karolino
25.05.07, 23:37
Nie wiem czy to pech czy moze moja szczegolna przypadlosc, ale dostaje bialej
goraczki, wysypki i spazmow jak mam kolejny raz zadzwonic do call centre.
Zalatwienie blahej sprawy czy uslugi kosztuje mnie czasami spory uszczerbek
na zdrowiu (nie wspominajac o straconym czasie i pieniadzach). Dzisiaj po
kolejnej bezowocnej rozmowie postanowilam stworzyc antyranking
najprzerozniejszych call centre. Anegdoty z rozmow beda mile widziane, aby
uodpornic zawczasu przyszlych dzwoniacych. Wlasciwie moge wykonac wlasnym
sumptem nagrode dla zdobywcy pierwszego, niechlubnego miejsca: Betonowa
Sluchawke.
Moje pierwsze typy:
1) Ryanair: cale call centre to zupelne nieporozumienie. Czas oczekiwania na
rozmowe, godziny otwarcia, niekompetencja to wprost temat rzeka
2) Virgin trains: akcent nie pozostawia zludzen, mozna sie spytac o pogode w
Bangalore czy moze Kalkucie. Mniejsza z tym, moje 5 rozmow (ponad 100 minut)
z Polski nie przyniosly zadnych efektow. Ba, moje skromne zyczenie, aby
dostac w koncu bilet kolejowy (kupiony przez www z potwierdzeniem calej
transakcji) okazal sie zbyt duzym wyzwaniem dla calego team'u.
3) HP. Angielska obsluga Hewlett Packard raczej jest sprawna. Ciut klopot
polega na tym, zeby sie w koncu do nich dodzwonic. Raczej nie liczcie minut,
lecz ilosc przesluchanych plyt.