aprilia33
24.06.07, 01:34
Na początku powiem, że gdyby ktoś mi opowiadał podobną historię wcześniej,
stwierdziłabym, że przyfantazjował - takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. A
jednak! Dzisiaj właśnie otrzymałam z BT rachunek na piękną sumkę 280 funtów i
krew mnie zalała. Myślałam, że mam już spokój z tymi idiotami, a tu znowu
trzeba się wykłócać.
Internet mam i owszem, telefon też, ale bynajmniej nie od nich,ale z Virgin.
I co najważniejsze- działa, w przeciwieństwie do usługi z BT. Otóż sześć
tygodni temu zamówiłam sobie telefon i net w BT. Miła pani przyjęła
zlecenie,wpisała moje dane, pełen adres (to ważne) i obiecała,że za dni parę
odbiorę przesyłkę z routerem i w najbliższy czwartek moja linia telefoniczna
i net będą działać. Router owszem doszedł, co prawda w towarzystwie
niezamawianego przeze mnie telefonu i nie do mnie, ale do sąsiada z góry, ale
niech tam, ważne , że w końcu trafił w moje ręce. Po instalacji urządzenia
nastąpiło niecierpliwe oczekiwanie na upragniony czwartek. W czwartek rano
niestety okazało się, że jest problem. Mój telefon i net działa, ale nie u
mnie, a u sąsiada, tym razem tego z dołu. Pierwsza godzina rozmowy z BT
zaowocowała tym, że dowiedziałam się, że u nich wszystko się zgadza, telefon
działa, sprawdzili, jest ok. Nic nie pomogły tłumaczenia, że działa, ale u
sąsiada. Inteligentna pani zapytała nawet, czy dzwonię ze swojego telefonu.
Po kolejnej okazało się, że mój adres nie istnieje. Owszem nr domu się
zgadza, ale pod tym nr domu jest 6 linii telefonicznych. I oni mi mogą pomóc
pod warunkiem, że dowiem się kto mieszkał przede mną w tym mieszkaniu. Choć
na końcu języka miałam "Adolf Hitler", wyjaśniłam, że moja wiedza ogranicza
się tylko do nazwiska mojego landlorda i ostatniego lokatora. Pani była
bezradna. Przełączano mnie następnie do wielu różnych działów, ale nikt nic
mi nie pomógł. Sugerowałam wizytę technika i sprawdzenie czy mam w ogóle ich
linię. Niestety, bezskutecznie. Wieczorem sąsiad również dzwonił do nich (z
mojego numeru), ale uzyskał równie skuteczną pomoc. Mój telefon dzwonił u
niego jeszcze kolejny dzień czy dwa, a potem przestałam sprawdzać. W
międzyczasie, podczas kolejnej rozmowy z jakąś bardziej rozumną telefonistką
udało mi się przekonać ją, by przysłała kogoś do sprawdzenia, bądź założenia
mi linii, wyrażając gotowość zapłacenia 120 funtów za owo podłączenie.
Sympatyczny pan przyszedł, przeciągnął kabel, poinformował mnie o zmianie
mojego numeru telefonu i okazało się, że mój internet działa! Hmmm.. niestety
rano już nie działał, a pan zadzwonił jeszcze raz, przeprosił i wyjaśnił, że
omyłkowo zainstalowano mi... numer sąsiada. Tym razem nie wiem którego. Mijał
już trzeci tydzień tej szarpaniny i miałam już szczerze dosyć. Kolejne
godziny wiszenia na call center i dowiedziałam się, że tamto zamówienie
zostanie unieważnione z powodu zbyt wielu problemów i mam złożyć nowe, a
linia telefoniczna będzie podłączona następnego dnia,zaś net w ciągu 5 dni.
Ok,miałam już wszystkiego dosyć, zgodziłam się. Rano zadzwonił do mnie
technik i zapytał czy termin za tydzień pasuje mi, by przyszedł i sprawdził
linię. Tego już było za dużo, kolejne zwodzenie... powiedziałam, że w takim
razie zrywam umowę i dziękuję za ich usługi. Kilka dni potem zadzwoniłam do
nich z pytaniem czy mają moje unieważnienie umowy i na jaki adres mam wysłać
sprzęt(router i aparat). Dowiedziałam się, że wszystko jest już unieważnione,
ja nie mam wobec nich żadnych zobowiązań, a sprzęt... cóż, oni nic nie wiedzą
na temat sprzętu,nic mi nie wysyłali... Czyli chaos kompletny. Za to dzisiaj
otrzymałam rachunek na kwotę 280 funtów, cholera wie za co! Oczywiście
figurują też na nim rzekome rozmowy telefoniczne, pewnie te, które wykonał
mój sąsiad, mając podłączony mój numer oraz tzw. service charges - 250
funtów. Co ja z tymi baranami mam robić? Czy jakieś pismo załatwi sprawę?
Przecież jak zadzwonię tam znowu to na bank znowu rozłożą ręce.Pomocy! To dla
mnie dużo pieniędzy i nie zamierzam płacić za usługę, której ktoś nie wykonał!
Oczywiście zablokowałam od razu direct debet, ale nie uśmiecha mi się
bieganie po sądach, bo zapłacić nie zapłacę.