I choćby nie wiem jak się wytężał...

03.10.09, 14:54
Tomasz Jacyków nie kryje się ze swoją orientacją seksualną i tym, że
od wielu lat ma stałego partnera, z którym tworzy rodzinę. Na razie
nieformalnie, ale już niedługo planuje zalegalizować swój związek. I
to w kościele!

Jak wyznaje Michał Witkowski, druga połówka Jacykówa, oświadczyny
były romantyczne: „Tak, oświadczyłem się Tomkowi. Spytałem się, czy
on się zgadza i powiedział >>tak<<. Teraz się zastanawiamy, jak
pięknie
zorganizować te zaręczyny. Każdy myśli, że to tylko żarty, że taki
zboczek jak Witkowski chce być w stałym związku z Jacykówem. A my na
poważnie jesteśmy zaręczeni” – zapewnia Michał.

Zaręczyny są deklaracja o chęci spędzenia wspólnie całego życia,
jednak to ślub jest uwieńczeniem. W przypadku panów ma do niego dość
w… kościele. I to w polskim kościele. Jak to możliwe? „W niektórych
parafiach, np. w Warszawie, po cichu księża udzielają
błogosławieństwa parom homoseksualnym. Jest wielu duchownych, którzy
rozumieją potrzeby gejów i lesbijek. Takie śluby są obecnie
niezwykle popularne” - ujawnia Robert Biedroń, prezes Kampanii
Przeciwko Homofobii.

Życzymy zatem owocnych poszukiwań odpowiedniego kapłana!


www.dziennik.pl/zycienaluzie/article450620/Tomasz_Jacykow_powie_tak_w_kosciele.html

Bardzo wątpię, by te prowokacyjne stwierdzenia były prawdą, tzn., że
polski ksiądz katolicki miałby błogosławić parę homoseksualną.

I choćby nie wiem jak się wytężał, to...

i tak będzie nieważne.
    • janek_hus Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 14:56
      Dla Ciebie będzie nieważne, ale ważne, że dla nich będzie ważne.
      • kann2 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 16:43
        Małżeństwo nie jest tylko sprawą zainteresowanych osób, tylko także
        społeczeństwa, które uznaje za małżonków dwie osoby (mężczyznę i kobietę). Jeśli
        nikt ich za małżonków nie będzie uznawał, to ich subiektywny sąd (że będzie
        ważne) nic nie znaczy.

        Ja mogę sobie uważać, że jestem cesarzem. I co z tego?
        • janek_hus Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 16:53
          > ich subiektywny sąd (że będzie ważne) nic nie znaczy.

          Może dla nich znaczy.

          > Ja mogę sobie uważać, że jestem cesarzem. I co z tego?

          Proszę bardzo. Jeśli się lepiej od tego czujesz, to czemu nie.
          • kann2 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 17:45
            Zaraz, zaraz. W takim razie proszę się do mnie zwracać per Wasza
            Cesarska Wysokość! A nie "czujesz się". Skoro moje subiektywne
            przekonanie dla lepszego samopoczucia ma być wiążące dla innych.

            No, chyba że nie uznajesz mej cesarskiej godności. Tak jak ja nie
            uznaję homoseksualnych małżeństw, nawet pobłogosławionych. Nota
            bene, jeśli rzeczywiście (w co wątpię) jakis kapłan rzymskokatolicki
            dopuściłby się błogosławienia homoseskualnego związku, powinien być
            surowo ukarany.
            • a000000 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 18:03
              kann2 napisał:

              Nota
              > bene, jeśli rzeczywiście (w co wątpię) jakis kapłan rzymskokatolicki
              > dopuściłby się błogosławienia homoseskualnego związku, powinien być
              > surowo ukarany.

              taki kapłan popadnie w ekskomunikę.

              Ale podejrzewam, że to są wymysły pana Biedronia... to jest pajac do potęgi
              entej.... oto jego przemyślenia:

              www.dziennik.pl/wydarzenia/article450189/Tusk_jest_sexy_Kaczynski_jak_ciota_z_PRL.html
    • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 18:10
      pewnie im wystarczy, ze dla nich bedzie wazne.

      co do kaplanow, ktorzy blogoslawia zwiazki homoseksualne - wcale nie zdziwilabym
      sie, gdyby to byla prawda. podobnie jak sa kaplani, ktorzy blogoslawia powtorne
      malzenstwa rozwodnikow (niesakramentalne) mimo, ze zgodnie z nauka kk takie
      zwiazki sa grzechem, cudzolostwem, itp.
      • kann2 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 18:21
        karafka_do_wina napisała:

        > pewnie im wystarczy, ze dla nich bedzie wazne.

        Pisałem wyżej, że małżeństwo nie jest sprawą prywatną, ale podlega
        uznaniu przez prawo.



        >
        podobnie jak sa kaplani, ktorzy blogoslawia powtorne
        > malzenstwa rozwodnikow (niesakramentalne) mimo, ze zgodnie z nauka
        kk takie
        > zwiazki sa grzechem, cudzolostwem, itp.

        To że są grzechem, to prawda. Ciekawe natomiast, gdzie są tacy
        katoliccy księża, którzy błogosławią takie związki. Ja nie słyszałem.
        • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 18:40

          >
          > > pewnie im wystarczy, ze dla nich bedzie wazne.
          >
          > Pisałem wyżej, że małżeństwo nie jest sprawą prywatną, ale podlega
          > uznaniu przez prawo.
          >

          ale moze im nie zalezy na uznaniu przez prawo (w polsce to przeciez niemozliwe),
          ale na blogoslawienstwu.


          > To że są grzechem, to prawda. Ciekawe natomiast, gdzie są tacy
          > katoliccy księża, którzy błogosławią takie związki. Ja nie słyszałem.

          a ja slyszalam. moja kolezanka wyszla za rowodnika i 'zalatwila' sobie takie
          blogoslawienstwo. nie mogla wziac slubu koscielnego wiec chociaz
          blogoslawienstwo chciala otrzymac, bylo to dla niej wazne.
          • kann2 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 03.10.09, 18:45
            Z pewnością w jednym i drugim przypadku stanowi to nadużycie ze
            strony katolickiego księdza.
            • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 00:26
              byc moze, ale ludzie ktorzy otrzymali to blogoslawienstwo czuja sie lepiej i o
              to im chodzi.
              istnieja tez parafie z duszpasterstwem dla malzenstw niesakramentalnych. czesc
              duchownych jest temu przeciwna, a czesc nie. widac nawet w kosciele nie ma
              jednosci pod niektorymi wzgledami.
              • a000000 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 00:41
                karafka_do_wina napisała:

                > istnieja tez parafie z duszpasterstwem dla malzenstw niesakramentalnych. czesc
                duchownych jest temu przeciwna,

                nieprawda... duchowni nie są temu przeciwni... a duszpasterstwo dla małżeństw
                niesakramentalnych to nie jest dostęp do sakramentów bynajmniej...

                www.franciszkanie-klodzko.com/wspolnoty/malnie/index04.htm
                • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 13:46
                  prawda, Azerko. czesc duchownych nie zachwyca sie tym pomyslem.

                  co do blogoslawienstwa malzenstw cywilnych lub homo - to tez nie jest dostep do
                  sakramentow.
                  • a000000 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 14:19
                    karafka_do_wina napisała:

                    > prawda, Azerko. czesc duchownych nie zachwyca sie tym pomyslem.

                    niech zgadnę.... przedsoborowi emeryci?

                    Bo o ile z kolei ja się orientuję - to duszpasterstwa związków
                    niesakramentalnych są zorganizowane we wszystkich większych miastach...czyli
                    jest to inicjatywa episkopatu... a jak tak, to księża wykonują... może szemrzą
                    że będą mieli więcej pracy - ale co do inicjatywy - to się nie spotkałam z
                    jakimś sprzeciwem.... masz jakieś info czy tylko domniemywasz o tym sprzeciwie?..

                    Nie ma sensu organizować takich duszpasterstw przy każdej parafii... bo z
                    licznego grona związków niesakramentalnych tylko nielicznym zależy na utrzymaniu
                    łączności z kościołem... a ksiądz spotykający się z pustymi ścianami to nie to,
                    o co chodzi... najpierw musi być osoba chętna - potem spotkanie.

                    związki homo błogosławią luteranie i to nie wszędzie... i nie opowiadaj mi za
                    panem Biedroniem, że polski ksiądz rzymsko-katolicki pozwoli sobie na taką
                    fanaberię...
                    • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 23:48
                      > Bo o ile z kolei ja się orientuję - to duszpasterstwa związków
                      > niesakramentalnych są zorganizowane we wszystkich większych miastach...czyli
                      > jest to inicjatywa episkopatu... a jak tak, to księża wykonują... może szemrzą
                      > że będą mieli więcej pracy - ale co do inicjatywy - to się nie spotkałam z
                      > jakimś sprzeciwem.... masz jakieś info czy tylko domniemywasz o tym sprzeciwie?

                      czytalam o tym, ze czesc duchownych nie zachwyca sie dbaniem o cudzoloznikow, co
                      nie znaczy ze takie duszparterstwa nie istnieja.


                      > związki homo błogosławią luteranie i to nie wszędzie... i nie opowiadaj mi za
                      > panem Biedroniem, że polski ksiądz rzymsko-katolicki pozwoli sobie na taką
                      > fanaberię...


                      po pierwsze pisalam o blogoslawienstwie drugiego malzenstwa rozwodnika. co do
                      homo - nie wiem czy teraz ktos blogoslawi ich zwiazki czy nie, ale nie wykluczam
                      ze kiedys tak sie stanie.


                      • a000000 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 05.10.09, 00:21
                        karafka_do_wina napisała:

                        > po pierwsze pisalam o blogoslawienstwie drugiego malzenstwa rozwodnika.

                        uściślij - w Polsce, w kościele katolickim?
                        • karafka_do_wina Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 05.10.09, 19:15
                          tak, w katolickim.
                          • a000000 Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 05.10.09, 21:34
                            karafka_do_wina napisała:

                            > tak, w katolickim.

                            w rzymsko-katolickim? tym podległym papieżowi?
                            ksiądz rzymsko-katolicki błogosławił związkowi cywilnemu?
                            nie wierzę.
          • isma Re: I choćby nie wiem jak się wytężał... 04.10.09, 17:27
            karafka_do_wina napisała:

            >
            > a ja slyszalam. moja kolezanka wyszla za rowodnika i 'zalatwila' sobie takie
            > blogoslawienstwo. nie mogla wziac slubu koscielnego wiec chociaz
            > blogoslawienstwo chciala otrzymac, bylo to dla niej wazne.


            "Zalatwila sobie", wbrew normom Kosciola, i od razu sie lepiej poczula ;-))).
            Dobre, Karafka, dobre:


            e. Rozwiedzeni, którzy zawarli nowy związek

            84. Codzienne doświadczenie pokazuje, niestety, że ten, kto wnosi sprawę o
            rozwód, zamierza wejść w ponowny związek, oczywiście bez katolickiego ślubu
            kościelnego. Z uwagi na to, że rozwody są plagą, która na równi z innymi dotyka
            w coraz większym stopniu także środowiska katolickie, problem ten winien być
            potraktowany jako naglący. Zagadnieniem tym zajęli się wprost Ojcowie Synodu.
            Kościół bowiem ustanowiony dla doprowadzenia wszystkich ludzi, a zwłaszcza
            ochrzczonych, do zbawienia, nie może pozostawić swemu losowi tych, którzy — już
            połączeni sakramentalną więzią małżeńską — próbowali zawrzeć nowe małżeństwo.
            Będzie też niestrudzenie podejmował wysiłki, by oddać im do dyspozycji posiadane
            przez siebie środki zbawienia.

            Niech wiedzą duszpasterze, że dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego
            rozeznania sytuacji. Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze
            usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie
            porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie
            małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na
            wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie
            małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne.

            Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania
            pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie
            czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni,
            powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa
            Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania
            dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania
            dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych,
            ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół
            modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką,
            podtrzymując ich w wierze i nadziei.

            Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym,
            niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli
            ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od
            chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości
            między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest
            poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii
            wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o
            nierozerwalności małżeństwa.

            Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii
            eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że
            naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką
            formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa.
            Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów —
            jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi
            rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać
            się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom”180.

            Podobnie szacunek należny sakramentowi małżeństwa, samym małżonkom i ich
            krewnym, a także wspólnocie wiernych, zabrania każdemu duszpasterzowi, z
            jakiegokolwiek motywu lub dla jakiejkowiek racji, także duszpasterskiej,
            dokonania na rzecz rozwiedzionych, zawierających nowe małżeństwo, jakiegokolwiek
            aktu kościelnego czy jakiejś ceremonii.
            Sprawiałoby to bowiem wrażenie
            obrzędu nowego, ważnego sakramentalnie ślubu i w konsekwencji mogłoby wprowadzać
            w błąd co do nierozerwalności ważnie zawartego małżeństwa.

            www.vatican.va/holy_father/john_paul_ii/apost_exhortations/documents/hf_jp-ii_exh_19811122_familiaris-consortio_pl.html
    • grgkh Totalitarny system religijny 03.10.09, 18:29
      Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo zmieniają się w Polsce poglądy na
      to, czym dal zainteresowanych ma być małżeństwo. Wnioskując z tego, jak wiele
      par żyje na kocią łapę, nie o sakrament z religii wynikający im chodzi.
      Pozostali ich obserwują i widzą, że ta swoboda dobrze na ogół służy wspólnemu
      życiu. Spora część tych par ma nawet dzieci, co też przestało w opinii
      społecznej być czymś nagannym.

      Tak więc religia swoje, a ludzie swoje. Ten dysonans miedzy gadką z ambony a
      robieniem co się uważa za naprawdę słuszne sprzyja coraz większemu, lawinowo
      postępującemu odchodzeniu od bezwzględnego posłuszeństwa klerowi. Bo to o tę
      władzę nad szarym ludkiem przecież chodzi.

      A małżeństwo? To formalność w coraz większym stopniu i parom homoseksualnym o
      nic innego nie chodzi. Szkoda czasu na powtarzanie, dlaczego papierek o bliskim
      związku z drugim człowiekiem jest w świetle prawa tak ważny, ale przecież jest i
      wszyscy o tym wiemy.

      Może sobie kler ujadać, a związki partnerskie (niestety u nas nie ma
      rozróżnienia między nimi a małżeństwem) i tak zostaną zaakceptowane, bo religia
      nie ma prawa wtrącać się w system prawny dotyczący ludzi. Ona w ogóle nie
      powinna mieć żadnych tego typu praw i przywilejów. Może pocieszać, pomagać,
      kreować neutralną moralność itp, ale wyłącznie w sferze życia prywatnego. Do
      życia publicznego niech się jednak nie wtrąca.

      Prawo w państwie ma określać granice nieszkodliwego społecznie zachowania, a nie
      uniemożliwiać ludziom żyć tak, jak sobie chcą, choć to dla innych nie jest w
      ogóle szkodliwe nie jest a zainteresowanych unieszczęśliwia.

      A co do rodziny, to powinniśmy być jedną wielką ludzką rodziną, bez podziałów i
      prześladowania pod dowolnym pretekstem, bez nienawiści wobec kogokolwiek, a od
      takich ideałów religia jest bardzo daleko.
      • kann2 Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 18:35
        grgkh napisał:


        > Może sobie kler ujadać, a związki partnerskie (niestety u nas nie
        ma
        > rozróżnienia między nimi a małżeństwem) i tak zostaną
        zaakceptowane, bo religia
        > nie ma prawa wtrącać się w system prawny dotyczący ludzi. Ona w
        ogóle nie
        > powinna mieć żadnych tego typu praw i przywilejów.

        Akurat to, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety nie
        wynika z religijnego nakazu, lecz z obiektywnego porządku
        naturalnego. Nie zmienia tego legalzacja związków homoseskualnych w
        niektórych państwach.


        Może pocieszać, pomagać,
        > kreować neutralną moralność itp, ale wyłącznie w sferze życia
        prywatnego. Do
        > życia publicznego niech się jednak nie wtrąca.

        A czemu nie? Czyż zachodnia kultura nie inspiruje się zasadami
        chrześcijaństwa?
        • grgkh Nie ma obiektywnego porządku naturalnego 03.10.09, 21:32
          kann2 napisał:

          > Akurat to, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety nie
          > wynika z religijnego nakazu, lecz z obiektywnego porządku
          > naturalnego. Nie zmienia tego legalzacja związków homoseskualnych w
          > niektórych państwach.

          Nie istnieje nic, co można by nazwać obiektywnym porządkiem naturalnym. A świat
          przyrody zna wszystkie możliwe kombinacje sprzyjające zachowaniu gatunku.

          Związki homoseksualne zdarzają się wszystkim gatunkom i żaden właśnie z tego
          powodu nie wymiera. Są one WYŁĄCZNĄ sprawą zainteresowanych nimi i ani Tobie,
          ani mnie nic do tego.

          A ja nie godzę się na to, by w moim otoczeniu ktokolwiek narzucał innym ludziom
          poglądy i narzucał im jak mają żyć, a także utrudniał funkcjonowanie w systemie
          prawnym (dziedziczenie, opieka itp).

          > A czemu nie? Czyż zachodnia kultura nie inspiruje się zasadami
          > chrześcijaństwa?

          Ja się tymi zasadami nie inspiruję. Wkurzają mnie na każdym kroku. Bliska jest
          mi natomiast kultura antyku - Grecja i Rzym. Poza tym kultura jest dziełem
          ludzi, a nie religii jako takiej i trzeba być ostatnim ignorantem, by tego nie
          rozumieć. Chrześcijaństwo ma na sumieniu mroki średniowiecza, palenie ksiąg
          zakazanych, wojny krzyżowe, stosy miliony ofiar podczas "nawracania" pogan,
          zniszczenie wspaniałych kultur wielu krajów, jak choćby obu Ameryk i nieustającą
          agresję przejawiającą się tym, że chciało zdominować strefy wpływów innych
          religii, jak islam i judaizm.
          • kann2 Jest obiektywny porządek naturalny 03.10.09, 23:38
            A ja się nie godzę na to, żeby mi ktoś mówił, że nie mogę powiedzieć
            komuś, że żyje niezgodnie z naturalnym porządkiem rzeczy, którego
            wyznacznikiem jest celowość (tak tak, kultura antyku, Grecji - był
            taki, Arystosteles się zwał, który tę celowość dostrzegał). I że mi
            nic do tego, jak fałszuje się pojęcie małżeństwa. I że mi ktoś
            banialuki chce wciskać, że homoseksualizm jest jedną z mozliwych
            kombinacji sprzyjających zachowaniu gatunku. Po prostu się na to nie
            godzę.
            • grgkh Nie ma obiektywnego porządku naturalnego 04.10.09, 09:10
              W społeczeństwie są ludzie, którzy spełniają swoje role.

              Są stare panny, starzy kawalerowie, dziś single, wdowy, wdowcy,
              rozwodnicy, są także bezdzietni. Domyślam się, że tych ostatnich,
              nawet jeśli nie wynika to z ich zachcianki lecz w fizycznego
              upośledzenia, planujesz eksterminować. Najlepiej zabić. Bo... nie
              spełniają podstawowej swojej roli społecznej - rozmnożenia się.

              To jest napisane przekornie. Nie podejrzewam cie o takie myśli, ale
              w tym, co piszesz wcześniej brakuje uwzględnienia tej różnorodności.
              A Ty chcesz, to juz widzę dość wyraźnie, unifikacji, schematyzmu, a
              reszcie się należy pogrożenie paluszkiem, bo odbiegają od normy.

              Ludzi na świecie jest o kilka miliardów za dużo. Czy zdajesz sobie z
              tego sprawę? Czy wiesz, że za kilkadziesiąt lat czeka naszą planetę
              kataklizm?

              Wyczerpują się naturalne!!! zasoby. Kończy się ropa naftowa, potem
              węgiel, potem kopalne zasoby apatytów i zabraknie fosforu, podstawy
              organizmów żywych, który utrzymuje nawozami sztucznymi na
              przyzwoitym poziomie produkcję płodów rolnych, potem metale ziem
              rzadkich, które są niezbędne dla rozkwitających obecnie nowoczesnych
              technologii. A czysta woda pitna? A czyste wody oceaniczne z
              gigantycznymi śmietnikami z tworzyw sztucznych, jak na środku
              Pacyfiku? A powietrze i ditlenek węgla z innymi gazami
              cieplarnianymi? Dziura ozonowa i promieniowanie UV, którego
              intensywność wzrośnie?

              SKOŃZCY SIĘ KOMFORT. Nie zginiemy, bo jesteśmy na to zbyt odporni,
              ale zamienimy nasz świat w piekło. Dla tych miliardów istot
              ludzkich, które nastaną po nas, przyjdzie czas znacznie większej
              konfrontacji w walce o przetrwanie. I wtedy religia, jako narkotyk,
              będzie w cenie większej nawet niż dziś.

              Czego Ci potrzeba w tej chwili? Po co nam jeszcze więcej ludzi na
              Ziemi? Jeśli rozwój cywilizacyjny, poprawa warunków bytowania,
              ZAWSZE!!! powoduje zmniejszenie się rozmnażania, to znaczy, że jest
              to czynnik "programowy", który dostaliśmy od ewolucji w spadku. A
              jednak dotąd nie wyginęliśmy, a więc może nam z tej strony nic nie
              grozi?

              Czy chodzi o własne geny, których ilościową przewagę chcemy
              utrzymać? A więc o konkurencję wewnątrzgatunkową? Czy warto o to
              walczyć? Czy warto przeludnieniem zapewniać nadmiary osobowe, które
              są spychane do niszy, gdzie traktuje się je jak niewolników
              wykonujących mało kwalifikowana pracę?

              Nie. Dojrzyjmy w końcu. Przestańmy powtarzać stereotypowe hasła,
              które służyły walce. Bo walka to wyniszczanie, to duże koszty,
              wymagające również wzmożonej dzietności. Stańmy się wreszcie homo
              sapiens. Gdy nas będzie mniej, będziemy musieli traktować siebie,
              jako coś cenniejszego i wzrośnie szacunek dla każdej, żywej ludzkiej
              istoty, o której jakość wreszcie będziemy musieli intensywniej
              zadbać.

              Nie wyginiemy. W każdym razie na pewno nie dlatego, że zakłócamy
              jakiś "naturalny porządek rzeczy". Wystarczy już w imię tego
              wyidealizowanego porządku niszczyć świat i siebie.

              A natura zna wszystkie możliwe kombinacje i nie ma reguły, która by
              mówiła, że jakaś jest z założenia zła. Niedawno w tygodniku "Forum"
              opisano taką społeczność z odizolowanego geograficznie rejonu Chin.
              Więcej napiszę, jak wezmę ten numer do ręki, bo nie mam go przy
              sobie. Ten przykład daje sporo do myślenia. Pod warunkiem, że na to
              myślenie jesteśmy otwarci.
              • grgkh Inny porządek naturalny 05.10.09, 17:41
                Co obiecałem poprzednio, spełniam. Tu masz link:
                forum.gazeta.pl/forum/w,21155,101144647,101144647,Naturalny_porzadek_rzeczy.html
                Przeczytaj sobie, jak żyją inni ludzie. Zadziwi Cię to na pewno. A
                swoimi refleksjami podziel się z nami.

      • wkkr Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 18:58
        Skoro małżeństwo to formalność a życie na kocią łapę jest cool, to
        poco, o prawo do niego, tak zajadle walczą aktywiści homoseksualni?
        Nie dostrzegasz tu sprzecznosci?
        • maitresse.d.un.francais Jak to wkrr: po co? 03.10.09, 19:13
          Żeby mając prawo do niego (małżeństwa), móc się ostentacyjnie nań wypinać.

          Bo tak, to nie mogą wcale. ;-)

          • wkkr Re: Jak to wkrr: po co? 03.10.09, 19:36
            Miło ciebie widzieć.
            Jak ci się podoba forum?
            PS
            Wiem że po co....
            • maitresse.d.un.francais Re: Jak to wkrr: po co? 03.10.09, 19:50
              wkkr napisał:

              > Miło ciebie widzieć.
              > Jak ci się podoba forum?

              Bo ja wiem?

              Stare śmieci, przynajmniej jajko pod własnym mickiem, co nam oszczędza wiecznych
              zaśpiewów "ach ach jam nie jajko, nie każdy antyklerykał to jajko, franco, zero!"
              • a000000 Re: Jak to wkrr: po co? 03.10.09, 20:20
                maitresse.d.un.francais napisała:

                > Stare śmieci, przynajmniej jajko pod własnym nickiem,

                no... niejaki Bartosz Kania już nas zaszczycił...
        • grgkh Nie wtrącać się w sprawy innych 03.10.09, 21:39
          Nie rozumiesz tego? Wejdź na dowolną stronę w necie, gdzie się mówi o tym.
          Zajadle to będę i ja się upominał o niedyskryminowanie ludzi za to, że chcą, nie
          wadząc nikomu, żyć tak, by być szczęśliwymi i by mieli dostęp do praw, które
          przysługują innym ludziom, żyjącym w małżeństwie.

          Nie dostrzegam tu sprzeczności. Dostrzegam ją natomiast w tym, że księża, będąc
          przymuszanymi do życia w celibacie, nie mogąc się uporać z popędem płciowym,
          "kombinują na boku", czasem stając się pedofilami lub homoseksualistami, że o
          własnych dzieciach nie wspomnę.
          • wkkr Re: Nie wtrącać się w sprawy innych 03.10.09, 21:45
            nikt księży nie przymusza do życia w celibacie.
            • grgkh Re: Nie wtrącać się w sprawy innych 03.10.09, 21:52
              Hipokryzja... :)
          • wkkr No to jak to jest? 03.10.09, 21:48
            homo pożądają praw związanych z małżeństwem a które to prawa hetero
            olewają bo życie na kocia łapę jest cool a małżeństwo to tylko
            formalność....
            No tak wynika z twojego wywodu....
            • grgkh A tak 03.10.09, 21:56
              wkkr napisał:

              > homo pożądają praw związanych z małżeństwem a które to prawa hetero
              > olewają bo życie na kocia łapę jest cool a małżeństwo to tylko
              > formalność....

              Zarówno hetero jak i homo, w coraz większym ostatnio stopniu, potrzebują
              małżeństwa (lub zalegalizowanego jakoś związku), żeby nabyć prawa przysługujące
              partnerom. Staje się to formalnością.
              • a000000 Re: A tak 03.10.09, 22:40
                grgkh napisał:

                >żeby nabyć prawa przysługujące
                > partnerom.

                partner to nie małżonek.

                Małżeństwo to jedność skutkująca POWINIWACTWEM rodzin..

                partnerstwo to dwa single pod jednym dachem. Jak się któremu znudzi - pakuje się
                i wychodzi... często nawet rodziny się nie znają...

                Jakie ustawowe prawa mają partnerzy?
                • grgkh Re: A tak 03.10.09, 22:51
                  Małżeństwo nie oznacza z urzędu szczęścia, bywa, że staje się żałosną patologią.
                  A związek może być równie satysfakcjonujący jak najbardziej udane małżeństwo.

                  > Jakie ustawowe prawa mają partnerzy?

                  Powinni mieć identyczne jak małżonkowie. I dlatego idiotyczne wydaje mi się
                  żądanie kleru, by związku nie nazywać małżeństwem. To tylko literki, a życie
                  toczy się dalej bez zważania na nie.

                  Tym zachowaniem także kler pokazuje, jak bardzo zależy nu na władzy, którą
                  egzekwują przy każdej okazji, demonstrując, że nikt im nie podskoczy. I
                  rzeczywiście, niemal wszyscy się chowają do mysiej dziury.
                  • a000000 Re: A tak 03.10.09, 23:10
                    grgkh napisał:

                    > Małżeństwo nie oznacza z urzędu szczęścia, bywa, że staje się żałosną
                    >patologią. A związek może być równie satysfakcjonujący jak najbardziej >udane
                    małżeństwo.

                    napisałeś oczywistą oczywistość.

                    Nie pytam jakie POWINNI mieć tylko jakie mają.... zważywszy że związek
                    partnerski nie ma wobec siebie żadnych zobowiązań, a małżeństwo ma obowiązki...
                    A przywileje daje PAŃSTWO!!!! nie za ładne oczy, bynajmniej... małżeństwo jest
                    podstawową komórką społeczną realizującą określone CELE - dwoje ludzi
                    zobowiązuje się wobec państwa/Boga, że będzie te cele realizować... Związek
                    partnerski do niczego się nie zobowiązuje... jest WOLNY!!!

                    Jeśli partnerzy chcą praw - muszą nałożyć na siebie również obowiązki.

                    Małżeństwo to nie "tylko literki".... nie sądzę, że jestem klerem - a też nie
                    życzę sobie wprowadzania fałszu do przestrzeni wspólnej .... delikwent nie chce
                    obowiązków? niech nie sięga po przywileje...

                    Co do par homoseksualnych - niech sobie mieszkają razem po dwóch, trzech...
                    stu.... ich sprawa.... To są osoby o nietrwałych uczuciach skierowanych na tą
                    samą płeć, owładnięte seksem... zboczone!!! Jestem przeciwna ich
                    dyskryminowaniu, penalizowaniu.... ale taki związek nawet z daleka nie
                    przypomina małżeństwa..
                    Aby utworzyć małżeństwo, trzeba spełnić pewne warunki.... których ci panowie w
                    żaden sposób nie spełnią, bo... oba samce!

                    Niech sobie inaczej nazwą swoje związki - nie małżeństwo!!! Semantyka tego słowa
                    jest już dawno określona.
                    • 0golone_jajka Re: A tak 03.10.09, 23:25
                      małżeństwo jest
                      > podstawową komórką społeczną realizującą określone CELE - dwoje ludzi
                      > zobowiązuje się wobec państwa/Boga, że będzie te cele realizować.

                      Hmm, jakie cele zobowiązuje się realizować małżeństwo? Dawno się żeniłem, więc już nie pamiętam. Przypomnisz mi, proszę?
                      • a000000 Re: A tak 03.10.09, 23:50
                        0golone_jajka napisał:

                        >Dawno się żeniłem, więc już nie pamiętam.

                        nawet już zdążyłeś się rozwieść... a jak tam synkowie? Z matką zostali?


                        CELEM małżeństwa jest utworzenie związku trwałego, zgodnego, wychowującego
                        dzieci. Związku w którym nie istnieje słowo JA... a w każdej sytuacji mamy
                        wspólnotę interesów, czyli MY.
                        Wspólne troski, wspólne radości, wspólna kasa, wspólny majątek, wspólne
                        obowiązki wobec rodziny, na dobre i na złe, na zawsze... i odtąd będą dwoje jako
                        jedno... do tego się zobowiązałeś składając małżeńską przysięgę...
                        • 0golone_jajka Re: A tak 04.10.09, 10:27
                          Hmm, to powiedz mi co do płeć małżonków ma do rzeczy?
                    • grgkh Kupa fałszywych streoetypów 04.10.09, 08:29
                      a000000 napisała:

                      > Nie pytam jakie POWINNI mieć tylko jakie mają....

                      A Jakie mają. Wszystkie? Co wiesz o wszystkich ludziach i dlaczego
                      wszystkich traktujesz według swoje, subiektywnej miarki?

                      > zważywszy że związek partnerski nie ma wobec siebie żadnych
                      > zobowiązań, a małżeństwo ma obowiązki...

                      Wobec tego nie znasz statystyk. Związki partnerskie żyją często
                      bardziej udanie niż małżeńskie, w których "nie ma odwrotu". Ileż
                      razy działo się tak, szczególnie dawniej, że po przypadkowym seksie
                      jedynym argumentem wiązącym przyszłych małżonków było mające
                      przyjść na świat dziecko. Bo MUSI miec ojca i matkę. I miało. Wraz z
                      całą patologią, zdradami, niechęcią do siebie itp.

                      Instytucja małżeńska - formalność i dla wielu tragiczny los,
                      przymus, zmarnowane życie. Dla wielu, nie dla wszystkich, bo zaraz
                      mi zarzucisz, że mówię o Tobie. Nie mówię.

                      > A przywileje daje PAŃSTWO!!!! nie za ładne oczy, bynajmniej...

                      Żadna łaska. To psi obowiązek nas wszystkich wobec tych, których
                      chcemy pewnymi przywilejami obdarzyć. Państwo jest sługą.

                      > małżeństwo jest podstawową komórką społeczną realizującą
                      > określone CELE -

                      Wielkie słowa, patos. I ukryty cel...

                      > dwoje ludzi zobowiązuje się wobec państwa/Boga,

                      Kosmiczna bzdura. Nie łącz państwa i boga. Bóg nie istnieje, a jeśli
                      niektórym się wydaje, że tak jest to jest to ich PRYWATNA sprawa. A
                      państwo jest formą organizacji życia w ludzkim stadzie. Tylko tyle.
                      I nie ma prawa niczego narzucać bo w ten sposób zaczynają się
                      wszystkie totalitaryzmy.

                      Małżeństwo to formą współistnienia w małych grupach (rodzina) w
                      dużej grupie (całe społeczeństwo). Reszta jest regulacją wzajemnych
                      stosunków na róznych poziomach. A człowiek ma zagwarantowana wolność
                      osobistą i ta wolność MUSI się przekłądać na pewien zakres wolności
                      i powinności na wszystkich poziomach wspólistnienia.

                      A kościól jest instyutucją, koncernem, realizującym program władzy
                      nad jednoostką, z dobrowolnym uczestnictwem. Czy rozumiesz tę
                      dobrowolność? Nie powinno być żadnego przymusu, a tym bqrdziej
                      rwalozowanego w mysl zasady, że kościół utożsamia się z państwem.
                      Żadnej takie zależności nie ma i nie ma prawa być. A jeśli Tobie się
                      wydaje, że to norma, to zostałaś wychowana jako niewolnica tego
                      systemu.

                      > że będzie te cele realizować... Związek
                      > partnerski do niczego się nie zobowiązuje... jest WOLNY!!!

                      To zależy od tego, czy mówimy o związkach zalegalizowanych na
                      równorzędnymch prawach jak małżeństwa. Jeśli nie to jest wolny, co
                      nie oznacza, że to jest złe.

                      Czy uważasz, że ludzie są z założenia źli i jeśli ich nie
                      związać "na siłę", węzłem małżeńskim, to będą nieodpowiedzialni?

                      Czy uważasz, że ludzie, którzy nie są ślepo posłuszni kościołowi są
                      źli?

                      Wydaje mi się, że to chcesz zasugerować. Także i to, że jak się ktoś
                      podporządkuje kościołowi i jego rytuałom to uzyskuje automatycznie
                      nobilitację do traktowania go jako lepszego.
                  • kann2 Re: A tak 03.10.09, 23:58
                    grgkh napisał:

                    > > Jakie ustawowe prawa mają partnerzy?
                    >
                    > Powinni mieć identyczne jak małżonkowie. I dlatego idiotyczne
                    wydaje mi się
                    > żądanie kleru, by związku nie nazywać małżeństwem.

                    Skoro mają miec identyczne prawa, po cóż tworzyć isntytucję
                    partnerstwa różną od małżeństwa. Nie wydaje ci się to idiotyczne?
                    To mówię ja, Kann, nie kler.
                    • a000000 Re: A tak 04.10.09, 00:14
                      kann2 napisał:

                      > To mówię ja, Kann, nie kler.

                      ja też klerem nie jestem, a mówię podobnie jak Kann...
                    • grgkh Re: A tak 04.10.09, 08:32
                      kann2 napisał:

                      > grgkh napisał:
                      >
                      > > > Jakie ustawowe prawa mają partnerzy?
                      > >
                      > > Powinni mieć identyczne jak małżonkowie.
                      > > I dlatego idiotyczne wydaje mi się
                      > > żądanie kleru, by związku nie nazywać małżeństwem.
                      >
                      > Skoro mają miec identyczne prawa, po cóż tworzyć isntytucję
                      > partnerstwa różną od małżeństwa. Nie wydaje ci się to idiotyczne?
                      > To mówię ja, Kann, nie kler.

                      I ja też jestem za tym. Po co mnożyć byty? Ale to widzimisię
                      kościoła, który w ten sposób realizuje swój przywilej władzy.
              • wkkr Re: A tak 03.10.09, 23:06
                grgkh napisał:

                > wkkr napisał:
                >
                > > homo pożądają praw związanych z małżeństwem a które to prawa
                hetero
                > > olewają bo życie na kocia łapę jest cool a małżeństwo to tylko
                > > formalność....
                >
                > Zarówno hetero jak i homo, w coraz większym ostatnio stopniu,
                potrzebują
                > małżeństwa (lub zalegalizowanego jakoś związku), żeby nabyć prawa
                przysługujące
                > partnerom. Staje się to formalnością.
                ============================================
                Jeszcze przed chwilą twierdziłeś że małżeństweo to przezytek od
                którego ludzie odchodza. Teraz twierdzisz że jednak z pewnych
                formalnych względów ludzie (a szczególnie o orientacji homo) bardzo
                zabiegają....
                No to jak do cholery jest z tym małżeństwem!
                Ludzie (homo i hetero) olewają je, czy też pożądają!?
                No zdecyduj się człowieki!
                Zajmij jednoznaczne stanowisko!
                • grgkh Re: A tak 03.10.09, 23:18
                  Przecież napisałem, że jeśli już ktoś się decyduje na małżeństwo, to często
                  WYŁĄCZNIE z pobudek materialistycznych, żeby skorzystać z przysługujących temu
                  związkowi uprawnień.

                  Dajmy te uprawnienia i homoseksualistom. Dlaczego w imię czczenia "instytucji
                  pokropionej sakramentalnie", której kler nie chce "skalać", "świętej", nie
                  odczarować tego pojęcia. Nie ma w nim niczego więcej oprócz chęci dwojga ludzi,
                  by żyć ze sobą.

                  Czy kościół musi "trzymać łapę" na wszystkim? Przecież to o to chodzi. O jeden
                  przywilej, który im się może wymknąć. O zmniejszenie prestiżu koncernu religijnego.
                  • wkkr Re: A tak 03.10.09, 23:30
                    grgkh napisał:

                    > Przecież napisałem, że jeśli już ktoś się decyduje na małżeństwo,
                    to często
                    > WYŁĄCZNIE z pobudek materialistycznych, żeby skorzystać z
                    przysługujących temu
                    > związkowi uprawnień.
                    ==============================
                    Bzdura. Nie znam żadnego małżeństwa zawartego z powodów o których
                    napisałeś. Znam natomiast pary żyjące na kocią łapę tylko dlatego że
                    w wawie takie życie wychodzi taniej.
                    Wspólne mieszkanie.... lodówka.... łóżko....
                    To się opłaca.
                  • a000000 Re: A tak 03.10.09, 23:43
                    grgkh napisał:

                    > Przecież napisałem, że jeśli już ktoś się decyduje na małżeństwo, to często
                    > WYŁĄCZNIE z pobudek materialistycznych, żeby skorzystać z przysługujących temu
                    > związkowi uprawnień.

                    Sugerujesz, że nie wyszłam za mąż z miłości, tylko dla korzyści????

                    >
                    > Dajmy te uprawnienia i homoseksualistom.

                    niech urodzą dziecko - to dostaną prawa. I obowiązki.
                    Za bezproduktywne wkładanie penisa do odbytu gratyfikacje się nie należą...

                    > Czy kościół musi "trzymać łapę" na wszystkim? Przecież to o to chodzi. O jeden
                    > przywilej, który im się może wymknąć. O zmniejszenie prestiżu koncernu
                    religijnego.

                    nie o to chodzi... są śluby na których kościół "łapy" nie trzyma...
                    • wkkr Re: A tak 04.10.09, 07:20
                      a000000 napisała:
                      > Za bezproduktywne wkładanie penisa do odbytu gratyfikacje się nie
                      należą...
                      =============
                      Azerko, w dzisiejszych czasach niektóre pary hetero też to
                      praktykują...
                    • grgkh Re: A tak 04.10.09, 07:53
                      a000000 napisała:

                      > grgkh napisał:
                      >
                      > > Przecież napisałem, że jeśli już ktoś się decyduje na
                      > > małżeństwo, to często WYŁĄCZNIE
                      > > z pobudek materialistycznych, żeby skorzystać
                      > > z przysługujących temu związkowi uprawnień.
                      >
                      > Sugerujesz, że nie wyszłam za mąż z miłości,
                      > tylko dla korzyści????

                      Nie mówię o Tobie. Nic mnie nie obchodzisz. Myślałem o sporej ilości
                      przypadków, z których jeden był w mojej najbliższej rodzinie: wiele
                      lat życia, wbrew zaleceniom kościoła, na kocią łapę, a w tym
                      roku "legalizacja" małżeństwa, w końcu, ze względu na potrzebę
                      skorzystania z uprawnień, które się wtedy uzyskuje. Ale z opowiadań
                      znam podobnych przypadków więcej. Do tego żeby być ze sobą i być
                      szczęśliwym nie jest potrzebna jednorazowa uroczystość, pompa,
                      wielkie słowa w czasie mszy itd. To zbędny rytuał. Naprawdę ważne
                      jest to, co łączy ludzi. I z tego Polacy sobie zdają sprawę. Zmienia
                      się nasza, narodowa mentalność. Zanika strach przed tym "co powiedzą
                      sąsiedzi, rodzina, ksiądz". Nikomu nic do tego. Nikt nie ma prawa
                      oceniać, wtykać nosa w nie swoje sprawy i naciskać. Albo szykanować.

                      > > Dajmy te uprawnienia i homoseksualistom.

                      > niech urodzą dziecko - to dostaną prawa. I obowiązki.

                      Nie znasz sprawy i zabierasz głos. To jest tragiczne.

                      Tak właśnie niektórzy robią. Parom lesbijskim jest łatwiej, bo nie
                      rzuca się to w oczy. Są czasem dzieci z małżeństwa po jego
                      rozpadzie, ale zdarzają się i przypadki, gdy jedna z pań spotyka się
                      jednorazowo z jakimś panem, by począć dziecko. I nikt - według
                      prawa - nie może jej tak urodzonego dziecka odebrać. Ale czasem są
                      to też i panowie, którzy wychowują swoje dziecko - wdowcy,
                      rozwodnicy itp. A takie "rodziny" z reguły są kochające i dziecku
                      potrafią zapewnić wysoki standard opieki, jakości wychowania i
                      miłości. Coś Ci się pomyliło. Kościół Ci zasugerował, że tu chodzi
                      o "rozpustę" tylko, ale rozpusty najwięcej jest w zwykłych,
                      heteroseksualnych małżeństwach, gdzie zdrada małżeńska jest w sporej
                      ich części codziennością. Co kościół robi w tej sprawie? Jaki ma na
                      to wpływ? Ile o tym mówi. Niech się zajmie więc tym, do czego ma
                      większe predyspozycje, a nie węszy zło tam, gdzie go nie ma.

                      A Ty czego od nich chcesz? Co Ci wadzą ludzie, którym jest dobrze.
                      Nie patologiczni. Przecież to był wasz argument, że takie "rodziny"
                      uniemożliwiają prokreację, przez co ludzkość wyginie. Nie wyginie,
                      jeśli pozwolicie (we własnych sumieniach), wychować im dzieci. To o
                      co idzie? O zazdrość, że są szczęśliwi?

                      > Za bezproduktywne wkładanie penisa do odbytu gratyfikacje się
                      > nie należą...

                      A czy Ty nie doświadczałaś "bezproduktywnego wkładania penisa"? Co
                      to za dziwny pogląd? Seksu zabraniasz ludziom? Takiego, jak im się
                      podoba? A nie słyszałaś o seksie analnym par heteroseksualnych?
                      Zakażesz takich praktyk? Ustawisz kościelne kamery pod moją kołdrą?
                      Czego kościół pcha swoje brudne łąpy w to, co go nie powinno w ogóle
                      obchodzić, na czym się kompletnie nie zna? Poza tym jesteś
                      nastawiona jednostronnie, bo pary lesbijskie pozbawione są włsnych
                      penisów, co więc wymyślisz, żeby wywołać w sobie OBRZYDZENIE? Pilnuj
                      swojego życia seksualnego, a innym pozwól cieszyć się tym, czym chcą.

                      INNOŚĆ NIE ZNACZY, ŻE TO MUSI BYĆ ZŁE. Tę nienawiść w Tobie, a
                      wcześniej także w całym naszym społeczeństwie, aktywuje kościół. To
                      jego sprawka. To on jest źródlem Twoich poglądów. To zło pochodzi z
                      niego.

                      Pozwól innym być takimi, jakimi chcą. Nie nienawidź bez powodu, bo
                      Ciebie to nie dotyczy. Rozumiesz to? CIEBIE TO NIE DOTYCZY, a takie
                      poglądy są produktem totalitarnego systemu religijnego. Złego, bo
                      niszczącego szczęście ludzi, którzy nic do kościoła nie mają, a
                      spora część z nich wierzy w tego samego boga co Ty, ale ma duże
                      dylematy moralne, bo musi sobie radzić z zakazami religijnymi.

                      A co to są te Twoje "gratyfikacje"?

                      > > Czy kościół musi "trzymać łapę" na wszystkim?
                      > > Przecież to o to chodzi. O jeden przywilej, który
                      > > im się może wymknąć. O zmniejszenie prestiżu koncernu
                      > > religijnego.
                      >
                      > nie o to chodzi... są śluby na których kościół "łapy" nie
                      > trzyma...

                      Przecież nie o tym mówię. Nie generalizuję, tak jak nie twierdzę, że
                      wszyscy księża są źli.

                      Ale jeśli kościołowi to nic nie wadzi, to niech zrezygnuje z
                      wtrącania się w te sprawy, tym bardziej, że w ten sposób chce
                      wpływać na los WSZYSTKICH obywateli państwa, także i tych, którzy z
                      kościołem nie mają nic wpólnego. I nie życzą sobie mieć nic
                      wspólnego z fałszywą, kościelną moralnością.
      • a000000 Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 20:18
        grgkh napisał:

        Może pocieszać, pomagać,
        > kreować neutralną moralność itp, ale wyłącznie w sferze życia prywatnego.

        co to jest "neutralna moralność"?


        >Do życia publicznego niech się jednak nie wtrąca.

        acha.. czyli jak posłowie uchwalą prawo, że każdego łysego wolno zabić, a w
        sklepie wolno kraść.... to kościół nawet nie będzie mógł pochwalić?

        Wielki z Ciebie łaskawca.... zezwoliłeś kościołowi na wycofanie się do katakumb....
        • grgkh Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 21:51
          a000000 napisała:

          > grgkh napisał:
          >
          > > Może pocieszać, pomagać, kreować neutralną moralność itp,
          > > ale wyłącznie w sferze życia prywatnego.

          > co to jest "neutralna moralność"?

          Taka, która rezygnuje ze straszenia i obiecywania z bogiem w tle, a odwołuje się
          do naszej, ludzkiej mądrości i zasady wzajemności (nie rób drugiemu, co tobie
          niemiłe).

          > > Do życia publicznego niech się jednak nie wtrąca.
          >
          > acha.. czyli jak posłowie uchwalą prawo,
          > że każdego łysego wolno zabić, a w sklepie wolno kraść....
          > to kościół nawet nie będzie mógł pochwalić?

          Czy za aż takich idiotów mielibyśmy mieć posłów? Takich ich wybierałaś? Co to za
          absurdalny przykład?

          Kościół powinien najpierw uporać się z pedofilią, homoseksualizmem, hipokryzją,
          złodziejstwem itp., i całą ogromną listą grzechów w swoich szeregach, a nie
          narzucać innym, jak mają postępować.

          > Wielki z Ciebie łaskawca....
          > zezwoliłeś kościołowi na wycofanie się do katakumb

          Ma odejść z życia publicznego, bo sam nie jest moralny, a rwie się do władzy,
          także i nade mną.
          • a000000 Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 22:36
            grgkh napisał:


            > Taka, która rezygnuje ze straszenia i obiecywania z bogiem w tle,

            a więc nie jest to "neutralna moralność" tylko areligijna moralność...

            nie istniej pojęcie "moralność neutralna".... neutralny oznacza obojętny,
            nijaki... a moralność to zbiór zasad, nakazów i zakazów... bardzo bardzo
            zaangażowany zestaw postaw organizujący społeczeństwo... poprzez system prawny
            lub religijny ingerujący w wolność jednostki, celem ochrony innej jednostki.
            Takie: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe właśnie.

            > Czy za aż takich idiotów mielibyśmy mieć posłów?

            a nie? często sobie słucham transmisji z posiedzeń... ręce opadają.

            > Kościół powinien najpierw uporać się z pedofilią, homoseksualizmem,
            >hipokryzją, złodziejstwem itp., i całą ogromną listą grzechów w swoich
            >szeregach, a nie narzucać innym, jak mają postępować.

            Zgadzam się, że powinien... ale to niemożliwe... kościół tworzą LUDZIE - a
            ludzie są grzeszni....


            Nie zauważyłam, aby kościół mi NARZUCAŁ jak mam postępować... kościół mówi co
            się kryje za przekroczeniem kolejnych zasad.... a ja decyduję sama - czy
            przekroczę czy nie... i sama odpowiadam za swoje decyzje...
            • grgkh Re: Totalitarny system religijny 03.10.09, 23:10
              a000000 napisała:

              > grgkh napisał:
              >
              >
              > > Taka, która rezygnuje ze straszenia i obiecywania z bogiem w tle,
              >
              > a więc nie jest to "neutralna moralność" tylko areligijna
              > moralność...
              >
              > nie istniej pojęcie "moralność neutralna"....
              > neutralny oznacza obojętny, nijaki...

              Neutralny, to nie zajmujący stanowiska w sprawie ze względu na taki czy inny
              pogląd. Może to dotyczyć koloru skóry, blond włosów, brudnych skarpet itp. Jest
              potencjalna przyczyna, ale moralność jest od niej niezależna. Nikogo nie foruje,
              ani nie prześladuje. Wszystkim daje jednakie szanse. W naszym przypadku chodzi o
              wpływy religijne pod dowolną, związaną z religią postacią.

              > Takie: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe właśnie.

              Takie właśnie. Cały "dekalog" w jednym zdaniu. Bez niewolnictwa, pogardy dla
              kobiet, straszenia, obietnic itp.

              > > Czy za aż takich idiotów mielibyśmy mieć posłów?
              >
              > a nie? często sobie słucham transmisji z posiedzeń...
              > ręce opadają.

              Ale z tą eksterminacją łysych to przegięłaś, prawda?

              > > Kościół powinien najpierw uporać się z pedofilią,
              > > homoseksualizmem, hipokryzją, złodziejstwem itp.,
              > > i całą ogromną listą grzechów w swoich
              > > szeregach, a nie narzucać innym, jak mają postępować.
              >
              > Zgadzam się, że powinien... ale to niemożliwe...
              > kościół tworzą LUDZIE - a ludzie są grzeszni....

              I tak będzie zawsze, jeśli nie sięgniemy po prawdziwą wiedzę o nas samych, a
              będziemy liczyli, że marchewka i kijem uda się tworzyć poprawnie działające
              struktury społeczne. System religijny jest skazany na porażkę, bo jest oparty na
              kłamstwach.

              Pomyśl. Te miliardy ludzi oszukanych, że bóg istnieje. Ten czas zmarnowany na
              ich bezsensownych modłach, o nadzieję, pomoc, lepsze życie, a nawet uśmiercenie
              wroga. To oszustwo, że jak tu się pomęczą, to "tam" dostaną nagrodę. Albo jak
              nie będą pokorni to tam ich czeka zemsta najstraszniejsza z możliwych. Jaka to
              niesłychana podłość. Czym ci biedni ludzie sobie na ten fałsz zasłużyli?
              Wegetowali jak nędzarze i zdechli wielbiąc pana, którego nie ma. I ci cwaniacy,
              którzy kupowali sobie lepsze życie w zaświatach piorąc sumienie za kasiorę, za
              pałac pychy z dzwonnicą. I ci kapłani, którzy przecież nie wierzą w karę boską,
              bo by się tak nie zachowywali. Jeden wielki cyrk. I machina propagandowa na
              niesłychaną skalę, na tysiące lat, bo jak nie jeden bóg, to może inny, byle
              nakarmić zmysły ułudą. Jak w jakimś potwornym horrorze...

              Sami sobie piszemy te scenariusze.
              • a000000 Re: Totalitarny system religijny 04.10.09, 00:13
                grgkh napisał:

                >Może to dotyczyć koloru skóry, blond włosów, brudnych skarpet itp.
                >Nikogo nie foruje, ani nie prześladuje. Wszystkim daje jednakie szanse.

                No to stoimy pod murem.... CO ROZUMIESZ przez "moralność"?

                > Ale z tą eksterminacją łysych to przegięłaś, prawda?

                no chyba nie chcesz powiedzieć, że wziąłeś to na serio??? To jest tylko
                przejaskrawiony przykład , aby było łatwiej zrozumieć...

                > Pomyśl. Te miliardy ludzi oszukanych, że bóg istnieje.

                a nie przyszło CI do głowy, że nikt tych miliardów nie oszukiwał? Ze oni
                samodzielnie doszli do wniosku, że Bóg istnieje?

                >Albo jak
                > nie będą pokorni to tam ich czeka zemsta najstraszniejsza z możliwych.

                to nie tak... piekło to stan bez Boga... człowiek sam wybiera, sam decyduje...
                czy Boga odrzuca, czy nie... to nie jest brak pokory tylko akt podmiotowości
                człowieka... któremu Bóg dał wolną wolę, dzięki której to człowiek jest panem
                swojego istnienia...

                Bóg stwarzając człowieka dobrze wiedział, do czego ten okaże się zdolny... i aby
                go niejako chronić przez samym sobą (człowiekiem) - wyposażył człowieka na drogę
                w zestaw zasad, które Bogu do niczego potrzebne nie są... potrzebne są
                człowiekowi aby był szczęśliwy...
                Człowiek może ale nie musi trzymać się tych zasad... może Boga i jego normy
                ODRZUCIĆ.
                I skoro odrzuci - to konsekwentnie - na zawsze... a więc nie dziw się, że po
                śmierci taki delikwent znajdzie się w przestrzeni BEZ Boga... na własne życzenie.

                > I tak będzie zawsze, jeśli nie sięgniemy po prawdziwą wiedzę o nas samych,

                znaczy, co? wojny, nienawiść, tortury, zabijanie, pogarda, pycha, panoszenie
                się, stawianie się w centrum wszechświata....

                Jaka jest PRAWDZIWA NATURA człowieka wedle Ciebie?

                >Ten czas zmarnowany na ich bezsensownych modłach,

                Bezsensowne dla Ciebie...ale niekoniecznie dla modlących się... którym niosą
                ukojenie i nadzieję... wartości nie do przecenienia...

                > Wegetowali jak nędzarze i zdechli wielbiąc pana, którego nie ma.

                czyli wedle Ciebie - wierzący są nędzarzami, a ateiści to bogacze... czy tak?

                >I ci kapłani, którzy przecież nie wierzą w karę boską,
                > bo by się tak nie zachowywali.

                A dlaczego mieliby wierzyć? Bóg NIKOGO nie karze... nie istnieje coś takiego jak
                "kara boska"... to jest tylko taka metafora...
                Człowiek, przekraczając przykazania i odrzucając Boga, SAM SIĘ KARZE!!!!

                > Sami sobie piszemy te scenariusze.

                również scenariusz ateistyczny....
    • maitresse.d.un.francais A gdzie jest, że katolicki? 03.10.09, 19:12
      Bo nie widzę, a kannuś o tym wspomina.
    • kora3 mnie to po prostu smieszy ... 08.10.09, 09:18
      kann2 napisał:
      >
      > Bardzo wątpię, by te prowokacyjne stwierdzenia były prawdą, tzn.,
      że
      > polski ksiądz katolicki miałby błogosławić parę homoseksualną.
      >
      > I choćby nie wiem jak się wytężał, to...

      Witam Was po krótkiej przerwie :)
      Odnoszac się do zacytowanego tekstu i słow Kanna musze napisac, ze
      mnie takie cos po prostu smieszy. Mam na mysli wzajemna "linię
      frontu" na osi klerkatolicki - działecze gejowscy.
      pewnikiem działa tu trzecia zasada dynamiki:), ale i tak to po
      prostu smieszne:)
      jako prosty człowiek nie potrafię zupełnie dostrzec logiki w takim
      postepowaniu. dla mnie sprawa jest oczywista- KRK NIE AKCEPTUJE
      zwiazków homo (nie tylko zresztą homo) A jego nauka z zasady swej
      odrzuca mozliwosc uczynienia takiego zwiazku nie tylko
      sakamentalnym, ale i "poblogosławionym" w jakikolwiek sposób - w
      kazdy razie teraz, a nie pzypuszczam, by miało się to szybko
      zmienic.
      O ile mi wiadomo homoseksualista nie jest z załozenia poza nawiasem
      KRK - moze przyjmowac sakramenty, moze tez nie ukrywac swej
      orientacji (na zasadzie np powiedzenia o niej współwiernym), nie
      musi wcale prbować sie z niej "leczyc" m.in. niegodziwymi metodami w
      postaci prób z kobietami bo moze sie odmieni. Po prostu nie moze
      nierealizować swego popedu - tyle.
      Kto jenak chce być aktywny seksualnie, mie partnera - musi
      zrezygnowac z pełnego uczestniczenia w życiu koscioła i juz.
      Ewentualnie moze zostać wiernym innego koscioła, gdzie zw. homo sa
      akceptowane i kwita.
      Nawet jeśli rzeczywiscie jacys ksieza błogosławią nieoficjalnie zw.
      homo to czynia to prywatnie, niezgodnie z zasadami nauki kosciola do
      którego nalezą i nie mozna się na to powoływac.
      Sądze zatem, ze tego rodzaju teksty to faktycznie prowokacja.


      Z drugiej strony Koscioł bardzo chciałby wpływac na państwo w
      temacie osobistych spraw obywateli w zakresie, w którym nie powinien
      w moim odczuciu tego robic. KRK ma nieograniczoną niczym swobode
      wpływania na swoich wiernych, a takze nieograniczone mozliwosci
      nawracania na swoje wyznanie innych.
      Póki dzialania i zasady koscioła, zwiazku wyznaniowego - nie sa
      sprzeczne z prawem swieckim państwo wcale nie stara sie na nie
      wpływac. dokladnie tak jest z KRK, który ma zreszta szczególne
      przywileje. Dlatego wrecz nietaktem jest zeby Kosciół próbował
      wywierać naciski na panstwo swieckie, rząd itp. Nielogicznym jest
      też argument, że państwo nie powinno tego czy tamtego akceptowac, bo
      to sprzeczne z nauka koscioła. Sprzeczne, czy ne - to sprawa
      koscioła i jego wiernych, wiec jesli sprzeczne, to dla wiernych
      zabronione, niezaleznie od stosunku państwa do tematu.
      Katolicy np. nie rowodza się,a jesli juz doszłoby do takiej sytuacji
      z inicjatywy dugiej strony, nie wstepuja w nowe cywilne zwiazki i
      nie ma w Polsce prawa, które ich do tego zmusza, aczkolwiek taka
      mozliwosc dla niekatolików wszak istnieje :)
      Kosciółjakos to musi przełknać, bo sprawa dotyczy szerokiej, nawet
      podejrzanie szerokiej jak na "katolickie społeczeństwo" grupy
      obywateli. Jak widać da się wiec współegzystowac nie łamiąc zasad
      kaolikom i nie ograniczając niekatolików. Moim zdaniem w tym
      kierunku powino isc państwo. Wszelkie prowokacje z obu stron mam na
      myski homo i kler uwazam za smieszne i dziecinade
      >
      > i tak będzie nieważne.
Pełna wersja