis, i na poczatku troche sie podsmiewalem, bo marzyl o Stanford a
                dostal odpowiedz z Wisconsin, dopoki nie dostal oferty z Harvardu,
                tuition fees nie istnieja, wyplacaja stypendium, zeby to jeszcze tylko nie bralo
                6 lat to bylby raj
                • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:10
                  O, a wiesz, ze i mnie sie cos podobnego przytrafilo (jak twojemu kolesiowi z grupy)?
                  Jeszcze przed wyjazdem do UK wyslalam do Stanford, bo tam chcialam.Przyslali mi
                  oferte z Michigan (ale mialam juz nagrany wyjazd do UK do pracy).Po przyjezdzie
                  mialam rozmowe w Oxfordzie na PhD, i Profesor zaproponowal.... Harvard zamiast
                  tegoz Oxfordu, ze wzgledu na tematyke, jaka sie chcialam zajmowac.
                  W miedzyczasie poznalam mojego obecnego meza i oboje zdecydowalismy, ze
                  zostajemy....
                  A Oxford jest drogi przede wszystkim ze wzgledu na campus, ktory musisz oplacac
                  bez wzgledu na to, czy tam mieszkasz, czy nie.Maja tez szereg innych rocznych
                  dodatkowych oplat, ktore nie maja nic wspolnego z samymi studiami-placisz
                  wylacznie za przywilej nazywania sie studentem Oxford Univeristy.....
                  POSH;))
                  • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 16:08
                    slyszalem o tym, ale przyznam ze zapomnialem. Z drugiej strony, ide o zaklad ze
                    student undergraduate z LSE czy UCL placi generalnie za studia tyle samo co jego
                    kolega z Oxbridge, Londyn kaze tez placic sobie ekstra za mieszkanie ;-)

                    a jakbym ja mial oferte z Harvardu to bym sie nie zastanawial.
                    tyle tylko ze Massachusets pogoda po tym i owym ;-/ Duke z Pln. Karoliny lepszy

                    a przy okazji zastanawiam sie jak wyglada studiowanie na 'posh' uczelni,
                    niby UoB ma taka opinie ale z wyjatkiem kolesia ktory chodzi na wyklady na
                    szczudlach przejawow ekscentrycznosci czy snobizmu nie zauwazylem
    • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 13:46
      czy mnie zmieniala tego nie wiem. Nie jedyny kraj w ktorym mialem okazje
      pomieszkac w moim relatywnie krotkim jeszcze zyciu, nie ulubiony (choc ulubiony
      w Europie),
      wiekszosc szlifow emigranckich zdobylem chyba w Stanach czy w Danii, wiec w tym
      wzgledzie nie zawdzieczam Anglii tak wiele.
      dala mi pare razy w kosc, ale nie za mocno, zreszta nauka sie jeszcze nie
      skonczyla. A ucze sie glownie tego ze musze myslec niezle do przodu jesli nie
      chce stac w miejscu.

      Nastawienie do zycia mam zawsze takie samo, czyli sporo ambicji, i mam cholerna
      nadzieje ze uda mi sie choc czesc z nich zrealizowac.

      A przy okazji z Ciebie Kicior sie zrobil angielski nacjonalista,
      St. George's flag powiewa dumnie na ganku?
      Polakow z Szkocji czy Walii o nic sie nie pytasz?
      choc z drugiej strony i racja: juz to widze,
      -jak mnie zmienila Szkocja?
      -parasol stal sie dla mnie blizsza osoba niz zona;-/
      • kicior99 Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 13:50
        Mieszkam w Anglii stad male nieporozumienie :) za ktore serdecznie przepraszam - zreszta w jednym z nawiasow przytomnie dodalem Irlandie co mnie czesciowo rozgrzesza ;) Co do szlifow emigracyjnych - zdobylem je w Finlandii, choc akurat tam siedzialem z laski oppetusministerio wiec o nic nie musialem sie martwic...
        • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:10
          nie mam urazy, zwlaszcza ze i ja mieszkam w Anglii, i nawet w okolicy zdaje sie.
          Ale Walia pod nosem, wiec mogles o niej wspomniec

          a przy okazji przypomnialo sie czego Anglia nauczyla mnie absolutnie
          samodzielnie - uczucia nienazwanego dotychczas w jezyku ludzkim (wystepuje tylko
          w UK i wszedzie tam gdzie dociera brytyjska prasa)
          jest to pomieszanie zgrozy, z podziwem, przerazeniem, zgorszeniem i zwatpieniem.
          Odczuwam je na ogol gdy biore do reki angielski brukowiec i zadaje sobie pytanie:
          jak nisko mozna jeszcze upasc?

          a przy okazji, myli sie ten kto mysli ze najnizsze standardy ustanawia jakis tam
          Sun czy inny Daily Mirror, moja gazetki studenckie bija je o pare dlugosci,
          zacytowalbym przyklady ale nie chce wywolywac zgorszenia na forum
          • kicior99 Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:14
            To dawno Faktu nie czytalas :) Czasem koledzy przywoza ten brukowiec i widze ze do daily mail juz mu bardzo blisko... Co do walii - mam ja pod nosem, fakt :) Nawet widze czasem... Skad wiedzialas?
            • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 14:52
              nie czytalEM ale zgadza sie poza tym
              Walie tez mam pod nosem, alem jej jeszcze nie widzial, wysluchuje tylko relacji
              tych ktorym sie na wycieczki zebralo ;-) pozytywnych zreszta
    • maecki Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:12
      + utwierdzilem sie w przekonaniu, ze kazdy jest kowalem swojego losu i wszystko
      zalezy od nas (jak na twoje 40+, to dosc pozno na to wpadles, ale lepiej pozno
      niz wcale ;)

      + zwiazane z powyzszym przekonanie, ze wszystko jest mozliwe, nie ma rzeczy
      niemozliwych, jezeli do czegos dazysz i poswiecisz odpowiednio duzo czasu, to to
      osiagniesz i dostaniesz. Potem dopiero moze sie okazac, ze nie warto bylo ;)

      + stwierdzilem, ze pieniadze szczescia jednak nie daja, daja poczucie
      bezpieczenstwa, ale to juz chyba niedaleko

      + okazalo sie, ze przyjaciele sa bardzo wazni

      + doszedlem do wniosku, ze Polska to bardzo fajny i piekny kraj, i ciesze sie,
      ze moge tam wrocic, co juz pomalu zaczynam planowac (nie neca mnie autostrady i
      latwosc zycia Europy Zachodniej az tak ;))

      + nie przejmuje sie przyszloscia, jezeli chodzi o prace i pieniadze, moge
      pracowac gdzie chce, mam wybor, tu (UK) albo tam (PL)


      - przytylem (nigdy bym nie przypuszczal)

      - rozleniwilem sie, szczegolnie w pracy


      To tak, co mi pierwsze do glowy przychodzi.
      Pozdr.
    • spacecoyote Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:29
      Zrobilam sie uprzejmiejsza i nauczylam sie uskuteczniac przyjazny small talk.

      Nic na to nie poradze, ale w Polsce mialam wrazenie, ze jesli bede grzeczna i
      uprzejma, to niczego nie zalatwie, a motloch wejdzie mi na glowe. Nie jestem z
      natury agresywna, ale kazdy dzien postrzegalam jako starcie sil i bylo mi z tym
      ciezko. Trzeba walczyc z urzednikami, pilnowac kolejki, zeby sie cwaniaki nie
      wciskaly, pilnowac portfela, zeby ktos w autobusie nie wyciagnal... Balam sie
      jezdzic samochodem, ze zostane obtrabiona, albo np ze nigdy nie wyjade z
      podporzadkowanej, bo nikt mnie nie wpusci na zakorkowana ulice. Ciagle trzeba
      bylo byc przygotowanym na utarczki slowne, bycie ganionym (przez przyslowiowa
      babe w autobusie za plecak na plecach) albo pouczanym.

      W przerwach miedzy demonstrowaniem sil w walce o przetrwanie trzeba sie bylo
      korzyc. Czekac na profesora 4 godziny pod drzwiami, bo spoznia sie na ustalony
      dyzur, a zaliczenie dostac trzeba. Profesor przychodzi, bez przepraszam ani
      nawet dzien dobry, i oczywiscie studenci nie mowia ani slowa. Pozwalac
      urzednikowi traktowac sie jak psa, bo inaczej nie da stempelka.

      Tutaj ludzie sa uprzejmi, usmiechnieci i maja maniery. Emigranci z Polski
      czasem marudza, ze to falszywe; mnie jest wszystko jedno, falszywe czy nie,
      wazne, ze poziom stresu sie zdecydowanie obnizyl. Wiem, ze zaden szef,
      kontroler w autobusie czy nikt inny nie bedzie na mnie krzyczal, zastraszal czy
      pozwalal sobie na uwlaczajace komentarze. A gdyby tak sie zdarzylo - jest do
      kogo sie odwolac.
      • serendepity Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:40
        Musze Cie zmartwic, ale spotkanie z kontrolerem biletow moze byc bardzo niemile.
        Kupilam zly bilet przez nieuwage i zostalam potraktowana jak zawodowa oszustka,
        ponizona przy moim szefie i innych pasazerach. Dodam, ze nie stawialam sie,
        tylko probowalam wyjasnic na czym polegalo nieporozumienie i chcialam doplacic
        roznice w cenie.
        • spacecoyote Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 15:58
          Wiem, ze takie rzeczy sie wszedzie moga zdarzyc; ostatnio znajomy Anglik mial
          drastycznie niemile spotkanie z tubylczym policjantem (nie zrobil nic zlego,
          oprocz blysniecia dlugimi na tego policjanta, ktory byl chyba po sluzbie, w
          cywilu, jechal prywatnym samochodem i omal nie spowodowal wypadku przeskakujac
          na czerwonym i pakujac sie prosto pod mojego znajomego. Policjant wpadl we
          wscieklosc, zatrzymal samochod w poprzek jezdni, znajomego zbluzgal, prawie ze
          pobil, przylozyl noz do gardla (!!!), uzyl pogrozek i generalnie powiedzial mu,
          ze moze na jego temat naklamac, co mu sie podoba, a i tak to jemu ludzie
          uwierza).

          Ale generalizujac, mnie sie tutaj zyje bezstresowo.
          • maecki Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 16:09
            Kultura na drodze jest inna, lepsza.

            Jednakze tu widzialem, jak ktos kogos z samochodu wyciaga i daje mu taki lomot,
            ze hoho. Szedlem akurat z rana do pracy, mam 10 minut na piechotke, i widzialem
            jak jeden gosc zajechal lekko droge drugiemu, ten drugi zatrabil dlugo, pierwszy
            myslal, ze cos sie stalo i zatrzymal sie. I zaczelo sie ;) Drugi podbiegl do
            samochodu i wyciagnal kierowce. Dal mu taki wpier.ol, ze gosc mial lekko puszke
            obita, tak z minute go okladal.

            Tak wiec i tu sa nerwusy i roznie moze byc :)
            • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 16:45
              o 'rush hour rage' czy jak to tam zwia to kroza legendy.
              ale po prawdzie sie nie dziwie, biorac pod uwage szerokosc angielskich
              ulic/autostrad (juz nawet nie to ze wezsze od amerykanskich ale od niemieckich?)

              ja juz na sumieniu mam jedno lusterko jakiegos barana ktory tegoz lusterka nie
              zlozyl po zaparkowaniu, ale po Bristolu to tak co trzecia fura jezdzi, albo ze
              zlozonym lusterkiem albo z przyklejonym tasma samoprzylepna. dobrze ze sie o
              lusterka jeszcze nie zabijaja.
              • Gość: Soup Nazi Re: Jak zmienila Was Anglia? IP: *.sdsl.bell.ca 25.04.07, 18:16
                dis_and_dat_kid napisał:

                > o 'rush hour rage' czy jak to tam zwia to kroza legendy.
                > ale po prawdzie sie nie dziwie, biorac pod uwage szerokosc angielskich
                > ulic/autostrad (juz nawet nie to ze wezsze od amerykanskich ale od niemieckich?

                To niemieckie sa wezsze od amerykanskich - mam na mysli autostrady?
                > )
                >
                > ja juz na sumieniu mam jedno lusterko jakiegos barana ktory tegoz lusterka nie
                > zlozyl po zaparkowaniu

                Nie rozumiem - dlaczego po zaparkowaniu ktos mialby skladac lusterka?
                • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 19:14
                  to nie glupi pomysl skladac -

                  a warto dlatego ze ulice sa waskie, a council w swej nieograniczonej madrosci
                  pozwala zostawiac samochody na ulicy - jesli zastawisz waska droge z obu stron
                  rzadami samochodow to sie robia ciasne, i zdecydowanie jednokierunkowe (w teorii
                  sa niby dwu) Jesli jedziesz taka waska drozka pomiedzy dwoma rzedami samochodow
                  to masz spora szanse komus lusterko wywalic
                  • Gość: Ralph Re: Jak zmienila Was Anglia? IP: *.bb.sky.com 25.04.07, 23:19
                    dis_and_dat_kid napisał:
                    > Jesli jedziesz taka waska drozka pomiedzy dwoma rzedami samochodow
                    > to masz spora szanse komus lusterko wywalic

                    No tak, prościej złożyć lusterko niż nauczyć się jeździć...
                    • Gość: A Re: Jak zmienila Was Anglia? IP: *.189.18.194.griffin.managedbroadband.co.uk 26.04.07, 00:00
                      Na pewno prosciej zlozyc lusterko niz kupowac nowe. Tak samo robia w innych
                      krajach, gdzie sa waskie ulice. Zwlaszcza, ze nie wiesz kto bedzie przejezdzal
                      ta ulica i czy umie jezdzic.
                      • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 26.04.07, 00:08
                        a tu gdzie mieszkam sa tak waskie uliczki (plus zaparkowane na nich samochody)ze
                        nie da sie bez zlozonego lusterka.
                        To jest akurat jedna z rzeczy, ktore, uwazam, sa absurdalne w Anglii.
                        Bo tutejsze samochody wcale nie sa wezsze niz przecietna europejska;))))
                        • kicior99 Re: Jak zmienila Was Anglia? 26.04.07, 15:23
                          Aler ulice a zwlaszcza drogi poza miastami sa znaczaco wezsze. Ma to uwarunkowania historyczne i tego nie zmienisz.
                          • mantrobus Re: Jak zmienila Was Anglia? 26.04.07, 23:43
                            Kicior, jasne, ze ulic nie zmienie i nie to mialam na mysli mowiac o absurdzie.
                            Zastanawiaja mnie raczej przepisy ruchu drogowego, ktore zezwalaja na parkowanie
                            w tak ciasnych uliczkach.Wiesz sam jak wyglada jazda taka krecia drozka:co
                            chwile musisz sie zatrzymac, zeby przepuscic jadacego z naprzeciwka (albo on,
                            zeby przepuscic ciebie-najwazniejsze to, ze panuje uprzejmosc:)))
                            Czasami przejechanie krociutkiego odcinka "historycznie uwarunkowanej" trasy z
                            zaparkowanym na niej rzedem samochodow zajmuje godzine!!!;)
          • dis_and_dat_kid Re: Jak zmienila Was Anglia? 25.04.07, 16:13
            slyszalem tu jedna ciekawa opowiedz mojego szefa o chlopcach z Met, ale
            streszczal nie bede.
            Powiem tylko ze do mnie sie grzecznie odnosza (raz sie odnosili - zeby byc
            dokladnym). a ostatnim razem to mnie zupelnie zignorowali, chociaz bez swiatel
            jechalem bom zapomnial.
    • Gość: Soup Nazi Welcome to the club IP: *.sdsl.bell.ca 25.04.07, 16:37
      Slowo w slowo - tak. Jestem twoim rowiesnikiem (40+) i tak sobie mysle, jezeli ja
      odczuwalem tak rzeczy lat temu blisko 20 i w innym kraju, a ty i inni czujesz
      tak teraz, opusciwszy Polske stosunkowo niedawno, to co tak naprawde zmienilo
      sie w Polsce oprocz tego, ze postawiono pare supermarketow i biurowcow o
      udziwnionych ksztaltach? Klika posiadaczy Bulbonii? Czesciowo, do towarzyszy
      (obecnie posttowarzyszy) dolaczyli bowiem koledzy stwarzajac "nowom klasem
      politycznom" i "jelity", hehe. A poniewaz ty jestes w UK ja w Kanadzie, inni w
      Eire czy US - i odczucia wiekszosci sa wlasnie takie - to obrazuje nam roznice
      miedzy Bulbonia i normalnymi krajami.
      • mantrobus Re: Welcome to the club 25.04.07, 16:40
        Ja mysle, ze to sie jednak KIEDYS zmieni (Bulbonia). Dowcip polega na tym, ze
        juz nie za naszego zywota (ani pewnie naszych dzieci).A zywot mam tylko jeden,
        dlatego chcialabym go przezyc jak najlepiej.
        Dlatego nie zamierzam wracac do Polski.
      • dis_and_dat_kid Re: Welcome to the club 25.04.07, 16:56
        eh, ciut sie zmienilo w Pl, nie zawsze na lepsze
        mysle ze szczerosc mnie zmusza do przyznania ze w UK/Danii/Stanach czlowiek ma
        takie poczucie bezpieczenstwa (fizycznego)
        przyznam ze jak szedlem ulicami Wawki ze 3 lata temu, to zawsze po chojracku, i
        zawsze z baczeniem na to co sie za rogiem dzieje.

        Tutaj pod tym wzgledem jest tak spokojnie, ze czlowiek moze usnac z nudow. Nawet
        jak ulica zatacza sie stado nawalonych natives to tez nie warto na nich zwracac
        uwagi (tez sa nudni)
        Warszawa ciekawsza byla pod tym wzgledem, ale nie, nie zaluje
        • kicior99 Re: Welcome to the club 25.04.07, 18:01
          Jkaos nie moge przejsc spokojnie obok podpitej mlodziezy wracajacej nad ranem z imprezy. Choc przyznaje ze jeszcze nigdy mnie nie zaczepiali. To ja rozni zdecydowanie od mlodziezy polskiej w tym samym stanie :)
          • palejo1 Re: Welcome to the club 25.04.07, 19:24
            Kicior, dzieki za tego posta.
            Co do zmiany, jesli chodzi o moje jej doswiadczanie, to mysle, ze jesto ona
            zwiazana bardziej z charakterm pracy a mniej z miejscem jej wykonywania. Bedac
            to od ponad 2 lat nauczylem sie w stopniu, o ktory nigdy bym sie nie
            podejrzewal pokory i cierpliwosci. Pracuje z mlodzieza autystyczna i gleboko
            uposledzona.
            Pozdrawiam Cie serdecznie
            • palejo1 Re: Welcome to the club 25.04.07, 19:25
              I jeszcze jedno, troche sie przytylo:(
              • justynapolcul jeszcze jedna roznica :) 26.04.07, 18:31
                co do przepisow,
                poszlam do urzedu pytac o podatek... w Polsce czekalo mnie wielogodzinne stanie
                (wtedy jeszcze pytalam o podatki i rozliczenia dla rodzicow ) i pani w okienku
                odpowiadajaca na pytanie: poczyta sobie kodeks...
                tutaj urzednik podrapal sie owszem w glowe, zostawil na 15 minut przy swoim
                biurku i poszedl szukac odpowiedzi na moje pytanie. i jak wrocil, to wiedzial
                co ma powiedziec.
                • mantrobus Re: jeszcze jedna roznica :) 26.04.07, 23:49
                  A czy macie tez tak, ze kiedy przyjezdzacie do Polski w odwiedziny, po dluzszym
                  pobycie na Wyspach, to czasami wpadacie w absolutny stupor pt "ale o co
                  chodzi?"Taki jakby jetlag, tylko innego rodzaju, po prostu trudno sie na nowo
                  odnalezc w pewnych klimatach.
                  Na przyklad bedac ostatnio w Polsce spotkalam paru dawnych znajomych, ktorzy z
                  przejeciem opowiadali o tym, jak: a/zarabiaja na pisaniu prac magisterskich
                  innym osobom oczywiscie odplatnie, b/ jak juz pare ladnych lat jezdza samochodem
                  bez waznego prawa jazdy i sa zabojczo szczerze dumnie z tego, ze nikt ich nie
                  zlapal c/prowadza konkurencyjne dialogi o tym, ile komu udalo sie wyludzic
                  podatku z US, albo nie zaplacic....

                  No to sie zmienilam....
                  I nie przekonuje mnie argument, o innych realiach zycia.
                  • kicior99 Re: jeszcze jedna roznica :) 27.04.07, 05:28
                    ja mam jetlaga czytajac gazety na necie :D
                    • serendepity Re: jeszcze jedna roznica :) 27.04.07, 09:53
                      Hehe, ja czytam Rzeczpospolita codziennie, zeby nie miec jetlaga ekonomicznego i
                      prawnego ;)
                      Jade niedlugo do PL po 5 miesiacach nie bycia, ale nie spodziewam sie szoku. Z
                      rodzina i znajomymi mam kontakt na biezaco, goscie przyjezdzaja od czasu do
                      czasu i uzupelniaja informacje gazetowe.
                      Wynajelam sobie samochod na weekend i mam nadzieje, ze nie skrece na rondzie w
                      lewo ;) Nawet warszawskie korki mnie nie przerazaja, po tym co odstalam sobie
                      ostatnio w UK.
    • noteb ja np. schudłem 15 kg 05.05.07, 21:11
      ale teraz znowu jestem w Lepperland i znowu przytyłem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja