ka12
30.12.08, 12:24
Wczoraj rozmawiałam z koleżanką Polką, która od 3 lat mieszka w Norwegii z rodziną, a od roku mają swój dom i zdecydowali się na zostanie w tym kraju na stałe. Miły small talk zmienił się szybko w rodzaj sporu, bo znajoma zarzuciła mi nieprawdę. Zaczęło się od tego, że ona powiedziała, ze jak tam spotyka Polaków to nie przyznaje się, że jest też z Polski. Dodała, że odkąd nazjeżdżało się tam Polaków i Litwinów jest mnóstwo kradzieży. Kiedyś Norwegowie zostawiali wszystko otwarte, a teraz boją się i zamykają auta przed domem, chowają zabawki z podwórka, bo Polacy tak kradną. Nie neguję tego, bo nie widziałam i nie byłam tam. Natomiast powiedziałam jej, że ja tego zjawiska nie widzę tu w Irlandii, że Polacy są raczej dobrze postrzegani jako koledzy w pracy, sąsiedzi. Chętnie się im wynajmuje mieszkania, bo są znani z trzymania porządku i czystości. Rowerki i hulajnogi leżą przed domami i nikt ich nie kradnie. Jak to jej powiedziałam, to ta mi zarzuciła kłamstwo i dodała, że chyba muszę mieszkać w dziwnej dzielnicy i to nie może być prawda, co ja piszę. Zgłupiałam totalnie, ale mam nadzieję, że nie jestem odosobniona w postrzeganiu Polaków w Irlandii w pozytywnym świetle. A może ja naprawdę mieszkam w dziwnej dzielnicy? Czy mam rację? Jak wy to widzicie?