Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie?

IP: *.range86-140.btcentralplus.com 30.09.08, 11:48
Niedawno opublikowanie sugeruje ze dwujezycznosc moze sprzyjac jakaniu sie:
www.wellcome.ac.uk/News/Media-office/Press-releases/2008/WTX050512.htm
Badanie nie najlepszej jakosci (tzw. retrospektywne, stosunkowo mala proba,
brak analizy wplywu innych czynnikow), ale moze cos w tym jest.

Inne badania pokazuja jednak, ze dwujezycznosc sprzyja rozwojowi umyslowemu
dzieci, a i oszczedza sporo stresu w przedszkolu. Wiec chyba lepiej z
angielskiego nie rezygnowac i nie izolowac dziecka. A moze w domu przejsc tez
w 100% na angielski do 5 roku zycia? Chyba tez bez sensu, bo mozna jeszcze
wiecej szkody narobic...

I pomyslec, ze sa dzieci trzy (troj?) jezyczne :)
    • Gość: qwerty Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-153.btcentralplus.com 30.09.08, 11:53
      jaro, ty w ogole pracujesz, ciagle jakies linki...;)
      pozdr
      • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-140.btcentralplus.com 30.09.08, 11:58
        Dobra, dobra szefie, juz sie biore do roboty :)
    • korkix78 Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 30.09.08, 12:48
      . Wiec chyba lepiej z
      > angielskiego nie rezygnowac i nie izolowac dziecka. A moze w domu
      przejsc tez
      > w 100% na angielski do 5 roku zycia? Chyba tez bez sensu, bo mozna
      jeszcze
      > wiecej szkody narobic...

      Gdzies czytalem kiedys cos takiego: ze jesli oboje rodzicow sa
      polskojezyczni, to nawet lepiej, zeby mowili w domu tylko po Polsku.
      Wtedy podobno dziecko uniknie powielania bledow jezykowych. Dzieki
      temu bedzie 100% rozumialo i umialo Polski (pzoa pisaniem). I nie
      wplywa to bynajmniej na 'zacofanie' w nauce angielskiego, bo dziecie
      chlonie wszystko jak gabka, tak wiec dzieki przedszkolu / placowi
      zabaw i tak bedzie mowilo w 100% poprawnie po angielsku.

      Teraz juz nie pamietam nawet czy bylo to w jakims wydaniu naukowym w
      formie ekstraktu z nagrodzonego doktoratu czy ktos tak po prostu se
      napisal np tu na forum ..

      Ale najlepiej gdyby sie wypowiedzieli Ci, ktorzy wiedza to jak to
      jest w praktyce na przykladzie wlasnych pociech.

      A nie ukrywam, ze z pewnego wzgledu jestem bardzo zywo
      zaionteresowany..:)
      • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-140.btcentralplus.com 30.09.08, 13:07
        Wiekszosc artykulow ktore czytalem na ten temat sugeruje zeby zaczynac jak
        najwczesniej, i ze dwujezycznosc od urodzenia jest bardzo korzystna. Ten artykul
        o jakaniu sie jest krytykowany jako pseudonaukowy, chocby tu:
        forum.brillkids.com/general-discussion-b5/stutter-risk-for-bilingual-kids/msg7278/?topicseen
        ale moze jest jakis "cognitive overload", moze gdy miesza sie np jezyki
        azjatyckie i europejskie, z diametralnie inna gramatyka?

        Osobiscie uwazam ze lepiej uzywac obu jezykow, byle konsekwentnie, np. mama
        tylko po polsku, tata tylko po angielsku. Pewnie bedziecie sie ze mnie smiac,
        ale ja mowie do malego po angielsku od urodzenia. Jak pojdzie do szkoly to moze
        bede mowil do niego po niemiecku, dzieki czemu szybciej sie nauczy. Francuski
        bedzie w szkole. Na polski bedzie mial tez sporo okazji, zwlaszcza wakacje :)
        • Gość: B Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: 217.150.120.* 30.09.08, 16:40
          Jaro, bardzo niedlugo bedziesz mial problem zeby dziecko w ogole
          cokolwiek po polsku powiedzialo.

          A Twoje mowienie po angielsku do dziecka - to juz jest mistrzostwo
          swiata.
          • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-140.btcentralplus.com 30.09.08, 17:40
            Nie bardzo rozumiem dlaczego. W USA znalem osoby ktore zaczynaly uczyc sie
            polskiego dla fantazji dopiero w college'u i jechaly spedzic rok na UJ. Osoby te
            mowily i czytaly po polsku calkiem niezle, mimo ze nie mialy polskojezycznych
            rodzicow (tylko dziadkow). Czy sadzisz ze dziecko ktorego jedno z rodzicow,
            dziadkowie i kilkoro rowiesnikow mowia po polsku bedzie mialo problemy?? Moze z
            ortografia.

            Dla mnie angielski jest tak samo naturalnym jezykiem jak polski wiec rozmowa z
            dzieckiem tez jest naturalna. Nie znam tylko slangu, ale o to sie nie martwie :)
            • Gość: Ralph Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.zone4.bethere.co.uk 30.09.08, 23:39
              WSZYSTKIE dwu/trzy/cztero-języczne osoby jakie w życiu spotkałem były bardzo
              inteligentne lub wręcz wybitne. Nie wiem czy to wynik samej wielojęzyczności,
              czy może wychowania w kilku krajach, różnych środowiskach. Im więcej języków
              tym lepiej - mój dziadek był Polakiem, więc znał polski, urodził się pod zaborem
              rosyjskim, więc rosyjski też ćwiczył od małego, jego niania była Niemką, więc po
              niemiecku mówił jak po polsku. Potem nauczył się jeszcze angielskiego, a inne
              języki już później łatwo poszły. W sumie znał dobrze 11 języków, z 9 miał
              egzaminy państwowe. Poza tym znał podstawy wielu bardzo egzotycznych języków,
              ich znajomość uratowała mu (i kilku innym osobom) życie w czasie II wojny światowej.

              Uczyć się wielu języków jest łatwo, jeżeli nie trzeba ich się uczyć - umie się
              je "od urodzenia". Gdy zaczyna się w wieku kilkunastu lat, to praktycznie nie
              ma szans na perfekcyjne opanowanie języka, żeby nie wiem jak się starać, to
              będzie on obcy, nigdy nie będzie równorzędny z ojczystym. Już wiele lat zmagam
              się z angielskim i mimo że mówię zupełnie przyzwoicie, to do perfekcji nigdy nie
              dojdę :(
            • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.in-addr.btopenworld.com 01.10.08, 14:08
              Jaro, nauczyc sie a nabyc jezyk to sa dwie rozne rzeczy. Jesli
              chcesz zeby twoje dziecko bylo naprawde dwujezyczne mow do niego
              tylko po polsku zeby ten jezyk stal sie naturalnym dla niego. Co do
              jakania to moje dziecko jest dwujezyczne i jego najlepszy kolega
              tez (4 i 5 lat) i zaden sie nie zajaknie :) no ale to moze byc za
              mala probka. Co zauwazylem jakkolwiek to to ze rozumiaja oboje
              koncept roznych jezykow i roznych sposobow nazywania tego samego
              przedmiotu co dla wiekoszsci dzieci wcale nie jest oczywiste.
              • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-140.btcentralplus.com 01.10.08, 17:39
                3-4 latki juz zaczynaja rozumiec koncepcje roznych jezykow. Moj ma 3 i pol roku
                i wie o co chodzi, choc czasem zdarza mu sie "code switching". Ja nad tym
                myslalem pewnie wiecej niz ustawa przewiduje, ale jestem w 100% przekonany, ze
                sama szkola nie zapewni idealnej znajomosci angielskiego, nawet najlepsza szkola
                (chyba ze z internatem, ale to nie wchodzi w rachube). Sam, mowiac w domu po
                polsku, uczylem sie wiecej slownictwa i zwrotow od rodzicow niz w szkole. Ba,
                niemal codzien rodzice poprawiali moje bledy, takze te przyniesione od kolegow
                ze szkoly. A pelnia poslugiwania sie jezykiem to takze dyskutowanie na rozne
                tematy, zartowanie, dyplomacja i szeroko pojeta kultura slowa. Sadze ze szkola
                dziecku tego nie zapewni. Oczywiscie, jesli ktos ma mnostwo anglojezycznych
                znajomych z dziecmi, sprawa bedzie latwiejsza. My takich znajomych na razie nie
                mamy.

                Dlatego uwazam ze jesli jedno z rodzicow w miare poprawnie mowi po angielsku, to
                lepiej bedzie gdy bedzie do dziecka mowic w tym jezyku. Tak robi wielu Hindusow,
                dla ktorych angielski nie jest pierwszym jezykiem, tak najczesciej robia
                Walijczycy, nawet jesli w dziecinstwie angielskiego zaczynali uczyc sie dopiero
                w szkole (tak, takich jest bardzo wielu), tak tez robi wielu Irlandyczkow
                znajacych z dziecinstwa irlandzki. Zydzi w UK i US tez czesciej mowia do dzieci
                po angielsku niz bo hebrajsku. Jezyk to tylko narzedzie. Gdyby Gombrowicz pisal
                po angielsku, byly bardziej znany niz Joseph Conrad (Korzeniowski).

                Gdyby w Polsce nauczanie odbywalo sie od poczatku w 100% po angielsku, tak jak
                jest np. w Indiach (przynajmniej jesli chodzi o klase srednia) czy chocby
                Zimbabwe, to mniej Polakow pracowaloby w UK i US na zmywakach, a i POlacy w
                Polsce zarabialiby wiecej. Angielski imperializm jezykowy wykorzystuje przewage
                angielskiego, ale ta przewaga istnieje tylko dlatego ze inni nie ucza sie po
                angielsku od dzicinstwa.
                • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.40.53.145.sub.mbb.three.co.uk 01.10.08, 21:41
                  Jako osoba, ktora nauczyla sie ang czy jakiegolwiek jezyka nauczysz
                  dziecko tego jez. najwyzej do tego samego poziomu co ty jednoczesnie
                  nauczysz go swoich bledow. Po drugie skazujesz siebie na kontakt ze
                  swoim dzieckiem w jezyku obcym co wg mnie jest troche niekomfortowe
                  ze tak to nazwe. Mowienie, ze szkola nie nauczy go jezyka jest tez
                  troche chyba jednak nieporozumieniem bo wlasnie w szkole opanuje
                  poprawna wymowe, roznego rodzaju obocznosci etc, ktorych nie jestes
                  w stanie go nauczyc. Owszem mozesz zadbac o slownictwo czytajac mu
                  ksiazki etc ale wydaje mi sie ze jednak popelniasz blad techniczno-
                  jezykowy stosujac ten schemat:) Anyway, twoja decyzja wiec dla
                  ciebie pewnie sie sprawdza.
                  • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range86-140.btcentralplus.com 02.10.08, 15:31
                    To oczywiste, ze nie zastapilbym szkoly. Problem polega na tym, ze w szkolach
                    angielskich dzieci sie nie poprawia gdy mowia blednie - to nie jest politycznie
                    poprawne! Nie poprawia sie wymowy ani slownictwa. Ja, mimo ze mowie z akcentem,
                    potrafie poprawic niewlasciwa wymowe (jak np. zdarza sie Polakom w nazwach miast
                    jak np. Reading czy Slough). Poza tym bede mogl z malym dyskutowac na rozne
                    tematy, co w 30-osobowej klasie jest ograniczone, a slownictwo rowiesnikow jest
                    raczej potoczne. Moja obsesja na tym punkcie wynika z tego, ze chce zeby maly
                    dostal sie w przyszlosci do grammar school. Tam egzaminuja z angielskiego, z
                    umiejetnosci logicznego myslenia i z ogolnej erudycji. Wiele dzieci migrantow
                    wlasnie odpada ze wzgledu na jezyk, mimo kilkuletnich korepetycji. W niektorych
                    grammar schools ostatnio zrezygnowano z egzaminu z matematyki, co jeszcze
                    bardziej powoduje cisnienie na jezyk.

                    No i mam tez watpliwosci to do blyskawicznego uczenia sie angielskiego przez
                    polskie dzieci w angielskich szkolach. Byc moze dosc szybko sa w stanie sie
                    porozumiec z rowiesnikami i napawaja duma rodzicow, ale czesto chyba jest bardzo
                    trudno i dzieci sie stresuja. Moze dlatego pojawiaja sie dziwne pomysly jezyka
                    migowego zamiast po prostu dodatkowych zajec z angielskiego:
                    wiadomosci.onet.pl/1836203,28350,wiadomosceu.html
                    • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.in-addr.btopenworld.com 02.10.08, 17:53
                      Rozumiem co chcesz osiagnac mimo wszystko ciezko mi sie z toba
                      zgodzic co do metody bo jest ona mocno ryzykowna. Zakladajac, ze
                      twoje dziecko chodzi do przeszkola a potem pojdzie do szkoly
                      nabedzie jezyk naturlanie bez twojej pomocy. W pewnym momencie
                      dojdzie tez do momentu kiedy zacznie cie poprawiac i wtedy mozesz
                      stracic autorytet jezykowy i nie tylko. A slownictwo i logiczne
                      myslenie mozesz stymulowac bez tak drastycznych srodkow do tego
                      rzeczywista dwujezycznosc sprzyja koncentracji i ulatwia logiczne
                      myslenie docelowo chociaz poczatkowo dzieci dwujezyczne maja
                      mniejszy zasob slownictwa niz dzieci jednojezyczne (z wiadomych
                      powodow).
    • jeanie_mccake Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 01.10.08, 00:39
      W Afryce i niektorych czesciach Indii prawie wszyscy sa
      wielojezyczni. Znaja jezyk ojczysty, regionalny, panstwowy itd, a
      jakos sobie radza.
      Czy w Luksemburgu i Szwajcarii jakaja sie bardziej, niz w Polsce?
      • xiv Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 02.10.08, 17:00

        nie wiem czy się jąkają, ale jedyny Szwajcar jakiego znam (mój szef)
        mówi tak powoli jakby każde słowo musiał tłumaczyć przez pięć języków
    • eeela Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 08.10.08, 22:03
      Rodzice powinni zwracać się do dziecka w rodzimym języku, w przeciwnym razie
      skazują dziecko na powielanie ich własnych błędów językowych. Jeśli rodzice są
      obydwoje Polakami, powini rozmawiać między sobą po polsku i do dziecka zwracać
      się po polsku, a jeśli chcą wdrażać dziecko jak najwcześniej w język otoczenia,
      powinni wynająć miejscową opiekunkę bądź wysłać dziecko wcześnie do przedszkola.
      Nawet w tym przypadku (gdy w domu mówi się po polsku), głównym językiem dziecka
      będzie język otoczenia, jako język rówiesników, nauczycieli i całego
      pozadomowego świata.

      Jeżeli rodzice są różnojęzyczni, należy stosować metodę OPOL (one parent one
      language) - KONSEKWENTNIE. Jeśli języki obojga rodziców nie pokrywają się z
      językiem otoczenia, należy stosować - podobnie jak w pierwszym omawianym
      przypadku - wczesne wprowadzanie języka otoczenia za pośrednictwem stałego
      kontaktu z nativem (opiekunka, przedszkole), a nie kaleczeniem dziecka od
      zarania żywota wadliwą angielszczyzną (czy jakimś innym językiem).
      • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 08.10.08, 23:02
        A jesli jedno z rodzicow nie jest Anglikiem, ale mowi po angielsku bardzo
        dobrze, albo jest wrecz dwujezyczny? Czy Irlandzki ojciec powinien mowic do
        dziecka po irlandzku czy po angielsku? A walijski? A ojciec Hindus wyksztalcony
        po angielsku, jednak uzywajacy od czasu do czasu hindi - jezyka dziecinstwa?
        • eeela Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 08.10.08, 23:44
          Jeśli twój angielski jest wyuczony, a nie nabyty, powinieneś mówić do dziecka po
          polsku. To samo dotyczy wszelkich innych konfiguracji. To wszystko oczywiście
          przy założeniu, że chcesz, aby twoje dziecko posługiwało się dobrze wszystkimi
          językami - rodziców i otoczenia.
          • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 09.10.08, 10:14
            Nabyty versus wyuczony? To chyba to samo, tyle ze jedni ucza sie od rodzicow w
            domu, inni w przedszkolu, inni w szkole a jeszcze inni na kursach. Sa takie
            kursy ze po dwoch latach mowisz jak native, wlacznie z akcentem, ale to tylko w
            wywiadzie :)
            Ja z uporem maniaka twierdze je jesli jedno z rodzicow zna angielski na poziomie
            proficiency to na pewno dziecku nie zaszkodzi. Przeciez wielu nauczycieli
            angielskiego w angielskich szkolach to non-natives, takze Polacy! Wielu
            Walijczykow uczylo sie angielskiego dopiero w szole, o tym juz pisalem. Poza tym
            wielu angielskich rodzicow mowi z bledami, ma fatalna wymowe i wolalaby zeby ich
            dzieci mowily poprawnie. Czy tacy rodzice powinni zatrudniac opiekunki z
            poudniowo-wschodniej Anglii zeby rozmawialy z dziecmi in proper English?

            Zaczalem ten watek bo zaintrygowala mnie kwestia jakania sie. Cytowane badanie
            to jednak naukowy knot. A badan na temat szkodliwosci mowienia do dziecka w
            jezyku, ktorego rodzice uczyli sie w szkole nie widzialem.
            • eeela Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? 09.10.08, 12:19
              Napisałam - wszystko przy założeniu, że chcesz, aby dziecko nabyło poprawny
              język angielski. Jeśli nie przeszkadza ci, że dziecko będzie przez całe życie
              mówić z polskim akcentem, mówże sobie do niego po angielsku. W polskim akcencie
              nic złego w końcu nie ma.
              • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 09.10.08, 12:57
                Oczywiscie, ze w polskim akcencie nic zlego nie ma, a niektorzy nawet twierdza,
                ze jset sexy :) Jednak nie wiem skad masz informacje, ze dziecko ktore w wieku
                przedszkolnym rozmawia z jednym z rodzicow mowiacym z akcentem, tez bedzie
                mowilo z akcentem. W Polsce jest masa Slazakow, Podlasiakow, Poznaniakow itp, do
                ktorych rodzice mowili w dziecinstwie z lokalnymi akcentami, a ktorzy nigdy
                pozniej z akcentem nie mowili i czasem sa nawet wzorem poprawnosci wymowy, bo
                wymowe nabywali glownie w szkole. W starszym wieku to ma jeszcze mniejsze
                znaczenie, bo brytyjskie dzieci maja przeciez w szkole kolegow i kolezanki
                mowiace z roznymi akcentami, ale jesli wiekszosc dzieci mowi ze standardowym
                angielskim akcentem, to nie ma problemu. A dzieci spedzaja czest wiecej czasu z
                rowiesnikami, niz z rodzicami.

                Gdyby oboje polskich rodzicow rozmawialo w domu ze soba z polskim akcentem i
                gdyby jeszcze po agielsku rozmawialo z polskimi znajomymi i ich dziecmi, to
                zgodze sie, dziecko mogloby nabyc polski akcent. Tak sie dzieje w przypadku
                Azjatow, ktorzy urodzili sie i chodza do szkoly w UK ale, ktorych rodzice i
                znajomi mowili do nich po angielsku z azjatyckim akcentem.

                Jedno z rodzicow, mowiac po angielsku, moze co najwyzej pomoc rozwinac
                slownictwo, gramatyke i pewnosc siebie. Zreszta nauka gramatyki angielskiej w
                domu i tak jest wskazana, bo panstwowe szkoly w UK juz jej nie ucza, a szkoda.
            • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.in-addr.btopenworld.com 09.10.08, 13:55
              Nabyty a wyuczony to jednak nie jest to samo, prz dobrych wiatrach
              moze byc blisko nic poza tym! Mnie jakkolwiek dziwi to, ze z
              wlasnym dzieckiem chcesz rozmawiac w jezyku obcym...
              • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 09.10.08, 20:35
                Dla mnie przeciwienstwem nabytego jest wrodzony, ale to moze skrzywienie
                zawodowe. Ale pewnie ktos tu czytal Chomskiego-lingwiste i bedzie wiedzial lepiej :)

                Jak pisalem wczesniej, mowienie po angielsku przychodzi mi dosc naturalnie, a w
                trakcie mowienia nie jestem swiadom jakim jezykiem mowie, tzn. nie skupiam sie
                na tym. Pewne rzeczy latwiej powiedziec po polsku, inne po angielsku. Dawniej
                ludzie, odpowiednik dzisiejszej klasy sredniej, mowili do dzieci po francusku, a
                w kosciele modlili sie po lacinie. Wazniejsze zeby miec cos do powiedzenia, niz
                to czy sie odmienia przez przypadki czy tez nie. Choc uwazam, ze koncowki
                rodzajowe w polskim (tak jak der, die, das w niemieckim) to dobry wynalazek,
                zatracony we wspolczesnym angielskim.

                Oczywiscie, gdyby istnialo ryzyko, ze dziecko nie nauczy sie polskiego, to
                wlasnie na polskim bym sie skupial. Poki co, takiego ryzyka nie ma, a polski u
                malego i tak dominuje mimo pre-school full time. Jednak phonics uczymy tylko po
                angielsku, zeby nie mieszac. Cale szczescie, phonics, w przeciwienstwie do
                spellingu (btw, jak jest spelling po polsku?), niewiele sie rozni w roznych
                jezykach.
                • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.40.174.8.sub.mbb.three.co.uk 09.10.08, 21:45
                  Spelling? Literowanie, jakkolwiek brzmi to dziwnie chyba. A co do
                  wrodzonego i nabytego, coz, chyba jednak z wrodzonym jezykiem nikt
                  sie nie narodzil jeszcze:)
                  • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 09.10.08, 22:56
                    Jesli spelling to literowanie, to jak bedzie phonics? Gloskowanie?
    • Gość: fanny Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.winn.cable.ntl.com 10.10.08, 23:16
      Rozumiem Twoja troske, zeby dziecko dostalo sie do grammar school.
      Ale nie zgodze sie, ze szkolna znajomosc angielskiego do tego nie wystarczy.
      Moja corka uczyla sie w Polsce w szkole amerykanskiej, obydwoje rodzicow ma Polakow.
      Zdawala do najlepszej dziewczecej grammar school w Anglii i nie dostala sie o 'piczy wlos'. Glownie dlatego, ze testy pierwszy raz zobaczyla na 2 dni przed egzaminem.

      Czy dobrze rozumiem, ze Ty do syna mowisz po angielsku a zona po polsku? A w jakim jezyku komunikujecie sie jak jestescie w trojke?

      f.

      f.
      • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 10.10.08, 23:58
        Z zona rozmawiam po polsku, takze przy dziecku. Czasem, w obecnosci polskich
        znajomych tez mowie do malego po polsku zeby nie robic cyrku, z zona czasem
        czyta malemu bajki po angielsku. Zreszta jak rozmawia z kims po angielsku to
        dziecko tez slucha, to chyba w UK normalne :)

        A co do grammar school, to wiem doskonale ze potrzebne bedzie pare lat
        dodatkowych zajec prywatnych przygotowujacych do egzaminow do grammar school i
        do Common Entrance. Na takie zajecia chodza takze dzieci ze szkol prywatnych,
        takie czasy.
        • Gość: Pavs Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.40.55.235.sub.mbb.three.co.uk 11.10.08, 01:11
          Wybacz Jaro ale robisz dziecku wode z mozgu w imie jakies nieznanej
          mu i tobie tez de facto idei Grammar School...your choice though...
        • Gość: Ralph Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.zone4.bethere.co.uk 11.10.08, 02:37
          Gość portalu: Jaro napisał(a):
          > A co do grammar school, to wiem doskonale ze potrzebne bedzie pare
          > lat dodatkowych zajec prywatnych przygotowujacych do egzaminow do
          > grammar school i do Common Entrance.

          Biedne dziecko, tresowane na siłę. Jeżeli dziecko jest zdolne i ma mądrych
          rodziców potrafiących je zachęcić do samodzielnego poznawania świata (a nie
          wbijać wiedzę na siłę wysyłając na dodatkowe zajęcia), to zda egzamin bez
          najmniejszego problemu. Dodatkowe zajęcia przydatne są dla nieuków. Martwi
          mnie to, że większość dzieci chodzących do szkół podstawowych w UK nie ma
          ŻADNYCH zainteresowań, najwyżej granie w gry komputerowe (chłopcy) lub strojenie
          się i malowanie (dziewczęta). Nic dziwnego, że potrzebują dodatkowych zajęć
          żeby się dostać do sensownej szkoły...
          • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 11.10.08, 10:10
            Wiekszosc nie ma, podobnie jak wiekszosc w Polsce. Pare miesiecy szukalismy
            takiej szkoly do ktorej chodzi zdecydowana mniejszosc - jest to szkola panstwowa
            ale wlasciwie jak prywatna z ogromnym wyborem zajec pozalekcyjnych, w tym
            sportow. I nie ma mowy o zadnym tresowaniu, choc w wiekszosci szkol rzeczywiscie
            sie tresuje pod wyniki SATs. A na dodatkowe zajecia przygotowawcze chodza prawie
            wszystkie dzieci starajace sie o przyjecie do grammar school, przynajmniej w
            ciagu jednego roku.Rodzice dzieci mniej lub przecietnie zdolnych czesto sobie
            odpuszczaja po konsultacji z pedagogiem, bo nie ma sensu dziecka
            unieszczesliwiac gdyby sie do grammar school dostalo ale sobie w niej nie dawalo
            rady. Moj ma dopiero 3.5 roku wiec nie wiemy czy w ogole bedzie mial szanse.
            Poki co niezle gra w pilke nozna :)
            • Gość: Ralph Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.zone4.bethere.co.uk 11.10.08, 11:57
              > Moj ma dopiero 3.5 roku wiec nie wiemy czy w ogole bedzie
              > mial szanse. Poki co niezle gra w pilke nozna :)

              No widzisz, sam więc jeszcze nie wiesz co z niego wyrośnie, a już planujesz mu
              życie. Najgorsze jest jak rodzice za pomocą dzieci realizują ambicje zamiast
              pozwolić być sobą. Napiszę tylko ku przestrodze, że sam byłem dzieckiem takich
              rodziców i bardzo źle to się skończyło.
              • Gość: Jaro Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.range217-43.btcentralplus.com 11.10.08, 16:24
                A co jest wedlug ciebie bycie soba? Czy posadzenie dziecka przed telewizorem
                kiedy ma na to ochote to pozwolenie mu byc soba a prowadzanie dziecka na zajecia
                muzyczne na ktorych sie dobre bawi to jest "planowanie zycia" i przymuszanie do
                czegokolwiek? Kwestia filozoficzna, ale na zdrowy rozsadek wiadomo o co chodzi.
                • Gość: Ralph Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.zone4.bethere.co.uk 11.10.08, 17:24
                  Wiadomo, że jeżeli jest to w granicach zdrowego rozsądku, to dla dziecka jest to
                  przy okazji wspaniała zabawa, ale spotkałem już w życiu wiele osób, które jako
                  dzieci musiały "chcieć" chodzić na masę zajęć dodatkowych. Po prostu należy
                  uważać, żeby nie przedobrzyć (a to samemu trudno zauważyć, a dziecko widząc
                  zachwyt rodziców często nie powie, że nienawidzi chodzić na dane zajęcia), bo
                  wtedy może być gorzej niż gdyby dziecko tylko siedziało przed telewizorem.
                  • Gość: from Europe Re: Dwujezycznosc zwieksza ryzyki jakania sie? IP: *.b-ras1.pgs.portlaoise.eircom.net 11.10.08, 22:54
                    Obserwuje ten watek od poczatku i choc nie mam wlasnego zdania na ten temat to
                    przyznam szczerze ze jestem po wrazeniem jakosci dyskusji, nie chodzi mi tu o
                    slodzenie ale naprawde rzadko kiedy tak przyjemnie sie czyta.
Pełna wersja