Dodaj do ulubionych

Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie sami!

IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.07.07, 04:13
Czy warto bylo wyemigrowac do Londynu z Polski? Ocencie sami.

Mam 24 lata, fajna prace, 85 tysiecy funtow na koncie, kochajaca partnerke
nie-Polke i zwiedzilem pol swiata.

Oprocz tego w Polsce mam mieszkanie od roku, ktore wynajmuje, a jesli bede
chcial sobie kupic mieszkanie kiedys w Anglii, to nie bedzie to dla mnie
zadnym problemem. Palacu przeciez nie potrzebuje!
Nauczylem sie angielskiego do stopnia "perfect", hiszpanskiego tez dobrze, i
choc nadal mam akcent, nie przeszkadza to nikomu w okolo.

Nie mam samochodu, nie ubieram sie w ciuchy designer, w restauracjach jadam
nie czesciej niz raz na miesiac, a w Harrodsie bywam tylko po to aby poogladac
towar.
Nie wydaje duzo na imprezy, gadzety, nie mam nawet wlasnej komorki (dzielimy
jeden telefon z partnerka) ani iPoda.

Nie mam tez tysiaca znajomych, tylko male grono dobrych przyjaciol, na ktorych
zawsze moge liczyc.

Wynajmuje male, ale nowoczesne 1 bedroom flat w centrum Londynu za £1200pcm
plus rachunki i wolny czas spedzam czas w domu, czytajac ksiazki wypozyczone z
lokalnej biblioteki, przechadzam sie po Hyde Parku, odwiedzam darmowe muzea,
podrozuje po swiecie, chodze na silownie, czesto odwiedzam teatr, lubie tez
bywac na koncertach w Royal Albert Hall, choc lubie tez muzyke elektroniczna -
house i happy hardcore, ktora nagrywam sam na kupionym na Ebayu sprzecie.

W Polsce jestem raz na 3 miesiace, odwiedzic rodzine i dawnych znajomych i
wcale mi nie teskno.

Przez ostatnie kilka lat zdolalem uscisnalec reke Billowi Gatesowi na
konferencji Microsoftu, znalezc przyjaciol na calym swiecie, przeleciec sie
helikopterem, przeleciec sie lotnia, skoczyc z samolotu ze spadochronem,
leciec pierwsza klasa w Emirates, prowadzic Ferrari F50 przez 15 minut,
przejechac przedluzana limuzyna, przespac sie w najlepszym hotelu na swiecie,
sprobowac kawioru w Moulin Rouge, zobaczyc piramidy, Machu Picchu, Uluru i
wodospad Wiktorii, spedzic kilka dni w srodku dzungli na Boreo, poszalalec na
skuterach snieznych w Islandii i skuterach wodnych na Karaibach.

Zarabiam £50k rocznie i jestem uwazany za specjaliste w tym co robie, choc
pracuje w zawodzie od niecalych 3 lat. Pracuje czesto w domu, o jakiejkolwiek
porze mam ochote, lub pod krawatem w biurze raz lub dwa dni w tygodniu.

A jak zaczynalem?

Do Londynu przyjechalem z Polski 4 lata temu z walizka z ubraniami i z £500 w
kieszeni, nie znajac dobrze jezyka i nie majac tu nikogo. Zatrzymalem sie w
hostelu St. Christopher's na Borrough, placac £15 za noc, a po tygodniu
znalazlem tani pokoj (a raczej lozko) na Forest Gate. Mieszkalem w tym pokoju
z piecioma osobami, spiac na pietrowym lozku i placilem za to 40 GBP na
tydzien. W calym domu bylo ponad 30 osob ale o dziwo zadnego Polaka...

Po dwoch tygodniach znalazlem pierwsza prace w agencji cateringowej na
Wilesden Green za £4.50 na godzine myjac gary. Wkrotce ich olalem i pracowalem
jako barman w kilku pubach przez 3 miesiace za £5 na godzine, pozniej jako bar
manager za £7.50 gdzie indziej...

Gdy zaoszczedzilem troche grosza, stwierdzilem, ze Londyn to syf i polecialem
do Hiszpanii. Pracowalem tam troche w hostelu nalezacym do amerykanow, pozniej
pomagajac rybakom w nocy lowic i przerzucac ryby, potem tez troche w barze
jako kelner,ale glownie wylegiwalem sie na plazach i bawiailem sie swietnie z
innymi podroznikami, ktorych tam poznalem. Lecz gdy oszczednosci sie
skonczyly, mialem do wyboru albo spac na plazy i krasc pomidory z plantacji na
obiad, albo wracac....

Wiec wrocilem do Londynu. Z lepszym juz angielskim po dwoch tygodniach
znalazlem przez Gumtree prace przy wykladalniu towaru w Tesco, gdzie placili
£6 na godzine. Pracowalem po 80 godzin na tydzien, wiec zostawalo mi co
tydzien duzo oszczednosci. Wynajalem wtedy swoj pierwszy, nie-dzielony pokoj
za £100pw, na Leytonstone i kupilem pierwszego laptopa... Luksus!

Po tym jak mnie wylali z pracy w grudniu (przepracowalem zaledwie 4 miechy),
nie moglem znalezc nowej pracy przez trzy miesiace - "poczatek roku to
najgorszy okres do poszukiwania pracy" - mowili znajomi...

Gdy doszlo do tego, ze zaczalem zalegac z czynszem i zywic sie glownie
makaronem z tunczykiem Tesco Value, podjalem znakomita decyzje - wydalem
ostatnie £100 na profesjonalny serwis pisania CV.

Oczywiscie wiekszosc informacji w CV zostala przeze mnie zmyslona, wliczajac
poprzednie prace w Londynie i w USA oraz studia w Polsce. Jako referencje
podalem telefon do domu, w ktorym mieszkalem (w CV byl na komorke) i
poinstruowalem wspollokatora Australijczyka aby w razie telefonu potwierdzil,
ze byl moim pracodawca i zapewnil rozmowce, ze jestem swietnym marketingowcem.
To byl strzal w dziesiatke! Pierwsza praca w biurze znalazla sie w tydzien!

Przed rozmowa kwalifikacyjna poczytalem duzo o marketingu, samej firmie, rady
w internecie odnosnie "co mowic a czego nie" oraz wykulem swoje CV na pamiec.
Bedac poproszony o dyplom ukonczenia uczelni, pokazalem swiadectwo maturalne -
i jedyne co uslyszalem to od szefa to "musisz mi to kiedys przetlumaczyc" :P.

Oferte dostalem na £18k, moze to nie duzo, ale dla mnie to bylo marzenie.
Wszyscy wspolokatorzy nie mogli wierzyc wlasnym oczom, gdy wracalem z pracy
pod krawatem o szostej.

Przepracowalem tam rok, uczac sie wszystkiego od zera, podszlifowalem
Anglielski, poznalem tam moja druga polowke, zrobilem kilka profesjonalnych
kursow oplacanych przez pracodawce a gdy poznalem techniki i tajniki
marketingu, postanowilem zmienic firme i znalezc prace gdzie indziej.

Od tego momentu bylo juz z gorki - wystarczylo, ze wstawilem swoje CV na kilku
stronach rekrutacyjnych w internecie i rozdzwanialy sie telefony od agentow,
ktorzy tylko umawiali mnie na rozmowy kwalifikacyjne. Teraz to ja moglem
wybierac wsrod ofert pracy - role sie odwrocily.

W nowej pracy w firmie w City podwoilem swoja wczesniejsza pensje, nauczylem
sie nowych umiejetnosci i nawet zostalem liderem w swoim teamie. Jednak po
niecalym roku ponownie zmienilem prace, znowu zwiekszajac pensje. Nauczylem
sie, ze zmieniajac prace zawsze nalezy udezac do nowej firmy, zamiast
awansowac w tej samej - pracodawcy nie sa chetni placic o wiele wiecej za cos,
co juz maja.

Rok temu zainwestowalismy nasze oszczednosci we wlasny biznes, ktory
prowadzimy oprocz naszej pracy. Na poczatku bylo pelno strachu - "co, jak nie
znajdziemy wystarczajaco wielu klientow?? Jak my znajdziemy na to wszytko
czas?..." ale wyglada na to, ze prowadzic biznes jest latwiej w UK niz sie
wydaje.
Od klientow wrecz sie "odpedzamy", i znajdujemy wiele czasu na przyjemnosci.
Niedawno otworzylismy inny biznes, ktory operujemy z domu a ja w koncu
zaczalem studia.

A jak wyjazd zmienil mnie wewnetrznie?

Uwazam sie za naprawde bardzo szczesliwego, nie ma poranka, kiedy nie
usmiechalbym sie do siebie myslac "life is good".

Nigdy nie wzialbym nic na kredyt - jak mnie nie stac to nie kupuje. Jestem
tolerancyjny i szanuje innych, nie mam nic przeciwko gejom i aborcji, uwazam,
ze "ciapaci" czy "czarni" to czasem tez wartosciowi ludzie, od ktorych mozna
sie wiele nauczyc. Wspomagam charytatywnie trzy instutucje , jedna pomaga
biednym w trzecim swiecie, druga ochraniania lasy rownikowe i przyrode,
trzecie jest przeciwna wojnom i polityce globalizacyjnej.

Nie chodze do kosciola i nie mam zadnej wiary, choc z ciekawoscia czytam tore
i koran. Oszczedzam wode, i elektrycznosc, przynosze wlasna torbe w
supermarkecie, kupuje glownie produkty "organic". Czasem kupie Big Issue od
ulicznego sprzedawcy, lunch zawsze mam przyzadzony wczesniej w domu i nie
kupuje kanapek w zadnym fast foodzie. Nie ogladam tez w ogole telewizji.
Czesto zagadam z usmiechem obcych w metrze, na miescie. Nie pale, pije z
umiarem, nie mam nic przeciwko marihuanie, chociaz samemu za tym nie przepadam.

Moje motto to "Life is not a question to be solved, but an adv
Obserwuj wątek
    • Gość: zwykly gosc Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.07.07, 04:20
      Moje motto to "Life is not a question to be solved, but an adventure to be lived".

      Co zadecydowalo o moim losie?

      1. Nigdy nie mieszkalem z Polakami, zawsze z Aussies, Kiwis, Saffas, Niemcami,
      Hiszpanami, Anglikami... Dzieki temu nauczylem sie szybko po Angielsku i
      zdobylem dobre kontakty i zrozumialem wiele kultur.

      2. Nie wahalem sie naciagac prawde, mowic ludziom to, co chca uslyszec i troche
      kombinowac. Londyn to Dzungla, chcesz przetrwac to musisz byc najlepszy.

      3. Zawsze probuje osiagnac odrobinke wiecej niz wydaje mi sie realne.

      4. Jak czegos chce, cos potrzebuje lub chce cos osiagnac, po prostu o to
      komunikuje lub bezposrednio o to prosze nawet jesli wydaje sie, ze to nie ma sensu.

      5. Zrozumialem, ze ludzie z reguly przeceniaja to, co moga realnie osiagnac w
      przeciagu roku ale nie doceniaja tego co sa w stanie osiagnac przez 5 lat.
      Planuje do przodu.

      6. Mam szczescie.

      Na pewno znajda sie tacy, co osiagneli wiecej - chetnie sie z nimi spotkam i
      postawie piwo. Znajdzie sie pewnie tez klku malkontentow, ktorzy mi nie wierza -
      takimi sie nie przejmuje.

      Pozdrowienia i dzieki za wasz czas.
        • Gość: zwykly gosc Re: Pytanie do zwyklego goscia IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.07.07, 23:35
          Dzieki za odpowiedz. Nic szczegolnego mnie nie zachecilo do napisania tego
          posta... Moze to, co przeczytalem wczoraj wieczorem na roznych forumach Polonii
          w Londynie oraz komentarze pod artykulami na onet.eu... Wszyscy na jedno kopyto,
          lacznie z dziennikarzami, ktorzy pisza na onecie artukuly. Chcialem pokazac, ze
          mozna inaczej, i ze sa w Londynie tez bardzo zadowoleni z zycia polacy. Chcialem
          tez pokazac, ze warto tu zostac bo Londyn pomimo, ze jest brzydkim i smierdzacym
          frytkami miastem, daje olbrzymie mozliwosci.
          Mam nadzieje, ze kilku z was znajdzie w tym poscie inspiracje i uwierzy, ze
          warto walczyc w Londynie - to co jest niewyobrazalne teraz, moze sie okazac dla
          was pestka za kilka lat.
          • ratpole Re: Pytanie do zwyklego goscia 16.07.07, 10:45
            Gość portalu: zwykly gosc napisał(a):

            > Dzieki za odpowiedz. Nic szczegolnego mnie nie zachecilo do napisania tego
            > posta...

            Just say it clear, c'mon, say it.... Life is goooood, hehe
            Ja Cie rozumiem, ze chcesz wykrzyczec swoje szczescie (w koncu, jak to ze
            szczesciem bywa, trzeba sie nim cieszyc, poki na pstrym koniu nie odjedzie), a
            forumowemu polactwu potrzebny jest nowy obiekt do opluwania, bo zdaje sie odkad
            zabraklo nazisty zupnego forum troche sflaczalo, hehe
            • Gość: Soup Nazi Re: Pytanie do zwyklego goscia IP: *.sdsl.bell.ca 17.07.07, 18:29
              Ty sie dales nabrac na taki kit? Musi byc chyba ostatnio bardzo goraco tam gdzie
              mieszkasz. Hehe, najlepsza byla ta akcja jak klient naumial siem marketinga z
              "Marketing for dummies", mate roommate mu zrobil references i swiat stoi
              otworem, buahahaha.

              Obaj wiemy, ze zycie na emigracji nie musi konczyc sie na miotle i, obaj wiemy,
              ze "sky is the limit" zwlaszcza w 4 lata zaczynajac od 0 absolutnego, do tego
              jeszcze w ksenofobicznej Europce, - to mowa do chinskiego ludu, hehehe.

              Zdarzaja sie niektorym nawet calkiem fajne karierki jako wypadkowa wielu
              czynnikow, z lutem szczescia wlacznie, tylko, ze to co powyzej to sa opowiesci
              dziwnej tresci w rodzaju "brudnymi paluchi lapali my muchi i kladli na blachi i
              byli wybuchi az pod same dachi". Moglbym ci nalac zimnej wody zamiast zupy - po
              starej znajomosci, ale po co - ten gosciu leje wode rowno. Prawdopodobnie gosciu
              kona gdzies w Tesco albo prawda lezy gdzies posrodku (jesli mu damy benefit of
              doubt) albo to kolejny bulbonski agent provocateur, hehehe

              • sajjitarius Re: Pytanie do zwyklego goscia 17.07.07, 18:31
                Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                > Ty sie dales nabrac na taki kit? Musi byc chyba ostatnio bardzo goraco tam
                gdzi
                > e
                > mieszkasz. Hehe, najlepsza byla ta akcja jak klient naumial siem marketinga z
                > "Marketing for dummies", mate roommate mu zrobil references i swiat stoi
                > otworem, buahahaha.
                >
                > Obaj wiemy, ze zycie na emigracji nie musi konczyc sie na miotle i, obaj
                wiemy,
                > ze "sky is the limit" zwlaszcza w 4 lata zaczynajac od 0 absolutnego, do tego
                > jeszcze w ksenofobicznej Europce, - to mowa do chinskiego ludu, hehehe.
                >
                > Zdarzaja sie niektorym nawet calkiem fajne karierki jako wypadkowa wielu
                > czynnikow, z lutem szczescia wlacznie, tylko, ze to co powyzej to sa opowiesci
                > dziwnej tresci w rodzaju "brudnymi paluchi lapali my muchi i kladli na blachi
                i
                > byli wybuchi az pod same dachi". Moglbym ci nalac zimnej wody zamiast zupy -
                po
                > starej znajomosci, ale po co - ten gosciu leje wode rowno. Prawdopodobnie
                gosci
                > u
                > kona gdzies w Tesco albo prawda lezy gdzies posrodku (jesli mu damy benefit of
                > doubt) albo to kolejny bulbonski agent provocateur, hehehe

                A Ty Zupa co ? Nie masz co w biurze robic i czytasz wypociny na forum ?
                >
                • soup.nazi Re: Pytanie do zwyklego goscia 17.07.07, 19:43
                  sajjitarius napisał:

                  > A Ty Zupa co ? Nie masz co w biurze robic i czytasz wypociny na forum ?

                  Hehe, kazde biuro ma swoj urok. Wdrazam siem po urlopie. A poza tym to sa
                  wypociny artystyczne! Ide czytac tego drugiego co medzi to samo tylko o
                  pozostaniu w Bulbonii.
              • ratpole Re: Pytanie do zwyklego goscia 17.07.07, 19:44
                Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                > Ty sie dales nabrac na taki kit? Musi byc chyba ostatnio bardzo goraco tam
                gdzie mieszkasz.

                Alleluja, wielki jest pan..., p. Zupa !
                Juzem tu usychal z tesknoty, hehe

                Bolesnie mnie stlamsiles, ale klade to na karb Twej mlodzienczej zapalczywosci ;-)
                Najpierw sie zapoznaj z h_ttp://florenceandsimon.com/ a potem ewentualnie
                skoryguj swoje bluzgi pod moim skromnym adresem

                Goraco dzisiaj nie jest o czym wiesz tak samo dobrze jak ja, bo oboje mieszkamy
                w odleglosci rzutu mokrym beretem

                > Hehe, najlepsza byla ta akcja jak klient naumial siem marketinga z
                > "Marketing for dummies", mate roommate mu zrobil references i swiat stoi
                > otworem, buahahaha.

                Nie zdziwi mnie juz nic, po tym jak czlonek mojej rodziny po miesiecznym
                bezplatnym kursie komputerowym dostal dobrze platne i prestizowe stanowisko.
                Zerknij na podany wyzej adres i napij sie zimnej wody jesli sie zagotowales.
                Ech, wy mlodzi w goracej zupie kapani ;-)
    • d.o.s.i.a Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s 15.07.07, 18:31
      Zwykly gosciu. Nie bede wytykac wszystkich niescislosci, ktore zamiesciles w
      swoim poscie, ale ciekawa jestem tylko jednego.

      Piszesz, ze przyjechales do Londynu 4 lata temu. Potem cos tam robiles, gdzies
      wyjezdzales - potem sie ustatkowales. Czas ustatkowania, licze to byly jakies
      ostatnie 3 lata, z czego rok zarabiales 18 tys. funtow, drugi rok 36 tys.
      (piszesz, ze podwoiles swoje zarobki), trzeci rok, 50 tys. (piszesz, ze tyle
      teraz zarabiasz). Twoich dochodow netto przez ten okres bylo wiec ok.
      14+26+35=75 tys. funtow.
      Za te 75 tys. funtow wynajmowales mieszkanie za 1200 miesiecznie, jezdziles na
      wakacje, kupowales jedzenie, placiles za rozrywke i latales 4 razy w roku do
      Polski. A mimo tego zostalo Ci jeszcze 85 tys. funtow oszczednosci! Wow!!!
      I am so impressed moja szczeka nie chce sie oderwac od podlogi.
    • bonzee33 Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s 15.07.07, 19:34
      Ja Ci wierze.. ale nie do konca. Ten typ jak Ty juz tak ma... Podkoloryzuje w
      CV, podkoloryzuje na forum :-)(nie oceniam Cie)
      Jedna rzecz mnie zastanawia . Jak ty czlowiekowi znajdujesz na wszystko czas?
      Praca na pelnym etacie w City (sama pracowalam w City, jeszcze te dojazdy),
      rozkrecanie dwoch biznesow i studia (a biorac pod uwage,ze w UK jestes dopiero
      4 lata do jeszcze nasz pewnie spore braki jezykowe.. Do tego jeszcze
      podrozujesz (pol swiata w tym czasie zwiedziles), inwestujesz, grasz na
      gieldzie i masz czas na przyjemnosci i znajomych. Zycie osobiste tez pisales,
      ze masz.
      • Gość: zwylky gosc Wasze watpliwosci IP: *.in-addr.btopenworld.com 16.07.07, 00:16
        Jak ja znajduje na to wszystko czas? Zadawalem sobie podobne pytanie zanim
        cokolwiek zaczynalem - zanim wystartowalismy z serviced apartments, myslalem,
        jak ja to pogodze z praca? Gdy do tego doszedl drugi biznes ostatnio, znowu
        mialem te same watpliwosci. To samo z silownia (balem sie, ze nie bede
        dosypial), studiami (partnerka mowila, ze sie wykoncze) etc... Co prawda na
        studia dopiero sie dostalem, jeszcze sie nie ucze (zaczynam na dwa miesiace),
        ale mam doswiadczenie z nauka, kiedy jeszcze pracowalem full time (robilem kurs
        CIM, jesli ktos to kojarzy).

        Musze przyznac, ze wszystkie moje obawy o ilosc dostepnego czasu byly niepotrzebne.

        Nie wiem, czy przeczytaliscie, ze pracuje w domu jako konsultant, a w biurze
        jestem maksymalnie 16 godzin tygodniowo. Moj zawod to E-Marketing Manager, wiec
        zajmuje sie SEO, PPC, online advertising, market research, email shots, direct
        mail campaigns, brand building, oraz copywriting - tak, po angielsku (ktos
        pisal, ze moj Angielski nie jest jeszcze pewnie najlepszy po 4 latach... well,
        skoro anglicy mi placa za pisanie w ich jezyku to chyba nie jest z nim tak zle...).

        Pracuje glownie w domu przy laptopie, mam tez IP phone z wlasnym extension i
        takze messengera, wiec jestem dostepny dla szefa 24/7. Ale mam tez mnostwo czasu
        dla siebie - czesto mowie szefowi, ze projekt jest to skomplikowany i zajmie mi
        to kilka dni, potrafie to tez dobrze uargumentowac, podczas gdy na prawde
        potrafie sie wyrobic z tym w jedna godzine :P

        Biznes nr.1 kreci sie sam, my tylko liczymy kase. Mamy ksiegowa, i jedna
        dziewczyne, Polke, ktora dla nas pracuje i pilnuje biznesu.

        Drugi biznes to travel, na razie zajmuje wiecej czasu, ale bedzie wszystko
        bardziej zautomatyzowane za kilka miesiecy, jak sie rozkrecimy.

        Wiec jak widzicie, na wszystko mozna znalezc czas.

        A co do oszczenosci, to z £85k "zarobilem" wlasna praca moze £40k, reszta to
        zwrot z inwestycji przez te 3 lata. Gram na forexie, na gieldzie w Polsce
        (kontrakty + akcje, ktore placa dywidende) i dostaje 15% rocznie z odsetek w
        pewnym polnocnym kraju (w obligacjach ISK, ktore trzymam).

        Poza tym bardzo oszczedzamy i jak pisalem wczesniej, nie korzystamy zbytno z
        "dobrodziejstw" Londynu - nasz najwiekszy i wlasciwie jedyny prawdziwy wydatek
        to czynsz, ktory przeklinamy, ale co zrobic...

        Wydajemy na czynsz 1300 funtow na miesiac, plus niecale £200 rachunki, do tego
        £200 na jedzenie, £100-200 na ciuchy, kosmetyki, partnerka £100 na travelki, to
        tyle... Telefon kosztuje nas moze 5 funtow miesiecznie (uzywamy IP), nie
        imprezujemy, nie kupujemy zadnych gadzetow, papierosow, jedyne co, to podroze
        raz na kilka miesiecy, ale to tylko ze specjalnie przeznaczonej puli (pieniadze,
        ktore zarobilismy "ponad target").

        Zreszta wiele wydatkow wrzucamy sobie w tez koszty np. czynsz i travelke :P.

        Z innej beczki - w daleszym ciagu nie odezwal sie nikt, kto osiagnal o wiele
        wiecej w Londynie, wiem, ze jest tu takich wielu, i chcetnie sie spotkam i
        postawie piwo!
      • zefel.knefel gorolscy mitomani 15.07.07, 21:32
        Takich jest pelno:-)


        Dariusz Żak ma 31 lat i dziewczynę Polkę. W Dublinie od lipca 2005. Ostatnie
        miejsce zamieszkania przed Dublinem - Biała Rawska, łódzkie. Wysoki,
        wysportowany, uczesany na pazia. Mówi cicho, spokojnie. Z tych, co więcej
        myślą, niż mówią. W Polsce parę lat był szefem działu w firmie zajmującej się
        reklamą.

        Miał pod sobą...

        - A to zależy, kiedy... W dobrym okresie nawet 300 osób. W słabszym jakichś
        150 - mówi, odgarniając z czoła kosmyk włosów.

        Nie miał - jak twierdzi - żadnych kłopotów ze skarbówką ani z płynnością. Po
        prostu miał dosyć stresu, użerania się i głupoty urzędasów. Z ZUS-u, skarbówki,
        urzędu miasta - wszystkich. - Bywało, że po wszystkich opłatach i wypłatach
        mnie zostawało jakieś 6-8 tysięcy złotych na rękę.

        Dlatego w 2005 roku Darek likwiduje firmę, bierze 700 euro do kieszeni i jedzie
        do Dublina. Zatrudnia się jako fizol w Musgrave i zarabia bez stresu do 2,5
        tys. euro na miesiąc.

        Mariusz Augustyniak, 32 lata, singel. Dużo mówi, wciągając przy tym głowę
        między ramiona. Z małym brzuszkiem, ale dobrze zamaskowanym koszulką Marks &
        Spencer. Na pierwszy rzut oka widać, że jest duszą towarzystwa.

        W Warszawie był szefem agencji PR. Zatrudniał w różnych okresach 80-120 osób.
        Stwierdził, że na wymarzoną podróż musiałby odkładać osiem lat. W Dublinie -
        powiedział mu kumpel - tylko pół roku. Jako fizyczny. Zostawił firmę znajomemu,
        przyjechał i pracuje w hurtowni.


        www.gazetawyborcza.pl/1,78488,4211720.html
    • silencia22 Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s 15.07.07, 23:00
      kurde nie rozumiem polskiego społeczenstwa - facet sie dorobil ,ustatkowal,
      jest szczesliwy - to cudownie!oby takich więcej! a wy tak po nim jezdzicie,ze
      zmysla, ze koloryzuje, ze to niemozliwe,doszukujecie sie podpuchy.nie przyszlo
      wam do glowy ze TO MOZE BYC PRAWDA?koles jest z siebie dumny i chce sie
      pochwalic - i dobrze!

      zwykly gosciu - dziekuje Ci,na twoim przykladzie mozna sie wzorowac:)
        • Gość: boo26 Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.dslaccess.co.uk 16.07.07, 00:34
          Stary, tez pracuje w marketingu i market research - i wiesz co - tyra sie tu po
          nocach - mam znajomych, ktorzy tez pracuja w tym sektorze - i kazdy spedza
          mnostwo czasu w pracy - mi tez udalo sie pogodzic studia i prace - ale byl to
          niezly hard core - ja mysle ze ty walisz troche sciemy - zeby pracowac jako cos
          w rodzaju external consultant to musisz miec lata doswiadczenia i wyrobiona
          renome - u mnie w firmie ludzie maja PHD zeby miec mozliwosc pracy w flexible
          hours, a poza tym, so srednio w wieku 35 lat...
          • Gość: zwykly gosc Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.in-addr.btopenworld.com 16.07.07, 00:59
            Dzieki za odpowiedz! Nie pisalem, ze nie tyram po nocach (co sie zdaza bardzo
            czesto), ale nie jestem zupelnie w market research, moja specjalizacja to
            e-marketing, czyli marketing w Internecie - market research poprzez internet, to
            tylko mala czastka tego, co robie. Nie wiem jakie sa zasady w tradycyjnym market
            research, ale wiem, ze BARDZO niewielu ludzi z MOIM zawodem pracuje z domu.
            Pisalem, ze mam szczescie :)

            Prace w domu dostalem, bo reklamowalem sie na Gumtree, jako Marketing Expert.
            Zreszta nadal reklamuje sie tam codziennie :)

            Pozdrawiam i powodzoenia

            PS. Moj email to Key (at) London.com
            • Gość: Dosia Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.brnt.cable.ntl.com 16.07.07, 09:45
              > Prace w domu dostalem, bo reklamowalem sie na Gumtree, jako Marketing Expert.
              > Zreszta nadal reklamuje sie tam codziennie :)

              No i to wlasnie potwierdza Twoja scieme. Reklama na Gumtree? Pracodawca nawet
              papierow nie obejrzal? 50 tys. funtow rocznie? Praca w domu?
              W wieku 24 lat nie mogles zdobyc wystarczajacego doswiadczenia (a zwlaszcza (!)
              commercial awarness) potrzebnego do pracy jako external consultant. Uwierzylabym
              gdyby dzialo sie to w jednej firmie i awansujesz bo jestes piekielnie zdolny.
              Ale nie wierze w zmienianie prac i reklamy na Gumtree.

              Poza tym oblicz sobie zwrot na swoich inwestycjach. 40 tys. funtow moglbys
              zaoszczedzic przez 3 lata gdybys wydawal NIE WIECEJ niz 800 funtow miesiecznie.
              Do tego zwrot w wysokosci 45 tys. z 40 tys. zgromadzonych przez trzy lata, a
              piszesz o 15% zyskow z gieldy :) Moze najpierw naucz sie liczyc!
      • Gość: boo26 Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.dslaccess.co.uk 16.07.07, 00:28
        moim zdaniem to jest dziennikarz, ktory chce zaobserwowac reakcje forum na taka
        historie - umiescil ta sama opowiesc na forum londynek.net i chce zobaczyc
        reakcje ludzi na taka opowiastke - mi zyje sie to dobrze - dobrze zarabiam w
        fajnej, kreatywnej pracy - zwiazek tez mam udany - z-nie Polakiem - chociaz
        Polak by my nie przeszkadzal jako partner - no i co??? nie musze o tym trabic
        na kilku forach...
        Na wyspach sa tysiace Polakow takich jak on, ktorym zyje sie tu fajnie:-)
          • Gość: boo26 Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: *.dslaccess.co.uk 16.07.07, 00:39
            no ale Twoja historia jest super niezwykla, wiesz co wynika z Twojego postu, ze
            jestes mlody i troche fantazjujesz - ja znam srodowisko market research bardzo
            dobrze i tu nie awansuje sie jak burza - a na moich rozmowach o prace
            przechodzilam dlugie rozmowy o moim masters course i drugim postgraduate, poza
            tym pracuje z ludzmi po LSE, i wiesz co, moj office manager dokladnie sprawdza
            referencje - nie wierze w ta scieme ze studiami, tu ludzi przyjmuja po
            studiach, nie zyjemy w latach 90tych...
                • Gość: Doctor Ale belkot... jak po sliwkach! IP: *.proxy.aol.com 16.07.07, 02:19
                  Z pamietnika zwyklego goscia:

                  >Ale mam tez mnostwo czasu dla siebie - czesto mowie szefowi, ze projekt jest
                  >to skomplikowany i zajmie mi to kilka dni, potrafie to tez dobrze
                  >uargumentowac, podczas gdy na prawde potrafie sie wyrobic z tym w jedna
                  >godzine :P
                  Zwykly gosc POWINIEN DODAC:
                  A szef jest oczywiscie idiota, bo to Angol, a ja przeciez jestem genialny
                  Polak! I skoro ten szef Angol nie wie ile czasu NAPRAWDE wymaga godzinny
                  projekt (przeciez szefem zostal bez powodu, idiota, jak wszycy Angole w Anglii)
                  wtedy ja w czasie "opracowania projektu" przez 3 tygodnie smigam na nartach na
                  prywatnym lodowcu Billa Gates'a. Wracam opalony na heban i wreczam projekt...

                  >Biznes nr.1 kreci sie sam, my tylko liczymy kase. Mamy ksiegowa, i jedna
                  >dziewczyne, Polke, ktora dla nas pracuje i pilnuje biznesu.
                  Niezle! - Karuzele kupili i Polka za bilety zbiera. Oni zas tylko licza kase.

                  >Drugi biznes to travel, na razie zajmuje wiecej czasu, ale bedzie wszystko
                  >bardziej zautomatyzowane za kilka miesiecy, jak sie rozkrecimy.
                  Tez niezle! - Schody ruchome dzierzawia. Jeszcze nie w ruchu, ale wkrotce...

                  >Wiec jak widzicie, na wszystko mozna znalezc czas.
                  Na belkot tez, a raczej - przede wszystkim.

                  >Z innej beczki - w daleszym ciagu nie odezwal sie nikt, kto osiagnal o wiele
                  >wiecej w Londynie, wiem, ze jest tu takich wielu, i chcetnie sie spotkam i
                  >postawie piwo!
                  Zawiadomilem juz Jana Kulczyka i Borisa Bieriezowskiego. Zgodzili sie na piwo.
                    • kicior99 Re: Ale belkot... jak po sliwkach! 16.07.07, 06:04
                      posty pisze się w pewnym celu. Twoim celem było jedynie napisać o swych
                      wyimaginowanych (bądź nie) sukcesach. Nie dziw się więc że ludzie potraktowali
                      ciebie tak a nie inaczej. Ty ze swej strony nie wiesz jak zdyskontować swój
                      rzekomy sukces i obnosisz się z nim po forach. Nie żal mi Ciebie tylko dlatego
                      że nigdy nie jest mi żal prostaków.
                      • Gość: Doctor Re: Ale belkot... jak po sliwkach! IP: *.proxy.aol.com 16.07.07, 06:38
                        Teraz juz moge odpowiedziec na twoje pytanie: NIE WARTO bylo wyjezdzac!
                        Z czego wnioskuje? (Jesli istotnie strona www jest twoja...) Musiales sie zadac
                        z Chinka z Macao, by przezyc w UK. Widze, ze bylo naprawde cienko zaledwie z
                        matura w kieszeni... Sooo, white guy... She married up, you married down. Ona
                        (w/g relacji fotograficznych) skonczyla uniwersytet, ty jestes oszustem w
                        kwestii wyksztalcenia. (Uniknales kary za falszerstwa? - do czasu.) So this
                        time she married down. W sumie sie wyrownalo... Ale swedzi cie ta sytuacja i
                        szukasz potwierdzenia na forach, ze jednak - pomimo upokorzenia w zyciu
                        osobistym - BYLO WARTO.
    • Gość: szacunek Re: Czy warto bylo wyjechac do Londynu? Ocencie s IP: 85.134.221.* 17.07.07, 00:06
      Tak, tak, - tak to jest jak sie osiaga cel rozny od zamierzonego, prawda ?
      zwykly/niezwykly
      Ale jak sam napisales - nie bedziesz sie przejmowal malkontentami, wiec...
      Mnie sie zas przypomina historia zaslyszana od kolegi, z jego czasow szkolnych.
      Mial ci kolega bardzo "ostrego" matematyka, ktory na pierwszej lekcji
      powiedzial:
      - Drodzy uczniowie, jest was tu dzis 28-miu, ale zareczam wam, ze tylko polowa
      z was zaliczy u mnie koncowy egzamin z matematyki...
      I zwiesil glos...
      Po chwili dodal -
      - wiem co sobie teraz pomysleliscie. O ku... bedzie ciezko...
      A wiecie, co by sobie pomysleli uczniowie w Ameryce?
      JA BEDE WSROD TYCH CO ZDADZA!

      Drodzy malkontenci, zawistnicy i nieudacznicy:
      Jak sie z gory zaklada ze sie nic nie uda, to nalezy sie polozyc i czekac az
      przyjdzie kostucha.
      Brawo zwykly/niezwykly!
      Szacunek
      • Gość: loli odbilo Stary - super ze ci sie udalo - inwestuj!!! IP: *.dslaccess.co.uk 17.07.07, 00:58
        ... w nowe zeby i nowa garderobe, bo na tych zdjeciach wygladasz kijowo -lans
        moj drogi - dla florence i simon polecam florence i fred z TESCO!!!

        buhahaa ...

        a najlepsze zdjecie na tej twojej stronie to jak breaka tancujesz - dzizus -
        jak MC Hammer tam wygladasz - a to zdjecie z grupa kolezkow...

        oj stary, ja Ci zajebiscie dziekuje - bo dawno sie tak nie ubawilam -
        rewelacja - a machniesz mi jakas historie o pozyciu malzenskim???? a moze Ty i
        Twoja zona w przebraniu himena gdzies na Gibraltarze usciskuja Billowi Gatesowi
        to i owo ( no bynajmniej nie reke!!) kurde, ale mi sie ten czat podoba :-)

        ej no, napisz jakas jeszcze historyjke, pliz
    • Gość: Doctor Family business sie kreci... Zadzwoncie! IP: *.proxy.aol.com 17.07.07, 03:59
      Musze az wkleic calosc textu (znalazl go miles), by w pelni moc napawac sie
      przedsiebiorczoscia oszusta - exhibicjonisty Szymka i jego brata Piotrka:

      "Marlboro Lights z dostawa + darmowy przelot do PL
      Rejon: Londyn

      Rodzaj: Konsumpcyjne, Używki
      Cena: 25 £

      Wrocilem kilka dni temu z Polski i przywiozlem ze soba 7 kartonow Marlboro
      Lights oraz jeden karton Silk Cut Purple. Jesli chcesz kupic kilka lub
      wszystkie z nich po 25 GBP za karton, wyslij prosze emaila ze swoim numerem
      telefonu do key@london.com lub zadzwon o jakiejkolwiek porze: 07904 6O1 171
      (Piotr).

      Moge dostarczyc twoje papierosy gdziekolwiek sobie zyczysz w strefach 1-2, lub
      mozesz je odebrac w Bloomsbury (niedaleko Holborn), gdzie mieszkam.

      Jesli kupisz wszystkie 8 na raz, dorzuce darmowy lot do Polski w jedna strone
      linia lotnicza Wizzair do Warszawy (kupilem dawno temu lot na 30 czerwca za
      grosze, ale nie lece ze wzgledu na prace). Zmiana daty nie jest wliczona (jesli
      porzebujesz) zmiana imienia na bilecie bedzie za darmo.

      Wyslij mi emaila lub zadzwon jak najszybciej, bo oferta moze byc wkrotce
      nieaktualna : key@london.com, 07904 6O1 171.

      Kontakt: Piotr; key@london.com Tel: 07904 6O1 171"
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka