aleksandra7777
19.11.07, 11:18
Zwracam się do Was Szanowni Forumowicze z prośbą o radę...
Mam 24 lata,w wyniku perturbacji życiowych i problemów zdrowotnych jestem
dopiero na drugim roku studiów (5-letnie magisterskie humanistyczne, nie super
prestiżowe).Idąc przez nie planowo czeka mnie jeszcze trzy lata studenckiego
życia w biednym i smutnym mieście na wschodzie Polski.Tonę w długach,staram
się wiązać koniec z końcem i walczę jednocześnie z zakodowanym w głowie przez
rodzinę "Studia są najważniejsze,człowiek z dyplomem jest traktowany zupełnie
inaczej itd itp". Czy rzeczywiście? Dla mnie studia są oczywiście ważne,ale
nie w kategoriach papierka wręczanego po 5-ciu latach,ale własnego rozwoju i
związanego z tym poczucia ,że się rozwijam,coś dla siebie robię,czegoś się
dowiaduję.Jednocześnie jestem strasznie zmęczona stosami
rachunków,podejmowaniem decyzji,które płacić ,a które mogą jeszcze
"poleżakowac",szarpaniną z finansami.
Pogubiłam sie i zupełnie nie wiem co mam robić.
Od trzech dni bliska mi osoba jest w Londynie,zachwycona normalnością -jak
wynika z relacji telefonicznych-i nastawiona na życie tam.Gorąco namawia mnie
do przyjazdu za ok 2 miesiące.Podejrzewam ,ze ten euforyczny stan minie za
jakiś czas w zetknięciu z tzw prozą życia codziennego.mimo to pozostaje
pytanie ...zacisnąć zęby i kończyć politologię (potem wyjechać i liczyć na
to,ze mój dyplom kogoś "zainteresuje") czy jechać ,a obecne przychody i czas
przeznaczyć na kurs szlifujący język?
Pytam o to na tym forum bo liczę,ze znając tamtejsze realia,poszukiwanie
pracy,podejście pracodawców podpowiecie mi co powinnam zrobić.Może pytanie na
forum "Szanowni Państwo,co powinnam zrobić ze swoim życiem ?" nie jest
najroztropniejsze,ale zawsze to jakieś wyjście...:)
Serdecznie Was Pozdrawiam :)