korkix78
07.05.07, 18:31
"Tego było aż nadto. O godzinie 19 robotnicy agencyjni przerwali pracę i
poszli do stołówki. Po kilku minutach dołączyli do nich Irlandczycy, którzy
głośno manifestowali swe poparcie dla dzikiego strajku.
Do hurtowni przyjechali przedstawiciele trzech agencji, które wynajmują
pracowników dla Musgrave. Zastraszaniem i prośbami próbowali nakłonić
robotników, by wrócili do pracy, ale ich wygwizdano. Strajk zakończył się pół
godziny po północy.
(...)
Barnaba Dorda: - To prawdziwa rewolucja. Polacy, którzy przyjeżdżają tu do
pracy, do tej pory cieszyli się, że jest robota, i siedzieli cicho. Godzili
się na wszystko. Zresztą takie myślenie ma "nowa emigracja" w całej Unii. W
Dublinie nastąpił przełom. Polacy poczuli się jak u siebie i zaczęli domagać
się głośno tego, co im się należy. I to w sposób mocny, zorganizowany, przy
współudziale związków zawodowych i Irlandczyków."
www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4110354.html