zadyma1
22.03.08, 13:59
Wywieszka na barze: "Tu jest Ameryka. Proszę mówić po angielsku",
nie oznacza dyskryminacji - uznała komisja praw człowieka miasta
Filadelfia
To precedensowy wyrok w wielkiej bitwie wokół nielegalnych, głównie
hiszpańskojęzycznych imigrantów, która toczy się w Ameryce.
Jak oblicza Amerykańskie Biuro Statystyczne, prawie 20 proc.
Amerykanów, głównie Latynosów, rozmawia w domu w języku innym niż
angielski. Większość z nich zna angielski, ale wielu, zwłaszcza
nowych, nielegalnych imigrantów mówi w tym języku słabo lub w ogóle.
Na spotkaniach w kampanii przed prawyborami w Teksasie wiele pytań,
zarówno do republikanina Johna McCaina, jak i demokratów Baracka
Obamy i Hillary Clinton, dotyczyło problemu: Jak dogadać się w
McDonaldzie, skoro nikt tam nie mówi po angielsku?
Od dwóch lat ruch, głównie prawicowy, na rzecz ograniczenia
imigracji i zmuszania przybyszów do szybkiego uczenia się
angielskiego przybiera na sile. Na wielu sklepach i barach w całych
Stanach wiszą hasła: "Obsługujemy po angielsku". W kilku wypadkach,
m.in. w Ohio, władze lub sądy nakazały je usunąć.
Joe Vento, właściciel Geno's, popularnego w Filadelfii baru ze
stekami z serem, nakleił dwie nalepki: "Tu jest Ameryka. Proszę
mówić po angielsku", ponad dwa lata temu. Jego sprawę szybko zaczęła
badać miejska komisja praw człowieka.
Podczas trwającego prawie dwa lata postępowania kilka osób zeznało,
że czuło się przez ten napis dyskryminowanych. Byli to jednak nie
słabo mówiący po angielsku nielegalni imigranci, ale filadelfijscy
liberałowie. Profesor socjologii Camille Charles zeznała, że
hasło "Mówić po angielsku" to to samo co rasistowskie "Tylko dla
białych".
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5047383.html