jurek_z_berlina
06.10.09, 10:52
Być może temat ten był już przerabiany, ale ponieważ forum znowu stało się
ogólnodostępne i jest tutaj kilku nowych uczestników, postanowiłem – także dla
„odświeżenia” własnej aktywności – zaprosić Was wszystkich raz jeszcze do
dyskusji na postawione w tytule wątku, nieco prowokacyjne pytanie.
Na wstępie chciałbym podzielić się garścią własnych refleksji i uwag, z
którymi z pewnością nie wszyscy się zgodzą. Wolę jednak taką, indywidualną
formę zagajenia dyskusji, niż bezmyślne często wklejanie cudzych,
niekoniecznie przekonywujących tekstów.
Cieszyłbym się bardzo, gdyby i Wam temat wydał się na tyle ważny, że warty
omówienia; przecież na tak zacnym forum trzeba sobie od czasu do czasu także
„pofilozofować”, zamiast tylko kłócić się i sprzeczać o banały, powielać ploty
i „sensacje”...
* * *
Może zacznę od tego czym, według mnie, mądrość nie jest, lub też z czym nie
należy jej mylić. Otóż warunkiem bycia mądrym człowiekiem na pewno nie jest
duży zasób wiedzy, czyli – jak się to mówi – posiadanie bardzo „szerokich
horyzontów”. Przy pewnej dozie szczerych chęci lub odrobinie talentu (dobra
pamięć) wiedzę może posiąść w zasadzie każdy, nawet niezbyt mądry
człowiek.
Mądrość nie jest też inteligencją, bo chociaż ta – podobnie jak w przypadku
mądrości – oznacza umiejętne wykorzystywanie własnych doświadczeń i wiedzy
oraz zakłada poradzenie sobie w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji
życiowej, w odróżnieniu od mądrości jest jednocześnie zupełnie neutralna
moralnie. Żeby wyjaśnić bliżej o co mi chodzi, posłużę się drastycznym
przykładem. Otóż największy zbrodniarz również może być człowiekiem
odznaczającym się niezwykłą inteligencją, może posiadać ogromne doświadczenie
życiowe i dysponować nieprzeciętną wiedzą, ale nie da się już o nim
powiedzieć, że jest człowiekiem mądrym, prawda?
Czym zatem jest mądrość?
Bardzo krótka definicja mądrości określa ją jako „umiejętność podejmowania
uzasadnionych decyzji, które w dłuższej perspektywie przynoszą
pozytywne rezultaty”. Osobiście dodałbym tu jeszcze: „przy dobrym
wykorzystaniu posiadanej wiedzy i własnego doświadczenia”. Nieprzypadkowo
uwypukliłem w definicji słówko 'pozytywne', bo to ono chyba jest kluczem do
właściwego zrozumienia pojęcia mądrości.
Nie wiem czy jesteś osoba wierzącą, ale nawet gdybyś była ateistką, jako
człowiek głęboko wierzący, nie oszczędzę Ci pewnej refleksji religijnej,
potrzebnej do wyjaśnienia mojego własnego pojmowania mądrości.
Otóż według wykładni chrześcijańskiej, „wszelka mądrość pochodzi od Boga” ,
jest immanentną częścią jednego z bożych przymiotów, a mianowicie
nieskończonej doskonałości Boga Stwórcy Wszechrzeczy i jednym z darów
udzielanej człowiekowi przez Trzecią Osobę Trójcy Św. – Ducha Świętego.
Skądinąd wiemy, że doskonałość Boga obejmuje także Jego niewymowną dobroć, że
wszystko co Bóg uczynił i czyni jest w tym samym stopniu i mądre i dobre.
Właściwie interpretowana ludzka mądrość (jako dar Boga) ma zatem jakiś bardzo
ścisły związek z czynieniem dobra.
Chrześcijaństwo twierdzi ponadto, że człowiek mądry posiada specyficzną
zdolność do nacechowanego głębokim, emocjonalnym zaangażowaniem, działania
zwiększającego w dłuższej perspektywie czasowej nie tylko jego dobro własne,
ale też dobro ogólne. Zatem mądrość, to nie tylko ogromna wiedza,
inteligencja, duże doświadczenie czy rozsądna zaradność życiowa, ale przede
wszystkim jakaś wewnętrzna harmonia i prawość umożliwiające podejmowanie
decyzji, które przynoszą pozytywne, dobre rezultaty, zwiększające z kolei
szeroko pojęte dobro ogólne. Człowiek mądry jest więc naturalnym
sprzymierzeńcem Boga w pomnażaniu dobra na ziemi i to bez względu nawet na
wyznawany przezeń światopogląd.
Wynikałoby więc z tego, że nawet ateistę negującego istnienie Stwórcy i
pomnażającego dobro z innych nie religijnych, a powiedzmy – humanistycznych
pobudek, możemy bez zastrzeżeń nazywać człowiekiem mądrym.
cdn.